piątek, 31 stycznia 2014

Dreamer - Rozdział 16

Wpatrywałem się w nieznajomą kobietę wielkimi oczyma. Robiło mi się gorąco jak i zimno na przemian. Moje dłonie zaczęły się trząść, zaś oddech stał się głośniejszy. Praca serca przyśpieszyła do tępa, o jakie nigdy Go nie podejrzewałem.
- Świetnie, że jesteś. - Pierwszy głos zabrał Ryu. Nie patrzyłem na niego. Dalej wbijałem wzrok w rudowłosą. Ta zdawała się być nieco zdziwiona i zainteresowana. - Haruhiko, poznaj Kajahare Miiko. - Przedstawił mi kobietę. Nie zwracał się do niej z jakąkolwiek grzecznością, ale nie dziwiłem się. Przecież to najzwyklejsza w świecie prostytutka! Osoba bez cienia honoru czy wstydu. Postać sprzedająca swoje własne ciało. -  Czy ta dziwka Ci kogoś nie przypomina? - Zapytał na końcu. Poczułem jak mężczyzna kładzie mi dłoń na ramieniu i staje za mną. Nie było to tak przyjemne odczucie, jak w przypadku Doi'ego. Dłonie starszego były szorstkie, a dotyk silny i bez cienia delikatności. Doi za to miał skórę gładką, a gdy mnie dotykał miałem wrażenie, że robi to niepewnie. Tak jakby choć jeden niewłaściwy gest mógłby mnie unicestwić.
-Co to znaczy dziwka? - Zwróciła się najmłodsza z nas. Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem na nią jakby wyrwany z innego świata.
- Doi, idźcie do domu. - Poprosiłem blondyna zerkając na niego. Patrzył na mnie z niepokojem i powądpieniem. - No idźcie. - Poganiałem ich. Toi na dzwięk zdenerwowanego głosu podbiegła do mnie.  Zaczęła warczeć na Ryu i Miiko- San.
-Co to znaczy? - Dalej dopytywała się pięciolatka. Posłałem proszące spojrzenie Doi'emu. Ten w końcu westchnął i złapał dziewczynkę za rękę. Przechodząc obok mnie pogłaskał moje włosy i wcisnął mi w dłonie smycz Toi, która zaczęła podgryzać nogawki spodni zdezorientowanego tym Ryu. Moi towarzysze powoli znikali w ciemnościach nocy. Została jedynie niespokojna Toi.
- Więc? - Zaczął ponownie rudowłosy. Szybko uspokoiłem psinę, która usiadła tuż przy mojej nodze.
- Nie wiem kim jest ta kobieta. - Mruknąłem starając się opanować drżenie głosu.
- Idź Ryu. Chcę zostać z nim sama. - Odezwała się rudowłosa. Brunet prychnął na to, najwyraźniej dobrze się bawiąc. W końcu pod ponaglającym spojrzeniem starszej od nas kobiety życzył nam "dobrej zabawy" i ulotnił się. Ostatnie co zobaczyłem to skrawek płaszcza znikający za zakrętem.  - Chodź Haruhiko. - Rozkazała Pani prostytutka. Z miejsca ruszyła jako pierwsza, najpewniej nie dopuszczając do siebie możliwości bym nie podążył za nią. Schyliłem się i pogłaskałem psa. Truchtem dobiegłem do oddalającej się kobiety, zaś za mną posłusznie przydreptała Toi.  - Chyba domyśliłeś się kim jestem prawda? Jesteś do mnie bardzo podobny...
- Moją matką? - Zapytałem by się upewnić. Kobieta pokiwała głową, zaś ja aż się skrzywiłem.
Tyle lat marzyłem o tym by poznać rodziców... A moja matka okazała się... Taką osobą...
-  Pewnie masz sporo pytań... Ja też je mam, bardzo dużo. W prawdzie rzadko o tobie myślałam, ale to nawet fascynujące po tylu latach spotkać kogoś, kogo sama stworzyłam. - Zaśmiała się starsza.
- Opowiedz mi wszystko od początku. - Mruknąłem nie chcąc słuchać jej bezsensownego paplania. Widziałem, że wcale nie zależy jej na poznaniu mnie. Chciała tylko spełnić swój obowiązek.
- Nie ma co dużo opowiadać. Jestem prostytutką od... Niemal dwudziestu lat. Jesteś synem jednego z moich klientów. Miał żonę, dwójkę dzieci więc chciał żebym nikomu nie mówiła, co więcej prosił bym usunęła ciąże. - Na to wyznanie zadrżałem lekko. - Chciałam to zrobić, jednak moja przyjaciółka się o tym dowiedziała. Miałam wtedy zaledwie osiemnaście lat, ona dwadzieścia cztery. Sądziłam, że lepiej zna życie, więc gdy powiedziała, że to będzie mój najgorszy błąd zgodziłam się urodzić dziecko. Podczas ciąży mieszkałam w starym budynku, który miał iść do rozbiórki. Nie miałam domu, uciekłam z niego. Nie chcę, żeby było ci przykro... Ale miałam nadzieję, że poronię. - Oznajmiła, na co mnie zaszkliły się oczy. Ona chciała się mnie pozbyć. Nie chciała bym istniał. - Podczas ciąży dużo paliłam, piłam, brałam leki nasenne.. Robiłam wszystko żeby ci zaszkodzić... Jednak moja przyjaciółka starała się ci pomóc... Wyrzucała papierosy, dolewała do alkoholu wodę, zamieniała leki nasenne na jakieś inne... Obiecała, że się tobą zajmie, gdy się urodzisz. Cóż... Zmarła, gdy byłam w siódmym miesiącu ciąży. Miała AIDS. Urodziłam cię tylko dlatego, że chciałam spełnić jej marzenie. Zajmowałam się tobą jakieś... Trzy dni. Więcej nie wytrzymałam. Później Cię oddałam. Ot cała historia. - Na koniec zrobiła jakiś nie określony gest rękami. Przetarłem szybko oczy, czując nieznośny ból serca.
Moja własna matka chciała się mnie pozbyć. Zawsze wmawiałem sobie, że nie miała pieniędzy na utrzymanie mnie. Niestety teraz wszystko wyszło na jaw.
Jestem synem niewyobrażalnie nieczystej istoty. Osoby, która oddała serce diabłu.
- Dlaczego uciekłaś od rodziców?
- Byłam gówniarą, przeszkadzali mi. - Wytłumaczyła wzruszając ramionami.
-Nie myślałaś o tym co się ze mną stanie?
- Byłam pewna, że szybko znajdziesz dom. Byłeś i jesteś ślicznym chłopcem. Tacy szybko znajdują kogoś, kto się nimi zajmie. Ludzie lubią takie żywe laleczki. - Prychnęła. Kiwnąłem głową, mimo że nie zgadzałem się z jej słowami. Gdy westchnąłem, kobieta od razu zauważyła, że chcę odejść. Złapała mnie za nadgarstek w chwili, gdy chciałem się odwrócić. Zatrzymała mnie, przez co jakiś cień nadziei padł na moje serce. - Powiedziałam ci to co chciałeś. Teraz twoja kolej. Mówiłam, że chcę wiedzieć co się z tobą działo, powiedz mi jak najwięcej.
- Mam normalne życie... Zaadoptowała mnie para z dzieckiem. Tak, mam siostrę. Rok starszą. Nazywa się Yui, ale teraz mieszka z narzeczonym. - Wyjaśniłem widząc jej zaciekawienie. Przystanąłem w miejscu i stanąłem na przeciw niej. Moje słowa wciąż były wyprane z emocji, mimo, że te działały teraz na całe moje rozumowanie. - Pomimo twoich prób jestem zdrowy. Nie wiem czemu mnie zaadoptowali.  Nie byli bogaci, ale nie mieliśmy biedy. Dobrze nam się żyło. Łatwo skończyłem szkołę, dobrze się uczyłem, nawet więcej niż dobrze! - Powiedziałem dumny, przecież były czasy, gdy należałem do dziesiątki najlepszych uczniów w szkole. - Ale pewnego dnia, zostałem wezwany o dyrektora... Nie wiedziałem co się dzieje, starałem się nikomu nie przeszkadzać i dobrze się uczyć. W gabinecie była też pedagog. - Wyznawałem powoli , przed oczami widząc ten okropny dzień. Dopiero przy następnych zdaniach mój głos zaczął drżeć. - Kazali mi usiąść i zachować spokój. Okazało się, że ojciec...  - Zatrzymałem się i odkaszlnąłem. Przecież nie musiałem jej tego mówić, więc po co to robiłem? Chyba po prostu czułem, że powinna mnie zrozumieć. Śmieszne, osoba, która traktuje mnie jak krótki epizod miałaby mnie zrozumieć . - Ojciec miał wypadek... I nie żyje. Dzień wcześniej wszyscy siedzieliśmy w salonie i graliśmy w kupioną przez niego grę planszową, zaś następnego dnia odszedł z tego świata, przez co już nigdy nie będę mógł zamienić z nim chociażby słowa. - Przegryzłem wargę powstrzymując łzy. - Nie pamiętam co działo się potem, chyba wpadłem w jakąś panikę... Kilka dni przesiedziałem w pokoju. Byłem bardzo związany z ojcem, opiekował się nami wszystkimi.  Yui otrząsnęła się szybciej. Zawsze była optymistką, więc powtarzała, że tam dokąd trafi będzie mu lepiej. Wróciła do szkoły, już kilka dni później. Pogrzeb ojca też był szybki, ale na nim pełno ludzi. - Uśmiechnąłem się lekko na wspomnienie osób zebranych, by pożegnać osobę, która zawsze była dla mnie najważniejsza. -  Wszyscy Go uwielbiali. Kilka dni później wyszedłem ... Przepraszam, pewnie nie chcesz tego słuchać... - Mruknąłem nagle wracając do świata teraźniejszego. Wzrok rudowłosej uległ zmianie. Z zainteresowanego stał się zdziwiony.
- Mów, dobrze jest się wygadać. Najpewniej nigdy więcej się nie spotkamy, więc myślę, że jestem dla ciebie idealnym słuchaczem. - Usiadła na schodach prowadzących do jakiejś klatki. Przysiadłem koło niej. Między moje kolana wepchnęła się Toi. Usiadła grzecznie na chodniku i położyła mordkę na moim udzie.
- Wyszedłem na cmentarz, upewnić się że to naprawdę koniec. Nie potrafiłem uwierzyć w jego śmierć. Yui w tym czasie była w szkole. Gdy wszedłem do mieszkania spodziewałem się zastać mamę ślęczącą nad naszymi rodzinnymi zdjęciami, ale jej tam nie było. Zacząłem jej szukać po całym mieszkaniu. Znalazłem dopiero w toalecie. - Schyliłem głowę z przyzwyczajenia. Zawsze, gdy tak robiłem włosy zasłaniały dokładnie moją twarz, jednak zapomniałem, że tym razem były spięte frotą.  - Leżała nieruchomo w wannie. Miała na sobie gruby, czarny sweter i zwykłe, niebieskie spodnie. Wszystko było mokre. Jej głowa zwrócona była w stronę ściany. Nie widziałem jej twarzy. - Mój głos stopniowo zmieniał się w urywany szept. - Zacząłem do niej mówić, ale ona nie reagowała. Podszedłem bliżej. Wody było naprawdę niewiele. Była jednolicie czerwona. Na ziemi leżała nieco zardzewiała, srebrna żyletka, obok było kilka kropel zaschniętej krwi. Wiem, że zacząłem wtedy krzyczeć. Podbiegłem do mamy i dotknąłem jej twarzy. Była strasznie zimna. Chwyciłem za rękę, żeby sprawdzić puls. Całe jej ciało... Ono robiło co tylko chciałem, nie protestowało. Pociągnąłem ją za rękę, a matka na to nie zareagowała. Jedynie jej głowa przechyliła się bardziej w moją stronę. Pulsu nie było. Okazało się, że mama pół godziny wcześniej dołączyła do swojej miłości. - Podsumowałem, chowając głowę w ramionach. - Przepraszam ,pewnie nie to chciałaś usłyszeć. - Wymamrotałem, wycierając policzki o rękawy kurtki.
-Co było dalej? - Zapytała kobieta, całkowicie zatopiona w mojej gorzkiej opowieści.
- Dalej? Em.. Dalej...  Nie pamiętam nic więcej z tego, ani następnego dnia... W ciągu dwóch następnych miesięcy nie pojawiłem się w szkole. Gdy do niej poszedłem... To był ostatni rok, więc pozwolili mi dokończyć naukę i nie oblali mnie. Nie poszedłem na uniwersytet. Potem.. Zamieszkałem z ciotką, ale jej nigdy nie było. Podróżuje po świecie. Wraz z Yui jakoś sobie radziliśmy.
- A kim był ten mężczyzna, z którym przyszedłeś? Nie widziałam jego twarzy.. Ta mała to jego córka? - Dopytywała kobieta. Na samo wspomnienie Doi'ego uśmiechnąłem się lekko przez łzy.
- Nie, to córka mojej przyjaciółki. Opiekujemy się nią przez tydzień. Mężczyzna... To Mój przyjaciel. - Specjalnie nie podałem jego imienia, by Miiko niczego nie podejrzewała. - Właściwie to... To od wczoraj chłopak. - Zaśmiałem się nadzwyczaj lekko. Pierwszy raz wypowiedziałem takie określenie na głos, nadzwyczajnie mi się podobało.
Byłem cholernie zmęczony, nieco głodny i bardzo przygnębiony. Te odczucia chyba odbierały mi rozum. Tak sobie wmawiałem.
- Chłopak? Jesteś gejem... Zawsze najładniejsi chłopacy są gejami. - Zaśmiała się kobieta. Miała zadziwiająco przyjemny śmiech. Swobodny, delikatny i dość cichy.
- Jestem bi. Mogę się spytać... Jesteś Japonką?
- Nie, Koreanką. - Uśmiechnęła się - Ale mieszkam tu od urodzenia. Twój ojciec był Japończykiem. Więc jesteś takim... Mieszańcem. - Podsumowała po czym wstała i otrzepała płaszcz. - Idź już. Twój chłopak pewnie się niepokoi, poza tym trzęsiesz się. Sporo się ochłodziło. Trzymaj się, jesteś naprawdę silnym chłopakiem. - Za jej radą podniosłem się i wytarłem oczy. Podziękowałem za jej opinie, wiedząc, że chodzi jej o bycie silnym psychicznie.
Nawet nie zauważyłem jak reaguję na zimno. Nie zwracałem na nie uwagi.
- Ty też, Miiko. - Odwróciłem się od kobiety i ruszyłem w stronę powrotną. Przeniosłem wzrok na Toi, która wciąż się mnie pilnowała. Naprawdę dziwiłem się, tego jak mnie polubiła. Nie bała się ze mną zostać i pilnowała się.
-Poczekaj, Haruhiko! - Usłyszałem krzyk, gdy tylko odszedłem kawałem. Moja biologiczna matka podbiegła do mnie na swoich ogromnych obcasach i zaczęła szukać czegoś w torebce. Następnie wyjęła malutki notes i długopis. Zaczęła coś pisać.
Zwróciłem uwagę na jej dłonie. Zadbane i smukłe. Naprawdę zadziwiająco ładne.
Czy ja też takie miałem?
- To jest adres do moich rodziców. Myślę, że chcieliby poznać swojego wnuka. -Uśmiechnęła się kobieta. - Na pewno bardzo się ucieszą. To ich stary numer domowy, może wciąż jest aktywny. Zadzwoń rano. Przed jedenastą. Pamiętam, że do pracy wychodzili o dwunastej. Wątpię by coś się zmieniło.
-Dziękuję. - Szepnąłem zaskoczony. Spojrzałem na kartkę, którą znaczyło ładne pismo. Rudowłosa kiwnęła głową i wyprzedziła mnie. Po chwili straciłem ją z oczu. Podniosłem Toi i przytuliłem ją do siebie, dopiero w tej chwili pozwoliłem sobie na swobodny płacz. Ulica była już pusta, więc nikt mnie nie widział. Schyliłem głowę i pozwoliłem by łzy płynęły po moich policzkach.
*    *     *
Będąc przed domem widziałem dokładnie postać czatującą w kuchni. Okno dokładnie ją ukazywało. Doi stał oparty o blat i patrzył przed siebie. Masae najpewniej już spała, co skwitowałem z ulgą. Przy drzwiach zatrzymałem się i położyłem włochatą towarzyszkę na ziemi. Przetarłem twarz i nacisnąłem klamkę. Drzwi uchyliły się bez problemu. Pierwsza do środka weszła Toi, za nią ja. Blondyn wybieg z kuchni i aż przystanął na widok moich zaczerwienionych oczu i trzęsącego się ciała.
Byłem pewien, że zostanę zasypany lawiną pytań.
 Przecież Doi właśnie taki był. Wścibski i ciekawski.
O dziwo ten nie powiedział nawet słowa. Szybko znalazł się przy mnie i objął moje ramiona. Ja nieco bezwładnie oparłem czoło o jego tors, schylając się przy tym nieco.
W tej chwili właśnie tego potrzebowałem, ciepła, zrozumienia i całkowitej akceptacji.
Staliśmy tak przez jakieś dziesięć minut. Doi w ciszy, a ja co jakiś czas wydając z siebie odgłosy świadczące o niemal panicznym płaczu. W końcu mężczyzna odsunął się ode mnie i pocałował moje czoło.
- Chodź do salonu. Mam tam koc. - Powiedział cicho, wypuszczając mnie z uścisku. Pokiwałem kilka razy głową i w niewolniczym tempie ruszyłem do salonu. Tam powaliłem się na kanapę i zostałem przykryty wcześniej wspomnianym kocem. Nie zdziwił mnie nawet jego jasnoróżowy kolor. Doi usiadł koło mnie i oparł się o wysoką poręcz. Nic nie mówiąc wciągnąłem nogi na mebel i położyłem się. Wierciłem się przez kilka chwil próbując znaleźć wygodną pozycje. W pewien sposób odganiało mnie to od smutnych myśli.
Doi westchnął ciężko, gdy po raz trzeci uderzyłem go łokciem w brzuch. Objął mnie w pasie i pociągnął w niższe rejony kanapy po czym położył się i mimo moich niemych protestów pociągnął mnie na siebie. Kanapa była wielkości wąskiego, jednoosobowego łóżka.
- Jestem ciężki. - Oznajmiłem wciąż nieco drżącym od długiego płaczu głosem.
- Nie jesteś. - Zapewnił blondyn. Wsunąłem obydwie nogi między jego i zacisnąłem ręce na jego koszulce. Przytuliłem się do jego torsu. - Chcesz pogadać? - Zapytał były piosenkarz poprawiając koc, dawał przyjemne ciepło tak samo jak ciało Doi'ego. Mój. Pomyślałem ocierając się o niego policzkiem.
- Nie, nie teraz. Jutro. - Mruknąłem zamykając oczy. Mężczyzna nic więcej nie powiedział. Zdjął gumkę z moich włosów i zaczął je głaskać.
Mimo nieprzyjemności związanych z tym dniem zasnąłem bardzo szybko.
Tą noc obaj spędziliśmy na kanapie.
*     *    *
Wstaliśmy dość wcześnie. Właściwie to Doi wstał wcześniej, ja obudziłem się, gdy ten się poruszał. Czułem się nieco lepiej niż poprzedniego dnia, jednak wciąż czułem żal do biologicznej matki. Najbardziej o to, że chciała mnie zabić.
Wytłumaczyłem blondynowi wszystko co działo się poprzedniego wieczora.Pominąłem jedynie moje wyznania na temat śmierci rodziców. Miiko miała racje, lepiej rozmawia się o takich sytuacjach z nieznajomymi.  Potem zrobiliśmy śniadanie, obudziłyśmy Masae, która bardzo ucieszyła się na mój widok. To było naprawdę miłe. Nakarmiliśmy Toi i w końcu nastała godzina dziesiąta dwadzieścia. Doi zajął zabawą Masae, a ja zaszyłem się w swoim tymczasowym pokoju z zapisaną kartką w dłoni.
Wpatrywałem się w nią, starając się opanować emocje. Moi dziadkowie. Moja rodzina.
Usiadłem na łóżku i gdy niepokój nieco opadł zacząłem wpisywać cyfry do telefonu. Po chwili pojawił się sygnał połączenia. Pierwszy przeciągły dźwięk, drugi przeciągły dźwięk, trzeci przeci...
-Tak, słucham? - Usłyszałem po drugiej strony głos jakiejś kobiety. Miał miłą, kojącą barwę. Zauważyłem to nawet mimo lekkiego zniekształcenia.
- Em.. Dzień dobry... e... - Przywitałem się i nie wiedziałem co powiedzieć dalej.
-Dzień dobry. Z kim mam przyjemność rozmawiać? - Zapytała bardzo uprzejmie. Wstrzymałem powietrze na krótką chwilę.
- Nazywam się Nakao. Nakao Haruhiko. Jestem synem Kajahare Miiko i ... em... - Poczułem łzy bezsilności i strach w oczach, a byłem pewny, że wczoraj wyczerpałem ich cały zapas.
- O Boże... Kojahare Miiko?! Nazywam się Kojahare Itsuko. Jestem jej matką! Mój Boże... Jesteś... - Usłyszałem drżący głos po drugiej stronie. - Jesteś moim wnukiem? - Zapytała kobieta by się upewnić. Kiwnąłem głową, chwilę później rozumiejąc, że rozmówczynie nie może tego zauważyć.
- Tak...
-Ojej, nie wiem co powiedzieć! - Krzyknęła. Usłyszałem jak przechadza się po pomieszczeniu. Słyszałem również jeszcze jeden głos. Był męski i równie zszokowany co ten kobiecy. - Musimy się spotkać! Bardzo chcę Cię spotkać! O ile nie masz nic przeciwko...
- W przeciwnym razie bym nie dzwonił. - Zaśmiałem się cicho, starając się rozładować uciążliwą atmosferę.
-Racja, Racja, kochany. Powiedz mi, w jakim mieście mieszkasz?
- Otemachi.
- To nieco ponad godzinę od nas. Może chciałbyś przyjechać? - Zapytała kobieta, siląc się na spokój. Ja robiłem całkowicie to samo.
- Oczywiście... Mógłbym kogoś zabrać ze sobą?
- Nie ma problemu! Może zostalibyście na noc? Mamy dość duże mieszkanie. - Namawiała mnie.
- Cóż.. Em.. Jeśli to nie byłby problem...
- Oczywiście, że nie! Mieszka z nami jeszcze twój wujek z żoną! Wszyscy się poznamy! Będzie wspaniale! - Entuzjazmowała się kobieta. - Oj, przepraszam. Muszę już wychodzić do pracy. Mogę do ciebie jutro zadzwonić? - Zapytała jeszcze niepewnym głosem.
- Będę czekał. - Uśmiechnąłem się do siebie. To wcale nie było takie straszne jak mi się zdawało. Byłem dumny z tego jak sobie poradziliśmy. -Do widzenia.
- Do widzenia, Haruhiko. - Pożegnała się kobieta, zanim się rozłączyliśmy usłyszałem jeszcze jak krzyczy "chodźcie tu szybko!" Po czym zerwałem połączenie. Opadłem plecami na łóżko.
To niewiarogodne jak życie może się szybko zmienić. Wreszcie zyskałem rodzinę, której tak bardzo potrzebowałem.
*     *     *
Po wejściu do salonu zastałem w nim Masae. Leżała na kanapie i oglądała jakieś dziwne bajki w telewizji. Na mówi widok uśmiechnęła się szeroko.
-Przynieść ci koc? - Zapytałem czując zimne powietrze w pokoju. To po nim poznałem, że drzwi frontowe niedawno musiały być otwierane. Nie czekając na odpowiedź dziewczynki przyniosłem do pokoju wspomniany przedmiot i szczelnie ją nim opatuliłem. - Gdzie Doi?
- Wyszedł z Toi. - Odpowiedziała mi brunetka. Kiwnąłem głową i usiadłem na fotelu niedaleko. Wraz z dziewczynką odezwaliśmy się tylko kilka razy. Za trzecim zostałem uciszony i oskarżony o przeszkadzanie w filmie.
-Przepraszam. - Zaśmiałem się cicho po czym wyszedłem z salonu do kuchni, z której był idealny widok na wejście do budynku. Nastawiłem wodę na herbatę i skierowałem wzrok na niebo.
Czy to nie fascynujące, że wszyscy patrzymy na te same niebo? To jedna z niewielu rzeczy jakie dzielimy. Nieważne jak daleko byśmy się znajdywali, zawsze mamy te samo niebo. Jest moje, Doi'ego Masae, Kochiko... Wszyscy ludzie, których podziwiam wiele razy w nie patrzyli.
Gdziekolwiek nie będziemy niebo zawsze będzie nas łączyło. 

___________________
Ciężko, ciężko, ciężko..
Bardzo ciężko, zwłaszcza rozmowa Haru-chana z matką. Mam wrażenie, że nie poszło mi najlepiej, ale czekam na waszą ocenę! :3
Gdyby ktoś jeszcze nie widział :

Stronka na Fb :3

Nie musicie jej lajkować :) wiem, że nie wszyscy przyznają się do czytania opowiadań yaoi, ale z niej prosto dowiecie się kiedy będzie nowa notka :D

Pozdrawiam moi Kochani <3

niedziela, 26 stycznia 2014

Stronka na Facebook'u.

Ohayo! To znowu ja! :*
Widzę, że spodobał wam się wczorajszy rozdział <3
Szybka wiadomość:

Ruszyła strona na FB! :


Zapraszam ;3
Hehehe, teraz czuję się ważna X3

Kocham :*
Hoshi.

sobota, 25 stycznia 2014

Dreamer - Rozdział 15

-Myślę, że nic nie dzieje się z przypadku. - Powiedział, następnego ranka Doi. Stałem wtedy w kuchni robiąc śniadanie dla słodko śpiącej dziewczynki. Niespecjalnie zdziwiłem się gwałtownym wtargnięciem do pomieszczenia. Przyzwyczaiłem się do obecności piosenkarza, od początku zdawała mi się ona całkowicie naturalna.
Teraz nieco niezręczna.
Odwróciłem się w  stronę blondyna wciąż trzymając nóż kuchenny w dłoni. Był w pewnym sensie moją ochroną mimo to, nie zdawało mi się, bym przy Imadze jej potrzebował.
- Dzień dobry. - Mruknąłem do niego. Doi był już przebrany w strój codzienny. Nie wyglądał jakby dopiero co wstał, w przeciwieństwie do mnie. Wciąż byłem w ubraniach, w których spałem, a moje włosy były rozczochrane po śnie.
Blondyn odpowiedział tymi samymi słowami, po czym wyciągnął do mnie dłoń by odebrać niebezpieczne narzędzie, drugą zaś poklepał mnie lekko w biodro.

Jego twarz wyglądała jak co dzień. Lekki uśmiech skutecznie ją przy ozdabiał.
Czasem zastanawiałem się, czy Doi prowadzi szczęśliwe życie?
 Przy pierwszym spotkaniu miałem wrażenie, że nic złego nigdy Go nie spotkało.Zdawał się być wiecznym optymistą patrzącym na świat przez różowe okulary. Potrafił być poważny, jednak tylko w razie wyraźnej potrzeby.

- Przebierz się i obudź Masao. Ja dokończę. - Uśmiechnął się mężczyzna, następnie spojrzał na swoje stanowisko. Leżało na nim kilka warzyw i bułki.
Chwile jeszcze stałem w miejscu i patrzyłem na jego plecy po czym opuściłem kuchnie. Korytarzem przeszedłem do pokoju dziewczynki, którą się opiekowaliśmy.
Ta spała w najlepsze na sporym, aczkolwiek jednoosobowym łóżku. Na ziemi leżała odziana w różową pościel kołdra. Pięcioletnia dziewczynka przytulała do siebie dużego, białego misia.
- Masae, wstawaj. - Mruknąłem. Brunetka jak na zawołanie uchyliła powieki. Już poprzedniej nocy zauważyłem, że ma bardzo płytki sen. - Idę się przebrać. Przygotuj sobie ubrania, najlepiej coś ciepłego, bo jest bardzo zimno. - Rzuciłem do pięciolatki. Ta pokiwała pokornie głową. Wprawdzie dalej była w pozycji leżącej, jednak wątpiłem by ponownie zasnęła.
Wyszedłem z sypialni Masao i udałem się do swojego tymczasowego pokoju. Wziąłem wszystko czego potrzebowałem do doprowadzenia się do stanu używalności, po czym zamknąłem za sobą drzwi i przeszedłem do łazienki.
Tam od razu spojrzałem w lustro. Wciąż nie potrafiłem przyzwyczaić się do odsłoniętej twarzy. Grzywka była niemal o połowę krótsza. O dziwo dość znacznie zmieniło to mój wygląd. Twarz wyglądała na młodszą, skóra na jaśniejszą. Co najważniejsze było widać oczy.
Doi i Yui mieli racje. Nie były one typowe dla Japończyków. Były równie ciemne, ale sporo większe. Bardziej przypominały oczy Koreańczyków, co nieco mnie zaniepokoiło. Czy któryś z biologicznych rodziców pochodził z tego kraju?
Westchnąłem nieco zirytowany. Przecież nigdy się tego nie dowiem.
Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się. Zadziałałem szczotką, dzięki czemu włosy przestały sterczeć na każdą stronę. Po chwili namyśleń związałem je w koński ogon.
*     *     *
-Haru? Zrobisz mi warkoczyki? - Zapytała po śniadaniu pięciolatka. Podniosłem na nią wzrok znad herbaty. Patrzyła na mnie z typową dla dziecka ufnością.
-Nie umiem.. - Wyznałem szczerze, zyskując przy tym cichy głos Doi'ego, który zmywał naczynia. Ja miałem czynić te honory dopiero po obiedzie. - Ty umiesz? - Prychnąłem odwracając się w jego stronę.
- Jasne, nauczę Cię. Tylko poczekaj aż skończę. - Zadecydował nasz domowy fryzjer. Miałem ochotę zaprotestować jednak w tej samej chwili drobne ramiona brunetki zacisnęły się wokół mojej szyi. Był to zaledwie krótki moment. Dwie sekundy, ale mimo to poczułem się naprawdę dobrze. Jakbym ponownie miał rodzinę.
Piosenkarz, który stał do nas plecami także zdawał się zdziwiony, kiedy te same ręce zacisnęły się na wysokości jego pasa. Chwilę później Masae pobiegła do łazienki po szczotkę, za nią udała się szczekająca Toi.
- Pośpiesz się, nie będziemy na ciebie czekać. - Mruknąłem sięgając do szafki, gdzie Doi schował karmę dla psa. Nasypałem jej do niewielkiej miski. Wymieniłem jeszcze wodę, po czym razem z blondynem wyszliśmy z kuchni. Masae siedziała na niewielkim stołku w dłoniach trzymając szczotkę i dwie różowe gumki do włosów. Podała wszystko Doi'emu. Ten sprawnie zrobił przedziałek na środku głowy.
- Chodź, pokażę Ci. - Przyciągnął mnie do siebie i stanął za mną. Czułem za sobą jego wysportowane ciało. Zagryzłem wargę, gdy przedramiona mężczyzny dotknęły moich boków. Sięgnął do części włosów dziewczynki i podzielił je na trzy następne pasma.
-Skup się. - Mruknął, a ja dopiero w tej chwili zauważyłem, że opiera swoją brodę o moje ramie. - Musisz te boczne przekładać przez środek, tylko na zmianę. - Zademonstrował mi. - Oto cała filozofia. - Dodał plotąc zgrabnego warkoczyk.
Cały czas czułem jego oddech na policzku.

*    *     *

Większość dnia przesiedzieliśmy w domu. Oglądaliśmy telewizje, rysowaliśmy z Masae, rozmawialiśmy o błahych rzeczach, starając się włączyć do konwersacji najmłodszą.
Żadne z nas nie wracało do tematu wieczornego pocałunku. Myślę, że powstrzymywała nas jedynie obecność małej.
Poruszyliśmy go dopiero, kiedy dziewczynka zaszyła się w swoim pokoju, gdzie włączyła sobie jakąś długo wyczekiwaną bajkę. Była na tyle miła, że zostawiła nam duży telewizor w salonie.

Między mną i Doi'm natychmiast zapanowało milczenie. Siedzieliśmy na kanapie i wpatrywaliśmy się w błyszczący ekran. W przeciwieństwie do blondyna ja siedziałem spięty. Mężczyzna wyglądał jakby kompletnie zapomniał o wczorajszym wydarzeniu, a mnie zżerała ciekawość.
Czemu to zrobił?
Dodatkowo pojawiło się pytanie, na które sam musiałem sobie odpowiedzieć. Dlaczego się zgodziłem? Czyżby aż tak brakowało mi czułości?
- Doi? - Przeniosłem wzrok na wspomnianego, który z trudem oderwał się od jakiegoś filmu akcji. - Nie powinniśmy porozmawiać... O tym co stało się wczoraj? - Zapytałem cicho.
Może tak bardzo zagrzebałem się w żałobie, że nie zauważyłem od kiedy całowanie przyjaciół stało się czymś normalnym. Zdezorientowana mina niebieskookiego sprawiała, że coraz mocniej trzymałem się tej myśli.
- Chodzi ci o to, że cię pocałowałem?
- Głupio pytasz.
- Przecież to nic złego... - Burknął robiąc dziobek z ust. Splotłem ze sobą palce dłoni.Czułem się co najmniej niezręcznie. Jeszcze bardziej niż rano.
-Chciałbym wiedzieć czemu to zrobiłeś...
-No, bo... - Stęknął opierając się o oparcie kanapy. - Wcześniej się już zastanawiałem czy jesteś gejem albo bi... I tak.. - Tłumaczył, ale w tej samej chwili mu przerwałem.
-Dlaczego?
- No... Tak... Samo z siebie takie myślenie się pojawiło. Jesteś ładny i uroczy... - Uśmiechnął się szeroko, no co ja poczułem jak rumieńce wpływają na moje policzki. - No i nie masz nikogo.
- To znaczy, że możesz mnie całować? - Zapytałem. Nie było w tym cienia gniewu, po prostu zaciekawienie.
-Nie no... Jasne, że nie. - Burknął, a mnie nagle olśniło. Poczułem jakby coś przeskoczyło w mojej głowie, dodając kilka faktów z przeszłości do naszej rozmowy. Powoli podniosłem szklankę z sokiem pomarańczowym i zbliżyłem ją do swoich ust, jednak nie upiłem ani łyka.
-To taki kolejny punkt w " normalnym życiu"?
-Chyba tak... Lubię Cię. Lubię z tobą rozmawiać, lubię patrzeć na ciebie, lubię słuchać co ty masz do powiedzenie, lubię spotykać się z tobą... Skoro nie jesteś całkowitym hetero.. To może spróbowalibyśmy być ze sobą? - Naczynie, które trzymałem nagle wysunęło się z mojej dłoni. Lądując na ziemi rozbiło się na pełno malutkich kawałeczków. Sok stworzył intensywnie pomarańczową kałuże na drewnianym parkiecie. - Przepraszam! Nie chciałem Cię przestraszyć! Tylko myślę na głos! - Krzyknął  Doi gwałtownie wstając. Masae z piskiem wybiegła ze swojego pokoju i przystanęła w futrynie w chwili, gdy zacisnąłem dłoń na nadgarstku Doi'ego.
-Zgadzam się. Chcę spróbować. - Powiedziałem szybko, powodując zaskoczenie u blondyna jak i u samego siebie. Wstałem z kanapy i spojrzałem na dziewczynkę. - To tylko szklanka. Skończyłaś już oglądać? - Zapytałem cicho dziewczynki, zachowując się przy tym tak jakby całkowicie nic się nie stało.

Sam nie wiedziałem dlaczego się zgodziłem. Potem długo się nad tym zastanawiałem. To chyba z powodu chęci zmiany życia. Przecież obiecałem sobie wrócić do normalnego rytmu. Tego sprzed śmierci rodziców. Czułem, że Doi może mi w tym pomóc. Od kilku miesięcy był moim jedynym oparciem. Wiedziałem, że mogę mu zaufać. Mogę być przy nim szczęśliwy.
Mogę być sobą.
*     *     *
Dość szybko zacząłem odczuwać zmęczenie spowodowane kolejną nie przespaną nocą. Znaczy spałem... Jednak tylko cztery godziny. Niewiele więcej niż dwa dni temu.
Gdy tylko przymykałem oczy moja wyobraźnia sprawiała, że ponownie czułem na ustach miękkie wargi Doi'ego.
Przez to wszystko byłem nieco pod denerwowany i rozkojarzony. Nie przeszkadzało mi nawet to, że Doi cały czas bawił się moimi związanymi włosami. Zirytowałem się dopiero kiedy zadzwoniła do niego matka. Przegryzłem mocno wargę wsłuchując się w ich rozmowe. Może mieli dość oziębłe kontakty, ale byłem pewny, że kochają siebie nawzajem. Tego właśnie mi brakowało.
Miłości i wsparcia od strony rodziny.
Przecież ja nie miałem rodziny. Doi miał ją i to całkiem sporą, jak pisano na portalach internetowych. Wprawdzie jego rodzice się rozwiedli, jednak Doi miał kontakt z ojcem.
-Dobra, chodźmy z Toi na spacer. - Ożywił się blondyn od razu po zakończeniu rozmowy telefonicznej. Pies na dźwięk swojego imienia poniósł głowę i zaczął wpatrywać się w swojego właściciela z oczekiwaniem. Ten wstał  z kanapy i podszedł do dziewczynki.
- Masae, dokończysz rysować jak wrócimy, dobrze? - Zapytał dziewczynki. Na kartce papieru powstawały jakieś dziwne różowe ludki. Idąc w ślad za Doi'm podniosłem się z niezmiernie wygodnej kanapy. Zauważyłem, że pięciolatka także posłuchała się najstarszego. Wszyscy wpakowaliśmy się do przedpokoju.
Założyłem na siebie grubą bluzę, kurtkę i buty po czym schyliłem się do Toi, która dotąd opierała się przednimi łapami o moje nogi i machała z zadowoleniem ogonem. Wiedziała co się dzieje.
Wyszliśmy z domu w dość radosnych nastrojach. Nie znałem dobrze tej okolicy jednak przy ciemnym niebie wydawała się nieco przerażająca, nie rozumiałem jak Kochiko może tu mieszkać. Z najciemniejszych zakamarków zaczęli wynurzać się ludzie z tak zwanego "marginesu społecznego".
Na szczęście Doi bardzo szybko wyprowadził nas z tej krainy.
Przechodziliśmy dobrze oświetloną uliczką. Było na niej dużo drzew, które mimo iż bezlistne dodawały miłej atmosfery. Było też dużo sklepów i straganików. Zatrzymaliśmy się przy jednym z nich i kupiliśmy Nikuman* na kolacje.
W drodze powrotnej stało się jednak coś, co całkowicie zmieniło mój pogląd na niektóre rzeczy.
Przechodziliśmy "skrótem" do domu. Masae twierdziła, że jest najlepszy więc my nie mając nic do stracenia postanowiliśmy jej zaufać. Przy jednym z zakrętów nagle przystanęła, przy okazji depcząc łapę biednej Toi. Pies zapiszczał, a ja i blondwłosy książę spojrzeliśmy przed siebie z zaciekawieniem.
Blondwłosy książę... Czy powinienem Go od teraz nazywać swoim chłopakiem?
- Mama mówi, że nie wolno przechodzić koło tych Pań. - Mruknęła wymownie dziewczynka. Przy jednej z ulic stały trzy skąpo ubrane kobiety. Prychnąłem na ich widok, ale gdy już się obracałem ktoś inny przykuł mój wzrok.
Co Tu do cholery robi Ryu?! - Krzyczałem w myślach.
Mężczyzna krzyczał na jedną z kobiet i wymachiwał niebezpiecznie rękami. Wyglądał na bardzo złego.
- Sprawdzę co się dzieje, poczekaj z Masae. - Wydał rozkaz Doi i nawet na nas nie patrząc podbiegł do reszty. Z zaciekawieniem wpatrywałem się w jego twarz, starając się nie pominąć żadnej zmiany. To było trochę trudne, ponieważ cała grupka stała spory kawałek od nas. Blondyn powiedział coś do Ryu. Ten teraz był zdziwiony tak samo jak jego rozmówczyni. Blondyn nagle wskazał na nas dłonią i chyba chciał odejść, jednak Ryu zaczął coś wykrzykiwać. Skrzywiłem się kiedy także wskazał na mnie palcem.
Byłem pewny, że w tej chwili mnie obraża.
-Chodź, Masae. Zobaczymy co się dzieje. - Pociągnąłem dziewczynkę za dłoń, którą trzymałem odkąd wyszliśmy z jej domu. Obejrzałem się jeszcze za siebie. Toi obwąchiwała jakieś drzewo.  Zawołałem ją i ruszyliśmy w stronę nieznajomych kobiet i dwóch mężczyzn.
Z każdym krokiem krzyki były coraz bardziej zrozumiałe. W każdym razie rozumiałem ich znaczenie, ale nie miałem pojęcia czego dokładnie dotyczą.
- ... Baśniowe życie, tak?! - To były pierwsze usłyszane przezemnie słowa. - Tak będzie lepiej?! - Dalej wrzeszczał Ryu na biednego Doi'ego, który stał całkowicie skołowany i patrzył na jedną z kobiet. Jej długie rude włosy zasłaniały twarz. Miała na sobie skąpą, czarną sukienkę.
- Co się dzieje? - Zapytałem, będąc wystarczająco blisko by mnie usłyszeli. Mój głos był dość cichy, całkowicie wyprany z emocji. Niemal taki sam jak zawsze.
Wszyscy odwrócili twarze w moją stronę. Doi był zaskoczony, Ryu zniesmaczony, ale chyba także zadowolony co mnie zdziwiło. Leniwie spojrzałem na kobietę, której kręcone włosy ułożyły się na plecach, gdy odwróciła się do mnie .
Dobrze widziałem jej twarz.
Natychmiast przystanąłem w miejscu nieświadomie puszczając niewielką dłoń Masae.
 Byłem całkowicie przerażony.
Kobieta miała ładną, trójkątną twarz i bladą skórę naznaczoną wieloma kosmetykami. Duże, czerwone usta i niewielki nos. Jej policzki były zaróżowione. Nie byłem pewien czy od specjalnego pudru czy natłoku uczuć.
Oczy rudowłosej były najbardziej zaskakujące.
W tej chwili byłem pewien jednego.
Te same oczy widuję za każdym razem, gdy spojrzę w lustro.
___________________
Nikuman- To faszerowane bułeczki na parze. ( Bardzo sławne w Japonii) Najczęściej ich nadzieniem jest mięso lub słodki / pikantny sos.
No i co powiecie?  Pewnie domyśleliście się kim jest nieznajoma? Kim? I co o niej sądzicie?

Muszę wam coś powiedzieć :D
Pod ostatnią notatką pojawiło się 17 komentarzy. Najwięcej w historii całego bloga O_O
Wiedzę, że przypadł wam do gustu.
Tak więc możemy uznać, że dany rozdział dedykuję osobą, które przyczyniły się do tego rekordu ;)

PS: Według grafiku powinnam dodać następny rozdział za dwa tygodnie... ( 8 luty)...
Sama nie wiem... Może powinnam dodać go nieco wcześniej?
Powiedzmy za tydzień? ( 1 luty).
Co sądzicie o tym pomyśle?
Pozdrawiam, Kocham :*

 PS nr. 2 :
Kirano, Ookami dziękuję za wasze ostatnie komentarze :* Bardzo poprawiłyście mi humor X3
Takie coś dostać w trakcie sprawdzania rozdziału <3. Cieszę się, że wyczekiwałyście :*



sobota, 11 stycznia 2014

Dreamer - Rozdział 14

Dzień przed wyjazdem Kochio nie zmrużyłem oka. Leżałem w łóżku, ale byłem tak przerażony, że mimo zamkniętych oczu sen nie przyszedł. Efekt był taki, że do trzynastej zdążyłem wypić dwie kawy, których wprost nienawidzę, a mimo to wciąż czułem okropne zmęczenie.

 Tego dnia ponownie znalazłem się na cmentarzu, przy grobie rodziców. Nawet nie wiem jak to się stało. Wyszedłem i nogi same mnie tam przyprowadziły.
Spojrzałem na złote symbole dwukrotnie tworzące imię i nazwisko. Podświadomie zatrzymałem się na tym pierwszym, należącym do ojca. Za nim tęskniłem o wiele bardziej. Ciężko pracował, dlatego nie mieliśmy dla siebie wiele czasu. Zdarza się, że po prostu przychodzę do tego miejsca i zastanawiam się czemu nie ma Go ze mną. Czy gdyby tamtego dnia, zmienić jakiś detal on nadal by żył? Czy gdyby chociażby nie wypił porannej kawy i wyszedł szybciej z domu... Zmieniłby ciąg zdarzeń?
Włożyłem do dwóch doniczek sztuczne kwiaty, a między nimi zielone kadzidełka. Chwile jeszcze stałem przy grobie po czym wyszedłem z cmentarza prosto na ulice.
Brakuje mi ojca.
Zawędrowałem do mieszkania, by wziąć spakowane rzeczy i wyjść do Kochiko. Już dziś po południu wraz z matką wyjeżdża. Będę się sam zajmował małą przez jakieś trzy godziny i potem ma się pojawić Doi z Toi.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak ich imiona są do siebie podobne. ( tak samo jak autorka x3 dop.aut.)
Przy budynku znalazłem się dość szybko od razu dostrzegając wpatrzone we mnie, wścibskie oczy jednej z sąsiadek. Właściwie lubiłem ją. Była już dość stara, ale za to bardzo miła.
Jednak teraz, gdy wyglądała przez okno nie miała zbyt radosnej twarzy.
Nie zdążyłem nawet znaleźć się na swoim piętrze. Jej głos skutecznie mnie zatrzymał.
-Dzień dobry, Nakao- Kun. - Odwróciłem się w stronę starszej kobiety, zaciskając przy okazji dłonie.
-Dzień dobry, Ino-San. - Uśmiechnąłem się lekko, chcąc ponowić swoją wędrówkę na piętro.
- Nakao-kun, dawno nie widziałam twojej siostry.- Wyznała kobieta, dalej stojąc w drzwiach swojego domostwa. Przegryzłem wargę, dalej stojąc do niej plecami. Wiedziałem, że staruszka w końcu zauważy jej brak.
- Wyjechała na kilka dni do narzeczonego, ale wkrótce wróci. - Odparłem, przeczesując dłonią przydługą grzywkę, która skutecznie zasłaniała moje oczy. Zresztą nie od dziś. - Przepraszam, Ino- San, ale się śpieszę. Miłego dnia. - Odwróciłem się do niej i skłoniłem nieco, by dać znak, że uznaję rozmowę za zakończoną.
- Nawzajem. - Po chwili kobieta wycofała się do czeluści swojego mieszkania. Słysząc jak zamyka drzwi odetchnąłem lekko i już bez niespodziewanych postojów wróciłem do domu.
Tam szybko zjadłem jabłko, stanowiące śniadanio-obiad i dopakowałem przedmioty, których dziś używałem. Ubrania spakowałem już wczoraj, musiałem dołożyć piżamę, szczotkę do zębów i włosów... itp.
Przy okazji rozczesałem zmierzwione przez wiatr włosy.
Trochę się denerwowałem. Gdzie tam trochę, bardzo. Przez kilka godzin musiałem zostać sam z dzieckiem, ponieważ Doi miał iść z psem do weterynarza.
Jeszcze wczoraj postanowiłem zapytać Go o orientacje. Przecież to nic złego, najwyżej mi nie odpowie.
Westchnąłem męczeńsko i zerknąłem na zegar. Kilka minut po czternastej. Kobiety miały wyjechać o piętnastej.
Włączyłem telewizor, ale nie potrafiłem się na niczym skupić. Tak właśnie minęło mi pół godziny. Po tym czasie nieco zdenerwowany wyłączyłem urządzenie i wziąłem niewielką, zapchaną torbę.
Całą drogę do Kochi spędziłem rozmyślając nad tym jak będą wyglądać następne dni.
Przecież Ja nie umiem nawet gotować...
Do domu kobiety dotarłem szybciej niż bym tego chciał. Przed drzwiami stała już niewielka walizka.
- Chodź, Haru. - Drzwi otworzyły się i pojawiła się w nich młoda kobieta z szerokim uśmiechem na twarzy. Kiwnąłem głową, po czym wszedłem do mieszkania.
- Cześć... Widzę, że jesteście już gotowe. - Wygiąłem lekko kąciki warg ku górze, patrząc na babcię Masae. Miała na sobie kurtkę i wyglądała, jakby już wyczekiwała mojego przyjścia. Tak najpewniej było.
- Tak, za chwilę mamy pociąg. Myślałam, że będziesz wcześniej. - Zaśmiała się kobieta, zdejmując okrycie z wieszaka. - No to tak... Postaraj się, żeby mała nie oglądała za dużo telewizji. Chodzi spać o dwudziestej. Wam oddaje mój pokój i pokój gościnny. To te dwa na końcu korytarza. W koszyku na lodówce są pieniądze na te kilka dni, powinno starczyć. W jednej z szafek w kuchni mamy słodycze, więc się częstujcie. Mała ma uczulenie na miód. Hm.. Numer do mnie masz, jakbym nie odbierała na lodówce powiesiłam numer do mamy i do domu, w którym się zatrzymam. W każdej chwili możesz dzwonić. Jakby za bardzo męczyła psa Doi'ego to powiedz, że umrze jak się nie prześpi. Powinno podziałać. Masz jeszcze jakieś pytania?  - Zapytała kończąc swój monolog. Odkaszlnąłem zdziwiony tą instrukcją, która jak najbardziej mi pomogła.
- Raczej nie... Najwyżej napiszę. - Burknąłem niepewnie.
- Masae, chodź się pożegnać! -Krzyknęła kobieta. Dom był dość duży, sporo większy od mojego więc nie byłem nawet pewien, w którym pokoju jest dziewczynka. W tym czasie zostawiłem buty i wszedłem na korytarz. Najmłodsza z nas wybiegła z salonu i przytuliła się do matki.
- Bądź grzeczna, słuchaj się Haru i mu pomagaj, dobrze? Wrócę za cztery dni.
-Dobrze, mamo. - Zgodziła się brunetka. Pocałowała obydwie kobiety w policzek. Ja zostałem porządnie wyściskany. Otrzymałem jeszcze kilka wskazówek i dwie najstarsze z nas wyszły z domu. Chwilę patrzyłem niepewnie na drzwi po czym mój wzrok spoczął na wpatrującej się we mnie dziewczynce.
- To... Co robimy? - Zapytałem biorąc torbę. Skierowałem się do wskazanych pokoi. Na samym końcu korytarza był pokój Kochiko, dalej pokój Masae, pokój gościnny i na samym brzegu pokój Endo- San. Po drugiej stronie korytarza było wejście do salony. Była to jedynie drewniana futryna w odcieniu ciemnej czekolady. Na przeciw pokoju Endo-san była toaleta oznaczona białymi drzwiami. Jedyne w domu dojście do kuchni było przez salon. Westchnąłem głęboko. Był to dom po rodzicach babci Masae. Był duży i ładnie urządzony. - Jesteś głodna?
- Nie. Patrz, Haru jakie mam paznokcie. - Podskakiwała idąc za mną. Zerknąłem na nią przez ramie. Paznokcie miały jaskrawy, różowy odcień i lekko połyskiwały. Chwile później znalazłem się w pokoju mojej przyjaciółki. Na środku było niskie, dość duże łóżko. Po jednej jego stronie była szafa wbudowana w ścianę, po drugiej było duże okno z widokiem na... Okno osób mieszkających naprzeciw. Doskonale widziałem jak będąca w nim młoda dziewczyna leży na łóżku i czyta jakąś książkę. W sypialni było także spore biurko zawalone stosami kartek.
- Mogę tobie też pomalować? - Zapytała wchodząc za mną, postawiłem torbę na ziemi i spojrzałem na dziewczynkę.
- Wiesz, wolałbym..
- Mam różowy, czerwony i fioletowy. Na jaki chcesz? - Nie dała mi skończyć zdania. Pociągnęła mnie za rękę do salonu. Tam doprowadziła do kanapy i wzrokiem kazała mi na niej usiąść. Zrobiłem to od razu.
- Może jednak jesteś głodna? - Spojrzałem na nią z przestrachem widząc jak na chwilę wychodzi. Szybko wróciła w dłoniach niosąc kosmetyki.
- Nie, nie jestem. Pobawimy się w salon? Pomaluję cię i uczeszę! - Zawołała radośnie kładąc na ziemi wszystko co przytaszczyła w swoich niewielkich ramionkach.
- Może pobawisz się z Doi'm? - Podpowiedziałem oczami wyobraźni już widząc zdemolowaną twarz Doi'ego.
- Ale Jego jeszcze nie ma... - Posłała mi płaczliwe spojrzenie, siadając przede mną na ziemi. - Proszę... Mama zawsze się ze mną bawi... Mówiła, że też będziesz... - Wyznawała cicho, a Ja odnosiłem wrażenie, że zaraz się poryczy. Dosłownie, nie będzie płakała, a rozpaczliwie ryczała.
- No.. Dobrze. - Mruknąłem nieco przestraszony.
- Super! - Podskoczyła. - Połóż się, zrobię ci maseczkę! - Piszczała zadowolona. Spełniłem jej polecenie zastanawiając się nad jej słowami.
- Ale Masao? Z czego Ty chcesz zrobić maseczkę ? - Zapytałem, ale dziecko mi nie odpowiedziało.
- Haru! Pokrój mi ogórka! - Usłyszałem jej głosik z kuchni. Szybko wstałem i ruszyłem tam.
- Jednak jesteś głodna?
- Nie, To na oczy. Pani w telewizji tak robiła. - Gdy znalazłem się w pomieszczeniu od razu zauważyłem krem leżący na blacie. To ta maseczka? W takim razie chyba jestem bezpieczny...
- Tak? - Zapytałem przykładając ostrze do warzywa. Dziewczynka pokiwała głową dając mi znak, że grubość się zgadza. Wzięła wszystko i spowrotem kazała mi się położyć na kanapie. Zdziwiłem się, czując jaka jest miękka, wygodna. - Umyj najpierw ręce. - Poprosiłem, wiedząc, że będzie dotykać mojej twarzy.
- Przecież wiem! Zawsze to robię! - Prychnęła oburzona i wróciła do kuchni. Usłyszałem jak odkręca kran i faktycznie myje dłonie. Szybko wróciła. Przymknąłem oczy widząc jak zbliża do nich warzywo.
-Nie się Pani odpręży. - Powiedziała spokojnym głosem. W tej samej chwili poczułem na powiekach coś wilgotnego.
- Chyba Pan?
- Pan się nie maluje. Więc teraz będziesz Panią. - Zadecydowała. Usłyszałem jak odkręca jakieś opakowanie. Najpewniej krem.
- Ale nie mów tak przy Doi'm... - Poprosiłem, gdy śliskie palce spotkały się z moją twarzą.
-Dobrze, ale teraz bądź cicho. - Rozkazała. Czułem na twarzy jej uspokajające ruchy. Miała przyjemne dłonie. Ponownie poczułem zmęczenie spowodowane nieprzespaną nocą. Niepotrzebnie się stresowałem, przecież póki co jest dobrze. Potem przyjdzie Doi i będzie jeszcze lepiej.
Nie wiem nawet kiedy zasnąłem, czując delikatnie głaskanie na twarzy.
*     *      *
Obudziłem się jakiś czas później. Chciałem się przeciągnąć, jednak przypomniało mi się gdzie jestem. Na kanapie. U Kochiko.
Otworzyłem gwałtownie oczy i w tej samej chwili pisnąłem widząc ... Srebrną Folie.
- Masae? - Zapytałem niepewnie czując jak pięciolatka ciągnie mnie za włosy.
- Tak?
-Co ty robisz? - Sięgnąłem do twarzy.
- Farbuję ci włosy. Ale nie bój się, to tylko farba... I tylko końce. Zrobię cię Ome. - Zadecydowała. W chwili, gdy nieco się odsunęła usiadłem szybko i zdjąłem nakrycie z oczu. Spadły na nie mokre kosmyki grzywki.
-Ombre i wystarczy. Daj im odpocząć. - Mruknąłem starając się zachować spokój. Chciałem jak najszybciej to zmyć.
- No dobrze.. Uczeszę cię. Nie kładź się. - Jej dziecięce ciało wślizgnęło się za mną.
- Tylko już nie maluj.
- Dobrze.. - Mruknęła smutna. Dotknąłem palcami twarzy, czując na niej jakiś puder. Westchnąłem patrząc na kolorowe paznokcie. Chyba nie mogła zdecydować się na kolor, bo użyła wszystkich trzech.
Dziewczynka z wprawą rozczesała moje włosy i zaczęła robić z nich warkocz. Na końcu posypała go obficie brokatem. Nie zdążyłem jej powstrzymać.
W tej samej chwili usłyszałem pukanie do drzwi, następnie dość ciche szczeknięcie psa. Doi i Toi. Przełknąłem ciężko ślinę, po czym pobiegłem do łazienki.
- Otwórz, to Doi. - Poleciłem po drodze dziewczynce, która wstała by wykonać moje polecenie. Zamknąłem się w łazience i spojrzałem w lustro.
Na moich policzkach było pełno różowego pudru. Na powiekach był jasno zielony cień, zaś od kącików oczu ciągnęły się fantazyjne wzory rysowane brązową kredką kosmetyczną. Najgorsze były moje włosy. Całe przeraźliwie błyszczały się od złotego brokatu, były bardzo poplątane i dziwnie splecione. Aż poczułem łzy w oczach, gdy odnotowałem stan mojej ukochanej, długiej grzywki. Wciąż wpadała w oczy jednak teraz dziwnymi, sklejonymi pasmami, które były o zgroza jaskrawo różowe. Tylko końce, przed brwiami wszystko było poplątane, ale w swojej naturalnej barwie. Z przestrachem stwierdziłem, że musiała je wysmarować nie tylko farbą, ponieważ ta trzymała się aż za dobrze.
Otworzyłem pierwszą lepszą szafkę i wyjąłem z niej waciki. Namoczyłem jeden z nich wodą i zacząłem trzeć mocno policzki i oczy.
- Haru, Mogę wejść? - Usłyszałem pytanie Doi'ego, który musiał już znaleźć się w mieszkaniu. Od razu przypomniałem sobie, o moich planach. Pytaniach.
-Nie, zaraz wyjdę. -Mruknąłem głośno. W moim głosie pobrzmiewała wysoka dawka zdenerwowania.
- Pomogę Ci.
- Nie. - Warknąłem, gdy twarzy zszedł cały puder, lica wciąż były czerwone, jednak tym razem od mocnego pocierania. Powieki przybrały naturalny odcień. Jedynie kredka nie chciała zejść. - Dobra, chodź. - Westchnąłem załamany znów wpatrując się w szklaną tafle. Było dużo lepiej bez większości makijażu. Martwiłem się jedynie o włosy. Wyglądały okropnie.
Drzwi otworzyły się powoli, a do środka wszedł Doi wraz z Masao.
- O Boże... - Mruknął mężczyzna, patrząc na mnie uważnie.
-Nic nie mów! Miałeś mi pomóc. - Prychnąłem wciskając mu w dłonie waciki. Blondyn jeszcze przez chwilę patrzył na mnie po czym wyjął z otwartej szafki jakiś płyn. Nalał trochę na wacik i podszedł z nim do mnie.  Pięciolatka w tym czasie usiadła na skraju wanny i przyciągnęła na swoje kolana zaintrygowaną Toi.
Przymknąłem oczy kiedy poczułem nieco mokry wacik na twarzy.
- Masao, co dodałaś do tej.. farby? - Zapytał najstarszy. Przegryzłem wargę bojąc się odpowiedzi.
-Klej. - Wyznała dziewczynka, głaszcząc psa. Gwałtownie otworzyłem szkliste oczy.
- Żartujesz, prawda? - Warknąłem. Doi odrzucił wacik i wziął następny i tym razem polał go zimną wodą z kranu.
- Nie. Bo babcia do farby dodaje coś białego. I mówi, że to taki klej żeby się trzymało. - Wyjaśniła nieprzejęta. Przeniosłem proszący wzrok na Doi'ego. Którego Szaro- Niebieskie oczy wpatrywały się w moje włosy.
- Chyba trzeba będzie to ściąć... Są poplątane i sklejone, za chiny tego nie rozczeszesz. - Osądził, dotykając ich dłonią.
- Rozczeszę! - Zaprotestowałem wstając. Poczułem jak nieco wody spływa za dekolt koszulki. Wyszedłem z toalety i ruszyłem do mojego tymczasowego pokoju. Wygrzebałem z torby szczotkę do włosów i wróciłem do reszty. Tam stanąłem zdeterminowany przed lustrem i przyłożyłem przedmiot do grzywki.
- Wyrwiesz sobie połowę włosów. - Uprzedził mężczyzna, kiedy zacząłem swoje tortury.

Dziesięć minut później siedziałem na niewielkim stołku patrząc jak Doi przybliża nożyczki do mojej twarzy. Pisnąłem kiedy znajdywały się od niej jakiś centymetr.
- Uspokój się. - Mruknął widząc jak uciekam od przyrządu. - To nie mój pierwszy raz. Zresztą w końcu będzie ci widać oczy. - Dodał, nieustannie patrząc na swoją ofiarę. Kiwnąłem lekko głową, gdy ponownie się nachylił. Zacisnąłem mocno powieki i już chwilę później usłyszałem charakterystyczny dźwięk ścinanych włosów, od którego zrobiło mi się słabo.
- Gotowe. - Ogłosił blondyn kilka minut później. Nie chciałem otwierać oczy, zbyt przerażony. Jednak ciekawość wygrała i po chwili to zrobiłem. Kasztanowe kosmyki wyglądały nadzwyczaj dobrze. Kończyły się przed moimi oczyma, lekkim skosem padając na lewo. - I jak? - Zapytał starszy. Kiwnąłem głową nic nie mówiąc. - Mnie się podoba. Masz ładne, duże oczy. Nie ma sensu ich ukrywać.
- Mówisz jak znawca jakiś... - Mruknąłem nie mogąc się przyzwyczaić do jasności jaka nagle zapanowała. Dodatkowo moja twarz... Była teraz odkryta.
- Pomogę ci umyć resztę. Zdejmij bluzę. - Zarządził. Zdjąłem nakrycie zostając w samej koszulce z krótkim rękawem. Od razu spadło na nią nieco brokatu. - Nachyl się. - Masae wstała z wanny i wraz z Toi stanęła w koncie pomieszczenia przypatrując nam  się z zaciekawieniem.
Chwilę później na tył mojej głowy prysnęła woda z prysznica.
-Nie za zimna? - Zapytał od razu mężczyzna.
-W porządku.
- Masae? Który szampon jest mamy? - Zwrócił się do dziewczynki, która po krótkim zastanowieniu podała kolor opakowania. Szampon pachniał naprawdę ładnie i świeżo. Był tylko jeden problem. Strasznie się pienił.
- Oczy... Wpada do oczu. - Pisnąłem spanikowany, kiedy woda z płynem spłynęła mi po twarzy.
-Nic Ci się od tego nie stanie...
-Ale to szczypie! - Poskarżyłem się ponownie przekręcając nieco głowę w stronę zirytowanego Doi'ego.
- Zachowujesz się jak dziecko. Za chwile przestanie. - Prychnął, ale mimo to podał mi niewielki ręcznik, żebym mógł zasłonić sobie powieki. Niezwłocznie to zrobiłem.
Po naszej małej walce o ich rozczesanie i wysuszenie posprzątaliśmy po sobie i wyszliśmy z pomieszczenia. Zaraz jednak cofnąłem się, zdjąłem ręcznik z głowy, po czym powiesiłem go żeby mógł wyschnąć. W salonie już czekał Doi. Usiadłem na kanapie między jego nogami i zaraz poczułem delikatne pociągnięcia szczotki po splątanych włosach.
- Jesteś głodna, Masae? - Zapytał dziewczynki siedzącej przy nas na ziemi. Dalej męczyła biedną Toi.
-Yhym...
- Zaraz zrobimy coś na kolacje. Tylko rozczesze włosy Haru. - Zadecydował.
Po wszystkich torturach w moich włosach nie było już prawie wcale brokatu. Po rozczesaniu mężczyzna lekko je rozwiał i ku mojemu zaskoczeniu pocałował czubek mojej głowy.
- Akcja ratunkowa zakończona.
*     *      *
Ponownie długi czas nie mogłem zasnąć. Kręciłem się z boku na bok, ale nie myślałem za dużo. Nie tyle co poprzedniej nocy.
Bałem się zasnąć, ponieważ nie chciałem ujrzeć scenerii moich koszmarów.
Nie chciałem by ktokolwiek o nich wiedział.
Leżąc w łóżku nie słyszałem innych głosów. Masae położyła się spać od razu po kolacji. Doi jeszcze trochę mnie pomęczył, ale w końcu i on udał się do swojego nowego pokoju.
Gdzieś w środku nocy usłyszałem szmer na korytarzu. Ktoś po nim przeszedł po czym wszedł, najpewniej do salonu. Zdezorientowany wstałem i uchyliłem nieco drzwi.
- Co Ty robisz, Doi? - Zapytałem, gdy w przejściu ponownie pojawiła się blond czupryna.
- Nie mogę zasnąć. Obudziłem Cię? - Podszedł do mnie. W ręku trzymał telefon, więc domyśliłem się , że to po niego wyszedł do salonu.
- Nie spałem.. - Odparłem odsuwając się trochę od drewna. Mężczyzna od razu wszedł do środka, poprawnie odczytując to jako zaproszenie.
-Rozumiem. - Mruknął siadając na łóżku. Zrobiłem to samo, tyle że usiadłem naprzeciw. Ponownie przypomniałem sobie ,że miałem go spytać o orientacje. Zagryzłem wargę widząc jak się we mnie wpatruje. - Masz naprawdę ładne oczy, Haru- Chan. Wydaje mi się, że któryś z twoich rodziców nie był Japończykiem...  - Zaczął temat. Najpewniej była to pierwsza rzecz jaka wpadła mu do głowy.
- Pewnie nie. Yui też tak zawsze mówi.
-Yhym, Ojciec Ryu nie jest Japończykiem, ale to widać po jego włosach. Są dużo jaśniejsze. - Na wspomnienie jego przyjaciela zadrżałem nieco. Nie uszło to uwadze mojego towarzysza.
- Długo się znacie?
- Z Ryu? Jakieś sześć lat. -Odpowiedział, kładąc się przy mnie na plecach. Ja siedziałem ze skrzyżowanymi nogami.
- Czyli dużo o tobie wie?- Dopytywałem dalej, bawiąc się swoimi palcami.
- Sporo. O co chodzi? - Musiał zauważyć moje zachowanie. Wzruszyłem ramionami, odwracając oczy za okno. Światło u sąsiadów wciąż się paliło.
- Bo ostatnio z nim rozmawiałem...
- I...? - Poganiał mnie. Podniósł rękę do góry i dotknął nią mojej suchej już grzywki.
- I powiedział coś o tobie...
- Co takiego? - Przymknąłem oczy, czując jak jego dłoń zsuwa się na moją szyję. Zadrżałem lekko czując jak opuszki palców powoli przesuwają się po niej.
-Powiedział, że... Spytał się znaczy... Spytał się... Czy jestem twoim chłopakiem. - Wyznałem. Przyjemne głaskanie ustało. Spojrzałem na jego twarz, ale nie zmieniła ona swojego wyrazu. Doi wciąż uśmiechał się lekko i patrzył na mnie spod nieco zmrużonych oczu. - Jesteś gejem? - Zapytałem cicho, niepewny jak zareaguje na tak osobiste pytanie. Mężczyzna westchnął i zabrał dłoń, co przyjąłem z nie zadowoleniem.
- Przeszkadza Ci to, Haru-Chan? - Odpowiedział pytaniem. Wstrzymałem na chwilę powietrze.
Czy mi to przeszkadzało? Przecież sam byłem bi. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Dobrze znać kogoś, kto jest taki jak ja.
Doi był moim przyjacielem, zaakceptowałbym Go niezależnie od takich... Detali...
- Nie przeszkadza. -Wzruszyłem ramionami. Patrząc uważnie na blondyna.
-A co z tobą?
- Jestem Bi. - Mężczyzna uśmiechnął się szerzej na moje słowa. Kiwnął głową. Przez chwilę panowała cisza, podczas której zacząłem zastanawiać się nad nowo poznanym faktem. Przerwało jego niespodziewane pytanie.
- Mógłbym Cię pocałować? - Drgnąłem, a moje błądzące po pomieszczeniu oczy teraz spoczęły na rozmówcy.
-Jesteśmy przyjaciółmi.
-Moglibyśmy... Być lepszymi przyjaciółmi. Tylko Cię pocałuję, nic więcej...
- Czemu tak ci zależy? - Zapytałem widząc jak się zbliża. Po chwili poczułem jego oddech na własnej skórze. Moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej niż chwilę temu.
Ja po prostu nie umiem odmawiać. Ani jemu, ani Kochiko, ani Masae...
-Tajemnica. - Mruknął, gdy nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.  W następnej chwili poczułem jego ciepłe usta, które jakby z wahaniem spoczęły na moich. Nie rozumiałem tego, przecież pozwoliłem. Lekko rozchyliłem wargi i przekrzywiłem głowę. Poczułem jak jego delikatne dłonie, które tak bardzo uwielbiałem wędrują po moich plecach. Mężczyzna przejechał językiem po mojej dolnej wardze po czym wsunął go do moich rozwartych ust. Westchnąłem cicho, kiedy obejmujące mnie dłonie wsunęły się pod koszulkę i zaczęły badać moją skórę. Oddałem pocałunek, podnosząc się nieco, kiedy zaczął na mnie bardziej napierać.
Kiedy oderwaliśmy od siebie usta, nabrałem głęboko powietrza, zaś w następnej chwili poczułem miękkie usta na swojej szyi.
- Tylko przyjaciele. - Mruknąłem drżąco, chcąc chyba bardziej siebie upewnić niż blondyna, który złożył kilka pocałunków i ponownie nachylił się na mnie.
- Przyjaciele. - Potwierdził. Pociągnął zębami moją dolną wargę, a kiedy jęknąłem cicho puścił ją i ucałował to miejsce.
- Haru! Chcę piiiić! - Nagle usłyszeliśmy wrzask z pokoju obok. Spojrzałem zdziwiony na blondyna po czym odepchnąłem Go od siebie.
- Idę do niej. - Oznajmiłem, poprawiając podwiniętą koszulkę. Poczekałem aż mój oddech nieco się unormuje po czym wstałem z łóżka.
Doi posłał mi swój czuły uśmiech.
Wyglądał na zadowolonego, co mnie po prostu dziwiło. Przecież byliśmy przyjaciółmi...
Coraz więcej zagadek. - Pomyślałem wychodząc z pokoju, chwilę później drzwi ponownie się otworzyły, zaś blondyn wrócił do siebie.
- Może być sok?! - Odkrzyknąłem do dziewczynki.
Otrzymując potwierdzenie skręciłem do kuchni.
Muszę się nauczyć odmawiać.
____________________________
Dość długo... Mam nadzieję, że z sensem :3
12 komentarzy pod ostatnią notką... Rozpieszczacie mnie :**
Kocham, Hoshi
PS: Pokornie proszę o komentarze :3

piątek, 10 stycznia 2014

Dreamer - Rozdział 13

Nie wiedziałem co się stało.
Nagle cały mój świat ściśle obieła jednolita ciemność i do tej chwili nie chciała go opuścić. Po jakimś czasie powoli zacząłem odzyskiwać świadomość. Zdawało mi się, że słyszę czyjś spokojny głos tuż przy moim uchu. Ktoś coś mówił, ale nie potrafiłem zrozumieć co takiego. Nie wiem ile minut minęło aż zrozumiałem, że kolejna, a może ta sama osoba powoli głaszcze moją dłoń.
W tej samej chwili głos stał się wyraźniejszy, zaś ja mogłem z lekkim trudem uchylić  powieki. Zamrugałem gwałtownie, gdy dopadło je ostre światło.
Byłem na jakimś łóżku. Ściany w pomieszczeniu miały ładny, limonkowy odcień. Poznałem po tym, że znajduję się w pokoju należącym do Doi'ego. Obok posłania siedział Nobuyoki, a w nogach właściciel pomieszczenia. Ryu nie widziałem, więc najpewniej został w pokoju siostry blondyna.
-Dobrze, że się obudziłeś. - Odetchnął dany mężczyzna dalej głaszcząc wierzch mojej dłoni. Wpatrywałem się w niego nieco tępym wzrokiem przypominając sobie co się stało.
Siostra Doi'ego chciała mnie udusić.
Ale dlaczego? -Zapytałem samego siebie w myślach. Nigdy z nią nie rozmawiałem, więc nie sądziłem bym ją czymś uraził, obraził. Wcześniej spotkałem ją tylko w domu piosenkarza.
To musiało mieć większy sen, ale jaki?
-Haru- Chan? - Poczułem delikatne klepanie w biodro. Szybko skupiłem się na mężczyznach, zostawiając te rozmyślenia na później. - Przepraszam Cię za nią, nie mam pojęcia o co chodziło. Nie chce mi powiedzieć... Dobrze się czujesz?  - Pytał niebieskooki, patrząc na mnie autentycznie zmartwionym wzrokiem.
- Nic mi nie jest. - Uśmiechnąłem się lekko, by poprzeć swoje słowa. Podniosłem rękę by dotknąć szyi, jednak niebiesko włosy od razu ją złapał.
-Rozmażesz maść.
-Jaką?
-Trochę Cię poobijała... To żeby siniaki szybciej zeszły. Naprawdę mi przykro. - Wtrącił Doi. Przejechałem językiem po suchych wargach i przeniosłem wzrok na biały sufit. Obydwaj dalej wpatrywali się we mnie z uwagą.
-To nie twoja wina. - Mruknąłem i podniosłem się do siadu. Czując jak wszystkie myśli w mojej głowie wirują, a ona sama emanuje okropnym bólem. Przysunąłem się bardziej do ściany i oparłem o nią.
- Powinieneś leżeć. - Zauważył niedawno poznany przeze mnie chłopak.
- Dobrze się czuję, nie chcę leżeć. - Odparłem zabierając rękę spod dłoni skruszonego dwudziestojednolatka. Pierwszy raz widziałem Go takim smutnym.
-Pójdę sprawdzić co z Ryu i twoją siostrą. Musisz ją pilnować bo zwykła rozmowa może nie wystarczyć. - Obwieścił Nobuyoki wstając ze swojego miejsca.
- Haru- chan... - Zaczął ponownie Doi, gdy tylko drzwi się zamknęły.
- Wystarczy, nie jestem zły. Zapomnij o tym co się stało. - Mruknąłem, patrząc na mężczyznę bez cienia złości. Ponownie wygiąłem wargi w uśmiechu, chcąc Go tym pocieszyć. Chyba podziałało, ponieważ i on przybrał swój nieodłączny gest.
-Ryu mówi, że piszczysz przez sen. - Zaśmiał się chłopak, najpewniej chcąc zmienić temat. Na samo wspomnienie mężczyzny przegryzłem wargę. Czy to możliwe, że Doi jest gejem? Może jest bi? Właściwie to dość częste wśród gwiazd...
-Wcale nie piszczę. - Prychnąłem, patrząc jak do pokoju wchodzą obaj nasi towarzysze.
-Twoi rodzice przed chwilą wrócili. Powiedziałem co się stało. - Rzucił Ryu przy wejściu. W dłoniach niósł cztery szklanki. Za nim wbiegła Toi, która od razu wskoczyła na łóżko radośnie machając ogonem. Ostatni był Nobu, który przyciskał do siebie butelkę z jakimś napojem i karton z sokiem. O palce miał zaczepiony dość spory, biały kartonik z złotym logo jakiejś cukierni. Doi przysunął się do mnie, by zrobić miejsce dla niebieskowłosego, który zmierzał w naszą stronę. Brunet nie skorzystał z tego. Odebrał napoje i po spytaniu kto co woli nalał je do szklanek i nam podał. Sam usiadł na biurowym krześle i podjechał blisko Nobu. Ten nawet tego nie zauważył, zbyt zajęty próbom rozszyfrowania zamknięcia kartonika.
- Może Ja to zrobię? - Zapytał Doi, uprzednio śmiejąc się cicho. W tej samej chwili opakowanie otworzyło się i naszym oczom ukazały się tarteletki zasypane owocami. -A może nie. - Mruknął już mniej wesoło.
*     *     *
Następnego dnia wstałem dość późno. Czułem się już całkowicie dobrze, ale nie potrafiłem zrozumieć czemu siostra Doi'go mnie zaatakowała. Dzień wcześniej opuściliśmy jego dom dopiero pod wieczór.
Po pobudce posprzątałem nieco zaniedbane mieszkanie i zadzwoniłem do siostry. Rozmawialiśmy krótko, o tym jak minął jej czas spędzony u rodziców narzeczonego. Wyznała, że dobrze się bawiła więc byłem zadowolony. Dobrze, że była szczęśliwa.
 Miała wrócić za pięć dni.
Później porozmawiałem z Kochiyo i umówiłem się z nią na spotkanie. Miała do mnie jakąś prośbę.
Po wyjściu z mieszkania ruszyłem do jej domu. Znajdywał się on piętnaście minut piechotą od mojego. Po drodze minąłem salon fryzjerski kiedyś prowadzony przez nasze matki. Stała tam teraz kwiaciarnia.
Gdy w końcu znalazłem się w jej mieszkaniu przyjąłem to z niemałą ulgą. Na dworze wciąż było bardzo zimno i ogólnie nieprzyjemnie. Dzień kończył się bardzo szybko. Już o szesnastej było ciemno. Nie podobało mi się to.
- Cześć Haru -Chan! - Przywitała się kobieta mocno mnie przytulając. Lubiłem ją. Odnosiłem wrażenie, że wcale nie rozstaliśmy się po śmierci mojej opiekunki. Była dla mnie bardzo ważna.
- Cześć, Cześć. - Odwzajemniłem jej gest i przywitałem się także z jej córką, która równie radośnie zareagowała na mój widok. Nie była tak zdezorientowana jak poprzednim razem.
- Chodź, zrobię nam herbaty. - Pociągnęła mnie za dłoń do przestronnej kuchni. Przechodząc przez salon przywitałem się z jej matką, która z uśmiechem mi odpowiedziała.
Naprawdę dobrze czułem się w tym domu. Lepiej niż u siebie, lepiej niż u Doi'ego. Tu wszyscy ciepło mnie przyjmowali, każdy dobrze mnie znał.
-Wspominałaś o jakiejś prośbie... - Zacząłem, gdy brunetka nastawiła wodę. Jej córka usiadła tuż obok mnie, trzymając jakąś lalkę na kolanach. Wbiła wzrok w matkę, która oparła się o blat.
- Tak... Bo... Głupio mi o to prosić, ale mój kuzyn bierze udział w Seijin no hi*. Zostałam zaproszona z mamą, ale nie mam co zrobić z Masae. Wiesz, że to nie jest święto dla dzieci i pomyślałam, że może mógłbyś... - Zaczęła nieco koślawo, stojąc do mnie plecami.
- Nie ma mowy. Nie umiem zajmować się dziećmi! - Aż podniosłem się w szoku. - Ledwo mnie znasz, to nierozsądne. - Dodałem jeszcze. W tej samej chwili kobieta odwróciła się do mnie ze smutkiem widocznym na twarzy.
- Jesteś moim przyjacielem. Przecież często się spotykamy... Może przez jakiś czas mieliśmy przerwę, ale czuję, że wciąż mogę ci ufać. - Burknęła przeczesując włosy.
- A jej ojciec? - Zapytałem cicho, czując na sobie duże oczy najmłodszej.
- Nie utrzymujemy kontaktu.
-Znajomi? -Rzuciłem natychmiast następny pomysł.
- Wyjechali na nowy rok...
- Pani Endo?
- Mama?Mowiłam. Jedziemy razem.
- A tam nie ma nikogo kto...
- Nie ma, Haru. Naprawdę nie mam kogo poprosić... Zresztą pomogłam Ci w sprawie z Doi'm, pamiętasz?- Wniosła zarzut, na co się skrzywiłem. - Powinieneś mi się odwdzięczyć... Przecież to święto trwa tylko trzy dni... Będziesz mógł do mnie w każdej chwili zadzwonić. Może Doi Ci pomoże?- Przekonywała dalej, widząc jak zbliża się do swojego celu. - Ufam Ci, byliśmy dobrymi przyjaciółmi, wciąż nimi jesteśmy... - Dodała, odwracając się by zalać herbatę wrzącą wodą.
-I.. To jest za tydzień, tak? - Chciałem się upewnić.
- Tak .Tylko, że wyjeżdżamy za sześć dni. Bardzo Ci dziękuję , Haru! Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. - Odwróciła się i posłała mi swój promienny uśmiech. Pokiwałem głową lekko.
W prawdzie byłem pewien, że to nie jest dobry pomysł, ale faktycznie miałem u niej dług wdzięczności. Przed śmiercią Matki  uwielbialiśmy swoje towarzystwo, nie raz pomagaliśmy sobie nawzajem. Teraz Odzyskałem przyjaciółkę.
Poczułem ciepło na sercu, gdy to sobie uświadomiłem. Jeszcze dwa, trzy miesiące temu byłem sam z siostrą. Teraz mam także Kochiko i Doi'ego. Moje życie powoli wpadało w rytm, który zanikł ponad rok temu.
*     *     *
Po powrocie do domu od razu padłem na łóżko.
Dziś dużo się działo, a ja nie miałem nawet momentu by się nad tym zastanowić.
Najbardziej ciekawiła mnie sprawa orientacji Doi'ego i jego siostry. Musiałem też pomyśleć o zajmowaniu się pięcioletnią córką Kochi.
Westchnąłem głęboko i postanowiłem pomyśleć nad tym wszystkim. Poukładać to sobie w głowie.
Wstałem więc z łóżka i wyjąłem z szuflady koszulkę i spodnie od piżamy. Były długie, zielone w niewielkie, niewinne kotki o nienaturalnie wielkich oczach. Koszulka była szara i luźna. Lubiłem w niej sypiać.
Szybko wziąłem prysznic, przebrałem się i wróciłem do łóżka. Lekko uchyliłem okno pozwalając by świeże powietrze zapełniło pomieszczenie.
Usiadłem na łóżku i szybko napisałem do Doiego sms'a z prośbą o pomoc w opiece nad Masae.
Czekając na odpowiedź zacząłem zastanawiać się nad jego nie wyjaśnioną orientacją.
Jak wcześniej wspomniałem trudno byłoby mi uwierzyć , że ktoś tak idealny miałby mieć tak poważną usterkę. Doi nie zachowywał się jak geje, których niegdyś poznałem.
Nie potrafiłem dopuścić do siebie myśli, że faktycznie blondyn mógłby nim być.
Ale to by znaczyło, że Ryu mnie okłamał. Jaki miał w tym cel? Widziałem, że niezbyt za mną przepada. Może zauważył, że mógłbym być z mężczyzną? Ale jak miałby to dostrzec? Po czym?
Zamierzałem zapytać o to przy następnym spotkaniu z blondynem.
W tej samej chwili dostałem odpowiedz Doiego.
Zerknąłem na wyświetlacz i otworzyłem wiadomość.
"Wiem, że nie znamy się długo, ale nie wspominałeś, że masz dziecko... "
Warknąłem cicho mrużąc oczy.
" To dziecko mojej przyjaciółki. Obiecałem się nim zająć, ale sam sobie nie poradzę, nigdy tego nie robiłem. Idę do niej w następną niedziele i zostaję do czwartku rano. "
Odpisałem nie podejrzewając siebie o taki spokój. Nie rozumiem jak Doi mógł pomyśleć, że mam dziecko. Przecież byłem młody. Miałem dziewiętnaście lat. Może i byłem dość poważny... Ale oczywiste dla mnie było, że bezdzietny.
" Nie będzie miała nic przeciwko, że obcy facet mieszka u niej i opiekuje się jej dzieckiem?"
" Przecież ja tam też będę... Nie ma nic przeciwko."
"W takim razie pomogę. Dobranoc, Haru- Chan. "
" Dzięki. Dobranoc, Doi."
Odetchnąłem zadowolony i położyłem się w łóżku. Powracając do rozmyśleń.
Siostra Doi'ego chciała mnie udusić... Próbowałem zrozumieć dlaczego. Czy to wydarzenie miało związek ze śmiercią jej brata? Przecież on także został uduszony... Ale tego kto to zrobił nigdy nie złapali...
Powoli wszystko zaczynało mnie przerastać..
Tego wieczoru długo jeszcze myślałem o wszystkich trzech tematach. Miałem szczerą nadzieję, że wszystko w końcu się wyjaśni.
_______________________
Etto..Seijin no hi- To takie święto pełnoletności. Wszyscy ludzie, którzy skończyli w ubiegłym roku dwadzieścia wraz ze swoimi rodzinami je świętują. Zaznaczyłam, że nie jest dla dzieci ponieważ pije się wtedy wiele alkoholu, pali się papierosy i t p :)
Dość długo czekaliście na ten rozdział, a tu prawie nic się nie dzieje.. :C
Za to odnoszę wrażenie, że następny przypadnie wam do gustu :D
Czy coś zacznie dziać się miedzy bohaterami?  :D
Postanowiłam, że rozdział dodam po zebraniu ośmiu komentarzy :3
Najpierw zamierzałam po upływie dwóch tygodni, ale myślę, że za długo mnie nie było ...( trzeba się szybo rozruszać x3)
Tak więc...
Po ośmiu komentarzach pojawi się nowy rozdział :D
Mam nadzieję, że będzie to szybko...  (em... oby kiedykolwiek O_O)
Kocham was! :*
Hoshi!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Świąteczna mini seria - Część 3/3 : Next Christmas


Dopiero po uspokojeniu rozszalałych myśli jestem w stanie zrozumieć co się stało.
Powiedziałem mu. Co więcej Will to zaakceptował. O nic nie pyta, bo po co? Nie krzyczy, jego głos jest wręcz zadziwiająco spokojny. Uśmiecha się lekko, starając się zachować pozory normalności.
Patrzę na niego przekazując wzrokiem swoje niedowierzanie.
 To takie łatwe?

-To znaczy, że zerwiesz z Lisą? - Pytam cicho, chcąc się upewnić. Czarnowłosy przez chwile milczy, po czym bierze swój kubek w dłonie. Zauważam, że wbił swoje niebieskie oczy w śnieg za oknem. Robię to samo, jednak szybko odwracam wzrok. Mam na dziś dość tej ciemności i zimna panujących na zewnątrz.
- Od razu po powrocie.
- Ale przecież to Twoja narzeczona... Nie kochasz jej? - Podnoszę drugie naczynie i właśnie przez to dostrzegam jak drżą mi dłonie. Na tyle mocno, że jestem zmuszony spowrotem odstawić kubek, by nie spowodować małej, czekoladowej powodzi.
-Jest dla mnie jak siostra, Koji. Myślałem, że to zauważyłeś. Zresztą... To ona nalegała na te oświadczyny, a widziała, że nie jestem pewny. - Mruczy pod nosem. W jakiś sposób trudno mi w to uwierzyć, jest z nią od ponad roku! Może mnie coś ominęło?

W tej chwili jakby coś piknęło w mojej głowie, odsłaniając nowe przejście dla moich myśli. Byłem tak zaślepiony nieodwzajemnioną miłością, że nie potrafiłem dostrzec, że coś w ich związku się zepsuło...
Że nie spędzają ze sobą tyle czasu co wcześniej, że wszystkie ich zachowania względem siebie są mechaniczne, że rozmawiają o wiele mniej, że nie okazują już swojej miłości każdej napotkanej osobie...
To wszystko mnie ominęło.

Chyba nawet dobrze, że zgubiłem się w tym lesie. Inaczej wciąż byłbym ślepy na to co mnie otacza.
- Idziemy spać? - Słyszę jego głos, odwracam głowę w stronę chłopaka widząc jego ciepły wzrok.  Nie posyła już go Lisie. Tylko mnie.
- Tak. - Uśmiecham się lekko. Zdaje mi się, że mężczyzna wie o czym myślę. Uśmiecha się lekko i gładzi dłonią nieco splątane, białe kosmyki moich włosów. Nie w taki sposób w jaki zwykła to robić Lisa. Ona robi to lekceważąco. Jakby chciała pokazać, że zawsze pozostanę gorszy od niej.
-No to wstajemy... - Wzdycha, podnosząc się z miejsca. Kładzie nasze kubki na kominek, rzucając jeszcze, że rano posprzątamy. Czarnowłosy wyciąga w moją stronę dłoń. Chwytam ją prawą ręką, zaś drugą podtrzymuje koce.
Nie jest mi już tak bardzo zimno jak wcześniej. Ciepło też raczej nie, ale jest lepiej.
Will jednym z przykryć owija moje ramiona i ciągnie mnie do siebie za jego rogi. Uśmiecham się lekko gdy nasze wargi spotykają się. Dwudziestojednolatek chyba musiał  poczuć mój gest. Jedną z dłoni mężczyzna zjeżdża na zgięcie w moich plecach i gładzi je lekko.
- Na razie nie mówmy nikomu, dobrze? Załatwię to po powrocie. - Decyduje Will, gdy już odsuwa się ode mnie..
- Ale mogę Pani Nency? - Patrze na niego  prosząco, zaś niebieskooki wydaje się tym zdziwiony.
- Mamie? No... Dobrze, ale nikomu więcej. - Mówi, głaszcząc mnie ponownie. Uśmiecham się i otulam bardziej kocem.
- Chodźmy na Górę. Wszyscy już pewnie śpią. - Obieram właściwy kierunek i już po chwili obaj wspinamy się po cienkich schodach. W pewnej chwili potykam się nawet, o ciągnący się za mną koc, jednak Will przytrzymuje mnie, ratując przed upadkiem.
- Uważaj. Na górze jest jeszcze ciemniej. - Ostrzega, obejmując mnie lekko w pasie. Kiwam głową, zdając sobie sprawę, że faktycznie jest coraz ciemniej. Po znalezieniu się na odpowiednim poziomie właściwie nic już nie widzę. Do łóżek trafiamy właściwie na oślep. Odkładam koce słysząc jak Will dosłownie pada na swoje posłanie, które cicho skrzypi pod jego ciężarem. W tej samej chwili drzwi, które zamknęliśmy za sobą otwierają się, a do środka wchodzi zaspana siostrzyczka mojego przyjaciela. Clara wbija we mnie swoje błyszczące oczy zaś po chwili podchodzi i przytula się. To jedna z niewielu osób z tej rodziny, która jest odemnie niższa. Chodź wraz z siostrą są dość wysokie, jak na swój wiek.
- Mama miała mnie obudzić jak wrócisz. Myślałam, że jeszcze Cię nie ma. - Wyjaśnia pośpiesznie ośmiolatka, podnosząc głowę.
- Wróciłem jakiś czas temu, zresztą na pewno bym wrócił. - Śmieję się cicho, by w jakiś sposób poprawić jej humor. Brunetka wydaje się nieco przygaszona, jednak jestem pewien, że to przez senność jaką odczuwa.
-Clar, powinnaś spać. - Słyszę niezadowolony pomruk czarnowłosego. Kiwam do dziewczynki głową, chcąc jej przekazać, że myślę podobnie.
- Odprowadzić Cię? - Pytam, a otrzymując pełen ulgi uśmiech łapię dłoń dziewczynki i razem wychodzimy z pokoju. Żegna nas prychnięcie Willa, które oboje całkowicie ignorujemy.
- Gdzie byłeś? Długo cię nie było. Mama mówiła, że się zgubiłeś. - Zagaduje mnie brunetka, gdy wchodzimy do sypialni, którą dzieli z bliźniaczką. Od razu rejestruję, że ta już śpi w dwuosobowym łóżku. Moja towarzyszka od razu wskakuje po drugiej stronie.
- Faktycznie, ale Will i Lisa mnie znaleźli. - Wyznaję, przykrywając bardziej śpiącą dziewczynę, obchodzę łóżko i przykrywam kołdrą także jej siostrę, która uśmiecha się do mnie lekko. - Czemu tu tak zimno? - Pytam kręcąc głową. Ośmiolatka wzrusza ramionami, ale ja już wiem o co chodzi. - Macie źle zamknięte okno... Po co je otwierałyście? - Kręcę głową, naprawiając błąd niedomkniętego przedmiotu.
- Chcieliśmy zobaczyć gdzie wszyscy poszli.
- Rozumiem, ale nie otwierajcie Go więcej. Dobranoc, Clara. - Uśmiecham się i całuję dziewczynkę w czoło. Po usłyszeniu pożegnania zamykam za sobą pokój i idę do tego powierzonego mnie.
Z siostrami Willa także jestem bardzo blisko. Znam je od ich narodzin. Są dla mnie jak prawdziwe siostry, które po prostu mieszkają nieco dalej odemnie.
-Przykryj się dobrze, bo ma padać śnieg. - Słyszę od razu głos przyjaciela. Jakimś cudem udaje mi się trafić do łóżka. Dopiero wtedy odpowiadam.
-Yhym, śpij dobrze- Mruczę i wtulam się w poduszkę. Zasypiam momentalnie, słysząc odpowiedź czarnowłosego. Mówi coś jeszcze, ale nie rozumiem już co chce mi przekazać.
*    *    *
Czuję jak coś nachalnie przesuwa się po moim policzku. Następnie dotyk znika i pojawia się na moim czole. Marszczę brwi z niezadowoleniem. Podnoszę dłoń by odtrącić osobę, która postanowiła mnie obudzić, w zamian słyszę cichy śmiech Will'a.
Uchylam lekko oczy by przyuważając jak mężczyzna kładzie się przy mnie, na i tak ciasnym materacu.
- Co ty robisz...? - Pytam przewracając się do niego plecami. W pokoju jest już jasno, zaś w całym domu zadziwiająco cicho. W pierwszej chwili myślę, że wszyscy jeszcze śpią, ale już w następnej widzę, że łóżko Lisy jest puste.  - I gdzie wszyscy? - Zamykam oczy.
- Rodzice i Wujek Rob zostali wypchnięci do sklepu, bo nie ma wielu rzeczy. Ciocia zabrała wszystkie dzieciaki na spacer. Lisa z resztą wyszła rano, ale nie wiem gdzie poszli bo zostawiła mi tylko smsa, że jest z nimi. Tylko ten gość wyjechał rano. - Wyjaśnia głaszcząc mnie po plecach i ramionach. - Jesteśmy prawie sami... Tylko druga ciocia została, bo się źle czuła. Kazała mi cię obudzić, bo chcemy zrobić już coś na pojutrze.
-Dobra, wstaję. - Wzdycham podnosząc się do siadu. Przecieram oczy i zerkam na czarnowłosego, który nie ruszył się nawet o milimetr. Uśmiecham się lekko i kładę się spowrotem. - Ale Ty pierwszy.- Decyduję, przytulając się do jego boku.
- Jak mam wstać? - Pyta jednak ignoruję to. W zamian zakładam nogę na jego nogi i spowrotem przymykam powieki. - Mieliśmy pomóc cioci...
-Pomożemy za chwilkę. - Obiecuję, dopiero teraz czując, że dwudziestojednolatek jest bez koszulki. Jak to się stało, że wcześniej tego nie dostrzegłem? - Od rana tak chodzisz? - Przytulam policzek do jego torsu. Jego dłonie powędrowały na moje plecy, już po chwili zostaję wciągnięty na drugie ciało. W ogóle mi to nie przeszkadza.
-Właściwie tak, ale wszyscy powtarzali, że nie powinienem tego robić i że zachoruję... - Prycha, masując mnie lekko. Szybko przyznaję racje jego rodzinie.
Rozmawiamy jeszcze przez chwilę, ale w końcu zapadam w coś w rodzaju płytkiego snu. Czuję pod sobą ciało Willa, czuję na sobie jego dłonie, ale nie właściwie nie kontaktuję.
*     *      *
Pierwsze wróciły dzieciaki, które od razu z piskiem wpadły do naszego pokoju. Nic nie robiąc sobie z tego, że wciąż przyjemnie śpię zaczynają przekrzykiwać się nawzajem, chcąc nam wyjaśnić, gdzie zabrała ich pani Eva. Od razu podskakuję wystraszony nagłą pobudką.
Jedynie bliźniaczki zdają się być nieco zmieszane tym w jakim stanie nas znalazły. Chwile po mnie oczy uchyla Will, który musiał także przysnąć.
-Co się dzieje? - Pyta mnie zdezorientowany. Następnie wbija wzrok w najmłodszych, jednak zdaje się nie rozumieć co się dzieje. Jego umysł wciąż jest zamroczony po śnie.
- Ciocia kazała po was przyjść. - Wyjaśnia jedna z bliźniaczek. Uśmiecham się do wszystkich i od razu podnoszę się z łóżka. Will posyła mi nieco zranione spojrzenie.
- Powiecie jej, że wstaliśmy? - Pytam, a dzieciaki od razu wychodzą z pokoju. Słyszę jeszcze jak zbiegają po schodach. Biorę ubrania na przebranie i zostawiając za sobą zaspanego mężczyznę wychodzę.
Szybko doprowadzam się do porządku i wracam do czarnowłosego.
- Idę na dół. Dołącz za chwile. - Rozkazuję, przybierając łagodny wyraz twarzy. Will przytakuje lekko, po czym z widoczną niechęcią podnosi się z łóżka.
Będąc już na dole zostaję przydzielony do pilnowania piekarnika, w którym piekły się pierniczki. Will ma do mnie dołączyć byśmy razem je udekorowali. Na początku oczywiście miały to zrobić bliźniaczki z kuzynami, ale znaleźli sobie jakieś inne zajęcie i im się odechciało. Wzdycham siadając przy niewielkim stole.
Chwile rozmyślam o tym jak można udekorować pierniczki po czym zaczynam zastanawiać się jak będą wyglądać następne święta. Sam nie wiem dlaczego, po prostu ta myśl nagle pojawia się w mojej głowie.
Ciekawe czy Will i Ja będziemy razem. Czy Lisa wciąż będzie obecna w naszym życiu... Pewnie święta spędzimy razem w domu jego rodziców, chyba że moje wyznanie wszystko zniszczy. Will uzna, że woli być z kobietą i zerwie ze mną kontakt.
Nie wiem jak wtedy wyglądałoby moje życie.
- Ile mają tam siedzieć? - Pyta niebieskooki, schodząc po schodach. Obracam się i zerkam na niego od razu przybierając na twarz uśmiech.
Ciekawe czy kiedyś Will zwrócił uwagę na to jak bardzo bywa on sztuczny. Czy, gdy przedstawiał mi Lisę zauważył jak bardzo różni się on od innych?
-Jeszcze cztery minuty. - Mruczę, szybko zerkając na zegar, stojący na jednym z blatów.
Czarnowłosy kiwa głową i zaczyna wyciągać z szafek różne przyrządy do dekoracji. Czekoladę, posypkę, jakieś barwniki spożywcze, które najpewniej chce dodać do lukru, by zmienić jego kolor...
- Will, jak to teraz będzie wyglądać? - Pytam cicho nachylając się nad blatem.
-Będziemy razem... - Zaczyna, od razu wiedząc co mam na myśli. - Zerwę z Lisą... Skończysz szkołę, może za jakiś czas zamieszkamy razem, znajdę prace... Koji, wszystko będzie jak dawniej. Tyle, że nie pozwolę Ci już cierpieć. Będziemy szczęśliwi. - W trakcie tych słów mężczyzna zbliża się do mnie. Wraz z ostatnim zdaniem staje przede mną. Muszę zadrzeć głowę, by mieć dobry widok na jego radosną twarz. - Nie martw się tym. - Dodaje wyciągając do mnie dłoń. Naśladuję jego gest i wstaję. Już w następnej chwili zajmuję się wyrobem różowego lukru, zaś Will tuż obok mnie roztapia czekoladę.
- Zrobimy jakieś wzory?
- Oczywiście. - Śmieje się mężczyzna, mieszając energicznie topniejącą słodycz. - Powiedziałeś już mamie? - Dopytuje, zerkam na niego kontem oka. Uśmiech wciąż nie zstępuje z jego twarzy.
- Jeszcze nie.
- Możemy to zrobić razem. - Proponuje, na co ja chętnie przystaje.

Może i nie wiem co przyniosą następne miesiące, ale przecież liczy się to co jest tu i teraz, a nie to co będzie za kilka lat. Nie można cały czas myśleć o przyszłości.
Liczy się teraźniejszość.
"Wczoraj to historia, jutro to tajemnica, a dzisiaj to dar losu, a dary są po to, żeby się nimi cieszyć."
__________________________
Oto i ostatnia część. 
Wyszła krótko i troszkę bezsensu... :C
Mam nadzieję, że ostatnie święta dobrze wam minęły :3
W tym tygodniu spotkamy się ponownie :D
Muszę wam powiedzieć... Że ta krótka przerwa dobrze na mnie wpłynęła. 
Wracam do Dreamera z nową energią :D
Pozdrawiam, Hoshi :*


O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń