niedziela, 16 marca 2014

Dreamer - Rozdział 19

Po powrocie do domu czułem dziwną pustkę. Mieszkanie wydawało się tak ciche, że aż straszne. Okropne uczucie. Wrócić do miejsca, które tak naprawdę nigdy nie powita cię pozytywnie.
Rzuciłem swoje rzeczy na ziemie w przedpokoju i wszedłem głębiej.
 Po kilku dniach spędzonych wraz z Masao i Doi'm przestałem czuć się dobrze we własnej samotności.
Wiedziałem jednak, że szybko ponownie się do niej przyzwyczaję. Przecież to nic wielkiego, coraz więcej osób jest samotnych.
Gdy znalazłem się w salonie nieświadomie przeczesałem palcami grzywkę. Rozejrzałem się po środku nieco krytycznym wzrokiem. Pokój był niewielki i zagracony. Znajdywało się w nim sporo przedmiotów dekoracyjnych, które przytaszczyła tu Yui.
Były ładne, ale niepotrzebne. Nasze mieszkanie było na nie wszystkie za małe.
Po chwili przyniosłem z kuchni worek i zacząłem pakować do niego rzeczy, których nie chciałem tu trzymać.
Czułem się wypoczęty, mimo że ostatnie dni spędziłem z pięcioletnią dziewczynką i... Doi'm.
Jego obecność w szczególności nie była uciążliwa, nawet w tej chwili brakowało mi Go.
Odnosiłem jednocześnie dziwne wrażenie, że nasza sielanka wkrótce się skończy.
Blondyn nie był przecież zwykłą osobą. Był kimś sławnym, miał swoje obowiązki. I nawet mimo zapewnień o zakończeniu kariery wiedziałem, że ona będzie się ciągnęła jeszcze przez wiele lat.
Podczas moich rozmyśleń mechanicznie sięgnąłem do telefonu, który informował o dostarczeniu nowej wiadomości.
*    *    *
Blisko godziny piątej po południu wyszedłem z budynku i ruszyłem wąską ulicą w stronę ogrodu kamiennego. Był on dość daleko, ponieważ niemal czterdzieści minut drogi.
 Będąc młodszymi wraz z Yui często tam bywaliśmy. Byliśmy dość głośnymi, wiecznie szczęśliwymi dziećmi czym przeszkadzaliśmy spacerującym ludziom.

Po drodze mijałem wiele witryn sklepowych, na których skupiałem wzrok. Będąc blisko miejsca do którego zmierzałem coś rzuciło mi się w oczy. Niewielka kartka na drzwiach niedawno otwartej kawiarni.
 "Przyjmę pracowników".
 Mijając ją zwolniłem nieco, zaś po kilku następnych krokach cofnąłem się. Kawiarnia była naprawdę ładna. Otworzona zaledwie kilka dni temu, co głosiła reklama wywieszona niedaleko. Na zewnątrz były dwa stoliki. Najpewniej ich ilość była spowodowana pogodą.
Cały budynek był pomalowany na jasny, błękitny odcień. Zdecydowanie wyróżniał się spośród ciemnych kolorów innych sklepów. Powędrowałem wzrokiem za szybę do środka. Było to duże pomieszczenie, pomalowane na odcień kawy z mlekiem.
Zdawało się całkowicie przeciętne, ale jednocześnie coś mnie do niego przyciągało.
Gdy chciałem odchodzić powędrowałem wzrokiem do młodej dziewczyny, która nakładała na niewielki talerzyk kawałek jakiegoś ciasta. Po skończeniu czynności podniosła na mnie oczy i uśmiechnęła się w bardzo przyjemny sposób.
Chyba właśnie ta reakcja sprawiła, że po chwili wróciłem wzrokiem na ogłoszenie i spisałem numer telefonu znajdujący się na nim.
Nie miałem wielkich nadziei co do tej pracy, wątpiłem by ktoś zgodził się mnie przyjąć, ale spróbować nie zaszkodzi.
*    *    *
-Cześć. - Przywitałem się widząc bruneta. Właściwie jego włosy miały dziwny kolor, ni to brązowy, ni to ciemny rudy.
Mężczyzna kiwnął głową i ruszył przed siebie wchodząc do parku.
- Nie mam dużo czasu. Za pół godziny muszę być gdzieś indziej. - Uprzedził, wciskając dłonie do kieszeni płaszcza. Pogoda była dość brzydka. Wydawało mi się, że lada chwila lunie rzęsisty deszcz. Oczami wyobraźni już widziałem jak ludzie uciekają do domów czy też chowają się w bramach.
-W porządku. Chcę tylko wiedzieć skąd znasz moją matkę. Nic więcej. - Mruknąłem, patrząc po przechodnich. W większości byli to ludzie starsi. Młodsi najpewniej siedzieli jeszcze w szkołach lub zasiadali przed komputerami.
- Znam ją już od dawna. Właściwie to całkowicie proste. Ojciec mi powiedział kilka lat temu.
- A skąd on wiedział?
-Bo był jej kochankiem. Przez nią rozpadło się małżeństwo moich rodziców. - Westchnął, rozglądając się wokół. - Był pijany i tak się stało. - Dodał. Od razu przypomniała mi się wypowiedź matki o moim ojcu. Historie nieco się nakrywają, ale wątpiłem, by ten mężczyzna mógłby być moim ojcem. Przecież ja i Ryu w żadnym calu nie jesteśmy do siebie podobni...
- A gdzie teraz jest twój ojciec?
- Wyjechał do Francji. - Wyjawił wyciągając telefon z kieszeni.
Wędrowaliśmy jeszcze kilka minut w ciszy po czym w końcu ja postanowiłem się odezwać.
- Dlatego tak mnie nie lubiłeś? - Zapytałem, idąc w stronę powrotną.
- Po części. Drugim powodem jest to, że Doi cię nie potrzebuję, nie rozumiem dlaczego się przyjaźnicie.
-Może po prostu się lubimy? - Spytałem patrząc na niego jak na idiotę. Uważałem że to całkowicie naturalne iż ktoś, kto nie jest nam potrzebny również może być dla nas kimś ważnym.
- Haruhiko... Życie twoje i Imady to dwa kompletnie inne światy. Nie da się ich połączyć. Skoro się z tobą przyjaźni to najpewniej będzie miał z tego jakieś korzyści.- Wyjaśnił, po czym spuścił wzrok na telefon i zaczął pisać sms'a. - Masz jeszcze jakieś pytania?
- Nie. - Mruknąłem z wyczuwalnym żalem w głosie.
*    *    *
Po powrocie do domu nic więcej się nie działo. Umówiłem się z Doi na następny dzień i przetwarzałem informacje otrzymane od Ryu. Nie chodziło już nawet o to, że niepokojąca jest możliwość tego, że jesteśmy rodzeństwem. Postanowiłem zostawić tą sprawę w spokoju. Moi rodzice to temat zamknięty. Już ich nie potrzebuję, za późno na to. Teraz jestem osobą dorosłą, a nie zagubionym dzieciakiem.
Bardziej ciekawiło mnie to, do czego jestem potrzebny Doi'emu.
Skoro nie możemy się po prostu lubić... Czy to oznacza, że blondyn chce mnie do czegoś wykorzystać?
*    *     *
Następnego dnia wyjście do Doi'ego przeciągałem od samego rana. Z godziny na godzinę. Patrząc za okno byłem pewien, że utrzymywana od wczoraj pogoda w końcu wypuści na nas gęsty, zimny deszcz.
Z tego właśnie powodu wyszedłem z mieszkania dopiero o godzinie szóstej po południu. Do domu blondyna niemal biegłem. Na szczęście zmiana pogodowa mnie nie dosięgnęła.
Zostałem przywitany szybkim, aczkolwiek czułym pocałunkiem, szerokim uśmiechem i wiadomością, że rodzina niebieskookiego wróci dopiero za pięć godzin. Ten czas mieliśmy spędzić razem.
Za każdym razem odpowiadałem na gesty niebieskookiego, jednak mimo to gdzieś w mojej głowie pozostawała zapalona, czerwona lampka i słowa Ryu.
Czułem się z tym źle, tym bardziej, że nie potrafiłem spytać o to blondyna.
- Wiesz już o której wyjeżdżamy? - Zapytał mnie po jakimś czasie. Nawet nie zauważyłem jak minęła pierwsza godzina. Siedzieliśmy przed telewizorem z notatnikiem blondyna i oznaczaliśmy w nim dni zaplanowane przez nas.
Za oknem od piętnastu minut szalała burza, ale czułem, jakby to zjawisko działo się niesamowicie daleko od nas.
Za trzy dni mieliśmy wyjechać do moich dziadków, zostać tam na noc. Tydzień później chcieliśmy jechać na koncert. Znaczy... Doi chciał jechać na występ jakiś przyjaciół po fachu. Ja miałem tam być jako osoba towarzysząca.
Inne daty w większości były naznaczone przez nasze rysunki. W tej chwili ja rysowałem podobiznę Toi w malutkiej krateczce z datą jej wizyty u weterynarza. Doi zaś siedział obok tworząc dziwne fryzury na mojej głowie. Żaden z nas nie wiedział już o co chodzi w ''oglądanym'' przez nas filmie.
- W piątek o trzynastej. Na miejscu będziemy chwilę po czternastej. Zostajemy na noc i w sobotę o siedemnastej jesteśmy tu z powrotem.- Wyrecytowałem z pamięci, czując jak mężczyzna schyla się nade mną. Uśmiechnąłem się lekko po chwili czując jak moje usta zostają nakryte przez inne.
Odłożyłem na bok notes słysząc szczekanie Toi. Pociągnąłem bliżej siebie blondyna powodując, że bardziej na mnie naparł.

W tej chwili nie obchodziło mnie nawet to, że mogę być tylko zabawą w jego zręcznych dłoniach.
Byłem szczęśliwy, że pozwala mi trwać przy sobie  i wiedziałem, że będę to robił póki będzie mi na to zezwalał.
-Co się stało, Haru-chan? - Zapytał zdziwiony Doi, gdy gwałtownie się od niego odsunąłem. Całkowicie ignorując jego słowa, skupiłem się na swoich myślach.
Które mimo mojej woli podsuwały kolejne pytanie.

" Czy to możliwe, że zakochałem się w Doi'm? "

_______________________

O bosze, to był taki beznadziejny tydzień...
No, ale nic... ( Tak naprawdę, nie mam siły nic więcej pisać xd)
Teraz mogę odejść, ze świadomością, że spełniłam swój obowiązek :c


niedziela, 2 marca 2014

Dreamer- Rozdział 18

[...] A gdy moje oczy zamknęły się, poczułem niemal pieszczotliwy dotyk gładkich, przeraźliwie zimnych dłoni. Uścisk zelżał, jednak mężczyzna wciąż trzymał mnie w swoich szponach, nie dając możliwości ucieczki. Długie palce kolejnej osoby zaczęły powoli znaczyć ścieżki na moich policzkach, na na czole, wargach. Tam właśnie się zatrzymały. Nacisnęły nieco mocniej usta, przekazując mi tym samym, że żadne moje słowa nie będą teraz mile widziane.
Zresztą, byłem pół przytomny. Nie myślałem trzeźwię. Czułem pod sobą tafle lodu, który nieprzyjemnie drażnił odkryte nogi. Gdy odważyłem się uchylić powieki zauważyłem przed sobą bladą dłoń prowadzącą do ciała młodego chłopaka.
Miał dziwną, lekko opaloną skórę. Jego włosy były ciemne i proste, niczym nie skrępowane spadały na zapadnięte policzki. Spojrzałem nieco wyżej, na oczy przymknięte z rozkoszy.
Był to brat Doi'ego. Poznałem Go bezbłędnie, mimo iż jego zdjęcie widziałem jedynie kilka razy w życiu. Zadrżałem i wyciągnąłem ręce by Go odepchnąć. Gdy tylko moje dłonie otarły się o jego ramie uścisk na mojej szyi ponownie stał się silniejszy. Nieznajomy pociągnął mnie do góry, zaś brat mojego chłopaka uśmiechnął się z dumą. Zakątki ciemnego korytarza raz jeszcze się rozświetliły.
Między ognistymi ścianami stał podest. Prowadziły do niego trzy wysokie poziomy w kształcie półksiężyców. Na środku przeplatały się róże tworzące kolejną ścianę. O nią jak Gdyby nigdy nic oparty stał mężczyzna. Mężczyzna, który wychował mnie jak własne dziecko. Ten, którego podziwiałem i za którym nieziemsko tęskniłem.
Zacząłem coś krzyczeć, nie wiem co. Sam nie potrafiłem zrozumieć słów, które wydostawały się z oplecionego żalem gardła. Jedynie żalem i smutkiem, ponieważ dłonie zniknęły.
- Zabiłeś nas. - Usłyszałem nagle kobiecy głos. - Zabiłeś nas. - Szeptał dalej, zaś przede mną pojawiła się matka. W dłoni trzymała kilka lalek. Jedna podobna była do mnie, druga do ojca, trzecia do brata Doi ego, zaś czwarta do jego siostry. - A teraz Ty umierasz. - Zbliżała się do mnie powoli, z gracją. - Umarło twoje dzieciństwo, umarła twoja wiara, umarła nadzieja, a gdy umrze i radość będziesz wiedział co oznacza życie. Nikt nie zapłacze za tobą, bo nie masz już nikogo.-  Zaczęła podśpiewywać ostatnie zdania. Przysuwała się coraz bliżej, aż w końcu uklękła przy mnie. Wyciągnęła w moją stronę pomarszczone dłonie i zaczęła kreślić jakieś szlaczki na moich przedramionach. Wspinała się coraz wyżej, a ja krzywiłem się mimowolnie.
Miałem wrażenie, że miejsca po jej dotyku płoną ogniem.
 *     *    *
Po raz kolejny zostałem obudzony nieprzyjemnym szarpaniem za ramie. W prawdzie tym razem było ono delikatniejsze, jednak wciąż dość bolesne.
Natychmiast uchyliłem lekko powieki, spod których prosto na poduszkę spłynęło kilka łez. Dłonie na moich ramionach zastygły w bezruchu. Gdy podniosłem się na łokciach poczułem gwałtownie składany pocałunek na czubku mojej głowy. Nieco trzeźwiejsze spojrzenie skierowałem na Doi'ego.
- Miałeś zły sen. - Bardziej stwierdził niż zapytał. Kiwnąłem lekko głową siadając prosto. Po chwili blondyn przyciągnął mnie bliżej siebie, przez co wdzięcznie wtuliłem twarz w zgłębienie jego szyi. - Znowu płaczesz. - Bystrze zauważył mężczyzna. W myślach przyznałem mu racje. W ciągu ostatnich tygodni stałem się strasznie słabym człowiekiem, ale po prostu wszystkie te wydarzenia, sny... To mnie przerastało. - Chciałbym, żebyś zawsze się uśmiechał, wiesz? - Zapytał, jednak nie otrzymał mojej odpowiedzi.
Po ostatniej wypowiedzi Doi przesunął dłonie na moje plecy i zaczął je w uspokajający sposób głaskać.
Nie potrzebowaliśmy słów, by rozumieć jak bardzo jesteśmy dla siebie ważni.
Tej nocy żaden z nas nie zmrużył już oka.

Po jakimś czasie położyliśmy się w moim łóżku i objęliśmy. Nie było w tym jakiegoś seksualnego podtekstu, po prostu chcieliśmy być przy sobie.
Dobrze czułem się w ramionach Doi'ego.  Emanował od niego spokój i nieco melancholii.
Zdawało mi się, że w tej ciszy wraz z blondynem mógłbym spędzić resztę życia. Wystarczyłoby mi to, że mogę przytulać się do niego i wraz z każdym jego oddechem czuć spokojnie unoszące się ciało.
*     *     *
Od rana w domu panowało lekkie zamieszanie. Był to ostatni dzień przed powrotem Kochiko więc chcieliśmy Go jakoś porządnie uczcić. Dziwnie było mi ze świadomością, że będziemy musieli ponownie się rozstać. Podobało mi się wspólne mieszkanie.

Chwilę po śniadaniu zadzwoniła moja nowa babcia. Rozmawialiśmy nieco dłużej niż ostatnim razem, głównie o moim przyjeździe. Wyznaczyliśmy go na następny tydzień.
Podczas naszej konwersacji cały czas czułem na sobie wzrok Doi'ego. Zadałem mu kilka pytań. Przecież on również miał jechać.
Po zakończeniu połączenia całą trójką wyszliśmy na spacer. Toi truchtała przy nodze blondyna co jakiś czas przyśpieszając i prześcigając nas.
Rozmawialiśmy o tym, jak dobrze się razem bawiliśmy, bo było nawet fajnie. Pomijając niespodziewanego fryzjera wszystko szło zadziwiająco dobrze. Zwłaszcza w relacji między mną, a niebieskookim.
Dzień spędziliśmy dość spokojnie. Dopiero pod wieczór coś się zepsuło.
Sprawcą tego była pewna gazeta plotkarska, którą przyuważyła dziewczynka.
 Taka, w której znajdywało się zdjęcie moje i Doi'ego.

Po przeczytaniu artykułu blondyn wciąż się uśmiechał, Masae kompletnie Go ignorowała zaś ja byłem najzwyczajniej w świecie zły. Zostałem oskarżony nie tylko o związek z Doi'm ale również o niszczenie mu kariery. Ten zaś po prostu to wyśmiał i stwierdził, że można było prędzej czy później się tego spodziewać.

*   *    *

Blisko godziny piątej siedziałem przy stole dalej wpatrując się w zdjęcie zamieszczone na jednej ze stron gazety. Na nim wraz z Doi m trzymaliśmy się za ręce, schowane za naszymi plecami. Przy moim chłopaku stała Yui zaś koło mnie Masae wybierająca jakąś lalkę.
 Zdjęcie z festiwalu.
Dalej była fotografia z chwili, gdy rozmawiamy o czymś zaś dziewczynka trzyma mnie za rękę by się nie zgubić.
Dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę, że dziś również miałem wrażenie bycia obserwowanym.
- Przywieźli pizze. - Usłyszałem kojący głos tuż nad uchem. Blondyn przytulił mnie od tyłu i zajrzał przez ramie na spoczywającą na biurku gazetę. - Nie przejmuj się tym. Za kilka dni znajdą sobie nowy obiekt zainteresowania. - Stwierdził z plaśnięciem zamykając magazyn. Bez problemu odsunął krzesło, na którym siedziałem i pociągnął mnie do góry. - Masae czeka w salonie.
- Idę, idę.- Burknąłem otrzymując cmoknięcie w skroń. Krótkie, niemal nieodczuwalne muśnięcie. Uśmiechnąłem się na to, całkowicie zapominając o złości sprzed chwili.
*     *    *
-Dziękuje wam za pomoc, chłopcy. - Powiedziała Kochiko, przytulając nas po kolei. Doi najwidoczniej nie miał nic przeciwko, ponieważ zachowywał się jakby znał ją od wielu lat. Nawet dużej odemnie, ale wiem, że blondyn po prostu ma takie usposobienie. To jego sposób życia.
Spojrzałem na małą Masae, która mocno obejmowała mnie w pasie. Naprawdę w ciągu tych kilku dni staliśmy się dla siebie jak rodzina.
-Dobra mała, pożegnaj się z wujkami. - Poprosiła moja przyjaciółka na co obaj podnieśliśmy gwałtownie głowy. Poczułem dziwne ciepło wstępujące na moje policzki.
-Wujkami? - Zapytałem niepewnie, jednak mimo to nie potrafiłem powstrzymać wpływającego na twarz uśmiechu.
-Wiesz...
- Mogę być Wujkiem! - Przerwał jej Doi, mocno przytulając zadowoloną Masae. Zaśmiałem się cicho również kiwając głową. Mnie to jak najbardziej pasowało. Kochi również wydawała się szczęśliwa.

Po obietnicy szybkich odwiedzin zabraliśmy swoje rzeczy, raz jeszcze przytuliliśmy się z dziewczynami i ... Wyszliśmy. Tak po prostu opuściliśmy miejsce, w którym spędziliśmy razem tyle czasu.
 Jednocześnie zakończyliśmy epizod, który z pewnością zmieni moje życie.
Czy na lepsze?
Czas pokaże.

-To co... Teraz wracamy do rzeczywistości. - Burknął Doi z nieco mniejszym entuzjazmem niż zwykle. Uśmiechnąłem się pociesznie, łącząc ze sobą palce naszych dłoni. Teraz mogłem sobie na to pozwolić. Tajemnica i tak wyszła na światło dzienne.
 Podniosłem wzrok na ciemne niebo i przymrużyłem oczy.
- Chyba tak, ale może nasza rzeczywistość nie jest takim złym wyjściem? Przecież to dzięki niej codziennie możemy cieszyć się drobnymi rzeczami. To nasza rzeczywistość sprawiła, że mogliśmy się poznać. - Mruknąłem dość cicho, jednak na tylko głośno by idący przy mnie mężczyzna mógł to usłyszeć. Poczułem lekkie pociągnięcie w tył przez co tak jak blondyn zatrzymałem się w miejscu. Zdałem sobie sprawę, że doszliśmy już do miejsca naszego rozstania.
- W takim razie jestem jej bardzo wdzięczny.
_________________________________
Krótko, krótko, bardzo krótko. Tak wiem.
Jak mówiłam, wczoraj usunęły mi się niemal wszystkie dokumenty z laptopa. Dziś też co pięć minut mi się wyłączał... Heh...
Mam nadzieje, że ten grat dożyje następnego tygodnia, bo inaczej będę musiała zacząć pisać w kafejce..
No nic.. Przepraszam, kochani za spóźnienie :C
Kocham, Hoshi :*

PS: Dwa rozdziały + Epilog....
Aj.. Za bardzo przywiązuje się do moich postaci... * chlip*

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń