czwartek, 27 grudnia 2012

Arive or Dead- Część 8/..


Cztery dni później 28-latka oznajmiła, że z następnej książki zrobimy coś na wzór pamiętnika. Zgodziłem się, dobrze wiedząc, że lepiej się jej nie sprzeciwiać, ponieważ może się to źle skończyć. Tego dnia doszliśmy też do jednego z przełomów w moim życiu, który mimo wszystko, od początku chciałem pominąć. Widziałem, że to nie możliwe.. Więc nie mogłem zrobić nic innego, jak pokornie opowiadać.
Czułem się coraz dziwniej ze świadomością, że kompletnie nieznani mi ludzie, będą mieli pełny dostęp do mojej tajemnicy. Ale zgodziłem się na to. On Też by się zgodził, byłem tego pewien..
*     *    *
                Mimo Słów Sachiko, nie przestałem się spotykać z Tsukim. Wręcz przeciwnie, starałem się spędzać z nim tyle czasu, co kiedyś, a widząc złość na twarzy jego nowej „ Przyjaciółki” odczuwałem nieczystą satysfakcje. Może było to trochę wredne z mojej strony, ale ona… sama to zaczęła. W szkole nagle zaczęły pojawiać się najróżniejsze plotki. Ja ich nie słuchałem, ale wiedziałem, że połowa z nich dotyczy naszej rywalizacji. W końcu Tsuki wszystkich tam znał, był popularny. A ta sprawa dotyczyła także jego.
                Dni mijały, nie czekając na nas. Pierwsze półrocze minęło niemalże niezauważalnie.  Sachiko została z nami. Jej rodzina dobrze czuła się w Tokio. Dziewczyna cały czas trzymała się z naszą grupką, która w stosunku do niej podzieliła się na ludzi, którzy uwielbiali ją i ludzi, którzy jej nie akceptowali. Oczywiście, do nich właśnie należałem.  W końcu… I Tsuki został uświadomiony do naszej wzajemnej nienawiści. Wiedział, że nie pałamy do siebie sympatią, jednak wcześniej i ja, i Sachiko zapewnialiśmy go, że jest w porządku. Cóż… wreszcie i to się skończyło..
*    *    *
-Tsuuuki.. – Mruczałem chłopakowi nad uchem, bawiąc się kolorowymi koralikami wisiorka Myu. Oparłem głowę o ramie czerwonowłosego, wgapiając się w ekran sporego telewizora.
-Ćśś… - Szepnęła brunetka mrożąc mnie wzrokiem. Przewróciłem oczyma, mocno przytulając do siebie ramię przyjaciela, który kompletnie nie zwracał na mnie uwagi, będąc skupionym na jakiejś durnej komedii.
-Tsuu.. – Znów wyjęczałem, tym razem potrząsając jego ręką.
-No?- Westchnął w końcu, nawet na mnie nie patrząc.
-Nudzę się… Chodźmy gdzieś.. –Poprosiłem wtulając się w jego ramie. Jego zapach i ciepło ciała działały na mnie jak narkotyk, uzależniał mnie.
-Co to? Jakieś zachcianki? Najpierw chciałeś oglądać dramę. – Przypomniał z wyrzutem. Prychnąłem. To nie moja wina, że ten fam był taki… nie taki..
-Jest nudna! – Wyżaliłem się. Kontem oka zauważyłem, że Myu przygląda nam się z wyczekiwaniem pewnie zastanawiała się, który z nas wygra tę cichą walkę.
-Dooobra. – Westchnął w końcu brązowooki. – Chodźmy do sklepu, przy okazji odprowadzimy Myu na korepetycje… - Mruknął niezadowolony. Za to ja zadowolony wstałem wyłączając dramę. Widziałem że to trochę nie fair z mojej strony, że musieli się mi podpasowywać zależnie od chwilowego celu, ale w głębi nosiłem nadzieje że jeśli nie chcieli by czegoś robić, umieli by się sprzeciwić, w końcu na tym polega życie..
*    *    *
                Zaciekawiony śledziłem wzrokiem za Tsukim, który stojąc w drzwiach jadalni przyglądał mi się z uśmiechem, uśmiechem przeznaczonym tylko dla mnie. Wyszedł do pokoiku z dwoma pucharkami zapełnionymi różnobarwnymi kuleczkami lodów, polanymi – choć właściwie w tym miejscu bardziej pasowałoby słowo „zalanymi”- polewą czekoladową. Wyciągnąłem w jego strone obydwie łapki.
-Powinienem zrobić ci zdjęcie z tą miną. - Uśmiechnął się swobodnie, po chwili oddając w moje dłonie zimne naczynie. Chłopak usiadł na krześle naprzeciw mnie, wpatrując się ponownie w moją twarz, ale nie trwało to długo. W pokoju panowała niezaprzeczalna cisza. Ale nie była ona niezręczna, po prostu każdy z nas skupiony był na szybko topniejącym słodyczu, no, przynajmniej ja.
-Masz czekoladę na policzku. –Zaśmiał się Tsuki, gdy odkładałem pusty pucharek na nieco dalej od siebie, koło drugiego kieliszka.
-Ja? –Zapytałem inteligentnie. Zmarszczyłem brwi. Coś mi w tym nie pasowało. Podniosłem łapkę na wysokość twarzy i zacząłem pocierać lewy policzek. Widząc koci uśmiech malujący się na mordce chłopaka chciałem przenieść się na drugi, jednak ten ruch przerwany został przez nagłe pochwycenie mojego nadgarstka i odsunięcie go na znaczną odległość. Zdziwiony powiodłem za nim wzrokiem, a sam sprawca powoli przybliżył się do mnie, niewiele więcej niż dotychczas. Zaczął niemal że leżeć na drewnianym stole.  po czym kompletnie nie skrępowany powiódł końcówką języka za trasą naznaczaną przez czekoladę. Dla ścisłości To raczej nie był policzek ,a miejsce bardzo bliskie ust.
-Co ty robisz? – Zaśmiałem się nieco spięty. Czułem jak policzki zaczynają mnie piec, zapewne przybierając niezdrową barwę, czego nie umiałem powstrzymać.
-Szkoda żeby się zmarnowała. –Stwierdził błyskotliwie, wzruszając ramiami. Kiwnąłem dość niepewnie głową, uciekając od jego radosnego spojrzenia. Po chwili zamoczył opuszek palca w czekoladzie, i z niewinnym uśmieszkiem oznaczył kilka punkcików na moich wargach. Odsunąłem się do tyłu widząc jak znów się nad mną pochyla. – Spokojnie, nie zabije. – Mruknął cicho,widząc jak niebezpiecznie wychylam się na krześle. Powoli przestawałem myśleć nad całą sytuacją, Wyłączyłem tą funkcje całkowicie. Skupiłem się na widoku przyjaciela, który z zadowoleniem patrzył jak ponownie  tym razem podświadomie wychylam się w jego stronę. A to wszystko po to by ponownie poczuć zwinny języczek, tym razem na moich ustach. Chłopak właściwie leżał na stole, w tej chwili cieszyłem się że jest on taki niewielki, niczym biurko. Nie przejmował si tym, że w każdej chwili w domu pojawić się mogą jego rodzice. Powoli przymknąłem oczka, poddając się zabiegowi.  Poczułem jak jego lewa dłoń, zsuwa się na moje biodro,  prawa ląduje na policzku. Nie wiedziałem, że był już tak blisko. Chwile spamiętywał moje wargi by wsunąć się pomiędzy nie. Nie myślałem o tym, że to nie moralne, czy też o tym, że przez taki maleńki incydent, nasze życie jako przyjaciół może się dosłownie skasować..
*    *    *
-Wiedziałeś, że Tsuki jest gejem? Czy to była tylko młodociana chęć poznania czegoś nowego? – Pyta blondynka, która dotychczas cicho siedziała, co jakiś czas niespokojnie kręcąc się na krześle.
-To było trochę dziwne, Tsu nigdy zachcianek nie miewał.. Nigdy mi to do głowy nie przyszło ,że jest Homo, wciąż tak nie uważam. On był raczej Bi. – Osądzam, kartkując dość wyblakłą gazetę, o której istnieniu dotychczas nawet nie wiedziałem.
-Co myślałeś o tym wydarzeniu? Wracaliście czasem do tego?
-oczywiście. Na początku także myślałem, że chciał jedynie sprawdzić jak to jest. Ale to było coś więcej… Czasem śmialiśmy się z tego, co się zdarzyło, że chłopakowi coś takiego przyszło do głowy.. –Wyznaje pijąc gorzką herbatę. Odczekuje aż skończy pisać notatki, które podyktowałem.  Gdy dźwięk klawiatury ucichł, a ciemne oczy zamarły na mnie znów rozpocząłem.
*    *    *
Ocknąłem się z miłego transu dopiero, gdy wścibskie dłonie chłopaka zaczęły błądzić pod moją koszulką. Tego było za wiele. Odsunąłem się od niego tak gwałtownie, że po chwili wylądowałem tyłkiem na twardej, drewnianej podłodze w jadalni. Niedaleko usłyszałem podobny trzask, zauważyłem, że niewielki stół, bardziej stolik, zaczyna się niebezpiecznie chwiać.
-Nic ci nie jest? – Zapytał Tsu, okrążając stół.
-Nie, nie… w porządku..  – Westchnąłem nieco oszołomiony. Ominąłem wyciągniętą w moją stronę dłoń, i wstałem bez jego pomocy. –Będę się już zbierał. – Stwierdziłem stanowczo, znaczy, na tyle stanowczo ile było mnie stać przy łamiącym się głosie.
-Przecież miałeś tu nocować. – Przypomniał. – Nie chcę żebyś nasłuchał się w domu.. – Objął mnie spokojnie, i nieśpiesznie, tak bym w każdym momencie mógł go odepchnąć. Nie zrobiłem tego. Nie umiałbym. – Nie bój się mnie. Nie skrzywdzę cię. – Obiecał.
-Skąd wiesz że o to chodzi? – Zapytałem zdziwiony, wiedząc, że trafił w sedno.
-Znam cię na pamięć. – Stwierdził, całując mój policzek. –A teraz chodź. Zaraz będzie lecieć fajna komedia. – Puścił mi perskie oczko, odsuwając się jednocześnie. Dalej trzymając moją dłoń, pociągnął mnie schodami do swojego pokoju.
-Ale…  Puki co… nie chce o tym rozmawiać .. – Mruknąłem cicho, kiwnął jedynie smętnie głową, idąc schodami. Nie chciałem wiedzieć czemu to zrobił, jakie miał intencje , i czego oczekuje. Najpierw sam musiałem zrozumieć jedno… Czemu go nie odepchnąłem?

Ano... starałam się być kreatywna x3 
Mnie samej niezbyt się to podoba... ale może komuś przypadnie do gustu ^ ^"
Pozdrawiam! A... I szczęśliwego ,nowego roku :3


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Arive or Dead - Część 7/..


Wchodzę do kuchni. Dom jest przyjemnie pusty, jestem tylko ja ..  I tak chyba właśnie powinno być. Przygotowując sobie kawę i siadam naprzeciw laptopa. Za oknem śnieg cienką warstwą pokrywa uliczki i niektóre budynków. W domu jest ciepło, a ja niemalże czuję tą różnicę temperatur. Z radia płyną słowa jednej z piosenek Yui Yoshioki. Niby kolejny nijaki czwartek, a jednak, jakby się zastanowić z każdego powinniśmy się cieszyć, przecież.. W końcu nasze czwartki się skończą..
Nie umiem powstrzymać ciekawości, więc nieśpiesznie otwieram jeden z zapisanych folderów. Konkretniej ten, prowadzony przez Ayako. Wszystko tam jest przejrzyście poukładane. Według cyfr. Jakby wrzucić to wszystko do jednego z moich folderów i tam nieziemsko by się wyróżniały.
Przeciągam się, po czym otwieram nowy dokument… Czas dodać coś od siebie.. Trochę się zaangażować, choć angażowanie się w cokolwiek jest złe i bolesne…
  *    *    *
-Czyli… wszystko w porządku? – Zapytał po jakimś czasie Tsuki. Leżeliśmy na moim łóżku, blisko siebie, od czasu do czasu zaczepiając się nawzajem drobnym dotykiem. Nie czułem się znudzony. Podobała mi się ten spokój, i szczerość danej sytuacji.
-Tak, w porządku. – Odpowiedziałem bawiąc się jego dłonią.  On za to drugą łapką kręcił na palce moje włosy.
-Czyli znów będziesz się do mnie odzywał? – Uśmiechnąłem się na to pytanie, kiwnąłem krótko główką, potwierdzając. I wtuliłem ją w jego ramiona. –To się cisze. – Wyjawił całując lekko moją skroń. Czasem miałem wrażanie, że w stosunku do siebie jesteśmy zbyt otwarci. Koniec końców byliśmy Japończykami.. A oni nawet z żonami nie trzymali się za ręce publicznie.  Przyjaciele byli ze sobą bliżej, niż małżeństwa..   Ale co zrobić, tak po prostu było..  –Ale… czemu ostatnio nie było ci w szkole?
-Mówiłem, nie chciało mi się…
-Widziałem cię z Izumi… Mam nadzieje, że nie przyjaźnisz się z nią za bardzo.. Wiesz, że ona bierze narkotyki? Nie chciałbym żebyś był taki jak ona i jej znajomi.. – Wyjaśnił przez potok słów. Przegryzłem wargę. Oj, spóźniłeś się Tsuki. Ale nie potrafiłem powiedzieć tego na głos . Na pewno byłby zawiedziony moim zachowaniem. Zły na mnie jak i na Izumi, a ona mimo wszystko była dobrą przyjaciółką.
-Nie martw się, nie zrobię nic głupiego. – Moje słowa były ciche. Nawet ja słuchając ich miałem wrażenie, że są bez uczuć i pewności.
-Ufam ci.
-Wiem, Tsuki. Wiem. – Przyznałem, w myślach wspominając, że to był błąd w stosunku do mnie. Jego łapka zaczęła głaskać mój policzek, na co ja zamruczałem cicho. Lubiłem jego dotyk. Był delikatny, jednak stanowczy, co wyróżniało go wśród innych. Zapominając o rozmowie spojrzałem w jego oczy. Uwielbiałem je, ale jakby głębiej się zastanowić.. Uwielbiałem tego chłopaka w każdym calu.
*    *    *
Opieram się o drewniane oparcie krzesła, wgapiając się w ostatnie zdanie. Byłem głupi, już wtedy go kochałem, jednak nie w głowie były mi romanse. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że osoba przeznaczona mi jest tak bardzo blisko. Nie szukałem miłości, a szkoda, ponieważ w ten sposób mógłbym więcej czasu spędzić z Tsukim…, jako.. Ktoś bliższy niż przyjaciele..
*     *      *
Wszystko było piękne, aczkolwiek skomplikowane. Patrzałem jak Tsuki z Sachiko, kierując się w moją stronę. Czułem dziwne uczucie w sercu gdy tylko widziałem jak ją obejmuje, wciąż chciałem by to mi poświęcał swój czas, nawet jeśli znałem sytuacje w której się znalazł, wciąż byłem na siebie za to zły . Spuściłem troszkę główkę, uciekając wzrokiem od ich uśmiechniętych twarzy. W tej chwili po prostu tam nie pasowałem, trochę jak porzucony szczeniak na pełnych barw obrazie.
- No! Jesteś! – Uśmiechnął się Tsuki, całując mnie w policzek. Trochę dziewczęcy gest, jednak żaden z nas nie przejmował się tym.
-Jestem, jestem… - Potwierdziłem, uśmiechając się lekko, na szkolnym korytarzu ludzie zbierali się w swoich grupkach, nie zwracali uwagi na nikogo z poza nich. – To idziemy?  - Zapytałem idąc koło Tsukiego, który stał pomiędzy mną ,a Sachiko.
-Tak, chodźmy już. – Uśmiechnęła się blondynka biorąc pod rękę Tsukiego. My na szczęście kończyliśmy już, na dworze zapowiadało się na deszcz, ale nie zwracaliśmy na to uwagi, pod tym względem dziewczyna była do nas podobna. Nie przejmowała się takimi drobnostkami jak pogoda.. Ona mogła być całkiem fajna, Ja jej po prostu nie dałem szansy.. I puki, co nie chciałem dać. W pewnym sensie, była u mnie na skreślonej pozycji.
*   *    *
W domu Tsukiego jak prawie, że zawsze nie było nikogo, tylko my. Jego rodzice byli bardzo zapracowanie, jak większość Japończyków. Mimo że jego ojciec do nich nie należał. Sachiko od razu zaczęła opowiadać jak tu wiele rzeczy się zmieniło, i jak bardzo się cieszy, że Tsuki pozwolił jej tu przyjść. Skwitowałem to cichym prychnięciem. Sam siedziałem na kanapie, obserwując Czerwono-włosego chłopaka. Zastanawiałem się wtedy czy nie czuje się przez nas osaczony, w końcu po jednaj stronie byłe ja, po drugiej Sachiko i obydwoje podczas większości dnia ignorowaliśmy się nawzajem, nie rozmawialiśmy ze sobą, przez co chłopak musiał cały czas się produkować… Oj, biedny Tsu. Ciekawe jak będzie to wyglądać w przyszłości..
Tak, więc cały wieczór spędziliśmy u chłopaka, Rozmawiając o różnych błahych rzeczach. Weszliśmy jeszcze na portal internetowy, by popisać z kilkoma znajomymi.
-Będę się już zbierać. – Powiedziałem w pewnej chwili uśmiechając się delikatnie.
-Tak szybko? – Zapytał od razu Tsu, autentycznie zdziwiony, fakt, była dopiero 19: 00 Ale siedziałem z nimi, od 14, więc powinno wystarczyć jak na jeden dzień. Przytaknąłem głową, ubierając buty.
-Ja też już pójdę, jeszcze muszę lekcje odrobić.. – Westchnęła blondynka, podlatując do mnie. – Zobaczymy się w szkole, prawda? – Upewniła się. Tsu od razu to potwierdził, zerkając na mnie z niemym pytaniem. Ja jedynie wzruszyłem ramionami, sam nie wiedziałem czy pójdę.
*    *    *
Szliśmy wąską uliczką, dużo osób wciąż znajdywało się w pracy, więc ludzie mijających nas, w większości dorównywali nam wiekiem. Wiatr nieprzyjemnie drażnił odsłonięte policzki, przez co robiło mi się coraz zimniej..
-Wiesz, że przyjaźniłam się z Tsukim, Prawda? – Usłyszałem bezbarwne pytanie, jakby było ono jedynie formalnościami. Spodziewałem się go, pewnie tylko dlatego opuściła dom przyjaciela.
-Prawda. – Wsunąłem dłonie do kieszeni, zerkając w ciemniejące niebo. Wciąż nie miałem ochoty z nią rozmawiać, ale nie chciałem być nie miły.
-Chce wciąż to robić.. On zresztą też. – Zapewniła mnie. Przegryzłem wargę, gwałtownie odwracając twarz nieco w jej stronę.
-Do czego zmierzasz?
-Nie jesteś mu już potrzebny. – Przystanęła przed jednym z budynków. Łatwo domyśliłem się, że to właśnie nieszczęsny dom, w którym mieszka. Zmrużyłem oczy, niczym u dzikiego kota i także przystanąłem naprzeciw niej. – Znów ma mnie, Hoshi. – Uśmiechnęła się, w sposób, który z jej strony zapewne był postrzegany, jako nieziemsko uroczy. Myliła się. – Byłeś moim zastępstwem, ale on już go nie potrzebuje. –Zadecydowała.
-Daj spokój ja też je… - Zacząłem jednak ona mi przerwała.
-Po prostu go zostaw, Hoshi. – Ponownie posłała mi przerażający uśmiech i odwróciła się by odejść do mieszkania. Nie czekając aż wejdzie, ja także ruszyłem w swoją stronę. Dla mnie ta sytuacja była po prostu chora. Nie rozumiałem jej Tsuki to mój przyjaciel i tak pozostanie…



niedziela, 2 grudnia 2012

Arive or Dead- Część 6/..

   Dni mijały coraz wolniej. Pięć następnych dat minęło jak pięć tygodni. Razem z Tsukim zamieniliśmy zaledwie kilka słów, tak jakbyśmy byli dla siebie zupełnie obcymi osobami, a przecież to nie prawda. Ja wciąż naiwnie wierzyłem, że to nie koniec. Ale przecież każdy musi w coś wierzyć. Nie powiedzieliśmy sobie 'żegnaj’, więc obaj dla siebie istnieliśmy, prawda?
Tego dnia jechałem do szkoły metro, zapchanym szarymi, bez wartościowymi dla mnie ludźmi. Mimo iż istoty te utwierdzają się w słowach, że każdy z nas jest inny, sami chyba w to nie wierzą. Oni sami mieszają się w tłum codzienności. Ci, którzy mają inne spostrzeżenie na świat, odraz uważani są za głupców. Nawet ja.
Plątałem w palcach niebieski kabelek, prowadzący do słuchawek, z których płynęły słowa jednej z piosenek. Nie brałem ich do siebie, mimo że podobno mówiła ona o prawdziwym życiu. Przecież przy każdej tak właśnie się uważa.
Oczywiście na stacje dojechałem punktualnie. Tak właśnie przecież jest w Japonii, wszystko idealnie dopracowane. Byłem już spóźniony, więc zacząłem biec po szarym chodniku, nawet nie patrząc na kwitnące wiśnie, które przez brak liści wyglądały na posypane delikatnym, biało-różowym śniegiem.
-Hej! Hoshi, gdzie idziesz? - Usłyszałem za sobą znajomy głos. Uśmiechnąłem się nieco gorzko, i odwróciłem się.
-Do szkoły? - Bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Izumi uśmiechnęła się szeroko patrząc na mnie. Jej farbowane na fioletowo włosy były rozpuszczone, sięgały przed ramiona. Na jednym z nich powieszona była zdarta, zielona torba, z czarno- czerwonymi przypinkami.
-A... To dziś nie jest wolne? - Teatralnie udała zdziwienie, po czym chwyciła mnie pod rękę prowadząc w zupełnie innym kierunku. - No cóż... I tak oboje się spóźniliśmy, nie ma sensu iść na następną lekcje. -Podsumowała, chyba zadowolona z tego powodu.
-A...Gdzie mnie prowadzisz?- Spojrzałem przed siebie. Potem na nią. Wzrost miała podobny do mnie, może była troszkę niższa.. Nie martwiłem się opuszczonym dniem szkolnym, to nie był mój pierwszy raz.
-Wybierałam się do znajomego, skoro i ty nie masz nic do roboty to dotrzymasz nam towarzystwa. - Wyjaśniła z wielkim bananem na twarzy.
*    *    *
-Często wagarowałeś? - Ayako wzdycha, jakby zirytowana. Ona zawsze była wzorową uczennicą, w przeciwieństwie do mnie, ja ledwo przeskakiwałem z klasy do klasy..
-Hm... Zdążało raz zdarzyło się, że razem z Tsukim opuściliśmy cały tydzień.  -Słyszę swój własny śmiech. Przypominam sobie, że nawet wtedy rodzice się mną nie przejęli. Jedynie matka Czerwonowłosego zaczęła nas pilnować. Taka dobra duszka.. Ciekawe, co u niej.. - A tak to.. Dość często.. Świętowaliśmy, gdy udało nam się w całym tygodniu nie opuścić, któregoś dnia, co było naprawdę rzadkie...
-Ah, te dzieci... -Mruczy jakby sama do siebie.
-Przy najmniej nie będę żałować, że nie robiłem tak oczywistych rzeczy jak wagary. - Puszczam jej perskie oczko.
*    *    *
Także tego dnia zaczęło się coś nowego. Pozwoliło wkroczyć w inny świat. Weszliśmy razem do niewielkiego budynku, gdzie wszystko się zaczęło. Była tam różowo włosa dziewczyna patrząca na mnie z nie odgadniętą miną i chłopak. Blondyn o niebieskich oczach, który od razu skojarzył mi się z jakimś typowym lalusiem
-Kto to? - Zapytał chłopak uśmiechając się do mnie przyjaźnie. Odwzajemniłem gest nieco niepewnie rozglądając się po pokoju, w tym czasie Izumi streszczała jak się tu znalazłem. Niebiesko-oki potakiwał, zaś różowo włosa dziewczyna patrzyła na mnie spod byka. Czułem się tam, co najmniej dziwnie.. I jakoś nie bardzo chciałem zostać w tym towarzystwie. Ale skoro przyszedłem to i zostanę... To w końcu.. Tylko kilka godzin. Chyba mnie nie zabiją. 
-Nazywam się Doi, ta różowa - Tu wskazał na dziwną dziewczynę. -To Eriko. A Ty?
-Hoshi. - Odpowiedziałem krótko, w zamian przyglądając się blondynowi.
-Więc, zapraszamy. - Zaśmiał się widząc, że wciąż nie ruszyliśmy się miejsca.
     Ta data.. Była inna. Trudna i tajemnicza dla innych. Nasza czwórka nie potrzebowała rozgłosu, ani nikogo nowego do niewielkie grupki. Nikt nie miał dowiedzieć się o tym, co robiliśmy, gdy doszło do spotkania.
My zaś, dobrze bawiliśmy się w niewielkiej, odizolowanej paczce. Ludzie z zewnątrz powoli przestawali mieć znaczenie. Pozwalaliśmy sobie o nich zapomnieć. I tak coraz częściej. Jak to wyglądało? Nie trudno się domyśleć. Doi często przynosił małe paczuszki, i to chyba dla nich trzymałem się z daną trójką. Wyjmował zeszyt spod łóżka. Siadaliśmy w dość ciasnym kółeczku przy niewielkim stoliku. Nie baliśmy się, że ktoś nas przyłapie te mieszkanie zawsze było dla nas bezpieczną kryjówką, cichą i pustą. Licealista wysypywał zawartość opakowania, jakim był drobny, biały proszek, na czarny notatnik, dzięki czemu tworzył się ładny kontrast. Zaczął od...
*   *   *
-Hoshi... - Mruczy kobieta patrząc na mnie z dziwną, na pewno nie zadowoloną miną. Uśmiecham się gorzko. Te wspomnienie było czymś istotnym, jednak chyba powinienem był to pominąć..
-Tak? - Pytam mimo to, siadając wygodniej.
-Bierzesz?
-Brałem. -Śmieje się cicho rozumiejąc, że dziwnie to brzmi. Jednak odkąd pamiętam dziewczyna unika narkotyków i alkoholu. To nie jej bajka. Kiedyś opowiadała mi, że jej przyjaciółka przedawkowała, przyjaźniły się od dziecka, jednak ona tego nie przewidziała, to ją bolało. Może, dlatego przy niej o takich rzeczach się nie rozmawia -Przerwałaś mi, chcesz żebym ten moment przeskoczył?
-Sama to opiszę. To do… Przewidzenia.. - Wzdycha patrząc na mnie z rozczarowaniem.
*   *    *
-Tsuki? Co ty tu robisz? - Zapytałem chłopaka stojącego w drzwiach, z jawnym zdziwieniem. Nie rozmawiałem z nim od kilku dni. Dlatego kompletnie się go nie spodziewałem. Odsunąłem się trochę, pozwalając by wszedł do mieszkanka mojej rodzinki, aktualnie prawie, że 100% pustego.
-Nie było cię ostatnio w szkole. – Wzniósł zarzut. Kiwnąłem tylko głową. Mogłem się tego domyśleć.. Poprawiłem nieco zadurzą się koszulkę, którą wkładam, gdy siedzę w domu. Chłopak uśmiechnął się lekko kącikiem ust i ruszył za mną, do mojego pokoju.  –Więc?
-zdania nie zaczyna się, od „więc”.. – Upomniałem go, niemal, że odruchowo. Usiadłem na łóżku, on naprzeciw mnie, w obrotowym fotelu.
-Czemu nie chodzisz do szkoły?  -Westchnął cierpniczo. Zmrużyłem oczy, kompletnie nie rozumiałem, czemu tak nagle się mną zainteresował.
-Bo mi się nie chce. – Powiedziałem szczerze. Nie zamierzałem go okłamywać, nie potrzebowałem dodatkowych problemów. Spojrzał na jakby rozczarowany, ale czego się po mnie spodziewał. Wywróciłem teatralnie oczyma, dając mu znak, że ten temat jest, co najmniej nie istotny. Chłopak podniósł się i usiadł blisko mnie, patrząc prosto w moje oczy. Nie uciekałem wzrokiem, tym samym rozpoczynając tak zwaną, walkę na spojrzenia. Żaden z nas nie chciał odpuścić, jakby zależało to od czegoś niewiarygodnie ważnego. Ktoś, stojąc z boku mógłby pomyśleć, że chcemy coś sobie nawzajem udowodnić, ale tak nie było..
-Co u Sachiko? – Zapytałem uśmiechając się gorzko. Tsuki zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się nad znaczeniem tego pytania. Wreszcie robiąc dziubek, skrzyżowałem łapki na torsie wzrok kierując za okno. Chwila panowała cisza, po czym usłyszałem cichy śmiech mojego dzisiejszego gościa.
-Jesteś o nią zazdrosny? – Podsumował swoje myśli, przestając się śmiać.
-Oczywiście, że nie. Skąd ci to do głowy przyszło? – Westchnąłem. Cała sytuacja wydawała mi się dziwna. Brązowooki przychodzi jak gdyby nigdy nic, i pyta czy jestem zazdrosny o jego przyjaciółkę. A mi… po prostu nie podobało się, że odstawił mnie dla niej na drugi tor. Że o mnie zapomniał i teraz to z nią spędza czas.
-A, po prostu, ostatnio dziwnie się zachowywałeś. Odciąłeś się ode mnie. – Wytłumaczył, dłonią przeczesując moje włosy, przez co zmuszony był nieznacznie przybliżyć się do mnie. – Wiesz.. Zanim zacząłem się z tobą przyjaźnić, to ona była moją przyjaciółką. Jak kończyłem trzecią klasę podstawówki, ona się wyprowadziła. – Wspomniał, spojrzałem na niego kontem oka, nie opuszczając swojej obrażonej pozy. – Ona tu nikogo nie ma, dlatego spędzałem z nią trochę więcej czasu.. - Wytłumaczył to tak, jakby było to czymś całkowicie oczywistym.. Ale... Chyba faktyczni było czymś normalnym… Trochę jak zobowiązanie..
-Rozumiem, Tsu … Nie mam ci tego za złe. –Dodałem po chwili cichego namysłu. Odwróciłem się trochę w jego stronę. Uśmiechał się. Tak samo jak zawsze. Wydawało mi się, że właśnie wszystko sobie wytłumaczyliśmy….
Jej! Udało mi się, jestem z siebie dumna :3 Przyznam się… że kilka razy usuwałam ten rozdział, ponieważ wydawał się bezsensu ^ ^”

środa, 14 listopada 2012

Arive or Dead- Część 5/..


Każdy człowiek marzy. To część życia. To rozmyślanie o czymś pięknym, czymś, czego pragniemy. Podobno bez marzeń, nie żylibyśmy, ale czasem te marzenia za bardzo wkradają się w życie realne. Czasem ludzie mylą marzenia z rzeczywistością. To nie tylko kłamstwo.. To choroba. Bo w którymś czasie kończy się fantazja, a zaczyna toksyczna obsesja..
***
                Leżałem w pokoju w niepościelonym łóżku, Z wzrokiem wbitym za okno, jednak widać tam było jedynie korony niektórych drzew i Ciemne niebo. Bez jakichkolwiek gwiazd, które dodawałyby mu trochę uroku, bez księżyca. Po prostu puste, niepomalowane pole.
Myu niedawno wyszła przewidując, że Tsuki za chwile wróci. Wątpiłem w to aż do chwili, gdy dość szerokie wrota pokoju otworzyły się, a do środka nieśpiesznie wszedł Czerwono włosy chłopak. Spojrzał na mnie, błyszczącymi, zresztą jak zawsze, oczyma i najzwyczajniej w świecie uśmiechnął się, zapewne przez moją minę. Odwróciłem się trochę bardziej w jego stronę, nie spuszczając jednocześnie niezadowolonego wzroku.
-Gdzie byłeś? – Zapytałem dość nie pewnie, sam nie widząc czy nie będę potem tego żałować.
-Z Sachiko. – Odpowiedział obojętnie, zdejmując z siebie bluzę.  Kiwnąłem potakująco głową, czekając na ciąg dalszy wypowiedzi, jednak ten nie nastał.
-Ale … gdzie? – Dopytywałem, widząc, że ten sam ni domyśli się, iż oczkuje głębszych wyjaśnień.
-Przejść się. – Położył się na swoje łóżko, burząc panujący na nim dotychczasowy porządek. Patrzył w sufit z uśmiechem błąkającym się po twarzy, na co mnie od razu przypomniały się momenty z romansów, Gdy bohater tkwił w szczęśliwej, pozbawionej problemów miłości. Barwnej, gotowej przezwyciężyć dosłownie wszystko…
-Oh.. – Westchnąłem. Nie chciałem się wtrącać, nie potrzebował tego. To wszystko była jedynie czysta ciekawość. Odwróciłem się do niego plecami, zerkając na godzinę w telefonie. Było niewiele przed 20:00. Przeszukałem torbę, która przez takowe położenie wisiała tuż przed moim nosem. Wyjąłem wcześniej zaczętą czekoladę, i wziąłem kostkę do ust. Ignorując dziwnie hałasującego brązowookiego nastolatka, tłukącego się gdzieś za moimi plecami.
                Po jakimś czasie, usłyszałem jak Tsuki podnosi się i nieśpiesznie rusza w moją stronę. Było coraz później, a ja sam już powoli przysypiałem. Materac ugiął się pod ciężarem jego ciała.
-Jesteś zły? – Usłyszałem po tym jak położył się za mną. Zamrugałem kilkakrotnie oczyma, chcąc odgonić nachalne zmęczenie. 
-Nie, nie mam za co. Przecież to twoje życie. – Wyjaśniłem, jakby sam sobie. Czułem się znacznie lepiej ze świadomością, że chłopak jest przy mnie. Dzięki temu nie musiałem martwić się, czy aby na pewno jest bezpieczny.
-Ale ty wciąż jesteś jego częścią. –Zastrzegł. Miałem nadzieje, że nie mówi tego, ponieważ czuje się zobowiązany, jako przyjaciel. Objął mnie, wciąż leżąc za mną. W pokoju było dość zimna, a on mimo to wciąż emanował przyjemnym ciepłem. Splótł swoje palce z moimi, które dotychczas bawiły się rogiem dużej poduszki. Czułem, że to chwila, którą powinienem zapamiętać, bo następna taka nie powtórzy się szybko. Tylko.. Czemu nie mogłoby być tak zawsz? To Za proste, prawda?
* * *
Zerkam na Ayako, która zdaje się nie nadążać z tempem pisania tego, co mówię. Nasze wzroki po chwili spotykają się. Jej oczy wydają się takie szczęśliwe i pełne życia.. Takie ludzkie.
Wstaję słysząc dźwięk przychodzącego sms ‘a. „Przyjdź po Akiego” To właśnie była jego treść.
-Muszę iść po Akiego.- Cytuje sms ‘a Spowrotem przenosząc wzrok na dziewczynę. – Opowiem ci jeszcze trochę i wyjdziemy..
* * *
                Tamten tydzień minął niemal tak szybko jak się zaczął. Podczas niego Tsu zaczął spędzać więcej czasu z Sachiko, tym samym mniej ze mną i starymi znajomymi. Miałem wrażenie, że zaczyna się nasza cicha próba, która pokazać nam miała jak bardzo jesteśmy do siebie przywiązani. Czy nasza znajomość przetrwa ją. Ku ogólnemu zakończeniu, powoli ją oblewaliśmy. Mimo iż była tak ważna.
-Nie martw się, szybko mu minie. – Zapewnił pewnego popołudnia Isei. Dość wysoki brunet, który w liście, także zapisany był pod mianem przyjaciela. Spojrzałem wtedy na niego odrywając spojrzenie od Tsukiego, który wraz z Sachiko wychodził ze szkoły. Uśmiechnąłem się do niego, jednak on dobrze wiedział, że to ten sam sztuczny uśmiech, którym obdarowuję go od kilku dni i na kilka następnych się zapowiadał.. Wszystko zwiastowało na to, że to już koniec naszej historii..  Ale ja strasznie chciałem by trwała ona jak najdłużej..
***
-Odwieść cię?- Pyta Ayako, odkładając wyłączonego laptopa.
-Przejdę się. – Odpowiadam krótko. Tak, więc po kilku minutach żegnamy się przed budynkiem. Idę szarym chodnikiem. Teraz towarzyszy mi jedynie samotny cień. Płynnie przemieszcza się po ziemi, ale ja odrywam od niego wzrok, który zatrzymuję na kłamliwych, kolorowych wystawach. Czemu kłamliwych? Ponieważ tak barwne wydają się jedynie z zewnątrz. W środku sklepu wszystko jest czarno-białe często osłonięte szklanymi szybami, jakby nie do zdobycia, a jednak.
Huuuuh… w końcu ten rozdział za mną! Wiem, że mega krótki, ale i tak strasznie trudno mi się go pisało! >< Mimo iż mam dokładnie rozpisane to, co będzie w następnych rozdziałach, nie chce mi się wstać i tego wszystkiego pisać x3
Pozdrawiam:*



piątek, 26 października 2012

Arive or Dead- Część 4/..


Jeden błąd umie zmienić całe nasze życie… Nie zawsze na lepsze.

Podobno, gdy prosimy Boga o szczęście, On da nam szansę na bycie szczęśliwym…

Gdy poprosimy go o Bogactwo, On da nam szansę byśmy mogli się wzbogacić…

Zaś, gdy prosimy o miłość, On da nam szansę byśmy mogli pokochać…

Cóż dowiedziałem się o tym nieco za późno..

***

                Razem z Ayako postanowiliśmy sobie zrobić kilku dniową przerwę.  Zaledwie trzy doby, by mogła z czystym sumieniem odwiedzić rodziców. Pierwszy dzień 2011roku spędziłem Z Bratem i jego rodziną. Drugiego zabrałem Akiego do siebie, jednak już następnego „ukradła” mi go narzeczona Brata, Ponieważ i oni postanowili Wyjechać do moich rodziców, Z którymi ja sam od dwóch lat nie utrzymuje kontaktu. Czemu?- Proste. Jednym z powodów jest fakt, że nie chcą mieć nic wspólnego z żadnym homoseksualistą.

Nie mogę ich odwiedzać, nie mogę dzwonić ani pisać. Czasem mi tego brakuje, to oczywiste. Jednak wierzę, że mówiąc im o swojej orientacji, podjąłem dobrą decyzje. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś nasze relacje wrócą do normy. Wiem, że nie będzie już jak dawniej, ale chciałbym odzyskać, choć marną cząstkę dzieciństwa.

Już z rana, dnia trzeciego stycznia zawitała u mnie Ayako. Zadowolona i wypoczęta. Pewnie i ją męczą moje historie. Zapewne ma już dość tego wszystkiego.

-Uh, zimno tu.. – Mruczy pod nosem podchodząc do uchylonego balkonu. Zamyka go z głośnym trzaskiem, niemal widzę przy tym jak szyby okien niebezpiecznie drżą. Wszystko dalej toczy się tak samo jak zawsze. Siada, włącza laptopa i.. Czeka..

***

 -Chłopcy, a wy jedziecie na wycieczkę? – Zapytała nas uśmiechnięta bibliotekarka, szukając między półkami atlasów, potrzebnych do lekcji geografii. Zerknąłem na Tsukiego, który stał kawałek za mną wyszukując w grzbietach książek jakiś ciekawych tytułów.

-Tak, prawdopodobnie tak. – Odpowiedziałem przyjmując błękitne książki.

-A ile klas jedzie? – Usiadła na obrotowym krześle przed komputerem, jednak tak, by mieć, choć niewielki widok na czytelnie, w której jak zwykle słychać było głośne śmiechy i rozmowy.

-Tylko drugie klasy. – Mruczę, cytując przy tym słowa jednej z nauczycielek. Uśmiecham się po chwili słysząc głośny, nieziemsko irytujący dzwonek. Kiwam kobiecie i łapiąc Tsukiego pod rękę ciągnę go w stronę drzwi.

Tego dnia do naszej klasy doszła nowa uczennica, Blondynka z jakby bursztynowymi (istnieje takie słowo?! Dop.Aut.) Oczyma. Na imię miała… um… Nie pamiętam.. W każdym bądź razie, cały czas czułem na sobie jej przeszywający wzrok. Na każdej przerwie, jak i na każdej lekcji. Tsuki, siedzący blisko mnie zdawał się tego nie widzieć. Za każdym razem, gdy nasze spojrzenia się krzyżowały dziewczyna posyłała mi niezwykle irytujący, pewny siebie uśmiech, Odbierający mi chęci na dalsze rozmowy.

***

                Następny tydzień minął całkiem szybko. Nadszedł dzień szkolnej wycieczki. Nie dość, że wstałem strasznie wcześnie, ponieważ sama zbiórka była o 7:00. To jeszcze słabo spałem.  W domu o tej godzinie było całkowicie cicho. Po załatwieniu wszystkich porannych czynnościach usiadłem przed telewizorem. Włączając pierwszy lepszy kanał.  Znów oglądałem jakieś smuty pełne śmierci. To głupie.. Przecież takie historie nie zdążają się naprawdę..

***

-Czemu uważałeś, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach?- Pyta Blondynka przeciągający się. Chyba chce trochę odsapnąć..

-Hm… To głupie, ale kiedyś wierzyłem.. Że odchodzą tylko osoby samotne, a w serialu ,którego powtórkę wtedy oglądałem, co trzecia osoba umierała. – Mruczę śmiejąc się cicho z własnej głupoty. Ale wszystko na to wskazywało, przynajmniej tak mi się zdawało. Teraz jest kompletnie inaczej. To było chyba jedynie ciche marzenie, by Bóg nie mógł nam zabierać osób, które są dla kogoś ważne.

-Ciekawe, ciekawe..

***

Pod szkołą byli już prawie wszyscy. Nauczyciele sprawdzali obecność. Ja w tym czasie siedziałem oparty o ramię Tsukiego starając się zabić wzrokiem, znienawidzoną przeze mnie nauczycielkę. Ale coś mi nie wychodziło, ponieważ ta wciąż wesoło świergotała nad uchem wychowawcy.

-Jestem. – Potwierdziłem swoją obecność, nawet nie zaszczycając pytającego mężczyzny spojrzeniem.

-A tobie, co? – Usłyszałem nad uchem spokojny głos Tsukiego, który potrząsnął mną zwracając na siebie uwagę.

-Nie wyspałem się. – Odpowiedziałem. Choć Sam nie wiedziałem, co jest powodem mojego złego humoru. Przypuszczałem, że moja wyobraźnia stara się podpowiedzieć, iż stanie się coś niepożądanego przeze mnie. Farbowany chłopak przytaknął zmierzając w stronę autokaru. Usiedliśmy za Myu. Której po chwili przydzielona została nowa dziewczyna, która wywarła na mnie tak złe pierwsze wrażenie. Myu od razu zaczęła z nią rozmowę, z której wyłapałem imię blondynki. Sachiko. I fakt, że od kilku lat farbuje włosy, no, ale to było do przewidzenia..

Po tym jak autokar ruszył dziewczyny odwróciły się w naszą stronę, Blondynka od razu złapała wspólny język z Tsukim. Co mnie za bardzo się nie spodobała Wydawała się taka.. Nachalna.. Jakby chciała wepchnąć się w nasze życie. Westchnąłem wbijając się w Obicie szarego fotela.

-Co jest? – Tsuki odwrócił się do mnie po jakimś czasie, jakby nagle zauważając moją obecność. Prychnąłem rozdrażniony czując jak wzroki kilku osób kumulują się na mojej skromnej osobie.

-Nic. – Burknąłem, zły na samego siebie. Jestem zły od rana, ale dla czego? Po prostu nie wiem. Przegryzłem wargę zerkając na Blondynkę, która machając łapami starała się przekazać coś tsukiemu, On zaś wydawał się być tym zadowolony. Zachowywał się przy niej tak.. Luźno, jakby znali się od lat, a to przecież ja jestem jego przyjacielem od kilku lat! Czemu ze mną teraz nie rozmawia? Moje myśli zacięły się. To przez nią jestem zły? Czy to może po prostu gorszy dzień?. Pewnie tak. Po prostu nie chce mi się jechać na tą wycieczkę..

***

-Czemu jechałeś, skoro ci się nie chciało? – Dziwi się blondynka, oglądając na czerwono pomalowane paznokcie.

-Hm… Była za to dodatkowa ocena z geografii. A ja ani z geografii, ani z chemii dobry nie byłem. Nigdy nie rozumiałem, po co są te przedmioty i zrozumieć nie chciałem. – Wyjaśniam uśmiechając się delikatnie. Dobrze pamiętam ten rok gimnazjum. Gdy nauczycielka geografii uwzięła się na mnie i pytała dosłownie na każdej lekcji,  choć ja nigdy się nie przygotowałem. Nie wiem, czemu to robiła..

***

Razem z całą klasą podjechaliśmy pod niewielki hotel, czy tam motel – nie wiem, jaka w tych dwóch nazwach jest różnica.. Westchnąłem leżąc na łóżku. Nauczyciele postanowili dać nam na ten dzień trochę wolnego, więc nie miałem, co robić, odwróciłem się w strone drzwi, gdy do pokoju wsunęła się głowa Myu. Brunetka z delikatnym uśmiechem odnalazła moją osobę i podeszła bliżej. Przeciągnąłem się od niechcenia, udając znudzonego człowieka. Choć taki i faktycznie byłem. Dziewczyna usiadła koło mnie kładąc się plecami na pościeli.

-Co jest? Dziwnie się dziś zachowujesz.. – Zaczęła swój wywód. Wzruszyłem ramionami i podszedłem do szafki po telefon.

-Po prostu mam złe przeczucie, co do dzisiejszego dnia. – Westchnąłem zerkając na godzinę. 17:49.

-A, na czym ono polega?

-Coś złego się stanie..

-Nie strasz mnie! – Zaśmiała się, słysząc mój głos, który brzmiał jakby został wyrwany z jakiegoś dobrego horroru. Ale mnie do śmiechu nie było.

-Gdzie Tsuki? – Zapytałem cicho, na co ona uśmiechnęła się współczująco. Uciekłem od niej wzrokiem. To nie moja wina, że martwiłem się o niego. Odkąd wróciliśmy nie widziałem go.

-Poszedł gdzieś z Sachiko. -Odpowiedziała. Przewróciłem oczyma ,smutno zerkając za okno..

Czemu on nie chce ze mną spędzić czasu?

-Rozumiem.. A nie wiesz gdzie? – Podrapałem się po policzku zerkając na nią żałośnie. Spojrzałem za okno szukając jego cienia, jednak nie dostrzegłem go. Dziewczyna pokręciła przecząco głową, klepiąc mnie w udo, które akurat było najbliżej jej ręki.

-Nie martw się, pewnie niedługo wrócą. Ona chciała gdzieś iść.. – Mruknęła grzebiąc w mojej torbie..

Westchnąłem ponownie, nie chciałem się martwić, ale coś podpowiadało mi, że powinienem iść go poszukać.. Nie zrobiłem tego –I to był jeden z błędów, które popełniłem w ciągu życia.

czwartek, 18 października 2012

Arive or dead- Część 3/..


Nieraz często spotykam się z pewnym pytaniem, lub obietnicą. Czy można kogoś rozkochać w sobie? Wydaje mi się to absurdalne. Osoba sama musi do tego dojść, to taka dobra rada. Nie można nikogo zmusić do miłości, to jest coś, co każdy z nas musi odkryć w sobie, mimo wielu trudności. Oczywiście nie każdy zgadza się z tym stwierdzeniem. Wiele ludzi wciąż pozostanie przy swoich poglądach.

31 grudzień 2010

                Wchodzę do błękitnego, pokrytego białymi kafelkami sklepu. Nawet tu wszystko nosi wspomnienia o tobie. Mijam zmartwione spojrzenie kasjerki, z którą zaledwie kilka lat temu próbowaliśmy pojąć, czym różni się woda cytrynowa, od tej o smaku cytrynowym. Nie udało się, ale było przy tym sporo śmiechu i śmiałych sugestii. Mijam też wielkie, prostokątne lustro, przy którym mając po 9-lat testowaliśmy kolorowe flamastry na twojej twarzy.  Teraz widzę tam wychudzonego 21-latka o czarnych jak noc włosach sięgających troszkę poza środek pleców. Przygaszonego, pochłoniętego przez własne myśli. A jego samotna twarz, lekko podpuchnięte od łez słabości oczy, smutno mierzące półki z zupkami w proszku, zdradzały że nie są to kolorowe przemyślenia.

                Biorę niechętnie kilka proszkowanych dań, ruszam po kawę, która od jakiegoś czasu, jako jedyna trzyma mnie przy nędznym, spragnionym szczęścia życiu. Mijam alejkę, przy której potrafiłem kłócić się wiele czasu o zakup. Nazywałeś mnie wtedy „Rozpieszczoną księżniczką”, Czego znaczenie jeszcze bardziej mnie złościło. Ale w końcu i tak dostawałem to, czego chciałem… Teraz pragnę uciec stąd jak najdalej.

Biorę jeszcze chleb, który zapewne i tak po kilku dniach wciąż zostanie w nienaruszonym stanie. Jako że Aki, prawie całe swoje życie spędza z moim bratem, jego narzeczoną i ich dziećmi ruszam prosto do kasy. Właściwie sam już nie wiem, czemu chłopiec wciąż ‘mieszka’ ze mną.

-Pracujesz już nad kolejną książką? – Pyta z uśmiechem 34-letnia kobieta, która od początku śledzi moje losy jako pisarza. Ta sama kobieta, która wcześniej pojawiła się w moich wspomnieniach.

-Tak, już od jakiegoś czasu. –Odpowiadam, pakując zakupy do cienkiej, żółtej siatki.

-A, o czym będzie?

-Nie wiem dokładnie, ale na pewno coś związanego z moją przeszłością i… Tsukim… -Dodaje smętnie, wyciągając portfel.- Nie wiesz co u niego…? – Pytam cicho z nadzieją

-Och,nie... – Wygląda na zmieszaną, uśmiecha się tym razem smutno wciskając mi w dłoń resztę. – Mnie też go brakuje, Ale musimy się trzymać, maleńki. –Mówi klepiąc mnie w ramie.

-Wiem, Sumire. Ale to często jest tak cholernie trudne.. – Czuję jak do oczu napływają niechciane łzy. Mój głos zaczyna się załamywać. Nie chcę by ktokolwiek widział moje słabości. Niech ludzie mają do czynienia z bezbarwną maską, z czasem tak dobrze przeze mnie wyćwiczoną.

Kobieta widząc to wstaje zza lady i korzystając z chwilowego braku klientów podchodzi do mnie, przytulając do siebie.

-Poradzisz sobie.. – Szepcze w moje włosy. – Musisz..

-Wiem, dziękuje… Do zobaczenia. – Uśmiecham się słabo, żegnając szybko. Ocieram oczy i w drzwiach odwracam się jeszcze by pomachać jej jeszcze i biorąc w dwie dłonie siatkę, podnoszę ją na wysokość torsu i przytulam do siebie.

                Pamiętam jak kiedyś, wracając tą uliczką Tsuki poślizgnął się na nie zauważonym przez nas lodzie i przewrócił się na mnie, zaś ja zamiast ustać nieprzygotowany na to poleciałem do tyłu i uderzyłem głową w lustrzaną taflę. A że padliśmy tak na środku tłocznej drogi powstało niezłe zamieszanie. Brązowooki, wtedy jeszcze blondyn mówił, że nie kontaktowałem przez chwile, zaledwie kilka sekund, ale udało mi się go wystraszyć, tak samo jak przechodniów, którzy chcieli już dzwonić po karetkę. To chyba przez małe miasto, przez to, że wszyscy się tu znają i opiekują sobą nawzajem. Nie pamiętam dobrze, jak to się skończyło, ale chyba udało nam się wykręcić..

                Na klatce schodowej spotykam równie, co ja zmarzniętą Ayako, która czeka na mnie już kwadrans, tak przynajmniej mówi.

-Moja koleżanka ma suczkę, która niedługo będzie mieć szczenięta. Dosłownie za 3-5 dni. Chciałbyś jednego? – Pyta wchodząc do kuchni. Nastawiła wodę na herbatę.

-Po, co mi?

-Kiedyś chciałeś..- Mówi z wyrzutem.

-kiedyś byłem samotny. – Wyjaśniam naciągając na ramiona pasiastą bluzę.

-Już nie jesteś? – Uśmiecha się leniwie, najwyraźniej zadowolona.

-Teraz już do tego przywykłem, poza tym mieszkam z Akim.  Piszemy dalej?

-Jasne.. –Siada tak samo jak wczoraj. Dzwonię jeszcze do brata z pytaniem czy Aki dziś także będzie spał u niego. Zresztą, tak jest prawie codziennie.  Otrzymując potwierdzającą odpowiedz, żegnam się z nim. Opuszczam rolety w pokoju. Zamykam drzwi. Kobieta w tym czasie otwiera dokument w komputerze.

                Blondynka siedziała ze mną aż do wieczora, wciąż rozłożeni byliśmy w ciemnym pokoju. Cały wieczór spędziła na poznawaniu innej strony mojej osoby. Czułem, że mój cichy, dawny i przez niektórych zapominanych świat jest zagrożony. Ja sam miałem ochotę uciec. Czując, że coraz trudniej jest mi mówić o wszystkim, co tak kochałem. Znów wracałem do tych czasów, pełnych optymizmu i nadziei.

                Wychodzi o 21: 38. Do męża, by razem z nim spędzić nowy rok. Ja mimo licznych zaproszeń zostaje sam w domu. By zająć czymś umysł zaczynam sprzątać różne zakamarki nieco zaniedbanego mieszkania. Niewiele przed północą wychodzę na balkon. Kolorowe fajerwerki rozświetlają powoli całe czarne niebo. Słyszę śmiechy dorosłych, jaki i dzieci. Śmieje się gorzko, czemu ja nie mogę się tak cieszyć? Z drobnej rzeczy, tak jak kiedyś?!

***

31 grudzień 2005.

-Hoshi! Wychodzimy! Szybko, Szybko! – Usłyszałem krzyki, a blisko mnie pojawił się Tsuki skacząc jak nażarty cukrem króliczek. Właściwie jakby doczepić mu uszka i okrągły ogonek, to faktycznie wyglądałby jak wyrośnięty króliś.

-Już chwila! – Zaśmiałem się zakładając kurtkę, rodzice Tsukiego byli już na dworze, zaś my jakoś nie mogliśmy się zebrać.. No dobra… Ja nie mogłem się zebrać. Chwyciłem w dłonie telefon, na który co chwileczkę przychodziły wesołe życzenia noworoczne od bliskich, jak i dalszych przyjaciół. Już chwile potem moja dłoń została pochwycona w miłym uścisku, lekko zmarzniętych łapek przyjaciela.

Będąc na dworze od razu zostałem popchnięty od bloku, z którego co jakiś czas spadały sztuczne ognie.  Czerwono włosy w takie dni zachowywał się jak dzieciak, nawet teraz mocno trzymając moją rączkę „kicał” w stronę swoich rodziców, z błyszczącymi jak maleńkie gwiazdki, oczyma.

-No nareszcie, chłopcy! –Uśmiechnęła się na nas widok matka chłopaka, jego ojciec zaś stojąc kawałek za nami próbował odpalić jedną z kolorowych rakiet. Razem z Tsukim uśmiechaliśmy się szeroki stojąc przy sobie. W dłoni trzymałem telefon, co minutę pokazując chłopakowi śmieszne SMS-y. On stał za mną przytulając od tyłu, by swobodnie mógł zajrzeć przez ramie na mały ekranik. Razem czekaliśmy na punkt kulminacyjny tej nocy. Z daleka musieliśmy wyglądać jak czteroosobowa, szczęśliwa rodzinka. Odchyliłem się lekko do tyłu opierając się o kumpla ze śmiechem patrząc jak jego ojciec odgrywa swój „taniec radości” Wzrokiem śledząc dopiero, co wypuszczoną petardę.

***

                Znów śmieję się cicho, patrząc jak deszcz delikatnie znaczy się na kurtkach wielu ludzi. Zjeżdżam po szybie starając się powstrzymać płacz. Ignoruje i tak mokre już policzki.

Kiedyś było lepiej, to pewny fakt..  Byłem z nim, mogłem czuć się bezpiecznie. Bo przecież właśnie tak rozpoznaje się miłość.. Może jest tak jak powiedziała moja matka.. Może to niepisane jest szczęście.

Resztę życie spędzę w samotności, tak jak teraz -Powstrzymując drgające ramiona i przykre wspomnienia…

To nie łzy… To tylko deszcz…

Następny rozdział zakończony, nieco inny od poprzednich. Pozbawiony Tylu opisów wspomnień J

poniedziałek, 15 października 2012

Arive or dead - Część 2/..


Tak jak obiecałam, rozdział dedykuje mojej ukochanej Żonie!:*

Mówi się, że prawdziwą miłość można przeżyć tylko raz. To chyba prawda. Kochałem tylko raz. Nigdy o nim nie zapomnę. Niby moglibyśmy być szczęśliwy, a jednak. Może on jest szczęśliwy? Nie wiem o nim nic. Postanowił wykreślić się z mojego życiorysu. Ale czy on tego chciał? Może wciąż mnie pamięta? A może nie.. Życie wciąż szykuje nam różne przeszkody w drodze do szczęścia. Naszym zadaniem jest je pokonać..

16 wrzesień 2005r.

-(…) I wtedy Myu na to, że… - Plotkował Tsu, jak rasowa blondynka, zawzięcie przy tym gestykulując. Przez co bałem się, że po prostu zdemoluje pokój.  Chłopak siedział na obrotowym krześle, Ja zaś umiejscowiłem się na jego łóżku starając by moja twarz wskazywało na to, że uważnie go słucham, co znacząco mijało się z prawdą. Nie chciałem brać udziału w kolejnej kłótni rodziców, więc zmuszony byłem ukryć się tu. Czego powoli zaczynałem żałować, ponieważ czerwono-włosy wyjątkowo dziś poczuł potrzebę wygadania się na nic nieznaczące tematy. Niemogąc się powstrzymać zasłoniłem usta, ziewając cicho.

-Jestem tak bardzo nudny? – Zapytał, zwracając na mnie swoje czekoladowe oczka z typowo teatralnym smutkiem.

-Nie, nie, przepraszam.. Po prostu jestem zmęczony.. – Przyznałem skruszony.

-Przecież jest nie wiele po 19; 00 – Zmartwił się, dobrze to widziałem. Wstał i usiadł blisko mnie przeczesując dłonią moje ciemne włosy. Delikatnie przyciągnął mnie do siebie, mocno wciskając mnie w swój tors, jak pluszowego miśka.  –Pewnie będziesz chory..

-Możliwe – nie zaprzeczyłem. 16-Latek dalej trzymając mnie w ramionach położył się na boku, przez co i ja zostałem zmuszony do zejścia niżej.

-Prześpij się. –Poprosił zostawiając mnie samego na posłaniu, wyprostował się siadając w rogu łóżka, wciąż nie przestawał molestować w dłoni moich kosmyków.

-Ale, że tak tu? Teraz?- Zdziwiłem się jego propozycją, ale nie podniosłem się.

-Przecież nie raz tu nocowałeś.  – Przypomniał robiąc minę, której nie powstydziłby się obrażony 6-latek.  – Napiszę do twoich rodziców, więc się tym nie martw. – Zastrzegł od razu, przeciągając się leniwie. Chyba sam już dawno chętnie by się położył.

-A ty?

-Odrobię lekcje i położę się koło ciebie, kochanie. – Zaakcentował ostatnie słowo, zapewne zdając sobie sprawę, że tłumaczy się jakbym był jego żoną.. Swoją drogą, nigdy nie chciałem mieć żony, ani dzieci. Ale to chyba normalne w takim wieku. Moi rodzice już wtedy planowali, że „jak każdy” Ożenię się, Zbuduje dom, posadzę drzewo, będę miał dwóje dzieci no..  I psa. Choć nigdy nie lubiłem tych zwierząt, chyba, że rasy papilot. Choć sam nie wiem, czemu.. Ale przecież nigdy nie dostajemy tego, czego chcemy. Może po to by przekonać się do innych opcji.

-No dobrze.. Dzięki.. – Uśmiechnąłem się sennie, zdejmując szarą koszulkę z dziwnym, wciąż nierozszyfrowanym przeze mnie nadrukiem. Zwinąłem się w kłębek, po lewej stronie łóżka. Chłopak wstał i szczelnie przykrył mnie kordłą, jako że w pokoju panował chłód przez uchylone okno..

Ostatnie, co poczułem tego wieczoru, To troskliwy pocałunek składany na moim czole.

                Następnego ranka otworzyłem niechętnie moje zaspane oczka blisko godziny 9:00. Przewracałem się chwile z boku na bok. Chyba wciąż nadrabiałem noce pełne domowych awantur. Miejsce po drugiej stronie łóżka było już zimne, co oznaczać musiało, że Tsuki już dawno wstał. „O wilku mowa. „ Pomyślałem, gdy drzwi pokoju otworzyły się, a w progu stanął czerwono-włosy.

-O już wstałeś… szkoda, miałem zamiar efektownie cię obudzić.. –Mruczał pod nosem widząc moje zaspane spojrzenie. Nachylił się nad łóżkiem i szybko cmoknął mnie w lekko zaróżowiony policzek, przez co faktycznie poczułem się jakbym miał godnego pozazdroszczenia męża.

-No, to wstawaj, śpiąca królewno i na śniadanie! – Klasnął wesoło w dłonie, starając się zachęcić mnie do wstania z miękkiego łóżka.

*    *    *

-Zawsze byliście ze sobą tak blisko? –Pyta blondynka uśmiechając się rozczulona. Przenoszę różnobarwne oczka (Prawe trupio-niebieskie, Lewe kolory matowej zieleni.) Zza okna, za którym było już właściwi czarno, na oczekującą odpowiedzi kobietę.

-Um… właściwie to odkąd sięgam pamięcią byliśmy w stosunku do siebie bliżej niż przeciętni przyjaciele.. Sam nie wiem, czemu… Tak po prostu było. –Wzdycham wracając wzrokiem za okno, wraz z słowem „było”. Skoro było to i minęło. A świadomość tego, że już nigdy nie wróci, choć w maleńkim, upragnionym stopniu stało się moją egzystencją.

-Chcesz na dziś skończyć?

-A możemy? – Pytam zaskoczony. W tym przypadku liczy się czas, książka powinna być już dawno oddana do druku, a My wciąż mamy jedynie marny początek szkicu.

-Możemy. –Potwierdza stanowczo kobieta, zamykając uwcześnię zapisany plik, jak i sam przenośny komputer.

                Ponownie dziś poprawia strój i chwyta w dłonie długi czerwony płaszcz, który wyróżnia się wśród tłumów ludzi.

- To trzymaj się młody, wrócę jutro rano.- Ostrzega jeszcze na pożegnanie. Birze torebkę, klucze od samochodu i znika za wiśniowymi drzwiami. Wzdycham słysząc odbicia wysokich obcasów. Pewnie pełno kobiet łamie sobie na tym wynalazku nóżki, a czy warto? No, nie wiem. Nie znam się.

Przeczesuję dłonią długie, hebanowe włosy, po czym odrzucam je na plecy. Zerkam jeszcze do słodko śpiącego chłopaczka i wychodzę na balkon, zamykając za sobą szklane drzwi. Opieram się o drewnianą barierkę, patrząc w pełne gwiazd niebo. Pozwalam by mroźne zimowe powietrze owinęło moją twarz.

Jesteś Tam, Tsuki?

Kazałeś mi istnieć i wierzyć, że ty także żyjesz. Nawet nie wiesz, jakie to trudne.. Zostawić marzenia za sobą, tak samo jak ciebie. To nie możliwe. Cokolwiek bym zrobił, nie umiem znów pokochać, zabrałeś moją miłość ze sobą.

Wychylam się mocno, Teraz z góry patrząc na ośnieżone miasto.

A Gdyby tak z tym skończyć? Śmierć wydaje się prostsza…

niedziela, 7 października 2012

Arive or dead - Część 1/..


Czym są wspomnienia.. To obraz przeszłości, który zawzięcie nie pozwala nam zapomnieć o chwilach życia. O tych złych jak i dobrych.  Istnieją ludzie, którzy na siłę pragną zakopać je w zapomnieniu, jednak nie potrafią. Ja do nich nie należę. Pragnę pamiętać. Zwłaszcza jedną, tak ważną dla mnie osobę. Tylko dla niej wciąż znoszę to, co szykuje dla mnie los.
Wspomnienia, pomagają mi, choć na chwile znaleźć się tam, gdzie była ona ze mną.  Tam gdzie czułem się tak dobrze. I Tam gdzie pragnę pozostać do końca.
Wspomnienia są czymś dobrym. One potrafią udowodnić, że żyjemy..
30 grudzień 2010 rok.
                Siedzę w niewielkim pokoju o jasnych, kojących barwach. Światło uparcie szuka do niego dojścia, jednak nie ma szans przez długie, wyblakłe zasłony, kiedyś przybrane odcieniem czerwieni. Tak, więc w pokoju panuje prawie stuprocentowa ciemność, dodająca nocnego klimatu. Mimo iż dla mnie wybitnie późno nie jest. Jedynie porcelanowa figurka malowanego aniołka, stojąca na drewnianej półce mieni się przez znajdującą się w niej świeczkę.
                Zerkam na Ayako, która pilnując terminów przyszła dodać mi weny koniecznie potrzebnej do napisania następnej książki. Ona nie chce by znów było to dramat, ale ja chyba inaczej już nie potrafię. Dziewczyna śledzi za mną wzrokiem, gdy zbieram zabawki i pluszaki samotnie pozostawione przez prawie dwuletniego chłopaczka, który od kilku miesięcy jest pod moją opieką ze względu na wypadek matki, która była jednocześnie moją starszą siostrą, jak i jej męża. Obydwoje zginęli na miejscu. Kobieta nic nie mówiąc bierze ze stołu trochę podrapanego, srebrnego laptopa, który czasem ze sprzeciwem, przyczynia się do powstawania moich literackich dzieł. Siada w fotelu znajdującym się równolegle do mojego.  Poprawia ołówkową spódnicę, którą ma na sobie. Spogląda na okrągły zegarek. 20:32.  Po czym włącza przedmiot, teraz znajdujący się na jej kolanach. Ja w tym czasie pilnuje jej ruchów, drobnymi porcjami pijąc wcześniej zrobioną herbatę, o nijakim smaku.
Farbowana blondynka gwałtownie podnosi głowę, przez co z jej krótkiego kitka wypada kilka jasnych kosmyków.
-Opowiedz mi historie swojego życia. -  Prosi, uśmiechając się lekko do mnie. Chyba jest zadowolona z tego pomysłu.
-słucham? – Mruczę unosząc jedną z idealni wykrojonych brwi.
-Opowiedz mi o swojej miłości.. Bo kochałeś kiedyś, prawda? –Patrzy na mnie podejrzliwie.
-Owszem kochałem. Ale było to stosunkowo dawno. Wątpię by ktokolwiek kupił taki twór. – Wzdycham, opierając łokcie o kolana, zaś brodę o złączone dłonie.
- O tym pomyślimy jutro, będziemy mieli przynajmniej szkic. –Decyduje zatrzymując wzrok na jaskrawym ekranie komputera.
-Um.. No, dobrze. Od czego zacząć?
-Jesteś pisarzem. Ty powinieneś wiedzieć. –Krzyczy poddenerwowana. –Zacznij od tego ile miałeś lat, gdy go poznałeś, jak się nazywał..– Wymienia. Podnoszę dłoń dając jej znak by przestała. Śmieję się cicho, jednak ten gest nie obejmuje oczu, które pozostają puste, ponieważ ktoś zabrał im blask, którymi się szczyciły.
-Więc się dobrze, w takim razie zaczynam. – Przeciągam się delikatnie i odstawiam pusty już kubek na szklany stolik. Czuję nieprzyjemny chłód, więc zapinam czarną, luźną bluzę, którą mam na sobie. Naciągam rękawy na dłonie, plącząc w palcach samotna nitkę. Podnoszę wzrok, w tym momencie spotykam zniecierpliwione spojrzenie ciemnych oczu.
-Było to cztery lata temu. Jak zapewne łatwo obliczyłaś miałem wtedy prawie 18 lat. Nazywał Się Tsuki. Kochałem go.. Właściwie za wszystko. Wciąż patrząc w przeszłość podświadomie szukam jego cienia. Nie byliśmy ze sobą długo. Los nam na to nie pozwolił. Aczkolwiek przyjaźniliśmy się od dziesięciu lat. Więc mogłem cieszyć się, mając go przy sobie. By (…) – Mówię wręcz mechanicznie, a moje słowa pozbawione są jakichkolwiek uczuć. Wyjaśniam wszystko patrząc jak długi palce kobiety sprawnie uderzają o klawiaturę komputera.
*   *   *
21 Lipca 2005 rok.
-Ale gorącooo.. – Wymruczałem leżąc plackiem na jasno zielonych liściach trawy. Głowę trzymałem na udach przyjaciela, a dłonią bawiłem się roślinkami. Przy czym mimowolnie poddawałem się ostrym promieniom słońca.
-Za ciepło.. – Przyznał Tsuki, przeczesując dłonią moje czarne, właściwie w promieniach słońca, granatowe włosy. Sięgające kilka centymetrów za ramiona.
Uśmiechnąłem się leniwie, otwierając przemęczone oczy. Spojrzałem w jego twarz. W niczym nie przypominał już tego zawstydzonego 8-latka, którego rodzice zmusili do odwiedzin znajomych jak i ich dorównującego mu wieku, syna.
*   *   *
-Poznałeś go przez rodziców? – Pyta blondynka, wciąż równomiernie wybierając litery.
-Tak, na początku żaden z nas Niechciał tej znajomości, ale szybko udało nam się dogadać.. I nie przerywaj mi! – Rozkazałem, powracając do cytowania wspomnień.
*   *   *
                Teraz włosy koloru parzenicy, z których uwielbiałem się śmiać, przefarbowane zostały na ciemny czerwony. Twarz stała się bardziej męska, Jest bardziej wysportowany. No … i oczywiście wiele, wiele wyższy. Jedynie jego uśmiech pozostał taki sam. Tak szczery i opiekuńczy.  Nasze wyglądy znacznie się różnią..
-Czemu tak się we mnie wpatrujesz? – Zapytał zjeżdżając dłonią na moje plecy. Zaczął kreślić na nich jakiejś bliżej nieokreślone przeze mnie wzorki.
-A tak sobie. Cieszę się, że wciąż ze mną wytrzymujesz.. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. – Zaśmiałem się leniwie.  Poczułem jak jego dłoń zamiera w jednym miejscu by po chwili zacząć bardziej energicznie badać moje ciało. W odpowiedzi otrzymałem uśmiech, prawie tak samo promienny jak słońce, odznaczające się na niebie.
*   *   *
-To było wyznanie miłosne?! – Wrzeszczy kobieta, przez co zamartwiam się, czy też nie obudziła mojego Akiego..  Zamykam oczy, by w spokoju policzyć do dziesięciu. Przecież prosiłem by mi nie przerywano..
-Ależ skąd. Chodziło mi o to, że jest dla mnie ważny, jako przyjaciel.. Ale tak naprawdę odkąd go poznałem był dla mnie najważniejszy. – Mówię sięgając dłonią kiszeni skurzanej kurtki, znajdującej się niedaleko mojego położenia. Wyciągam z niej paczkę papierosów.-Nadążasz?
-Tak, tak oczywiście. Mów dalej.
 *   *   *
-Poradziłbyś sobie. –Zaśmiał się po jakimś czasie jednak jego śmich był inny niż zazwyczaj. Jak na dłoni widziałem, że coś jest nie tak jak powinno. Już otwierałem usta, by spytać o jego stan, jednak w tej chwili rozbrzmiał dźwięk jego telefonu.
-Chyba musimy już wracać. – Zawyrokował. Spojrzałem na niego z dołu i niechętnie przeturlałem się kawałek po ziemi, by chłopak mógł bez problemu się podnieść, co też bezociągu zrobił. Przymknąłem oczy, zaś, gdy znów je otworzyłem cały dostępny widok zasłaniała dłoń czerwono włosego. Nie sprzeciwiając się przyjąłem jego pomoc i podniosłem się, nieco chwiejnie stając na prostych nogach.
-Chodź, odprowadzę cię. –Zaproponował z normalnym już uśmiechem, czochrając mi i tak rozwiane kosmyki włosów. Kiwnąłem głową, zgadzając się.
*   *   *
-To jedno z twoich ulubionych wspomnień? – Dziwi się kobieta, zaprzestając pisania. Patrzy mi prosto w oczy.
-Dokładnie. – Mówię spokojnie zaciągając się nikotyną, wstaję i usadawiam się przy otwartym oknie.
-Ale przecież to zwykły urywek dnia.. – Zaczyna niepewnie.
-Ale uwielbiałem być szczęśliwym, a szczęśliwy byłem przy nim.
-To oznacza, że streścisz mi całą swoją przeszłość?
-Błąd. Jedynie sytuacje, które bardziej zapadły mi w pamięć. Nie tylko te dobre.
-Rozumiem. – Mamroczę pod nosem wracając do notowania.
-Tak, więc wracając (…)

                To było jedno z moich pozytywnych wspomnień. Takie spokojne i czyste. Pozbawione zmartwień m pozwalające cieszyć się czymś całkowicie zwyczajnym.. Było po prostu piękne.
Więc… Ogólnie ta część wyszła długa, nie myślcie, że tak będzie zawsze.:)
Liczę, że ktoś zrozumiał, choć troszkę, o co w tym chodzi.
Błędy na pewno będą- bo brat podczas przepisywania strasznie mnie gonił...
Proszę o komentarze!:33

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń