czwartek, 27 grudnia 2012

Arive or Dead- Część 8/..


Cztery dni później 28-latka oznajmiła, że z następnej książki zrobimy coś na wzór pamiętnika. Zgodziłem się, dobrze wiedząc, że lepiej się jej nie sprzeciwiać, ponieważ może się to źle skończyć. Tego dnia doszliśmy też do jednego z przełomów w moim życiu, który mimo wszystko, od początku chciałem pominąć. Widziałem, że to nie możliwe.. Więc nie mogłem zrobić nic innego, jak pokornie opowiadać.
Czułem się coraz dziwniej ze świadomością, że kompletnie nieznani mi ludzie, będą mieli pełny dostęp do mojej tajemnicy. Ale zgodziłem się na to. On Też by się zgodził, byłem tego pewien..
*     *    *
                Mimo Słów Sachiko, nie przestałem się spotykać z Tsukim. Wręcz przeciwnie, starałem się spędzać z nim tyle czasu, co kiedyś, a widząc złość na twarzy jego nowej „ Przyjaciółki” odczuwałem nieczystą satysfakcje. Może było to trochę wredne z mojej strony, ale ona… sama to zaczęła. W szkole nagle zaczęły pojawiać się najróżniejsze plotki. Ja ich nie słuchałem, ale wiedziałem, że połowa z nich dotyczy naszej rywalizacji. W końcu Tsuki wszystkich tam znał, był popularny. A ta sprawa dotyczyła także jego.
                Dni mijały, nie czekając na nas. Pierwsze półrocze minęło niemalże niezauważalnie.  Sachiko została z nami. Jej rodzina dobrze czuła się w Tokio. Dziewczyna cały czas trzymała się z naszą grupką, która w stosunku do niej podzieliła się na ludzi, którzy uwielbiali ją i ludzi, którzy jej nie akceptowali. Oczywiście, do nich właśnie należałem.  W końcu… I Tsuki został uświadomiony do naszej wzajemnej nienawiści. Wiedział, że nie pałamy do siebie sympatią, jednak wcześniej i ja, i Sachiko zapewnialiśmy go, że jest w porządku. Cóż… wreszcie i to się skończyło..
*    *    *
-Tsuuuki.. – Mruczałem chłopakowi nad uchem, bawiąc się kolorowymi koralikami wisiorka Myu. Oparłem głowę o ramie czerwonowłosego, wgapiając się w ekran sporego telewizora.
-Ćśś… - Szepnęła brunetka mrożąc mnie wzrokiem. Przewróciłem oczyma, mocno przytulając do siebie ramię przyjaciela, który kompletnie nie zwracał na mnie uwagi, będąc skupionym na jakiejś durnej komedii.
-Tsuu.. – Znów wyjęczałem, tym razem potrząsając jego ręką.
-No?- Westchnął w końcu, nawet na mnie nie patrząc.
-Nudzę się… Chodźmy gdzieś.. –Poprosiłem wtulając się w jego ramie. Jego zapach i ciepło ciała działały na mnie jak narkotyk, uzależniał mnie.
-Co to? Jakieś zachcianki? Najpierw chciałeś oglądać dramę. – Przypomniał z wyrzutem. Prychnąłem. To nie moja wina, że ten fam był taki… nie taki..
-Jest nudna! – Wyżaliłem się. Kontem oka zauważyłem, że Myu przygląda nam się z wyczekiwaniem pewnie zastanawiała się, który z nas wygra tę cichą walkę.
-Dooobra. – Westchnął w końcu brązowooki. – Chodźmy do sklepu, przy okazji odprowadzimy Myu na korepetycje… - Mruknął niezadowolony. Za to ja zadowolony wstałem wyłączając dramę. Widziałem że to trochę nie fair z mojej strony, że musieli się mi podpasowywać zależnie od chwilowego celu, ale w głębi nosiłem nadzieje że jeśli nie chcieli by czegoś robić, umieli by się sprzeciwić, w końcu na tym polega życie..
*    *    *
                Zaciekawiony śledziłem wzrokiem za Tsukim, który stojąc w drzwiach jadalni przyglądał mi się z uśmiechem, uśmiechem przeznaczonym tylko dla mnie. Wyszedł do pokoiku z dwoma pucharkami zapełnionymi różnobarwnymi kuleczkami lodów, polanymi – choć właściwie w tym miejscu bardziej pasowałoby słowo „zalanymi”- polewą czekoladową. Wyciągnąłem w jego strone obydwie łapki.
-Powinienem zrobić ci zdjęcie z tą miną. - Uśmiechnął się swobodnie, po chwili oddając w moje dłonie zimne naczynie. Chłopak usiadł na krześle naprzeciw mnie, wpatrując się ponownie w moją twarz, ale nie trwało to długo. W pokoju panowała niezaprzeczalna cisza. Ale nie była ona niezręczna, po prostu każdy z nas skupiony był na szybko topniejącym słodyczu, no, przynajmniej ja.
-Masz czekoladę na policzku. –Zaśmiał się Tsuki, gdy odkładałem pusty pucharek na nieco dalej od siebie, koło drugiego kieliszka.
-Ja? –Zapytałem inteligentnie. Zmarszczyłem brwi. Coś mi w tym nie pasowało. Podniosłem łapkę na wysokość twarzy i zacząłem pocierać lewy policzek. Widząc koci uśmiech malujący się na mordce chłopaka chciałem przenieść się na drugi, jednak ten ruch przerwany został przez nagłe pochwycenie mojego nadgarstka i odsunięcie go na znaczną odległość. Zdziwiony powiodłem za nim wzrokiem, a sam sprawca powoli przybliżył się do mnie, niewiele więcej niż dotychczas. Zaczął niemal że leżeć na drewnianym stole.  po czym kompletnie nie skrępowany powiódł końcówką języka za trasą naznaczaną przez czekoladę. Dla ścisłości To raczej nie był policzek ,a miejsce bardzo bliskie ust.
-Co ty robisz? – Zaśmiałem się nieco spięty. Czułem jak policzki zaczynają mnie piec, zapewne przybierając niezdrową barwę, czego nie umiałem powstrzymać.
-Szkoda żeby się zmarnowała. –Stwierdził błyskotliwie, wzruszając ramiami. Kiwnąłem dość niepewnie głową, uciekając od jego radosnego spojrzenia. Po chwili zamoczył opuszek palca w czekoladzie, i z niewinnym uśmieszkiem oznaczył kilka punkcików na moich wargach. Odsunąłem się do tyłu widząc jak znów się nad mną pochyla. – Spokojnie, nie zabije. – Mruknął cicho,widząc jak niebezpiecznie wychylam się na krześle. Powoli przestawałem myśleć nad całą sytuacją, Wyłączyłem tą funkcje całkowicie. Skupiłem się na widoku przyjaciela, który z zadowoleniem patrzył jak ponownie  tym razem podświadomie wychylam się w jego stronę. A to wszystko po to by ponownie poczuć zwinny języczek, tym razem na moich ustach. Chłopak właściwie leżał na stole, w tej chwili cieszyłem się że jest on taki niewielki, niczym biurko. Nie przejmował si tym, że w każdej chwili w domu pojawić się mogą jego rodzice. Powoli przymknąłem oczka, poddając się zabiegowi.  Poczułem jak jego lewa dłoń, zsuwa się na moje biodro,  prawa ląduje na policzku. Nie wiedziałem, że był już tak blisko. Chwile spamiętywał moje wargi by wsunąć się pomiędzy nie. Nie myślałem o tym, że to nie moralne, czy też o tym, że przez taki maleńki incydent, nasze życie jako przyjaciół może się dosłownie skasować..
*    *    *
-Wiedziałeś, że Tsuki jest gejem? Czy to była tylko młodociana chęć poznania czegoś nowego? – Pyta blondynka, która dotychczas cicho siedziała, co jakiś czas niespokojnie kręcąc się na krześle.
-To było trochę dziwne, Tsu nigdy zachcianek nie miewał.. Nigdy mi to do głowy nie przyszło ,że jest Homo, wciąż tak nie uważam. On był raczej Bi. – Osądzam, kartkując dość wyblakłą gazetę, o której istnieniu dotychczas nawet nie wiedziałem.
-Co myślałeś o tym wydarzeniu? Wracaliście czasem do tego?
-oczywiście. Na początku także myślałem, że chciał jedynie sprawdzić jak to jest. Ale to było coś więcej… Czasem śmialiśmy się z tego, co się zdarzyło, że chłopakowi coś takiego przyszło do głowy.. –Wyznaje pijąc gorzką herbatę. Odczekuje aż skończy pisać notatki, które podyktowałem.  Gdy dźwięk klawiatury ucichł, a ciemne oczy zamarły na mnie znów rozpocząłem.
*    *    *
Ocknąłem się z miłego transu dopiero, gdy wścibskie dłonie chłopaka zaczęły błądzić pod moją koszulką. Tego było za wiele. Odsunąłem się od niego tak gwałtownie, że po chwili wylądowałem tyłkiem na twardej, drewnianej podłodze w jadalni. Niedaleko usłyszałem podobny trzask, zauważyłem, że niewielki stół, bardziej stolik, zaczyna się niebezpiecznie chwiać.
-Nic ci nie jest? – Zapytał Tsu, okrążając stół.
-Nie, nie… w porządku..  – Westchnąłem nieco oszołomiony. Ominąłem wyciągniętą w moją stronę dłoń, i wstałem bez jego pomocy. –Będę się już zbierał. – Stwierdziłem stanowczo, znaczy, na tyle stanowczo ile było mnie stać przy łamiącym się głosie.
-Przecież miałeś tu nocować. – Przypomniał. – Nie chcę żebyś nasłuchał się w domu.. – Objął mnie spokojnie, i nieśpiesznie, tak bym w każdym momencie mógł go odepchnąć. Nie zrobiłem tego. Nie umiałbym. – Nie bój się mnie. Nie skrzywdzę cię. – Obiecał.
-Skąd wiesz że o to chodzi? – Zapytałem zdziwiony, wiedząc, że trafił w sedno.
-Znam cię na pamięć. – Stwierdził, całując mój policzek. –A teraz chodź. Zaraz będzie lecieć fajna komedia. – Puścił mi perskie oczko, odsuwając się jednocześnie. Dalej trzymając moją dłoń, pociągnął mnie schodami do swojego pokoju.
-Ale…  Puki co… nie chce o tym rozmawiać .. – Mruknąłem cicho, kiwnął jedynie smętnie głową, idąc schodami. Nie chciałem wiedzieć czemu to zrobił, jakie miał intencje , i czego oczekuje. Najpierw sam musiałem zrozumieć jedno… Czemu go nie odepchnąłem?

Ano... starałam się być kreatywna x3 
Mnie samej niezbyt się to podoba... ale może komuś przypadnie do gustu ^ ^"
Pozdrawiam! A... I szczęśliwego ,nowego roku :3


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Arive or Dead - Część 7/..


Wchodzę do kuchni. Dom jest przyjemnie pusty, jestem tylko ja ..  I tak chyba właśnie powinno być. Przygotowując sobie kawę i siadam naprzeciw laptopa. Za oknem śnieg cienką warstwą pokrywa uliczki i niektóre budynków. W domu jest ciepło, a ja niemalże czuję tą różnicę temperatur. Z radia płyną słowa jednej z piosenek Yui Yoshioki. Niby kolejny nijaki czwartek, a jednak, jakby się zastanowić z każdego powinniśmy się cieszyć, przecież.. W końcu nasze czwartki się skończą..
Nie umiem powstrzymać ciekawości, więc nieśpiesznie otwieram jeden z zapisanych folderów. Konkretniej ten, prowadzony przez Ayako. Wszystko tam jest przejrzyście poukładane. Według cyfr. Jakby wrzucić to wszystko do jednego z moich folderów i tam nieziemsko by się wyróżniały.
Przeciągam się, po czym otwieram nowy dokument… Czas dodać coś od siebie.. Trochę się zaangażować, choć angażowanie się w cokolwiek jest złe i bolesne…
  *    *    *
-Czyli… wszystko w porządku? – Zapytał po jakimś czasie Tsuki. Leżeliśmy na moim łóżku, blisko siebie, od czasu do czasu zaczepiając się nawzajem drobnym dotykiem. Nie czułem się znudzony. Podobała mi się ten spokój, i szczerość danej sytuacji.
-Tak, w porządku. – Odpowiedziałem bawiąc się jego dłonią.  On za to drugą łapką kręcił na palce moje włosy.
-Czyli znów będziesz się do mnie odzywał? – Uśmiechnąłem się na to pytanie, kiwnąłem krótko główką, potwierdzając. I wtuliłem ją w jego ramiona. –To się cisze. – Wyjawił całując lekko moją skroń. Czasem miałem wrażanie, że w stosunku do siebie jesteśmy zbyt otwarci. Koniec końców byliśmy Japończykami.. A oni nawet z żonami nie trzymali się za ręce publicznie.  Przyjaciele byli ze sobą bliżej, niż małżeństwa..   Ale co zrobić, tak po prostu było..  –Ale… czemu ostatnio nie było ci w szkole?
-Mówiłem, nie chciało mi się…
-Widziałem cię z Izumi… Mam nadzieje, że nie przyjaźnisz się z nią za bardzo.. Wiesz, że ona bierze narkotyki? Nie chciałbym żebyś był taki jak ona i jej znajomi.. – Wyjaśnił przez potok słów. Przegryzłem wargę. Oj, spóźniłeś się Tsuki. Ale nie potrafiłem powiedzieć tego na głos . Na pewno byłby zawiedziony moim zachowaniem. Zły na mnie jak i na Izumi, a ona mimo wszystko była dobrą przyjaciółką.
-Nie martw się, nie zrobię nic głupiego. – Moje słowa były ciche. Nawet ja słuchając ich miałem wrażenie, że są bez uczuć i pewności.
-Ufam ci.
-Wiem, Tsuki. Wiem. – Przyznałem, w myślach wspominając, że to był błąd w stosunku do mnie. Jego łapka zaczęła głaskać mój policzek, na co ja zamruczałem cicho. Lubiłem jego dotyk. Był delikatny, jednak stanowczy, co wyróżniało go wśród innych. Zapominając o rozmowie spojrzałem w jego oczy. Uwielbiałem je, ale jakby głębiej się zastanowić.. Uwielbiałem tego chłopaka w każdym calu.
*    *    *
Opieram się o drewniane oparcie krzesła, wgapiając się w ostatnie zdanie. Byłem głupi, już wtedy go kochałem, jednak nie w głowie były mi romanse. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że osoba przeznaczona mi jest tak bardzo blisko. Nie szukałem miłości, a szkoda, ponieważ w ten sposób mógłbym więcej czasu spędzić z Tsukim…, jako.. Ktoś bliższy niż przyjaciele..
*     *      *
Wszystko było piękne, aczkolwiek skomplikowane. Patrzałem jak Tsuki z Sachiko, kierując się w moją stronę. Czułem dziwne uczucie w sercu gdy tylko widziałem jak ją obejmuje, wciąż chciałem by to mi poświęcał swój czas, nawet jeśli znałem sytuacje w której się znalazł, wciąż byłem na siebie za to zły . Spuściłem troszkę główkę, uciekając wzrokiem od ich uśmiechniętych twarzy. W tej chwili po prostu tam nie pasowałem, trochę jak porzucony szczeniak na pełnych barw obrazie.
- No! Jesteś! – Uśmiechnął się Tsuki, całując mnie w policzek. Trochę dziewczęcy gest, jednak żaden z nas nie przejmował się tym.
-Jestem, jestem… - Potwierdziłem, uśmiechając się lekko, na szkolnym korytarzu ludzie zbierali się w swoich grupkach, nie zwracali uwagi na nikogo z poza nich. – To idziemy?  - Zapytałem idąc koło Tsukiego, który stał pomiędzy mną ,a Sachiko.
-Tak, chodźmy już. – Uśmiechnęła się blondynka biorąc pod rękę Tsukiego. My na szczęście kończyliśmy już, na dworze zapowiadało się na deszcz, ale nie zwracaliśmy na to uwagi, pod tym względem dziewczyna była do nas podobna. Nie przejmowała się takimi drobnostkami jak pogoda.. Ona mogła być całkiem fajna, Ja jej po prostu nie dałem szansy.. I puki, co nie chciałem dać. W pewnym sensie, była u mnie na skreślonej pozycji.
*   *    *
W domu Tsukiego jak prawie, że zawsze nie było nikogo, tylko my. Jego rodzice byli bardzo zapracowanie, jak większość Japończyków. Mimo że jego ojciec do nich nie należał. Sachiko od razu zaczęła opowiadać jak tu wiele rzeczy się zmieniło, i jak bardzo się cieszy, że Tsuki pozwolił jej tu przyjść. Skwitowałem to cichym prychnięciem. Sam siedziałem na kanapie, obserwując Czerwono-włosego chłopaka. Zastanawiałem się wtedy czy nie czuje się przez nas osaczony, w końcu po jednaj stronie byłe ja, po drugiej Sachiko i obydwoje podczas większości dnia ignorowaliśmy się nawzajem, nie rozmawialiśmy ze sobą, przez co chłopak musiał cały czas się produkować… Oj, biedny Tsu. Ciekawe jak będzie to wyglądać w przyszłości..
Tak, więc cały wieczór spędziliśmy u chłopaka, Rozmawiając o różnych błahych rzeczach. Weszliśmy jeszcze na portal internetowy, by popisać z kilkoma znajomymi.
-Będę się już zbierać. – Powiedziałem w pewnej chwili uśmiechając się delikatnie.
-Tak szybko? – Zapytał od razu Tsu, autentycznie zdziwiony, fakt, była dopiero 19: 00 Ale siedziałem z nimi, od 14, więc powinno wystarczyć jak na jeden dzień. Przytaknąłem głową, ubierając buty.
-Ja też już pójdę, jeszcze muszę lekcje odrobić.. – Westchnęła blondynka, podlatując do mnie. – Zobaczymy się w szkole, prawda? – Upewniła się. Tsu od razu to potwierdził, zerkając na mnie z niemym pytaniem. Ja jedynie wzruszyłem ramionami, sam nie wiedziałem czy pójdę.
*    *    *
Szliśmy wąską uliczką, dużo osób wciąż znajdywało się w pracy, więc ludzie mijających nas, w większości dorównywali nam wiekiem. Wiatr nieprzyjemnie drażnił odsłonięte policzki, przez co robiło mi się coraz zimniej..
-Wiesz, że przyjaźniłam się z Tsukim, Prawda? – Usłyszałem bezbarwne pytanie, jakby było ono jedynie formalnościami. Spodziewałem się go, pewnie tylko dlatego opuściła dom przyjaciela.
-Prawda. – Wsunąłem dłonie do kieszeni, zerkając w ciemniejące niebo. Wciąż nie miałem ochoty z nią rozmawiać, ale nie chciałem być nie miły.
-Chce wciąż to robić.. On zresztą też. – Zapewniła mnie. Przegryzłem wargę, gwałtownie odwracając twarz nieco w jej stronę.
-Do czego zmierzasz?
-Nie jesteś mu już potrzebny. – Przystanęła przed jednym z budynków. Łatwo domyśliłem się, że to właśnie nieszczęsny dom, w którym mieszka. Zmrużyłem oczy, niczym u dzikiego kota i także przystanąłem naprzeciw niej. – Znów ma mnie, Hoshi. – Uśmiechnęła się, w sposób, który z jej strony zapewne był postrzegany, jako nieziemsko uroczy. Myliła się. – Byłeś moim zastępstwem, ale on już go nie potrzebuje. –Zadecydowała.
-Daj spokój ja też je… - Zacząłem jednak ona mi przerwała.
-Po prostu go zostaw, Hoshi. – Ponownie posłała mi przerażający uśmiech i odwróciła się by odejść do mieszkania. Nie czekając aż wejdzie, ja także ruszyłem w swoją stronę. Dla mnie ta sytuacja była po prostu chora. Nie rozumiałem jej Tsuki to mój przyjaciel i tak pozostanie…



niedziela, 2 grudnia 2012

Arive or Dead- Część 6/..

   Dni mijały coraz wolniej. Pięć następnych dat minęło jak pięć tygodni. Razem z Tsukim zamieniliśmy zaledwie kilka słów, tak jakbyśmy byli dla siebie zupełnie obcymi osobami, a przecież to nie prawda. Ja wciąż naiwnie wierzyłem, że to nie koniec. Ale przecież każdy musi w coś wierzyć. Nie powiedzieliśmy sobie 'żegnaj’, więc obaj dla siebie istnieliśmy, prawda?
Tego dnia jechałem do szkoły metro, zapchanym szarymi, bez wartościowymi dla mnie ludźmi. Mimo iż istoty te utwierdzają się w słowach, że każdy z nas jest inny, sami chyba w to nie wierzą. Oni sami mieszają się w tłum codzienności. Ci, którzy mają inne spostrzeżenie na świat, odraz uważani są za głupców. Nawet ja.
Plątałem w palcach niebieski kabelek, prowadzący do słuchawek, z których płynęły słowa jednej z piosenek. Nie brałem ich do siebie, mimo że podobno mówiła ona o prawdziwym życiu. Przecież przy każdej tak właśnie się uważa.
Oczywiście na stacje dojechałem punktualnie. Tak właśnie przecież jest w Japonii, wszystko idealnie dopracowane. Byłem już spóźniony, więc zacząłem biec po szarym chodniku, nawet nie patrząc na kwitnące wiśnie, które przez brak liści wyglądały na posypane delikatnym, biało-różowym śniegiem.
-Hej! Hoshi, gdzie idziesz? - Usłyszałem za sobą znajomy głos. Uśmiechnąłem się nieco gorzko, i odwróciłem się.
-Do szkoły? - Bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Izumi uśmiechnęła się szeroko patrząc na mnie. Jej farbowane na fioletowo włosy były rozpuszczone, sięgały przed ramiona. Na jednym z nich powieszona była zdarta, zielona torba, z czarno- czerwonymi przypinkami.
-A... To dziś nie jest wolne? - Teatralnie udała zdziwienie, po czym chwyciła mnie pod rękę prowadząc w zupełnie innym kierunku. - No cóż... I tak oboje się spóźniliśmy, nie ma sensu iść na następną lekcje. -Podsumowała, chyba zadowolona z tego powodu.
-A...Gdzie mnie prowadzisz?- Spojrzałem przed siebie. Potem na nią. Wzrost miała podobny do mnie, może była troszkę niższa.. Nie martwiłem się opuszczonym dniem szkolnym, to nie był mój pierwszy raz.
-Wybierałam się do znajomego, skoro i ty nie masz nic do roboty to dotrzymasz nam towarzystwa. - Wyjaśniła z wielkim bananem na twarzy.
*    *    *
-Często wagarowałeś? - Ayako wzdycha, jakby zirytowana. Ona zawsze była wzorową uczennicą, w przeciwieństwie do mnie, ja ledwo przeskakiwałem z klasy do klasy..
-Hm... Zdążało raz zdarzyło się, że razem z Tsukim opuściliśmy cały tydzień.  -Słyszę swój własny śmiech. Przypominam sobie, że nawet wtedy rodzice się mną nie przejęli. Jedynie matka Czerwonowłosego zaczęła nas pilnować. Taka dobra duszka.. Ciekawe, co u niej.. - A tak to.. Dość często.. Świętowaliśmy, gdy udało nam się w całym tygodniu nie opuścić, któregoś dnia, co było naprawdę rzadkie...
-Ah, te dzieci... -Mruczy jakby sama do siebie.
-Przy najmniej nie będę żałować, że nie robiłem tak oczywistych rzeczy jak wagary. - Puszczam jej perskie oczko.
*    *    *
Także tego dnia zaczęło się coś nowego. Pozwoliło wkroczyć w inny świat. Weszliśmy razem do niewielkiego budynku, gdzie wszystko się zaczęło. Była tam różowo włosa dziewczyna patrząca na mnie z nie odgadniętą miną i chłopak. Blondyn o niebieskich oczach, który od razu skojarzył mi się z jakimś typowym lalusiem
-Kto to? - Zapytał chłopak uśmiechając się do mnie przyjaźnie. Odwzajemniłem gest nieco niepewnie rozglądając się po pokoju, w tym czasie Izumi streszczała jak się tu znalazłem. Niebiesko-oki potakiwał, zaś różowo włosa dziewczyna patrzyła na mnie spod byka. Czułem się tam, co najmniej dziwnie.. I jakoś nie bardzo chciałem zostać w tym towarzystwie. Ale skoro przyszedłem to i zostanę... To w końcu.. Tylko kilka godzin. Chyba mnie nie zabiją. 
-Nazywam się Doi, ta różowa - Tu wskazał na dziwną dziewczynę. -To Eriko. A Ty?
-Hoshi. - Odpowiedziałem krótko, w zamian przyglądając się blondynowi.
-Więc, zapraszamy. - Zaśmiał się widząc, że wciąż nie ruszyliśmy się miejsca.
     Ta data.. Była inna. Trudna i tajemnicza dla innych. Nasza czwórka nie potrzebowała rozgłosu, ani nikogo nowego do niewielkie grupki. Nikt nie miał dowiedzieć się o tym, co robiliśmy, gdy doszło do spotkania.
My zaś, dobrze bawiliśmy się w niewielkiej, odizolowanej paczce. Ludzie z zewnątrz powoli przestawali mieć znaczenie. Pozwalaliśmy sobie o nich zapomnieć. I tak coraz częściej. Jak to wyglądało? Nie trudno się domyśleć. Doi często przynosił małe paczuszki, i to chyba dla nich trzymałem się z daną trójką. Wyjmował zeszyt spod łóżka. Siadaliśmy w dość ciasnym kółeczku przy niewielkim stoliku. Nie baliśmy się, że ktoś nas przyłapie te mieszkanie zawsze było dla nas bezpieczną kryjówką, cichą i pustą. Licealista wysypywał zawartość opakowania, jakim był drobny, biały proszek, na czarny notatnik, dzięki czemu tworzył się ładny kontrast. Zaczął od...
*   *   *
-Hoshi... - Mruczy kobieta patrząc na mnie z dziwną, na pewno nie zadowoloną miną. Uśmiecham się gorzko. Te wspomnienie było czymś istotnym, jednak chyba powinienem był to pominąć..
-Tak? - Pytam mimo to, siadając wygodniej.
-Bierzesz?
-Brałem. -Śmieje się cicho rozumiejąc, że dziwnie to brzmi. Jednak odkąd pamiętam dziewczyna unika narkotyków i alkoholu. To nie jej bajka. Kiedyś opowiadała mi, że jej przyjaciółka przedawkowała, przyjaźniły się od dziecka, jednak ona tego nie przewidziała, to ją bolało. Może, dlatego przy niej o takich rzeczach się nie rozmawia -Przerwałaś mi, chcesz żebym ten moment przeskoczył?
-Sama to opiszę. To do… Przewidzenia.. - Wzdycha patrząc na mnie z rozczarowaniem.
*   *    *
-Tsuki? Co ty tu robisz? - Zapytałem chłopaka stojącego w drzwiach, z jawnym zdziwieniem. Nie rozmawiałem z nim od kilku dni. Dlatego kompletnie się go nie spodziewałem. Odsunąłem się trochę, pozwalając by wszedł do mieszkanka mojej rodzinki, aktualnie prawie, że 100% pustego.
-Nie było cię ostatnio w szkole. – Wzniósł zarzut. Kiwnąłem tylko głową. Mogłem się tego domyśleć.. Poprawiłem nieco zadurzą się koszulkę, którą wkładam, gdy siedzę w domu. Chłopak uśmiechnął się lekko kącikiem ust i ruszył za mną, do mojego pokoju.  –Więc?
-zdania nie zaczyna się, od „więc”.. – Upomniałem go, niemal, że odruchowo. Usiadłem na łóżku, on naprzeciw mnie, w obrotowym fotelu.
-Czemu nie chodzisz do szkoły?  -Westchnął cierpniczo. Zmrużyłem oczy, kompletnie nie rozumiałem, czemu tak nagle się mną zainteresował.
-Bo mi się nie chce. – Powiedziałem szczerze. Nie zamierzałem go okłamywać, nie potrzebowałem dodatkowych problemów. Spojrzał na jakby rozczarowany, ale czego się po mnie spodziewał. Wywróciłem teatralnie oczyma, dając mu znak, że ten temat jest, co najmniej nie istotny. Chłopak podniósł się i usiadł blisko mnie, patrząc prosto w moje oczy. Nie uciekałem wzrokiem, tym samym rozpoczynając tak zwaną, walkę na spojrzenia. Żaden z nas nie chciał odpuścić, jakby zależało to od czegoś niewiarygodnie ważnego. Ktoś, stojąc z boku mógłby pomyśleć, że chcemy coś sobie nawzajem udowodnić, ale tak nie było..
-Co u Sachiko? – Zapytałem uśmiechając się gorzko. Tsuki zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się nad znaczeniem tego pytania. Wreszcie robiąc dziubek, skrzyżowałem łapki na torsie wzrok kierując za okno. Chwila panowała cisza, po czym usłyszałem cichy śmiech mojego dzisiejszego gościa.
-Jesteś o nią zazdrosny? – Podsumował swoje myśli, przestając się śmiać.
-Oczywiście, że nie. Skąd ci to do głowy przyszło? – Westchnąłem. Cała sytuacja wydawała mi się dziwna. Brązowooki przychodzi jak gdyby nigdy nic, i pyta czy jestem zazdrosny o jego przyjaciółkę. A mi… po prostu nie podobało się, że odstawił mnie dla niej na drugi tor. Że o mnie zapomniał i teraz to z nią spędza czas.
-A, po prostu, ostatnio dziwnie się zachowywałeś. Odciąłeś się ode mnie. – Wytłumaczył, dłonią przeczesując moje włosy, przez co zmuszony był nieznacznie przybliżyć się do mnie. – Wiesz.. Zanim zacząłem się z tobą przyjaźnić, to ona była moją przyjaciółką. Jak kończyłem trzecią klasę podstawówki, ona się wyprowadziła. – Wspomniał, spojrzałem na niego kontem oka, nie opuszczając swojej obrażonej pozy. – Ona tu nikogo nie ma, dlatego spędzałem z nią trochę więcej czasu.. - Wytłumaczył to tak, jakby było to czymś całkowicie oczywistym.. Ale... Chyba faktyczni było czymś normalnym… Trochę jak zobowiązanie..
-Rozumiem, Tsu … Nie mam ci tego za złe. –Dodałem po chwili cichego namysłu. Odwróciłem się trochę w jego stronę. Uśmiechał się. Tak samo jak zawsze. Wydawało mi się, że właśnie wszystko sobie wytłumaczyliśmy….
Jej! Udało mi się, jestem z siebie dumna :3 Przyznam się… że kilka razy usuwałam ten rozdział, ponieważ wydawał się bezsensu ^ ^”

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń