poniedziałek, 15 czerwca 2015

Stay - Rozdział 8

Kolorowe, smukłe ptaki wznosiły się ku niebu. Pnęły się coraz wyżej i wyżej, stając się przy tym mniejszymi dla kogoś znajdującego się tak nisko jak ja tym momencie. Na czele gromady był niewielki, błękitny zwierzak, zdawający się pochwycić odrobinę odcieniu nieba. Jego skrzydła, szeroko rozpostarte sprawiały wrażenie kruszyć się, rozpadać przez pióra znajdujące się w okolicy postaci. Na samym dole muru widniała pusta klatka z uchylonymi drzwiczkami pokrytymi finezyjnymi wzorami. Cały, dość prosty malunek otoczony był szarawymi chmurami, jakby dymem, którego rogi barwiły się na nieco ciemniejszy kolor. Na jednej z mniejszych chmur widniał napis " Jesteś jak ptak, który ulatuje prosto w chmurę, już nigdy nie wrócisz tu naprawdę." Jego białe kontury niemal łączyły się z tłem. Grafitii było delikatne, dziewczęce. Niezbyt dopracowane, ale z pomysłem, weną i chęcią zawartymi w dziele. Czasami nagle nawiedza cię wizja, którą musisz gdzieś przelać. Szuka ona ujścia, aż wreszcie chwyta się możliwych sposobów, byle tylko uwolnić duszę autora od wiecznej męki, pytań typu " Co by było gdyby... ". Ludzie są ssakami ogromnie potrzebującymi towarzystwa, pochwał, wewnętrznego spokoju oraz uczucia mówiącego, że zrobiłeś wszystko co mogłeś. Gdy wszystkie te przykłady zostaną spełnione stajesz się niespełna usatysfakcjonowany.
Niespełna, ponieważ każdy człowiek jest inny, każdy człowiek potrzebuje jeszcze wielu dodatków, do wymienionego kompletu podstawowego.
Za tym sznurem myśli ciągnie się kolejna. Czego ja tak właściwie potrzebuję? Czego oczekuję od życia, co sprawi, że uznam swoją egzystencje za szczęśliwą.
Otóż, nie wiem. Na dobrą sprawę niema niczego, co mógłbym dopisać do wcześniejszych potrzeb. Jestem prostym człowiekiem. Prostym człowiekiem o szarym(, ponieważ jeszcze nie czarnym) sercu.
-Podoba ci się? - Spytała młoda, może dwudziestopięcio letnia dziewczyna, która znikąd pojawiła się przy moim boku. Jej rozwiane, niemal białe włosy kończyły się tuż przed ramionami, a ciemne oczy śledziły malowidła zdobiące ścianę. Jej ubrania były w większości ciemne, granatowo-czarne. Z słuchawek luźno przewieszonych przez szyje płynęły ciche dźwięki jakiejś popowej piosenki.
- Jest ciekawe. Wszystkie grafitii należące do tego bloku to głównie napisy, wyznania miłosne czy patyczaki mniej lub bardziej udane. - Odparłem w myślach doceniając różnorodność kolorów zawartych w tym tworze. Posłałem nieznajomej pytające spojrzenie, mając nadzieje, że dobrze odczyta moją ciekawość. Tak też się stało.
- Nie, nie. Ja tego nie zrobiłam. To moja siostrzenica. Ma osiemnaście lat i za dużo wolnego czasu. - Zachichotała cicho, podchodząc do budynku, aby dotknąć rysunku. Po chwili odchyliła lekko dłoń, jakby chciała sprawdzić, czy któryś z kolorów nie zabarwił jej skóry.
-Skąd wiesz, że to ona?
- Ma szkicownik, a w szkicowniku bardzo podobny wzór.- Odparła odwracając się do mnie twarzą. - Nazywam się Risa. Pisane przez kanji na powód oraz wspierać. - Dopowiedziała.
-Oficjalnie. - Uśmiechnąłem się lekko, uściskając jej wyciągniętą dłoń. Nader grzeczne powitanie niespecjalnie komponowało się wraz z jej wyglądem oraz dziwnie przyjazną postawą.
- Lepiej powiedzieć za dużo niż za mało. Niedopowiedzenia stwarzają konflikty, a tak.. Przynajmniej wiesz, że mogę być twoim powodem i twoim wsparciem.
- Do czego powodem? - Spytałem, kiedy kobieta puściła moją dłoń. Na moje słowa wzruszyła lekko ramionami oraz poprawiła zawieszoną torbę zapełnioną jakimiś notatkami, które wystawały przez rozpięty zamek.
- A do czego potrzebujesz powodu?
- Nie wiem... - Zamyśliłem się, spoglądając na parkujący przy nas samochód.
- W takim razie pomyśl. Swoją drogą wprowadziłam się tu dwa dni temu, jesteś pierwszą, oprócz mojej rodziny osobą, którą znam w tym mieście. - Zmieniła temat. - Też mieszkasz w tym bloku, prawda? - Zapytała, na co domyśliłem się, że musiała widzieć jak zirytowany krzykami ciotki wychodzę z klatki. - Będziemy sąsiadami.
- Racja. Gdybyś potrzebowała pomocy śmiało możesz się do mnie zwrócić. - Zastrzegłem, patrząc na Toi, która podbiegła do mojej nogi, by po chwili ponownie powędrować na pobliską trawę.
- Kogo mam szukać?
-Haruhiko. - Odpowiedziałem szybko. Wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi na to, ze mimo rozmowy się nie przedstawiłem.
- W takim razie liczę na ciebie. Teraz muszę już iść, ale mam nadzieję, że wkrótce znów cię spotkam. - Pożegnała się kobieta, która po mojej krótkiej odpowiedzi zniknęła za jednym zza zakrętów.
Ostatni raz spojrzałem na grafitii po czym zawołałem psa i ruszyłem wyludnioną uliczką w stronę cmentarza.
*    *    *
Pięć nowych wiadomości.
Westchnąłem odkładając telefon na malutki blat przy naszej graciarni. Jej głównymi elementami były płótna, mniej lub bardziej zniszczone oraz do połowy opróżnione tubki z farbami. Toi leżała tuż przy jednej z palet, gryząc niewielką piłkę. Często tu ze mną przychodziła. Cała grupa plastyczna składała się z dziewczyn, które kochały drobnego, przyjacielskiego psiaka. Podejrzewałem, że to wina jej wielkich, ciemnych oczu, które wręcz przyciągały ludzi. Sposób w jaki błyszczały, gdy była szczęśliwa powodował, że ludzie wpadali w jej pułapkę. Co za tym idzie w kąciku Toi ( zaczęliśmy go tak nazywać ponieważ przez to, że znajdował się blisko mojego stanowiska psina go sobie upodobała) oprócz sterty zabawek można było znaleźć niewielkie legowisko, miski i smakołyki. Prawda jest taka, że większość z przedmiotów otrzymaliśmy, a nie zakupiliśmy.
Odchyliłem się nieco od płótna sięgając po większy pędzel w momencie kiedy na telefonie pojawiła się informacja o szóstej tego dnia wiadomości.
Odsunąłem dłoń od drewna i sięgnąłem po urządzenie.
Rozmowa: Doi
Przepraszam, że nie odpisałem na twoją wiadomość. Byliśmy z moimi znajomymi, a jak wróciliśmy do domu kompletnie o tym zapomniałem. 08:34
Jeśli chcesz możemy spotkać się dzisiaj? 08:46
Westchnąłem, starając się wmówić samemu sobie, że użyta w wiadomości liczba mnoga wcale mnie nie rani. To nie tak, że byłem zazdrosny o nowego chłopaka Doi'ego. Najpewniej zerwanie więzi między nami było najlepszym krokiem jaki wykonaliśmy, krokiem, który pozwolił mu iść na przód. Znaleźć szczęście, zostawić serie rozterek i porażek, jaką byłem, jaką wciąż jestem.
Rozmowa: Kochiko
Musimy porozmawiać, odpisz szybko. 08:57
To naprawdę ważne 09:01
Po prostu zadzwoń kiedy to zobaczysz 09:04
Potrzebuję twojej pomocy... 09:25
Spojrzałem na Toi, na pracę stojącą na drewnianej sztaludze i inne osoby, bardziej skupione na swoich malunkach. Oceniłem wzrokiem realizowany przeze mnie projekt ciemnego, tajemniczego lasu, w którego głębi kryły się zielonkawe oczy nocnych zwierząt. Następnie zakręciłem tubki z farbami i podniosłem psiaka.
- Muszę już iść, trzymajcie się! - Ogłosiłem, na co otrzymałem osiem radosnych okrzyków niosących pożegnania.
Pożegnania nie są takie złe. Zawsze patrzę na nie z perspektywy mojego związku z Doi'm, ostatnich słów. Na dobrą sprawę pożegnania to tylko kilka słów łączących się w często radosne zdania. W każdym pożegnaniu kryje się jednak nadzieja. Możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, ale nie ma rozstania bez nadziei.
Gdy żegnamy przyjaciół, mamy nadzieję, że wkrótce ponownie ich ujrzymy.
Gdy żegnamy schorowanych dziadków lub rodziców, niesiemy w sercu nadzieję, że to nie ostatnie słowa wypowiedziane w ich kierunku.
Żegnając kogoś oddającego się w ramiona śmierci, mamy nadzieję, że tam gdzie się znajdzie, będzie mu lepiej.
Pożegnania nie są jedynie smutne, są też radosne.
Ponieważ nie raz pożegnanie kogoś na zawsze jest najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić.
Spojrzałem na niewielkie, srebrne kółeczko wczepione w obrożę Toi po czym zahaczyłem o nie cienką, błękitną smycz. Była dość dziewczęca, wykonana z delikatnego materiału, ale mimo to była moją ulubioną. Rzadko kiedy podpinałem smycz jednak, gdy już to robiłem najczęściej wykorzystywałem właśnie ten przedmiot.
Razem z psiakiem ruszyłem dobrze znaną sobie drogą. Na szczęście Kochiko mieszkała naprawdę blisko naszej pracowni. Po krótkiej drodze między ogromnym tłumem ludzi dotarłem pod dobrze znany sobie budynek. Wziąłem Toi na ręce zamierzając wejść z nią do środka, jednak w tej samej chwili drzwi z dużą siłą otworzyły się, dzięki czemu mogłem ujrzeć zmartwioną twarz Kochiko oraz Masao, która w jednej dłoni trzymała niewielką lalkę zaś paluszkami drugiej przeczesywała jej włosy.
- Wujek! - Zakrzyknęła mocno obejmując mnie w pasie. Wtuliła policzek w mój brzuch zaś po chwili odsunęła się nieco, głaskając łepek rozleniwionej Toi.
- Dlaczego nie odpisywałeś? - Zapytała starsza kobieta, masując się po skroniach.
- Byłem zajęty. Idziemy na plac zabaw? - Tym razem spojrzałem na najmłodszą z nas. Dziewczynka pokiwała gorliwie głową. Odłożyłem psiaka na ziemie, co siedmiolatka od razu wykorzystała, aby chwycić jedną z moich dłoni. Jak na zawołanie oboje spojrzeliśmy w stronę drugiej brunetki. Obie miały bardzo podobne odcienie włosów, jednak Masao miała nieco jaśniejszy, żywszy, zaś Kochiko miała dość matowe, ale bardzo gęste i grube włosy.
-Tak, chodźmy. - Westchnęła, wyprzedzając nas nieco. Kiedy wyrównaliśmy kroku uważnie przyjrzałem się jej twarzy, udając przy tym, że słucham wywodu Masao o jej nowej przyjaciółce z podwórka, której kiedyś bardzo nienawidziła nie mając ku temu żadnego powodu.
Twarz jej matki była blada, jakby zmęczona. Kąciki ust dziwnie opadały w dół, mimo, że na co dzień układały się w miły, łagodny uśmiech. Policzki kobiety były lekko zaróżowione, tak samo jak skóra przy oczach.
Zdawała się być naprawdę smutna.
Kiedy dotarliśmy na sporych rozmiarów plac zabaw Masao puściła moją dłoń i pobiegła przed siebie, do dzieci, które widzieliśmy jeszcze zanim weszliśmy na teren placu.
-Co się stało? - Zapytałem od razu. Obróciłem się na pięcie, aby spojrzeć na kobietę, której oczy zaczęły niebezpiecznie się szklić.
- Jestem w ciąży.
_______________________________
Powiem tak...
W wordzie rozdział wydawał się dłuższy, wybaczcie, poprawię się.
                                                   +
Hoshi poszukuję bety, jeśli ktoś byłby chętny zapraszam na mail ( hoshi.matsuri13@onet.pl)
                                                   +
Jestem zraniona waszą maleńką aktywnością * płacz, lament, ryk*
                                                   +
Wakacje, Wakacje, Wakacje!!! <3
Kocham, Hoshi.

sobota, 13 czerwca 2015

Informacja ( Nie nie zamykam bloga XD)

Witajcie kochani moi najcudowniejsi :*
Dzisiejsza notatka niespecjalnie będzie dotyczyła moich opowiadań ani dalszej twórczości ( Rozdział najpewniej pojawi się dzisiaj [zaczęła się niedziela])
Chciałabym tylko zwrócić wam na coś uwagę. Oczywiście nie wszystkim. To taka drobna informacja, o ^ ^


...Czym są cytaty...
Według mojej definicji to odtworzenie czyiś słów, rodzaj, w który możemy ukazać nasz podziw do autora, to jak go doceniamy. To odpowiednio oznaczone zdania czy też akapity. Z koniecznym podpisem kogo słowa cytujemy.

Według wikipedii  "cytat to dosłowne przytoczenie fragmentu innej publikacji lub sparafrazowane powołanie się na dane pochodzące z innej publikacji. Cytować można nie tylko dane zawarte w postaci tekstu, ale także zawarte w formie wykresu, schematu, rysunku czy tabeli. W publikacjach naukowych i technicznych cytaty powinny być zawsze jawne i z dokładnym wskazaniem źródła w formie przypisu"
Coś tam się nakłada, coś nie.. Ale najważniejsza część podobna :3

Teraz jest ta chwila, kiedy możecie zacząć zastanawiać się, czy ściągnęłam was tu bez żadnego powodu.
Nope :3
Spotkałam się dziś ( nie pierwszy raz) z sytuacją, podczas której ktoś cytuje moje słowa na jakimś portalu. Okej, nic w tym złego, wręcz przeciwnie! Jestem naprawdę szczęśliwa z tego powodu, bo .. Skoro cytujecie to doceniacie, nie ? :3
Ale kochani... ( Po raz kolejny czuję, że muszę zaznaczyć, że nikogo z was o nic nie oskarżam. To niewielka grupa ludzi, a nie wy wszyscy kopiujecie treści mojego bloga. Jestem świadoma ) Cytując coś niezależnie od tego gdzie... Musimy zaznaczyć, że coś kopiujemy.
Dodać takie dwa dziwne cosie.. ( " ...")
* musi się zastanowić jak to się nazywa*... nie pamiętam...
oraz źródło ^ ^
Niestety.. Cytują mnie.. Mało kto to robi...
Kocham was bardzo i nie jestem zła ( chociaż takie sytuacje zdarzają się coraz częściej i boje się, że nie wytrzymam i usunę bloga ><)
Spędzam na pisaniu trochę czasu, ogromnie się staram dlatego boli mnie gdy ktoś adoptuje moje słowa.. Przywłaszcza je sobie.. 
Proszę tylko abyście zwrócili na to uwagę ^ ^ 
Kocham was, Hoshi :***
No i ten... Do dziś, ew. Jutra :)

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń