sobota, 15 lutego 2014

Dreamer - Rozdział 17

Leniwe, delikatne pocałunki składane na moich wargach dostarczały mi naprawdę dziwnych odczuć. Wiedziałem, że mają na celu odwrócenie uwagi od bólu, ale zdawało mi się, że każdy z nich pozostawiał po sobie drobinki szczęścia, które przyległy szczelnie do moich zaczerwienionych ust, a następnie przenikały do duszy.
Tak jakby Doi z każdym muśnięciem warg pozostawiał na mnie cząstkę swojego optymizmu.
-Zimne. - Mruknąłem, kiedy usmarowane maścią palce spoczęły na kolejnym śladzie po siostrze niebieskookiego. Skutecznie przypominały mi o tym, że Kochiko wkrótce przyjedzie, a my spowrotem wrócimy do naszych codzienności.
Nie byłem jednak pewny, jak moja normalność będzie teraz wyglądała.
- Podnieś trochę głowę. - Rozkazał kucający przede mną mężczyzna. Do tej pory schylałem się nad kartką, tak bym mógł rysować Masae obiecanego żółwia i jednocześnie miał możliwość odbierania od blondyna drobnych czułości.
Spojrzałem w jasne, przymrużone oczy, które skupiły się na śladach duszenia.
-Są już słabiej widoczne.
-To dobrze. - Odparłem. Sam także zauważyłem to, gdy rano przeglądałem się w lustrze jednocześnie opowiadając Doiemu o rozmowie z ... Babcią.
Babcia. Jakie dziwne słowo. Nigdy nie miałem takiego członka rodziny, więc teraz, myśląc o nieznajomej czułem się nieswojo.
Oczywiście przekazałem Doi'emu, że jedzie ze mną.
W pierwszej chwili podchodził do tego niechętnie. Pewnie myślał o tym, że strasznie Go wykorzystuję. Sam czuję podobnie, ale wiem, że nie poradziłbym sobie bez jego wsparcia.
Udało mi się Go przekonać, jednak jak powiedział : " Nic za darmo". W ten właśnie sposób zyskałem plany na wieczór. Dokładniej typowy festyn, oddalony stąd o pół godziny jazdy Shinkansen'em. *
-Toi! - Zawołałem psa. Do salonu chwilę wcześniej weszła Masae, tym samym sprawiając , że blondyn musiał się odsunąć. Wołana od razu przybiegła i zaczęła się do mnie łasić. Jak kot, dosłownie. Usiadła koło mnie i ułożyła łapy na moich udach. Od razu zacząłem ją głaskać, czując jak na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Nie rozumiałem, czemu rodzina właściciela tak bardzo jej nie lubiła. Przecież to naprawdę kochany psiak.
*    *    *
Dzień minął nam leniwie i spokojnie. Trochę bawiliśmy się z Masae, potem z Toi. Oglądaliśmy telewizje, zrobiliśmy obiad. Właściwie to Doi zrobił, ponieważ moje umiejętności kulinarne... Uznajmy po prostu, że pozostawiały nieco do życzenia. Około siedemnastej brunetka przyniosła do salonu kimono i stanęła zdeterminowana przede mną. Blondyn przysypał w tym czasie na fotelu i przyglądał się mi, co jakiś czas zamykając powieki. Kilka razy myślałem, że zasnął, jednak on nagle otwierał oczy i ponownie wpatrywał się w moją osobę.
Sam nie wiem czy mi to schlebiało czy po prostu mnie to przerażało.

- Musisz mi pomóc. - Oznajmiła dziewczynka, odganiając moje chwilowe przemyślenia.
- Nie wszyscy będą mieć kimona, nie musisz Go ubierać. - Mruknąłem w myślach dopowiadając, że nigdy Go nie wiązałem i bałem się, że mi się nie uda.
-Wszyscy będą mieć!  - Zaprotestowała.
- My nie...
-Ale bo jesteście chłopakami. Nie musicie.  - Odpowiedziała mi, ściskając wąskie usteczka w pojedynczą kreskę.
- Niech ci będzie... - Burknąłem. Sięgnąłem po materiał. Dziewczynka miała już na sobie białą halkę , na którą miała zostać nałożona Yukata.
- W którą stronę się to owijało? - Zapytałem sam siebie, kiedy przyszło do zakładania stroju.
- Lewa strona yukaty musi być na przodzie.  - Mruknął Doi. Zerknąłem na niego krótko. Ponownie miał zamknięte oczy, zaś głowę podpierał na ręce.
- Dobrze. - Wróciłem wzrokiem na nakrycie. Materiał był biały we wzory przedstawiające kwiaty sakury. Zdawały się być namalowane z wielką precyzją. Sięgnąłem po jasnoróżowy Obi ( Gruby pas, którym wiąże się kimono. Dop.Aut.). Byłem z siebie bardzo dumny, gdy udało mi się Go odpowiednio zawiązać. - Patrz, ładnie prawda? - Zapytałem Doi'ego, który właśnie wstawał.
- Tak, bardzo ładnie. - Potwierdził, uśmiechając się do nas.  - Dosypie Toi karmy i możemy wychodzić. - Oznajmił. Michio zaklaskała w dłonie, jak jedna z bohaterek oglądanych przez nią bajek, po czym pobiegła po specjalne buty do kimona. ( chyba nazywały się Zori, ale nie jestem pewna dop.aut).

Odnosiłem wrażenie, że moje myśli stały się radośniejsze, odkąd zacząłem spędzać czas z Doi'm.

*    *    *

Nie miałem pojęcia na jakim znaleźliśmy się festiwalu, ale było naprawdę pięknie. Już z daleka widziałem złote światełka lampek zawieszonych na stoiskach, scenach i bramach. Faktycznie wiele kobiet miało na sobie kimona, nawet niektórzy mężczyźni. Doi szczerząc się ciągał nas od stoiska do stoiska. Dość szybko na mojej głowie pojawiła się opaska z kocimi uszami, zaś na twarzy Masae typowa, dziecięca maska. Dziewczynka również zadawała się dobrze bawić. Chyba czuła się przy nas swobodnie, ponieważ wraz z blondynem wydawała jego pieniądze na różne pierdołki. Chociażby lizaki z postaciami ze sławnych anime. Powoli zmierzaliśmy w stronę sceny, z której dobiegał przyjemny głos wokalistki.

- Haru-Chan! Zgubisz się. - Usłyszałem nagle głos towarzysza, faktycznie zaczęli mieszać się w tłum. Mężczyzna trzymał za jedną rękę Masae, zaś w drugiej miał dwa patyczki z nadzianymi kulkami. - Trzymaj się nas. - Poprosił, kiedy podeszli bliżej mnie. Podał mi jeden ze słodyczy i zaczął śledzić wzrokiem różnych ludzi. Tak samo jak brunetka miał na sobie maskę, więc miałem nadzieję, że nikt Go nie rozpozna.
 Nadzieja matką głupich, prawda?
Wystarczyłoby, żeby wzrok jakiejś fanki spoczął na nim przez dłuższą chwilę. Bylibyśmy zgubieni.
Kiedy zjedliśmy owoce w słodkiej polewie udaliśmy się do budki, w której robiono zdjęcia. Nawet gdybym chciał nie umiałbym zaprotestować. Przywołany na twarz uśmiech całkiem ładnie wyszedł na zdjęciach.
W końcu wznowiliśmy naszą wędrówkę. Tym razem przykleiłem się wzrokiem do Doi'ego.
Właściwie nie tylko wzrokiem, ponieważ dla bezpieczeństwa splotłem z nim dłonie. Tłum z każdą chwilą zdawał się gęstnieć. Widziałem nawet Ryu z jakąś dziewczyną, ale szybko odciągnąłem Doiego do kolejnego stoiska, gdzie trzeba było złowić złote rybki za pomocą cienkiego, rwącego się papieru. Spróbował każdy z nas, jednak mężczyzna przy straganie tylko śmiał się za każdym razem, gdy papier się przerywał, a rybka spowrotem spadała do pojemnika zapełnionego wodą.
Chciałem porozmawiać z Ryu, ale bez Doiego.
Byłem po prostu ciekawy skąd brunet zna moją biologiczną matkę.
I zamierzałem dowiedzieć się tego jeszcze dzisiaj.

- Haru- Chan? - Usłyszałem nad sobą spokojny głos siostry. W pierwszej chwili byłem pewny ,że to jakieś złudzenie, więc dalej dopingowałem Masae, która zacięcie chciała zdobyć rybkę. - Haru- chan! - Tym razem Doi poniósł głowę. Naprawdę myślałem, że tylko ja słyszę to nawoływanie. Powtórzyłem ruch blondyna i spojrzałem na uśmiechniętą twarz Yui. - Dobrze cię widzieć, braciszku. - Podniosłem się, zostawiając krok za sobą towarzyszy.
- Cześć, dawno nie pisałaś. - Poskarżyłem się od razu. W ciągu ostatnich trzech dni odbierałem tylko wiadomości i połączenia od Kochiko.
- Przepraszam, dopiero wczoraj wróciłam. - Oznajmiła dziewczyna przyciągając mnie do siebie. Chwile trwaliśmy w uścisku, który traktowałem bardziej jak obowiązek niż powitanie. Gdy się od siebie odsunęliśmy wzrok dziewczyny spoczął na Doi'm i Masae.  - Kim są twoi przyjaciele? - Zapytała moja siostra, odrzucając na plecy przydługie włosy.
Blondyn od razu wstał, pozwalając dziecku dalej się bawić. Posłałem mu ostrzegawcze spojrzenie, którego niestety nie zdążył zauważyć.
Ściągnął z twarzy pomarańczową maskę, spod której wyłonił się szczery uśmiech.
- Jestem Doi. - Przedstawił się i wyciągnął dłoń do mojej siostry. Spojrzałem na niego karcąco. Nie widziałem twarzy Yui, ale usłyszałem krótki pisk.
- Imada Doi! - Spostrzegła. Na szczęście muzyka była na tyle głośna by zagłuszyć nazwisko niebieskookiego, który nagle się opamiętał. Schylił twarz dzięki czemu zasłoniły ją przydługie kosmyki. Rozejrzałem się dookoła, jednak oprócz mojej siostry i kierownika straganu nikt nie posyłał w naszą stronę zdziwionych spojrzeń.  - Uwielbiam cię! - Dziewczyna w tym czasie zasłoniła usta i wpatrywała się w mojego chłopaka.
-Ciszej. - Warknąłem, uderzając lekko w ramie rozmówczyni. Ta momentalnie zrozumiała nasz niepokój i także rozejrzała się dookoła.
- Przepraszam. - Mruknęła skruszona.
- Śpieszymy się, Yui. Poza tym gdzie twój chłopak?
- Nie ważne. Musicie mi wszystko powiedzieć. - Miałem wrażenie, że zaraz zacznie podskakiwać w miejscu. Doi spowrotem założył maskę i bez słowa odwrócił się do Masae, która zdążyła pogodzić się z przegraną. -Skąd się znacie? - Rozpoczęła swój wywiad.
*    *    *
Yui nie chciała nas opuścić na krok. Po wypytaniu nas o pierwsze spotkanie jak i prawieniem mi wyrzutów na temat tego, że mogłem jej powiedzieć o naszej znajomości zaczęliśmy całkiem dobrze się dogadywać. Co więcej Doi z dumą opowiadał o swoich koncertach i emocjach im towarzyszących. Teraz to ja zająłem się Masae, jednocześnie przysłuchiwałem się rozmowie toczonej przez dwójkę z moich towarzyszy. Teraz omawiali pierwszy koncert blondyna.
-Masae, idź do Doi'ego. Ja idę poszukać toalety. - Mruknąłem. Dziewczynka kiwnęła głową i po chwili złapała blondyna za rękę, mówiąc coś do niego. Zauważyłem jak spogląda w moją stronę, ale w tej samej chwili wyprzedziłem ich wolne tempo. W następnej już byłem niedaleko postaci bruneta.
-Ryu, możemy porozmawiać? - Zapytałem nachodząc Go od tyłu. Odniosłem wrażenie, że całe jego ciało zadrżało.
Odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy. Tak samo jak Doi był kilka centymetrów wyższy.
- Nie mam teraz czasu. - Prychnął starszy.
-Ale powinieneś mi wytłumaczyć skąd wiedziałeś, że ona jest moją matką. - Oceniłem, patrząc na niego zacięcie. Ku mojemu zdziwieniu uśmiechnął się lekko i kiwną głową. Wydawał się kompletnie inny niż ze swoim grymasem niezadowolenia.
- Jestem z dziewczyną. Daj mi swój numer to spotkamy się w tygodniu.
Zgodziłem się z nim. Może i nie lubiłem Ryu, ale nie chciałem psuć mu randki.
 Patrząc jak ponownie się oddala przegryzłem wargę, obróciłem się w stronę, z której przyszedłem i ruszyłem spowrotem do towarzyszy.
Doi, Masae i Yui stali przy straganie z dziwnymi figurkami. Przyglądali się każdej z osobna z podobną uwagą.

To dziwne.
Świadomość, że wyglądają jak szczęśliwa rodzina.
Naprawdę, w tej chwili czułem się całkowicie niepotrzebny.

-Haru-Chan! Ta jest podobna do ciebie . - Oznajmił ze śmiechem Doi, gdy tylko pojawiłem się w zasięgu jego wzroku. Mimochodem spojrzałem na niewielką, rzeźbioną laleczkę, na której głowie spoczywała złota korona.

Może jednak ja również należę do tej rodziny?

Zapytałem siebie, czując jak Doi obejmuje moją dłoń ukrywając to przed Yui.

_________________________
Shinkansen- Najszybsze pociągi w Japonii.

Wa, coraz bliżej końca tego opowiadania... O ile się nie mylę zostały trzy rozdziały + Epilog ( nie mam notatek, więc nie mogę sprawdzić ;* )
Aj, wiem, że rozdział niezbyt ciekawy, ale tak jak ogłosiłam na Stronie FB notki będą pojawiały się częściej, ponieważ chcę skończyć marzyciela przed kwietniem.
Kocham was, Hoshi :*

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń