środa, 2 marca 2016

Stay - Rozdział 12

        Obudziłem się w środku nocy z dziwnym uczuciem mówiącym, że coś jest nie tak jak powinno. Tak, jakby moja podświadomość krzyczała bezustannie: " Musisz wstać! Wstań natychmiast!" To było na tyle dezorientujące, że gdy już otworzyłem oczy nie miałem pojęcia gdzie jestem, ani też co robię w danym miejscu. Podejrzewam, że gdyby ktoś wtedy spytałby mnie o imię zawahałbym się przed udzieleniem odpowiedzi.
Dobrze znałem to mieszkanie, to wąskie łóżko, wyblakłe, fioletowe ściany, które aż prosiły się o nowy, lepszy kolor. Tuż obok mnie leżał Kobo. Wyglądał niesamowicie spokojnie, co zawsze mnie śmieszyło. Kiedy spał sprawiał wrażenie zupełnie innej osoby. Jego usta nie były wygięte w ten specyficzny dla niego sposób. Nie uśmiechał się, jego oczy nie błyszczały radośnie, ponieważ zasłonięte były przez powieki. Przydługie włosy spoczywały w nieładzie na błękitnej poszewce poduszki, twarz wydawała się bardziej poważna.
Podniosłem się do siadu, spoglądając na swoje stopy, które spoczęły na białym dywanie. Obok leżała moja koszulka, którą od razu zarzuciłem na ciało. Nie lubiłem chodzić po domu bez żadnej odzieży, ani w bieliźnie. Nie robiłem tego nawet, gdy mieszkałem sam.
Być może wynikało to z kompleksów na punkcie mojego ciała.
Zwykłem słyszeć, że mam ładną, wręcz dziecięcą twarz, więc z wiekiem ją polubiłem. Jednak niechęć do niższych partii nie zniknęła. Nie lubiłem swoich dłoni, dziwnie małych w porównaniu do znajomych mi mężczyzn. Nie lubiłem swojego brzucha, który nie był ani trochę umięśniony. Żebra były zbyt widoczne, nawet mimo panującej mody na jak najszczuplejszą sylwetkę, która dotarła do nas z Seoulu.
Nie przepadałem za swoimi nogami, miewałem wrażenie, że są zbyt pokraczne. Nie pasujące do dorosłej osoby.
Nienawidziłem swojego niskiego wzrostu, typowego dla azjatów.
I uśmiechu, który ani trochę nie pasował do szarej codzienności, która mnie otaczała.
Podniosłem z ziemi telefon, który musiał wypaść ze spoczywających obok spodni. Było kilka minut po dwudziestej trzeciej, a ja uświadomiłem sobie, że spałem najwyżej pół godziny.
Miałem jedenaście nieodebranych połączeń i dziewięć wiadomości. Wszystkie od Hidekiego. Westchnąłem cicho, zastanawiając się jak bardzo nieodpowiednie było zostawienie go bez żadnego znaku życia.
Kilknąłem na ikonkę prowadzącą do otwartej konwersacji z mężczyzną po czym przewinąłem do pierwszej otrzymanej dziś od niego wiadomości. Zabrałem się za czytanie wszystkich po kolei.

Hideki

20:12
Wrócę dziś trochę później, muszę wypełnić jakieś dokumenty, bo ktoś kto miał się tym zająć wyszedł już do domu.

20:20
Strasznie ich dużo, pewnie wrócę około 22. Nie czekaj na mnie jeśli jesteś zmęczony.

21:08
Skończyłeś już?

21:54
Właśnie wszedłem do domu, a ciebie nie ma. Gdzie jesteś?

22:09
Odbierz!!!

22:17
Zadzwonię na policję jeśli nie wrócisz!

22:21
Masz natychmiast odebrać.

22:54
Zabiję Cię, jak wreszcie się pojawisz.

23:01
Już nie żyjesz.

Doszedłem do wniosku, że to właśnie dźwięk otrzymanej wiadomości musiał mnie obudzić.
Zastanawiało mnie, co powinienem teraz zrobić. U Kobo było ciepło i wygodnie. Co najważniejsze bezpiecznie. Po spojrzeniu za okno mój umysł zarejestrował całkowitą ciemność i brak żywych istot.
Nie chciałem wychodzić, jednak kiedy rozbrzmiał sygnał nadchodzącego połączenia, wiedziałem, że Hide oczekuje mojego powrotu jak nikt wcześniej.
Wyrwałem kartkę z wiszącego na ścianie kalendarza, ponieważ marzec i tak kończył się za kilka dni, a ja nie miałem czasu szukać żadnego zeszytu. Podniosłem leżący na szafce nocnej ołówek i napisałem krótką notatkę mówiącą o tym, że musiałem koniecznie wyjść, ale zobaczymy się w poniedziałek w pracy. Wyszedłem z sypialni i zostawiłem wiadomość w kuchni, na stole.
Wróciłem do poprzedniego pokoju po resztę pozostawionej tam garderoby i wyszedłem do przedpokoju, gdzie założyłem buty oraz kurtkę, która niedbale wisiała na specjalnych słupkach. Wyszedłem z mieszkania przyjaciela po czym zszedłem schodami i wyszedłem z budynku. Szybko zostawiłem go za sobą, nawet przez moment nie oglądając się za siebie. Ruszyłem odpowiednią alejką na przystanek po czym wyjąłem z kieszeni telefon i z lekkim wahaniem wybrałem numer współlokatora. Odebrał po dwóch sygnałach, co było najbardziej przerażającą perspektywą spośród tych, które wcześniej pojawiły się u mnie w głowie. Najlepszą było po prostu zignorowanie mojego telefonu.
- Haru? - Zapytał niepewnie, co było niepokojące, ponieważ byłem pewien, że nazwa kontaktu wyświetliła się na ekranie jego komórki.
- Spodziewałeś się kogoś innego?
- Nie żyjesz głupi małolacie. - Oznajmił na tyle spokojnie, że zacząłem się zastanawiać, czy wyjście z mieszkania współpracownika na pewno było odpowiednią decyzją. Mogłem zostać i wrócić do nagrzanego łóżka. -Gdzie do cholery jesteś?
- Byłem na piwie z ludźmi z pracy. - Odparłem od razu, ponieważ to zawsze było najlepszą wymówką.
-Dlaczego nie zadzwoniłeś? Myślałem, że coś Ci się... Czekaj, wracasz teraz? Czy ty nie widzisz jak jest ciemno?! Ktoś zrobi Ci krzywdę! - Uprzedził, kiedy obok mojego przystanku zaparkował odpowiedni autobus. Wsiadłem do środka i ruszyłem w stronę najbliższej pary foteli, po czym zająłem to przy oknie.
- Jestem w autobusie, wysadzi mnie pod twoim mieszkaniem. Porozmawiamy jak wrócę. - Powiedziałem po czym od razu się rozłączyłem. Nie chciałem go słuchać, nie chciałem teraz z nikim rozmawiać. Po prostu chciałem wrócić do łóżka.
Autobus ruszył, a ja odwróciłem wzrok w stronę okna. Widziałem jak szybko mijaliśmy budynki mieszkalne i sklepy. Kiedy przejechaliśmy niedaleko alejki prowadzącej do mieszkania ciotki miałem ochotę wysiąść. W pierwszej chwili nawet się podniosłem, ale potem od razu z powrotem zająłem miejsce. To nie był już mój dom, teraz nie posiadałem żadnego. Na tą myśl stwierdziłem, że muszę obejrzeć mieszkania do wynajęcia. Koniecznie. Zbliżał się nowy miesiąc, wypłata. Możliwość znalezienia ciepłego gniazdka dla mnie i Toi. Miejsca, w którym wrócimy do swojej spokojnej rutyny.
Rozejrzałem się po wnętrzu pojazdu. Oprócz mężczyzny po czterdziestce, dwóch pijanych studentów i kierowcy nie było nikogo. Z przodu cicho leciała muzyka, nie znałem tej piosenki. Była wręcz usypiająca. Głos kobiety był kojący, tak jakby mówiła o tym, że będzie lepiej, że wszystko będzie dobrze. Jak głos matki, obiecujący, że nie ma czego się bać.
Oczywiście rozumiem japoński na tyle, że wiedziałem o czym śpiewa. Kolejna piosenka o rozstaniu. To nic, wciąż uważałem ją za naprawdę przyjemną.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce wysiadłem i po kilku krokach przed siebie skręciłem w lewo. Szedłem chodnikiem znajdującym się między autostradą a alejką wzdłuż której znajdywała się spora ilość niewielkich sklepików. Było pusto, ale słyszałem, że ktoś pośpiesznie szedł za mną. W pewien sposób przypomniało mi to pewną sytuację i zdecydowanie nie były to dobre wspomnienia.
W pierwszej chwili nie chciałem wierzyć, że atak na mnie mógłby się powtórzyć, dlatego nie przejmowałem się tym i szedłem spokojnie, nawet nie pomyślałem o tym, żeby przyśpieszyć. Dopiero kiedy poczułem czyjeś ciało za sobą, a na moich ustach spoczęła męska dłoń zrozumiałem, że powinienem był myśleć bardziej racjonalnie, bardziej trzeźwo mimo później pory.
Chciałem krzyknąć, jednak nie potrafiłem wydać z siebie żadnego odgłosu. Nie widząc lepszego wyjścia zacząłem się wyrywać, jednak i to na nic się zdało. Mężczyzna przyciągnął mnie bliżej siebie, co sprawiło, że musiałem oprzeć się plecami o jego ciało. Był sporo wyższy i... Jego zapach wydawał mi się dziwnie znajomy.
Czułem jak osoba schyla się nade mną, aby po chwili przybliżyć swoje usta do mojego ucha.
-Mówiłem, że Cię zabiję. - Przypomniał szeptem, po czym szybko ucałował pobliski skrawek skóry i puścił moje ciało.
- Przestraszyłeś mnie! - Krzyknąłem obracając się w jego stronę. Przez chwilę uśmiechał się lekko, jednak idealnie widziałem jak jego wargi wracają do naturalnego ułożenia.
- A co ja mam powiedzieć?! Martwiłem się o Ciebie cały wieczór! - Odparł, chwytając mnie za nadgarstek, jakby wierzył, że w ten sposób bardziej zwróci na siebie moją uwagę.
- Mówiłem, że byłem ze współpracownikami!
-Miałem się domyślić?! Głupi sms by wystarczył! Przestań myśleć tylko o sobie! - Wrzasnął patrząc na mnie nieprzychylnie. Po jego żartach nie zostało ani trochę dobrego humoru. Zdawał się całkowicie o tym zapomnieć.
W pierwszej chwili pomyślałem, że przecież Doi właśnie to kazał mi robić. Myśleć więcej o sobie, o swoim zdrowiu, samopoczuciu.
- Przyszedłeś po to, żeby się na mnie wyżyć? - Zapytałem wznawiając swoją drogę. Kłótnie do niczego nie prowadziły, były niepotrzebne i bezcelowe. W ten sposób nie można rozwiązać żadnego problemu.
- Dobrze wiesz, że nie. - Westchnął, chwytając mnie za dłoń, tym razem o wiele delikatniej niż wcześniej. W mojej głowie pojawiło się wspomnienie niedawno usłyszanej przeze mnie rozmowy, w której zapewniał kogoś o swojej obecności przy nim. Pomyślałem, że to nie mnie powinien teraz trzymać za dłoń i to nie o mnie powinien się martwić, ponieważ w jego życiu na pewno znajdował się ktoś dużo ważniejszy niż jakaś przybłęda.
-Wiem. - Mruknąłem i były to ostatnie słowa wypowiedziane przez któregoś z nas podczas naszej podróży.
*   *   *
-Jeśli miałbyś wybór co do tego jak potoczy się twoje życie, to zmieniłbyś w nim coś? - Zapytała Kochiko przygotowując nam herbatę. Ona bardziej preferowała kawę, ale ostatnio miała małą manię na punkcie zdrowego odżywiania. Zaczęło się od tego, że planowała nie przytyć zbyt wiele podczas ciąży. Zaczęła jeść więcej zdrowych posiłków, jednak z czasem wykreśliła z diety wszystko co w jakiś sposób uważała za szkodliwe.
Mi to było obojętne. I tak nie przepadałem za kawą.
- Jasne. - Zaśmiałem się, sięgając po kruche ciastko, które wraz z innymi tworzyło ładny stosik na talerzyku stojącym na środku niewielkiego stolika.
- Bierz ciastka i możemy przenieść się do salonu. - Odeszła od blatu, trzymając w dłoniach dwa parujące kubki. Podniosłem wcześniej wspomniany talerzyk i wyszedłem za nią do salonu. Zmieniła dywan. Teraz był szary, a nie brązowy. Ot myśl, która pojawiła się w mojej głowie. - Co byś zmienił?
- Byłbym przystojnym, wysokim Amerykaninem mieszkającym w ogromnej posesji wraz z kilkoma rasowymi psiakami. No i oczywiście posiadałbym niezliczoną ilość pieniędzy. Moje życie byłoby idealne, wszyscy by mnie podziwiali i zazdrościliby mi.
- Łeee, to byłoby nudne. - Zachichotała, siadając na kanapie. Zająłem miejsce przy niej i położyłem słodycze między nami. Z cichym "dziękuję" odebrałem z jej dłoni  beżowy kubek.
-Wiem. - Odparłem kiwając lekko głową. - Też o tym kiedyś myślałem. Nie miałbym co robić, pewnie całe dnie oglądałbym głupie programy rozrywkowe lub chodziłbym codziennie naćpany. Ty byś coś zmieniła?
- No pewnie. Byłabym bogata. Każdy chciałby być bogaty. - Stwierdziła patrząc na wbiegającą do pokoju córkę. Dziewczynka zwolniła patrząc na mnie z uśmiechem, po czym wspięła się na moje kolana uważając na to, żeby nie wylać napoju z trzymanego przeze mnie kubka, który troskliwie został odebrany przez Kochi.
- Wujek, powiem Ci sekret. - Oznajmiła podekscytowana Masao, kładąc swoje drobne dłonie na moich ramionach. Nachyliła się nieco, patrząc na rodzicielkę z uśmiechem.  - Mama obiecała, że kupi mi królika. - Wyznała odchylając się na moich nogach, aby spojrzeć na mnie z pewnego dystansu.
- Naprawdę? - Zapytałem zaskoczony patrząc na przyjaciółkę. Ta wzruszyła ramionami, odkładając kubki na pobliską półkę.
- Powiedziałam, że zastanowię się za rok. - Podkreśliła, na co dziewczynka cicho prychnęła schodząc  z mojego ciała.
- Zgodzi się. - Spojrzała na mnie, całkowicie pewna swoich słów, na co i ja poczułem ogarniającą radość. Uwielbiałem ją.
- Wiem. - Powiedzieliśmy z Kochi jednocześnie, co spowodowało, że pokój opanował swobodny śmiech. Masao, czując się zapewnie zwycięsko, wybrała ze stosiku interesujące ją, czekoladowe ciastka po czym powiedziała, że musi odrobić matematykę i zniknęła z pomieszczenia. Nasłuchiwaliśmy jej kroków, dopóki nie zamknęła drzwi do swojego niewielkiego pokoju.
- Dlaczego nie mieszkasz już u siebie? -  Zadała w końcu pytanie, które wisiało nad nami od momentu, w którym postawiłem pierwszy krok w jej domu. To musiało nastąpić i byłem tego całkowicie świadomy. Co więcej idąc tu przemyślałem nieco odpowiedź.
- Ciocia wróciła. Nie mogliśmy się dogadać. - Zacząłem, bawiąc się końcówką długiego rękawa swetra. - Bardzo nie lubiła Toi. Chciała, żebym ją oddał. Przecież nie mogłem jej zostawić, prawda?
- Oczywiście. - Potwierdziła od razu.
- Musiałem się wyprowadzić, ale to nic. Znajdę coś nowego, szybko przyzwyczajam się do nowych sytuacji. - Uśmiechnąłem się, podtrzymując jej zmartwiony wzrok.
Miałem okropne wrażenie, że wszyscy wokół postanowili zacząć się mną przejmować. Kochiko, Hideki, Kobo, Doi. Wszyscy, na których mi naprawdę zależało. Wszyscy, którzy stanowili znaczącą część mojego życia.
-Wiem, ale pamiętaj, że zawsze możesz zamieszkać ze mną. Jesteś dla mnie jak rodzina. - Zapewniła, delikatnie dotykając mojej dłoni.
- Czuję to samo względem Ciebie i Masao. - Wyznałem, chociaż byłem pewny, że ona całkowicie zdaje sobie z tego sprawę. Była świadoma tego, jak bardzo są dla mnie ważne.
A ja nie widziałem tylko, czy nie przyjdzie czas, kiedy zechcę to wykorzystać.
*    *    *
Lubiłem wieczory. Zwłaszcza te deszczowe, kiedy wystarczyło uchylić okno, aby poczuć charakterystyczne, świeże powietrze. Uwielbiałem te wielogodzinne burze. Ulice były wtedy całkiem puste. To były takie moje chwile, mój czas.  Tego dnia było podobnie. Ciężkie krople spadały na ulice tak szybko, że stojąc przy oknie miałem wrażenie, że świat ukryty został za szarawą mgłą. Czułem się oddzielony od społeczeństwa. W jakiś sposób sprawiało to, że czułem się naprawdę dobrze. Jak dziecko, bez żadnych poważniejszych obowiązków.
Słyszałem za sobą stukanie klawiatury. To Hideki od jakiegoś czasu pisał coś na swoim obdrapanym laptopie. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem nie potrafiłem uwierzyć, że na prawdę się uruchomi. Nie był starym modelem, jednak widać było, że właściciel nie dbał o niego podczas użytkowania. Nie wiedziałem skąd wzięły się wszystkie uszkodzenia na srebrnym lakierze. Kilka dni wcześniej zapytałem o to współlokatora, jednak ten zaśmiał się i wskazując na potężne wgniecenie przy rogu ekranu, rzucił " To powstało na skutek zderzenia ze ścianą. Reszta sama się pojawiła".
Zwykle kiedy coś pisał rozmawiał jednocześnie ze mną i z osobą, której awatar co chwilę pojawiał sie na pasku zadań. Nigdy nie spytałem kim była, jednak podświadomie podejrzewałem, że to ta sama osoba, która ostatnią rozmową z Hidekim wprawiła mnie w uczucie samotności.
-Jest ktoś, kogo kochasz? - Zapytałem, odchodząc od przezroczystej szyby. Spodziewałem się spotkać zdziwiony wzrok starszego mężczyzny, jednak ten nawet nie uniósł go znad komputera.
- Jasne, każdy ma kogoś, kogo kocha.
- Nie, czy jest ktoś kogo kochasz inaczej. - Spróbowałem sprecyzować, jednak po wygłoszeniu zdania miałem wrażenie, że na staraniach się skończyło.
- Oj, wiem, wiem. - Mruknął odsuwając się nieco od laptopa. Dopiero wtedy podniósł na mnie swoje oczy. Miałem przez to wrażenie, że rzeczywiście postanowił mnie wysłuchać. To było nieco krępujące. - Dlaczego pytasz?
- Nie wiem, więc pytam. - Wyjaśniłem natychmiast.
- Mam. - Kiwnąłem lekko głową, nie czując w zasadzie nic szczególnego. Może lekkie rozczarowanie, na które byłem przygotowany dużo wcześniej. Zbyt wiele takich rozczarowań mnie spotkało.
- Więc dlaczego sypiasz ze mną?
- To, że Go kocham nie znaczy, że jesteśmy ze sobą. - Sprecyzował, a w jego głosie naprawdę można było poczuć swojego rodzaju ból, niezgodę z obecną sytuacją.
- Wyjaśnisz? - Podszedłem bliżej, aby usiąść na krześle po jego prawej stronie. Musiałem uważać przy tym, aby nie zdeptać rozkosznie śpiącej Toi, usadowionej pod stołem.
Mężczyzna westchnął, ale nie wyglądało na to, żeby wahał się przed udzieleniem odpowiedzi. Podejrzewałem, że po prostu chciałby aby ta rozmowa nie miała miejsca, co sprawiło, że obiecałem sobie nie nalegać na przedstawienie mi sytuacji.
- Dwa miesiące temu byłem świadkiem na jego ślubie. - Wyjawił, a mnie najprościej mówiąc zmurowało. Nie spodziewałbym się po nim, aby miał taką niespełnioną, niemożliwą wręcz miłość. - Ale to nic, nie chcę współczucia. Jestem zadowolony, póki on jest szczęśliwy.
- A faktycznie jest szczęśliwy? - Wydawało mi się, że tym pytaniem zbiłem go z tropu. Pokój ogarnęła cisza, która przez kilka długich minut nie została przerwana przez żadnego z nas. Hideki wrócił wzrokiem na ekran komputera, jednak nie dotknął klawiszy. Zresztą myślał, tak samo ja… Zastanawiałem się, jak doszło do takiej sytuacji w jego życiu. Czy znał go od dawna, a może poznał go niewiele przed ślubem ? Czy byli kiedyś ze sobą? Czy rozważali związek? Kiedy odkrył, że go kocha?
- Nie wiem. - Przerwał moje rozmyślenia, cichym, jakby zawstydzonym wzrokiem. Brzmiało to, jakby przyznawał się do błędu, a przecież nie miałem takiego celu, gdy wypowiadałem pytanie.
-Wie, co do niego czujesz?
-Nie i nie sądzę, aby to miało się kiedykolwiek zmienić. - Zaśmiał się, z powrotem przenosząc na mnie wzrok. - Być może zaakceptowałby mnie, pokochał, ale kiedy uświadomiłem sobie, że chciałbym być na miejscu jego dziewczyny było już za późno. Spóźniłem się, a ona mnie ubiegła. Zdobyła go pierwsza.
- I nie próbowałeś walczyć? - Dopytywałem cicho, nie chcąc na niego w żaden sposób naskakiwać, po prostu byłem ciekaw. Nie wiedziałbym jak zachować się na jego miejscu, walczyć, czy odpuścić.
- Po co? Ona była pierwsza, on jej się oświadczył. Znalazł swoją bratnią duszę.
- Myślę, że powinieneś spróbować. Chciałbym, żebyś był szczęśliwy. Jesteś dobrą osobą.
-Ledwo mnie znasz. - Prychnął, śmiejąc się przy tym swobodnie.
- Wydajesz się być dobrą osobą. -Poprawiłem, podkreślając pierwszą część zdania.
- Jeśli będę miał okazję, to spróbuję. - Obiecał tarmosząc moje włosy, kiedy wstał. - Idę pod prysznic inaczej nie uwolnię się od twojej ciekawskiej strony. - Zamknął klapę laptopa, nie odpisując na otrzymaną wiadomość, co nieco mnie zdziwiło.
- Lubię pytać.
- A ja lubię odpowiadać, ale co za dużo to nie zdrowo. - Podsumował, wychodząc z pokoju. - Jeśli chcesz, to jeszcze kiedyś do tego wrócimy, ale nie dzisiaj. Oboje mieliśmy ciężki dzień. - Przypomniał, na co ja jak na zawołanie poczułem uporczywy ból w stopach. Mieliśmy dziś stanowczo zbyt duży ruch w kawiarni.
*    *    *
    Czasami zastanawiałem się, czy z Hidekim aby na pewno wszystko jest w porządku. Raz bywał kochany, a innym razem potrafił krzyknąć na mnie jak nikt inny. Nasza znajomość nie była długa, nie trwała latami, przez co nie potrafiłem stwierdzić, czy była to stała część jego charakteru.
Uwielbiałem dobrego Hide. Bałem się złego Hidekiego.
Leżąc z nim w jednym łóżku, nie potrafiłem wyzbyć się myśli, o nowych faktach z jego egzystencji. Był zakochany, chociaż na pewno dla wielu zdawał się niezdolny do tak głębokiego uczucia.
Gdy go poznałem pomyślałem, że jest głośny, gwałtowny i nie koniecznie uprzejmy. Zdawał się widzieć siebie ponad wszystkimi innymi. Udawał Pana świata.
Spędziłem z nim półtora tygodnia w jednym mieszkaniu. I ten względnie krótki czas zdawał się odmienić całkowicie moje spojrzenie na niego, jako człowieka.
Był troskliwy, martwił się o innych. Nie tworzył niepotrzebnego hałasu, wręcz przeciwnie. Czasami wydawał się zbyt cichy i tajemniczy. Śmiałbym stwierdzić, że lubił mieć kogoś przy sobie. Uwielbiał Toi. Kochał pomagać innym i zawsze był do tego gotowy.
To nie był ten sam chłopak, którego poznałem na imprezie urodzinowej kolegi. Przed samym sobą było mi wstyd, że tak jak inni potrafiłem od razu go ocenić.
Chcąc wyrzucić z głowy nieprzyjemne myśli spojrzałem na telefon w celu sprawdzenia godziny. Ze zdziwieniem zauważyłem, że na ekranie pojawiła się ikonka o wiadomości otrzymanej pół godziny temu. Była od Doi'ego, który nie był w tym momencie osobą, z którą chciałbym rozmawiać. Nie czułem się gotów na kolejną serię przemyśleń na tematy niekoniecznie przyjemne.
Mimo to otworzyłem okno konwersacji. Od razu zaskoczyła mnie ilość tekstu. Mój były chłopak naprawdę lubił pisać smsy. Zdarzało się, że brał numery telefonów od ledwo poznanych osób, żeby choć przez chwilę z nimi popisać. Zwykle takie znajomości kończyły się po kilku dobach, ale jemu nigdy nie zdawało się to przeszkadzać.
Doi

22.40
Przyszedłem dziś z Colin'em do rodziców. Nie jako z chłopakiem, ale jako z przyjacielem. Rozmawialiśmy do późna i wieczorem postanowiliśmy zostać. Wiesz co? Kiedy wszedłem do pokoju, było w nim dziwnie. Jakby czas się zatrzymał. Żadne przedmioty nie zmieniły swojego miejsca. Na biurku leżała twoja bransoletka, pamiętasz? Ta czarna z szarym wzorkiem. Pod łóżkiem była twoja bluza. Przy oknie notatnik, a w nim twoje zapiski dotyczące wyjazdu do twoich dziadków. Przy kaktusie, którego nienawidziłeś wciąż jest pełno wsuwek do włosów, którymi spinałeś grzywkę latem. W szafce biurka znalazłem ten różowy długopis, który kupiłeś, bo nienawidziłeś tego, że mam ich niewiele. Tak, ten sam który po dwóch dniach się wypisał. 

22.41
To dziwne wrócić tutaj. Mam wrażenie, że wciąż tu jesteś.

Nie pamiętam, żebym kiedyś dostał dłuższą wiadomość. Było kilka podobnych rozmiarem, na początku naszego rozstania, kiedy Doi potrafił opisać mi wszystko co zobaczył w Londynie. Był tym niesamowicie podekscytowany.
Miałem wrażenie, że sms jest dziwnie osobisty. Napisany szybko, pod wpływem gwałtownych emocji.
Piszesz jakieś opowiadanie?
Odpisałem po chwili. Nie chciałem zostawić go bez odpowiedzi, ale nie wiedziałem co innego mógłbym napisać. Wiadomość zwrotną dostałem dopiero kilkanaście minut temu, kiedy leżąc z zamkniętymi oczami próbowałem zasnąć.
Doi

23.41
Jesteś nieczuły…

Uśmiechnąłem się. Miał rację. Taki właśnie byłem. Zamknięty w sobie, nie czujący potrzeby dzielenia się swoimi emocjami.
Przewróciłem się na drugi bok, jednak natychmiast wróciłem do wcześniejszej pozycji. Nie chciałem obudzić Hidekiego, który spokojnie wypoczywał. Tak samo jak ja miał dziś dużo do zrobienia. Przynajmniej jemu udało się szybko odpłynąć do krainy Morfeusza.

Doi

23:44
Z Colinem jest inaczej. Nie umiem tęsknić za nim tak bardzo, jak za Tobą. 

Nieco zdziwiony musiałem przeczytać wiadomość kilka razy, aby mieć pewność co do znaczenia słów. Nie sądziłem, aby pod tym względem blondyn mógł słusznie porównać mnie ze swoim obecnym chłopakiem. Colin był inny, miał inny charakter, na co dzień spędzali ze sobą więcej czasu niż Doi ze mną, kiedy byliśmy jeszcze w związku.
Co najważniejsze Doi nigdy nie zostawił swojego chłopaka na dłużej niż tydzień. Byłem pewny, że jeśli rozstaliby się na miesiąc to poczułby większą tęsknotę, więcej rzeczy przypominałoby mu o nieobecności bruneta.

Jeśli musielibyście rozstać się na dłużej poczułbyś jego brak. Nie myśl o tym. Dobranoc.

 Odłożyłem telefon na ziemię i objąłem ramieniem ciało leżącego przy mnie, nieszczęśliwie zakochanego mężczyzny. Nie chciałem już pisać, ponieważ czułem ogromne zmęczenie. Mimo to, czekałem na specyficzny dźwięk wibracji telefonu, który nie pojawił się nawet, gdy wreszcie udało mi się zasnąć.


_________________________
Rozdział betowała Nezumi
_________________________
* puk, puk*
Dobry wieczór, tu Hoshi ^ ^
Przyznać się, kto tęsknił? :3 Etto... Jest chociaż jedna taka osoba?
Troszkę to zajęło, ale wracam do was z nowym rozdziałem ^ ^ Jak wrażenia?
Przypadł wam do gustu?
Właściwie miałam dodać go w ferie, kiedy wreszcie miałam trochę wolnego, ale nagle zadzwonili do mnie z pracy... ( Dorabiam sobie weekendami) czy nie chcę pracować przez te dwa tygodnie...
Bardzo zależy mi na pojechaniu na koncert B.a.p, więc się zgodziłam.

Jestem troszkę niepewna co do tego czy notka wam się spodoba, dlatego... Proszę o opinie ;)
Kocham was!

PS: Każdy, nawet najkrótszy rozdział bardzo motywuje do pisania. Ta świadomość, że jest ktoś, kto czeka ;)  Dlatego wystarczy nawet krótkie "Było ok", abym się ucieszyła i szybciej napisała rozdział.
Kocham was...Hm, było wyżej X3
Kocham was, Hoshi <3

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń