poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Stay - Rozdział 14

-Co Ty tu robisz? - Usłyszałem za sobą zdziwiony, kobiecy głos. Nie potrzebowałem ani chwili, aby poprawnie skojarzyć go z poznaną niegdyś postacią. Był szorstki, zniszczony papierosami i alkoholem, ale mimo to pobrzmiewała w nim delikatna, typowo dziewczęca nuta, która zdawała się zanikać.
Po obróceniu się o 180 stopni ukazała mi się nieco zmarszczona w niezadowolonym grymasie twarz Miiko. Niewiele zmieniła się odkąd ostatni raz ją widziałem. Kosmyki jej włosów były nieco krótsze, zaś ich rudy odcień nieco bardziej żywy, ale to chyba jedyna cecha, która uległa widocznej przemianie. Była wyższa niż to zapamiętałem, ale po spojrzeniu na jej buty zrozumiałem dlaczego. Obcas, który w tym momencie wbijał się w ziemie, miał około piętnastu centymetrów, co przy jej drobnej budowie ciała było nieco przerażające.
Ciemne oczy były dziwnie zmatowiałe, dlatego podejrzewałem, że podczas naszej rozmowy nie była stu procentowo trzeźwa.
- Szukałem Cię. - Odpowiedziałem, trzymając w ramionach Toi, która zaciekawiona starała się wyjrzeć zza połów bluzy, którą miałem na sobie.
- W jakim celu? Nie mam czasu z Tobą rozmawiać. - Westchnęła ciężko zwracając twarz ku ciemnemu już niebu.
- Nasłałaś na mnie swoją przyjaciółkę. - Wyjaśniłem stale utrzymując wzrok badający jej prawy profil. Na policzku miała głębokie zadrapanie, wyglądające jakby jego sprawcą była jakaś gałąź. Nie wyglądało najlepiej. Ranę okalała zaschnięta krew, zaś jej krawędzie były nieestetycznie fioletowe. Podejrzewałem, że sprawia kobiecie duży ból, dlatego niemyśląc wiele sięgnąłem do jednej z kieszeni bluzy i chwyciłem za róg opakowania z plastrem. Powstrzymałem się, kiedy moja dłoń spowrotem zaczęła wyłaniać się z okrycia.
Nie powinienem się nią interesować.
- Potrzebuję pieniędzy. - Odparła, tym samym potwierdzając moje przypuszczenia. Chodziło tylko o fundusze na jej zachcianki.
- Nie mam ich.
- Twój chłopak ma aż za dużo. - Stwierdziła, a ja po jej słowach rozluźniłem palce i wyciągnąłęm z kieszeni pustą dłoń, którą opiekuńczo ułożyłem na ciele trzymanego przeze mnie psa.
- Doi nie jest już moim chłopakiem. - Wyjawiłem od razu dopasowując go do mężczyzny, którego miała na myśli Miiko. - Musisz mieć naprawdę stare informacje. Od dawna nie utrzymujemy kontaktu. - Skłamałem ani przez chwile się nie wachając.
- Wystarczy, że go poprosisz. Jestem pewna, że ci da. - Prychnęła wyraźnie zirytowana moimi słowami. - Potrzebuję tych pieniędzy. Chciałabym wyjechać do większego miasta, wystarczy mi niewielkie mieszkanie.
- Oszalałaś. - Wyśmiałem jej słowa mając ochotę odejść. Zrobiłbym to, gdyby w głowie nie siedziała mi prześladowana ciotka.
- Powiem gazetom, że jestem twoją matką. - Zagroziła, marszcząc brwi. Najwyraźniej inaczej wyobrażała sobie tą rozmowę. W sumie ja też. Miałem nadzieję, że przyjdę i dowiem się, że moja matka nie ma pojęcia kim jest poszukująca mnie bezdomna.
- Nie jestem osobą publiczną. Nikogo to nie zainteresuje. Nie potrzebnie byś się fatygowała. - Oceniłem wzruszając ramionami, ponieważ ani trochę nie przejęły mnie jej słowa. - Chciałem tylko powiedzieć, że nie mieszkam już w tamtej okolicy, dlatego nie nachodzcie tamtej kobiety. Nie znam jej. - Po wypowiedzeniu tych słów ruszyłem w stronę wyjścia z parku, ponieważ naprawdę nie miałem już siły rozmawiać z moją rodzicielką. Nie rozumiałem jak mogła wpaść na tak absurdalny pomysł jak żądanie ode mnie pieniędzy. Słyszałem jak krzyczy coś za mną, jednak nie zaprzątałem sobie tym głowy. Nawet nie starałem się zrozumieć jej słów. Po prostu uważnie rozglądając się wokół ruszyłem w dobrze znaną sobie drogę. Chciałem jak najszybciej się stąd wydostać w obawie, że kobieta może nasłać na mnie jakiś mężczyzn. Zapewne w starej szklarni była ich spora ilość.
Po dojściu na przystanek z ulgą stwierdziłem, że autobus powinien przyjechać za cztery minuty. Byłem zachwycony tym zbiegiem okoliczności, ponieważ przez późną godzinę pojazdy przejeżdżały tędy coraz rzadziej.
Usiadłem na nieco obdrapanej ławeczce wciąż trzymając w ramionach cichego zwierzaka i czekałem.
Minęła minuta, podczas której uważnie wpatrywałem się w rosnące po drugiej stronie drogi krzaki, które zdawały się skrywać w sobie jakiegoś mordercę.
Minęły trzy minuty, a ja przeniosłem wzrok na niebo, z którego zaczęły lecieć pierwsze krople deszczu. Od początku wiedziałem, że dzisiejszy wieczór nie będzie pogodny.
Minęło pięć minut, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy, ponieważ zaabsorwowany byłem cicho pochrapującą Toi, co było niezwykle uroczym widokiem.
Kiedy zauważyłem, że minęło dziesięć, a potem piętnaście minut poczułem się, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. "Przecież to niemożliwe, że autobus nie przyjedzie" , wmawiałem sobie spowrotem skupiając wzrok na poruszających się krzakach.
Ale pojazd nie pojawił się przez kolejne uciekające sekundy. Z naiwną nadzieją spojrzałem na rozkład jazdy, który wprowadził mnie w stan rozpaczy. Kolejny autobus miał przyjechać za niecałą godzinę. Nie widząc innego wyjścia ruszyłem w drogę powrotną cały czas trzymając się jezdni, aby się nie zgubić, ponieważ nie znałem dobrze tej części miasta.
Dosłownie moment później smsowo błagałem Hideki'ego, aby zwolnił się szybciej z pracy i zabrał mnie z tego potwornego miejsca.
*     *     *
Następnego dnia po powrocie z pracy dopadła mnie myśl, że powinienem w końcu poszukać mieszkania. Od dawna już o tym myślałem, dlatego kiedy zorientowałem się, że Hideki'ego wciąż nie ma położyłem się na kanapie i zacząłem przeglądać oferty wynajmu. Chciałem, żeby moje nowe lokum znajdowało się blisko mojego miejsca pracy oraz żeby było możliwie jak najtańsze, ale nie najbrzydsze. W końcu wypłata z kawiarnii nie była dużą sumą, a ja ledwo łączyłem koniec z końcem będąc na każde zawołanie szefa.
Moim marzeniem było, aby należały do mnie dwa pokoje. Nie musiały być duże, ale nie wyobrażałem sobie, aby sypialnia oraz miejsce, w którym spędzałbym wolny czas były jednym pomieszczeniem.
Zdawałem sobie sprawę, że znalezienie czegoś spełniającego moje kryteria będzie nie lada wyzwaniem, ale kiedy po dwóch godzinach szukania wciąż nie znalazłem niczego odpowiedniego zacząłem tracić jakąkolwiek nadzieję.
- Co robisz? - Zapytał Hideki, który wszedł do salonu, wciąż mająć na sobie buty, co nieco mnie zdenerwowało. Wiedziałem, że to ja będę myć podłogę, ponieważ on zje coś i jak zawsze spocznie przed komputerem, aby móc rozmawiać ze swoją niespełnioną miłością.
Mężczyzna chyba wyczytał na mojej twarzy niezadowolenie, bo odszedł i wrócił już bez butów i kurtki.
-Przeglądam oferty mieszkaniowe. – Mruknąłem, przerzucając nogi przez oparcie, aby zrobić mu miejsce, z którego od razu skorzystał. Kiedy tylko usiadł z powrotem opuściłem stopy, które odnalazły swoje miejsce na jego kolanach.
- Nie musisz się jeszcze wyprowadzać. Lubię, gdy tu jesteś. - Westchnął ciężko, po czym zaczął głaskać moje łydki. Czułem jak rysuje na nich jakieś wzory, ale nie miałem chęci skupiać się na tym co przedstawiają. - Pamiętasz o mojej niespełnionej miłości? - Zapytał nagle, na co otworzyłem oczy i podniosłem się nieco, aby spojrzeć na niego.
- Oczywiście, że pamiętam. - Potwierdziłem zaskoczony.
- Przyjedzie do nas na weekend. - Uśmiechnął się szeroko, widocznie zadowolony. Bardziej niż wiadomość o odwiedzinach zdziwiło mnie, że Hideki użył liczby mnogiej, zamiast pojedyńczej mówiąc kogo odwiedzi nieznany mi mężczyzna.
- Świetnie. Będzie spał tutaj? - Dopytywałem schylając się bardziej w jego stronę.
- Tak. - Odparł krótko.
- Myślisz... Myślisz, że naprawdę nie ma szansy na to abyście byli ze sobą? - Zapytałem, a mój głos mimowolnie przybrał zawiedziony ton. Lubiłem Hidekiego. Był specyficzną osobą, ale wiedziałem, że jest dobrym człowiekiem, który zasługuje na bycie kochanym.
- Nawet najmniejszej. - Zaśmiał się, ale w głębi serca wiedziałem, że nie ma na to ochoty.  - Może gdybym wcześniej się obudził... Gdybym nie pozwolił mu się oświadczyć, zakochać w kimś innym. - Pokręcił głową. - A ja pomagałem wybrać mu pierścionek, który jej podaruje. - Dodał wyraźnie wściekły na siebie.
-Jak On mógł tego nie zauważyć... - Mruknąłem cicho, na co ponownie usłyszałem ciężki śmiech.
- Nie jest zbyt bystry, zresztą zobaczysz jak go poznasz. - Przegryzł dolną wargę, ponownie zaczynając przejeżdżać dłońmi po moich nogach. - Jest jak pięcioletnie dziecko, które cały czas trzeba prowadzić za rękę. Nie wiem jak zebrał się na to, żeby z kimś się związać. - Przerwał masując swoje skronie. - Cały czas o coś się potyka. Potrafi na prostej drodze złamać sobie nogę. Często choruje, ponieważ nie umie należycie o siebie zadbać,a jego próby przyrządzenia czegokolwiek zjadliwego kończą się pożarem w kuchni. Cały czas je słodycze i nienawidzi warzyw. Jest naiwny, łatwo mu coś wmówić. Boi się wielu rzeczy, chociażby pająków czy psów. Kocha jak się go chwali, musi słyszeć, że dobrze sobie radzi. - Wymieniał wpatrując się w moje pasiaste skarpetki, dzięki czemu miałem doskonały widok na jego oczy, w których pojawiała się nostalgia. Raz po raz marszczył brwi, przypominając coś sobie. - Ale łatwo się w nim zakochać, wiesz? Podejrzewam, że moja sympatia do niego zaczęła się już dawno. Jest bardzo nieszkodliwy, wygląda jak nastolatek przez co wszyscy szybko są w stanie mu zaufać. Umie słuchać i jeśli potrzebujesz komuś się wygadać on jest pierwszym, który zechce spróbować cię zrozumieć. Boi się psów, ale zawsze wystawia przed dom dużą miskę wody i karmy, aby te bezdomne miały szansę żyć. Gdy coś mu się stanie zawsze z machnięciem dłoni mówi, że nic mu nie jest, nawet jeśli materiał jego spodni zaczyna nasiąkać krwią w miejscu, w którym się uderzył. Nie lubi sprawiać innym kłopotu, ale powoduje to, że wszyscy martwią się o niego jeszcze bardziej. Stara się być samodzielny... On po prostu nie potrafi. - Ocenił kręcąc głową dla potwierdzenia swoich słów.
-Dlaczego taki jest?
- Jego rodzice... Oni nigdy nie mieli dziecka. Shinji zaadoptowali kiedy miał pięć lat i został odebrany poprzednim rodzicom adopcyjnym, ale nie wiem dlaczego, nigdy mi tego nie powiedział. Pojawił się w ich życiu, kiedy tracili nadzieję na stworzenie normalnej rodziny. Jego mama zachorowała, kiedy miał siedem lat. Miała manię na jego punkcie. Nie pozwalała mu się z nikim spotykać, starannie sprawdzała każdą porcję jedzenia przed podaniem mu go. Nie pozwalała mu wychodzić z domu. Doszło do tego, że miał zorganizowane lekcje online, ponieważ przyśniło jej się, że w drodze do szkoły ulega wypadkowi samochodowemu. Odeszła z pracy. Nie chciała zostawiać go samego. - Zatrzymał się na tym momencie i odchylił mocno na kanapie. Wciąż wbijałem w niego wzrok, z nadzieją, że będzie kontynuował historię swojego niedoszłego chłopaka, ale on tylko westchnął.
-Nie powinienem ci tego mówić. Jestem zbyt rozgadany jeśli chodzi o niego. - Skarcił się.
- Myślę, że... To przez to, że nie masz nikogo, komu mógłbyś powiedzieć o swoich uczuciach. - Odważyłem się powiedzieć, czego szybko pożałowałem, ponieważ mężczyzna spojrzał na mnie widocznie zły.
- Skąd wiesz? Ledwo mnie znasz!
- Jesteś samotny. - Uśmiechnąłem się lekko. - Jesteś dokładnie taki sam jak Ja.
- Nieprawda. - Zaprzeczył, jednak w jego głosie można było wyczuć wyraźne wahanie.
- Odkąd tu mieszkam nie widziałem, żeby ktokolwiek poza Shinjim się z tobą kontaktował. Masz tylko jego i mnie.
- Może ja nie potrzebuję nikogo innego? - Warknął schylając się nade mną, na co złożyłem szybkiego całusa na jego nieco suchych ustach.
- Jesteśmy tylko ludźmi, Hide. Nie chcemy być samotni. - Wzruszyłem ramionami, a kiedy ten wciąż się nie odsuwał ponownie połączyłem nasze usta, tym razem kładąc na jego policzkach obie moje dłonie. Nie obawiałem się, że ucieknie, wiedziałem, że nie byłby w stanie tego zrobić.
Kiedy mężczyzna zaczął odwzajemniać mój pocałunek uśmiechnąłem się lekko ciągnąc go na siebie. Podniosłem się nieco i podciągnąłem nogi, żeby było nam wygodnie, jednak szybko zostałem pchnięty na plecy. Jego dotąd nieruchome dłonie spoczęły na bokach mojego ciała, jednak nie na długo, ponieważ chwilę później mogłem poczuć jak wślizgują się pod bluzę, którą miałem na sobie.
Czułem lekkie wyrzuty sumienia, ponieważ chwilę wcześniej rozmawialiśmy o chłopaku, który skradł serce Hidekiego, a teraz doprowadziłem do naszego zbliżenia, ale...
Nie chcieliśmy więcej czuć się samotni.
- Będziemy się kochać? - Zapytałem, kiedy moje ręce zjechały na plecy starszego mężczyzny.
-Będziemy uprawiać seks. - Poprawił mnie.
*    *    *
- Poznałem kogoś. - Zakrztusiłem się ciepłą herbatą słysząc poważny głos Kobo. Spojrzałem na niego niepewnie, wciąż pokasłując.
- Niemal codziennie kogoś poznajesz. - Zaśmiałem się, chociaż dobrze wiedziałem, że nie to ma na myśli. Czułem ukłucie w sercu. Chciałem, aby przestało boleć, ale nie potrafiłem nic na to poradzić.
Kobo był tylko mój. Zawsze był na moje zawołanie, zawsze był dla mnie, gdy go potrzebowałem. Pomagał mi, wspierał, pocieszał. Nie chciałem pozwolić, aby ktokolwiek mi go odebrał. Nie sądzę, abym kochał go tą specyficzną miłością, ale był w moim życiu jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą osobą. Potrzebowałem Go i nie mogłem pozwolić na to, aby ktokolwiek zechciał mi go odebrać.
- Wiesz, że nie to mam na myśli.
- Wiem, wiem. - Mruknąłem odkładając kubek na drewniany stół, po czym chwyciłem w dłoń czekoladową babeczkę osłoniętą specjalnym, białym papierkiem. Nie zamierzałem jej jeść, po prostu potrzebowałem czegoś co mogłoby zająć moje ręce. - Kto to jest?
- Nie znasz Go. Nazywa się Fumio. Poznałem go kiedyś przez współlokatorów. Jest byłym chłopakiem Aiko.
-Jest hetero? - Zapytałem zmartwiony, nie podnosząc wzroku z ciastka, które przemieszczałem z jednej dłoni do drugiej.
- Nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że nie.
-A przystojny?
-Bardzo! - Potwierdził od razu. - Ale nie przypomina innych osób, które mi się podobają. Wolę kogoś jak Ty. Drobny, uroczy chłopczyk. - Zachichotał nieznośnie. Skrzywiłem się na to określenie. - On jest bardziej męski. Wysoki, dobrze zbudowany.
- I mimo to Ci się podoba? - Rzuciłem zdziwiony.
- Myślę, że to jedna z tych osób, które podobają się każdemu. - Ocenił, po czym spojrzał na mnie dziwnie. - Nie zrozum mnie źle. Nie jestem zakochany, ani nic... Po prostu jest strasznie tajemniczy... Trochę mnie zaciekawił.
-Trochę?
-Bardzo. - Zaśmiał się, tak samo jak ja wcześniej biorąc wypiek, jednak on w przeciwieństwie do mnie ugryzł go z cichym pomrukiem.
- Wiesz... Jeśli zechcesz napewno uda Ci się go zdobyć. - Powiedziałem zrezygnowany. Kobo i tak pozostanie moim najlepszym przyjacielem i ufałem, że nic tego nie zmieni. Póki będę dla niego najważniejszy może mieć kogoś, kogo adoruje.
- Aah, kocham cię. - Uśmiechnął się szeroko, zadowolony moim stwierdzeniem, a następnie jak gdyby nigdy nic zmienił temat.
*     *     *
-Hej! Haru! Poczekaj! - Usłyszałem za sobą nawoływania. Wcześniej nie zwróciłem na nie uwagi zbyt zaabsorwowany przemyśleniami na temat przeszłości Shinjiego. Nie chciałem, żeby ktoś je przerywał, ponieważ zacząłem powoli układać sobie wnioski na temat jego rodziny. Nie wiedziałem jeszcze wystarczająco dużo, dlatego pojawiło się wiele pytań, które zapisywałem w notesie na telefonie, żeby nie zapomnieć. Byłem wścibski, ale jego osoba za bardzo mnie zainteresowała, abym mógł po prostu zapomnieć o wszystkim, co w przypływie wspomnień powiedział mi Hideki.
- Ja? - Zapytałem głupio spoglądając w bok skąd nadbiegał młody mężczyzna z podskakującą w ruchu blond czupryną. Tuż za nim podążał średniego wzrostu brunet, na którego widok poczułem jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody.
Nie spodziewałem się poznać Colina w takiej sytuacji. Podejrzewałem, że nasze spotkanie nigdy się nie odbędzie, ponieważ ani Ja, ani On nie mieliśmy na to najmniejszej chęci. Widocznie Bóg miał inny zamiar.
Colin wyglądał tak samo jak podczas naszych rozmów na Skype. Właściwie bardzo rzadko rozmawialiśmy, zwykle siedział cicho gdzieś w tle i mówił coś jedynie, gdy Doi zwrócił się bezpośrednio do niego.
Był przystojnym brunetem, którego podniesione do góry włosy sprawiały, że zdawał się być sporo wyższym, ale wciąż nie dorównywał swojemu chłopakowi. Jego twarz była szczupła, a policzki nieco wklęsłe, ale wyglądało to zadziwiająco dobrze. Jego ciało nie było przesadnie chude, zdawało się być zdrowsze i bardziej wytrzymałe od mojego.
- Dawno Cię nie widziałem. - Rzucił Doi, kiedy znalazł się blisko mnie. Nie czekając na moją odpowiedź mocno przytulił moje ciało do swojego dokładnie tak samo jak robił to zawsze. Mimowolnie się uśmiechnąłem, ponieważ jego zapach przypomniał mi jedynie o przyjemnych chwilach z przeszłości. Zawsze traktował mnie bardzo dobrze, chociaż nie zawsze na to zasługiwałem. Cały czas był radosny, wywołując u mnie te same emocje. Nie umiałem się przy nim smucić. Żyliśmy swoim własnym rytmem robiąc to, na co aktualnie mieliśmy ochotę. Nie dawał mi się poczuć gorszym, chociaż bezsprzecznie taki byłem.
Czułem się kochany i dokładnie tym samym uczuciem darzyłem jego. Kochałem Go.
- Praca, praca i jeszcze raz praca. - Zaśmiałem się oddając uścisk. Trwaliśmy tak przez moment, a potem ciało blondyna nieco się spięło, a on przesłał mi przepraszający uśmiech.
- Dbaj o siebie. Nie przepracowuj się. - Powiedział, czochrając moje włosy, po czym odwrócił się i objął ramieniem dołączającego do nas chłopaka. - To takie dziwne widzieć was obok siebie. - Wyznał wędrując wzrokiem między nami. - Colin, Haruhiko. Haruhiko, Colin. - Przedstawił nas sobie uważnie patrząc jak wymieniamy się krótkim uściskiem dłoni.
- Miło mi Cię w końcu poznać. - Powiedziałem kłaniając się lekko, po czym szybko zabrałem rękę. Jego skóra była nieprzyjemnie zimna, a przynajmniej tym tłumaczyłem sobie swoje zachowanie. Chłopak grzecznie odpowiedział tym samym po czym spojrzał wyczekująco na Doiego. Widać było, że nie ma ochoty być przy mnie.
- Szliśmy właśnie na mały festyn przy fontannie w centrum. Nie chciałbyś dołączyć? W sumie nie wiem z jakiej okazji go zorganizowali, ale może być fajnie.
- Wiesz... Nie byłem jeszcze dziś w domu. Myślę, że chciałbym odpocząć. - Wzruszyłem ramionami, na co otrzymałem jego zawiedzione spojrzenie. Nie potrafiłem go długo utrzymać. - Ale jeśli chcesz możemy się spotkać kiedy indziej, żeby spędzić razem trochę czasu.
- Kiedy ci pasuje? - Zapytał natychmiast, od razu zmieniając swój wygląd na nieco weselszy.
Doi, dlaczego mi to robisz?
- Pojutrze?
- To jesteśmy umówieni! - Zakrzyknął, puszczając ciało stojącego przy nim bruneta.
- To... Ja już pójdę... Bo... - Zawahałem się. Nawet nie zorientowałem się, że po prostu czekam na jego zgodę, aby odejść.
- Jasne. Napij się czegoś ciepłego i ubieraj grubsze rzeczy. Teraz będzie coraz zimniej. - Pouczył mnie, po czym ponownie tego dnia przyległ do mojego ciała, jednak tym razem uścisk trwał o wiele krócej. - Do zobaczenia.
-Jasne, pa. - Pożegnałem się i ruszyłem w swoją stronę jako pierwszy z naszego małego zgromadzenia. Kiedy czekałem kawałek dalej, na zmianę świateł przy przejściu nie potrafiłem się powstrzymać i obróciłem się, aby odnaleźć wzrokiem parę, z którą chwilę wcześniej się pożegnałem. Mój wzrok od razu spotkał się ze śmiertelnie poważnymi oczami Colina, do którego monolog tworzył idący obok blondyn.
- Idzie Pan?
-Tak, przepraszam.

______________________________________
Ano... Dzień dobry Państwu. Em.... Eee... hehe?
( W sumie tego na dole nie musicie czytać <3 )
Jest sens się tłumaczyć? Znowu zawaliłam i wracam do was z beznadziejnym rozdziałem, na którego nie jestem w stanie patrzeć...
Napisałam go trzy razy.
Pierwsze dwa rozdziały usuneły się. Z drugiego byłam dumna. Bardzo dumna. Jeszcze nigdy nie była tak dumna ze swojego opowiadania jak w momencie, gdy przeczytałam tamten rozdział.
Załamałam się tym, a potem... Mój komputer więcej się nie włączył. Musiał zostać wyczyszczony, a ja straciłam wszystkie opowiadania napisane od czasów podstawówki.
Byłam głupia nie kopiując ich na pendrive. W sumie to miałam je na pendrive, ale usunęłam, bo obiecałam go komuś pożyczyć.
Na ten moment jestem wyczerpana psychicznie. Za tydzień mam poprawkę z matematyki, ale nie ma szans abym zdała.
Ale to nic. Nic mnie już nie obchodzi i żyję jako wolny człowiek, yeh <3
Lecę pisać kolejny rozdział. Niedawno go zaczęłam.
__
Kocham was!
Skomentujcie jeśli macie chwilę i chęci.
Podejrzewam, że nie dużo was tu zostało :< ( Ale wiem, że to moja wina)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Stay - Rozdział 13

Ściągnąłem z siebie grubą bluzę, odsłaniając przez to szczupłe ramiona okryte szarą, luźną koszulką z białym nadrukiem. Spojrzałem na doniczki i spiąłem włosy w wysoką kitkę.
- No dalej, zostały zioła i dwa drzewka. - Zapewniła Kochiko podlewając dziwne, różowe kwiaty, które chwilę wcześniej przesadziłem do ziemi. Pokręciłem głową, świadom tego, że nie jest to prawda.
- A ta ławeczka, którą miałem ci tu przynieść? – Zapytałem, spoglądając na Masao, która siedząc pod drzewem odrabiała pracę domową. Była dziwnie spokojna, cicha. Wcześniej nawet nie potrafiłem jej sobie takiej wyobrazić, dlatego teraz zrobiło to na mnie wrażenie. Niekoniecznie dobre.
- To będzie pięć minut. Trzeba ją tylko przynieść z ogrodu sąsiadki. – Odparła, podnosząc z ziemi grabie.
Właśnie zaczynał się kwiecień. Świat zaczął budzić się do życia. Trawa z powrotem przybrała żywy, zielony odcień podobny do liści, które rozwinęły się na gałęziach drzew. Przy tym wszystkim pusty ogród Kochi wypadał słabo. Nie było tu nic oprócz jednego, liściastego drzewa. Dziś rano dostałem wiadomość, abym po pracy wziął wygodne ubrania, piżamę i przyszedł do niej aby pomóc w odżywianiu przestrzeni za domem. Teren nie był duży, ale wystarczający aby inni jej zazdrościli. W tym ja, ponieważ zawsze chciałem mieć własną, zieloną przestrzeń.
Hideki niespecjalnie chciał mnie puścić. Dopiero kiedy podczas mojej rozmowy telefonicznej usłyszał, że faktycznie rozmówca jest kobietą stwierdził ,że powinienem jej pomóc. Prawdopodobnie współlokator sądził, że jestem homoseksualistą, ale nie zamierzałem wyprowadzać go z tego błędu. Właściwie to byłem gejem, po prostu nie w stu, a w pięćdziesięciu procentach.
- Myślisz, że sam ją uniosę? - Podniosłem z ziemi jedno z niewielkich (miały około metra) drzew. - Gdzie to?
- Pomoże Ci jej narzeczony. - Mówiąc to obróciła się wokół własnej osi, po czym wskazała palcem miejsce przy wydeptanej drodze. - Drugie posadź kawałek dalej. Kiedyś będzie można zamontować na nich hamak. - Rozmarzyła się z szerokim uśmiechem. Zrobiłem, jak kazała, podczas gdy ona w tym czasie zajęła się ziołami. Stworzyła z nich rządek, a następnie obficie oblała je wodą.
- Chodźmy do sąsiada. – Mruknąłem, wycierając brudne rękawiczki w ciemne spodnie, które miałem na sobie. - Zaraz wrócimy, Masao. - Powiedziałem do dziewczynki, która tylko kiwnęła głową. Kiedy zamknęliśmy za sobą bramkę ruszyliśmy do domu naprzeciwko. - Właściwie... Czy z Masao wszystko w porządku? - Zapytałem mrużąc oczy pod wpływem jasnych promieni słońca, które swoją drogą powinno niedługo schować się za horyzontem.
- Tak, jasne. - Zaśmiała się odrzucając przydługie włosy na plecy. - Chciała iść do koleżanki na noc, ale powiedziałam, że zgodzę się tylko, jeśli odrobi pracę domową przed osiemnastą. Chyba się na mnie obraziła, ale przynajmniej zajęła się zadaniami. Ostatnio opuściła się w nauce. - Poskarżyła się robiąc z ust dzióbek. Niekoniecznie pasowało to do jej wieku, ale moja przyjaciółka nie była kimś, kto przejmowałby się takim szczegółem.
- Może ma jakieś problemy z nauczycielami? – Zasugerowałem, patrząc jak nadusza przycisk na boku bramy.
- Powiedziałaby mi lub Tobie. Nie przejmuj się tym. – Poprosiła, pchając drzwiczki, które wydały z siebie charakterystyczny dźwięk informujący o ich otwarciu. - Dobry wieczór sąsiadko! - Przywitała się radośnie, przytulając nieco niższą od niej czarnowłosą kobietę.
*    *    *
Pamiętam dobrze jak czułem się po śmierci matki. Na początku byłem zszokowany. Właściwie, to przez pewien czas nie docierała do mnie powaga sytuacji. Nie rozumiałem, że zostałem na świecie sam z siostrą i niezbyt dobrze znaną mi ciotką. Nasza rodzina nigdy nie była duża. Wszystkich nas łączyła pasja do podróżowania, dlatego znaczna większość z nas powyjeżdżała, a z czasem zadomowiła się za granicami Japonii.
Dość szybko zacząłem rozumieć, co się stało, ale nie traktowałem tego jako coś, co zmieni moje życie. Byłem nastolatkiem. Moje życie od dawna nie obracało się wokół rodziców. Nie docierało do mnie, że już nigdy ich nie zobaczę. Wierzyłem, że wszystko się ułoży. Jakoś zdobędziemy pieniądze, ukończymy szkoły, a ludzie jeszcze będą nam zazdrościć tego, co osiągneliśmy.
Naiwnie myślałem, że skoro " Po burzy zawsze przychodzi słońce" to i w moim życiu wkrótce wydarzy się coś dobrego.
Ale tak się nie działo, mimo, że czekałem naprawdę długo.
Któregoś ranka, jeszcze przed pogrzebem mamy przyjechała ciotka. Obudziła nas z błogich snów i kazała się spakować. Yui dopiero wchodziła w pełnoletność, ja wciąż byłem tylko gówniarzem, więc nie przejmowaliśmy się dachem nad głową. Nie zauważyliśmy wcześniej, że nie możemy zostać w dość dużym, drogim w utrzymaniu domu.
Ciocia zabrała nas do siebie, kazała się rozgościć, zrobiła herbaty i obwieściła, że po pogrzebie wyjeżdża z kraju. Nie mieszkała tam od dość dawna, mieszkanie miała po jakiejś nieżyjącej krewnej i z sentymentu go nie sprzedała. Wiedziała też, że gdy wróci będzie potrzebowała swojego miejsca.
Wyjechała kilka dni później. Zostaliśmy sami i wtedy też pierwszy raz poczułem się opuszczony. Brakowało mi kogoś, kto darzyłby mnie bezwarunkową miłością, jak to robili moi rodzice.
Yui płakała wieczorami. Ona bardziej martwiła się o przyszłość, podczas gdy ja wciąż ufałem, że wszystko przybierze stary, dobry rytm, którym żyliśmy dotychczas.
Dni mijały. Mało się do siebie odzywaliśmy, żyliśmy jakby osobno. Czasem tylko rzucała, że mam coś zjeść (nie przejmowałem się tym za bardzo) lub posprzątać.
Czułem się coraz bardziej samotny, jakby utkwiony między światami, niezauważalny dla nikogo.
A moja nadzieja, że będzie lepiej powoli odchodziła, nawet się nie oglądając.
Patrząc z perspektywy czasu wtedy naprawdę nie miałem nikogo poza siostrą. Teraz doszli Kobo, Hideki, Kochiko, Masao. Nawet babcia i dziadek, którzy czasami się ze mną kontaktowali. Było dużo lepiej, ale miałem świadomość, że to wciąż nie to samo szczęście, które czułem przed śmiercią rodziców i coraz częściej łapałem się na rozmyśleniach, czy kiedyś znajdzie się coś, co tą pustkę zapełni.
- Zawiesiłeś się? - Zapytała Kochi, zdejmując różne przedmioty z biurka Masao. Uśmiechnąłem się lekko, kręcąc przecząco głową. Nie mogłem jej powiedzieć, że pokój jej córki powoduje u mnie niezbyt przyjemne wspomnienia, oraz potęguję potrzebę kogoś, kto zastąpiłby mi rodzinę.
Masao i Kochiko miały tylko siebie nawzajem, ale w przeciwieństwie do mnie i Yui one nie widziały poza sobą świata. Wspierały się nawzajem, czego nam zabrakło.
- Zastanawiałem się, czy łóżko tak blisko półek jest dobrym pomysłem. - Skłamałem, składając różową pościel z jakimiś postaciami z anime. Robiliśmy małe przemeblowanie, które moja przyjaciółka obiecała córce. Korzystaliśmy przy tym z jej nieobecności świadomi, że kręciłaby się nam pod nogami.
- Obiecałam, że biurko będzie przy oknie... Więc to miejsce jest jedynym możliwym.
- To może obróćmy je tak żeby poduszki były przy wejściu? - Zaproponowałem zmęczony już tym remontem. Nie był zbyt obszerny. Zadbaliśmy o ogród i pokój dziewczynki. Kuchni ani łazienki nie zamierzaliśmy ruszać. W salonie zamierzaliśmy zmienić kolor ścian i meble, które miały zostać przywiezione za dwa dni.
- Masz rację. - Oceniła przyglądając się chwilę materacowi, który zdjęła. Podeszła bliżej, jednak ręką pokazałem, że ma zostać z tyłu.
- Poradzę sobie sam, to nic trudnego. - Uprzedziłem, pamiętając, że kobieta jest w ciąży. Odsunąłem wszystko, co mogłoby w jakiś sposób zawadzić o drewnianą ramę, a następnie chwyciłem ją, aby odsunąć konstrukcję od ściany. Bez większych problemów obróciłem ją na nie podnosząc jej z ziemi.
- To chyba wszystko. Posprzątajmy, a potem możemy gdzieś wyjść. - Zaśmiałem się na te słowa, po czym odłożyłem materac na ramę.
- Już po dwudziestej, plus jest weekend. Gdziekolwiek nie pójdziemy wszyscy pracownicy będą szykowali się do zamknięcia.
- Naprawdę już tak późno? - Zapytała zdziwiona spoglądając na zegarek w poobijanym telefonie. - Dużo nam to zajęło. W takim razie zrobię nam jakąś dużą kolację. - Uśmiechnęła się, wnosząc do pokoju kołdrę córki. - A jutro pójdziemy gdzieś na śniadanie przygotowane przez kogoś innego. - Westchnęła rozmarzona, zapewne nie pamiętając już kiedy jadła coś poza domem. Ja zresztą miałem tak samo.
- Brzmi dobrze. - Odłożyłem wszystkie wyrzucone poza pokój pluszaki po czym poustawiałem na biurku książki.
- To chyba wszystko. - Zdecydowała po przyniesieniu wszystkich przedmiotów, mających stałe miejsce na którymś z przesuwanych mebli. Wychodząc z pokoju poprawiła jeszcze dywan, który podwinął się przy rogu. Zdecydowaliśmy narpierw się przebrać i wziąć prysznic, a dopiero potem gotować, jednak idąc po ubiór nastawiliśmy makaron, ponieważ stwierdziliśmy, że zrobimy do niego sos i to danie będzie stanowiło naszą kolację.
Kiedy już przebrany wyszedłem z łazienki, zauważyłem, że Kochiko wciąż nie wróciła. Wyciągnąłem więc telefon z plecaka i usiadłem przy stole znajdującym się przy kuchni. Na blacie wciąż leżał kubek ze zrobioną wcześniej białą herbatą. Kubek był jasno różowy w białe kropki i osobiście uważałem, że było to coś niezaprzeczalnie uroczego.
Upiłem łyk naparu, a kiedy odblokowałem telefon zauważyłem, że dostałem trzy wiadomości. Uświadomiłem sobie przy tym, że u Kochiko byłem już od dość dawna. Około ośmiu godzin, ponieważ było już nieco po dwudziestej pierwszej.
Dwie wiadomości napisał Hide, zaś jedną, ku mojemu zaskoczeniu Doi.

Doi
14.40 
Jesteś zły za te smsy? 

Odpisałem szybko proste "nie" i wszedłem w rozmowę z Hideki'm

Hideki
19.54
Chyba powinieneś wrócić.

19.57
Toi od rana nic nie jadła ani nie piła. Siedzi tylko przy drzwiach, a jak chciałem ją odciągnąć to zaczęła na mnie warczeć.

Zmarszczyłem nieco brwi zastanawiając się, czy faktycznie powinienem wrócić. Zawsze w niedzielę wychodzę z Toi na dłuższy spacer, a potem siedzę z nią w domu. Być może za bardzo się do tego przyzwyczaiła. Pokręciłem głową, myśląc, że to przecież niemożliwe. Psy chyba nie powinny odróżniać od siebie dni. Nie może wiedzieć, że dziś jest dzień, który należy dla niej... Prawda?
A może to przez to, że nie spędziłem dziś z nią ani minuty? Rano wyszedłem do pracy i od razu przyszedłem do Kochiko.
Czy Toi może myśleć, że ją porzuciłem?
- Już gotowy? - Zapytała przyjaciółka wchodząc do kuchni. Ruszyła w stronę makaronu, następnie zamieszała go i zmniejszyła ogień na minimalny. Wyjęła niewielki garnek z piekarnika i otworzyła lodówkę.
- Myślisz, że Toi może myśleć, że ją porzuciłem? - Wypowiedziałem swoje myśli na głos, patrząc na nią z wyraźnym oczekiwaniem na odpowiedź.
- Mówiłam Ci, żebyś ją wziął. To było do przewidzenia. - Prychnęła tym razem otwierając szufladę z przyprawami.
- Ale... To tylko pies... - Zaznaczyłem, bawiąc się telefonem w dłoniach.
- Pies, który jest do ciebie całkowicie przywiązany. Przecież wiesz, że ona ma tylko Ciebie. - Wyjaśniła obracając się w moją stronę. - Sam mówiłeś, że zwierzęta też czują, prawda? Ona przecież zauważyła, że cię nie ma i ... Być może stwierdziła, że już nigdy nie wrócisz.
- Problematyczne. - Zaśmiałem się. Wyjęła z przeźroczystej siatki pomidory, które zalała ciepłą wodą, aby bezproblemowo zdjąć z nich skórę. - Chyba będę musiał wrócić.
*    *    *
" Idę do was" napisałem to, po czym wysłałem na numer Hidekiego. Byłem całkowicie rozleniwiony i nie miałem najmniejszej ochoty wracać do domu współlokatora. U Kochi było cieplutko, przyjemnie. Unosił się zapach sosu pomidorowego i oregano, w telewizji leciały popularne piosenki. Była ciepła herbatka, rozmówczyni wiedząca o mnie wszystko. Zawsze panowała rodzinna atomosfera... A na dworze...
Na dworze było zimno.
Zimno i pusto.
Nie fatygowałem się nawet ze zmienieniem ubrań, w których zamierzałem spać. Po prostu wziąłem plecak, telefon i pożegnałem się z przyjaciółką.
Z tego powodu mogłem teraz podziwiać swoje luźne, materiałowe spodnie w czarną kratkę. Na szczęście ciemna, luźna koszulka zakryta była przez grubą bluzę, którą ostatnio często nosiłem. Najpewniej ktoś, kto by mnie zobaczył od razu zauważyłby, że moje spodnie są typowymi do spania.
Szedłem najszybciej jak potrafiłem, aby zdążyć na autobus jadący w stronę bloku, do którego zmierzałem. W pojeździe nie było nikogo, dlatego usiadłem na samiutkim końcu, założyłem nogę na nogę i spojrzałem za okno, zaś po jakimś czasie znudzony zacząłem liczyć sylwetki ludzi znajdujących się na zewnątrz. Doliczyłem się jedenastu niezbyt ciekawych istot, kiedy zauważyłem, że za moment wysiadam. Wtedy też dotarło do mnie, że w autobusie jest ktoś jeszcze. Dwie ciche osoby siedzące dość blisko kierowcy. Ciekawym był fakt, że jedna z nich miała specyficzne blond włosy. Pomyślałem, że być może to Doi, ale jego sylwetka była nieco inna niż mojego chłopaka. Zdawała się być niższa i bardziej zgarbiona.
Wysiadłem na następnym przystanku, zaś kiedy to zrobiłem odsunąłem się nieco aby zobaczyć twarz blondyna. Była zbyt pulchna, oczy za wąskie. To nie był Doi.
Skarciłem się w myślach, nieco smutniejąc. Nie powinienem o nim myśleć. Jest przeszłością.
*    *    *
Lekko pchnąłem drzwi wejściowe i rozpiąłem bluzę. Jeszcze nie wszedłem dobrze do środka, a już słyszałem mocne uderzanie psich pazurów o deski. Kiedy znalazłem się na korytarzu mieszkania Toi zaczęła podskakiwać, starając się dosięgnąć mojego ciała. Było to dość śmieszne, ponieważ była malutka i ledwo udawało jej się dotknąć mojego pasa. Zaśmiałem się cicho, ze świadomością, że istnieją szanse na to, że Hideki śpi, po czym nachyliłem się nad psiną i zacząłem czochrać jej przydługie, jasne włosy.
- Słyszałem, że nie słuchałaś się Hide. - Powiedziałem, na co ona zaczęła obracać się wokół własnej osi, szalenie machając ogonem. Zdawała się być z siebie zadowolona, chociaż najpewniej po prostu cieszyła się, że poświęciłem jej swoją uwagę. - No już, już. - Delikatnie złapałem ją za obróżkę, kiedy uderzyła się w stojącą obok szafkę na buty. Nie chciałem, aby w tej euforii nabiła sobie guza.
Psina uspokoiła się, nawet usiadła, wbijając we mnie swoje wielkie oczy. Pogłaskałem ją po głowię, a następnie wstałem, aby zakluczyć drzwi wejściowe. Przecież nie chciałem, żeby ktoś tu wszedł. Swoją drogą byłby zdziwiony, widząc dwóch mężczyzn śpiących w jednym łóżku i psa. Taka szczęśliwa, gejowska rodzinka.
- Szybko dotarłeś. - Stwierdził mój współlokator, wychodząc z kuchni.
- Podpasował mi autobus. - Rzuciłem ściągając buty i bluzę. Usłyszałem głośne parsknięcie, kiedy mój strój był możliwy do zobaczenia.
- Jechałeś w piżamie? - Podszedł bliżej, tak samo jak ja głaszcząc Toi, która miała za sobą ciężki, pełen niepewności dzień. Wcześniej nam się to nie zdarzyło, ale z drugiej strony... Zawsze miałem dla niej choć chwilę. Codziennie poświęcałem jej swój czas i zabierałem ją ze sobą w różne miejsca. Była częstym gościem Kobo czy Kochiko. Na dobrą sprawę to był pierwszy raz, kiedy nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez cały dzień.
- Było pusto. Poza tym... Teraz musiałbym się jeszcze przebierać, a tak to mogę już iść spać. - Wytłumaczyłem, wchodząc do sypialni. Toi ruszyła za mną podobnie jak czarnowłosy. Poklepałem otwartą dłonią posłanie, na które psina od razu weszła. - Trzeba będzie kupić jej nowe. - Oceniłem, po czym położyłem się na łóżku, przysuwając się jak najbliżej ściany.
- Aż tak zmęczony jesteś? - Zdziwił się mężczyzna. Słyszałem jak wyciąga z kieszeni telefon, najpewniej aby sprawdzić godzinę. - Wymęczyła Cię. - Zaśmiał się, zbliżając do drzwi. - Ja jeszcze trochę posiedzę. Dobranoc.
- Dobranoc. - Odpowiedziałem i niemal od razu usłyszałem, że wyszedł z sypialni. Pewnie znowu z kimś rozmawiał. Ostatnio coraz więcej czasu spędzał na czatach internetowych, przez co mniej jego dnia przypadało mi. Nawet jeśli starałem się z nim rozmawiać on siedział w telefonie i komputerze i tylko coś pomrukiwał.
Trochę mnie to zastanawiało, jednak podejrzewałem, że po prostu znalazł sobie jakieś ciekawe towarzystwo do rozmów. Trochę mu tego zazdrościłem, ale sam nie miałbym na coś takiego czasu.
Usłyszałem ciche piski Toi. Nieco zmartwiony odwróciłem się do niej, a widząc jak pilnuje łóżka podniosłem się i wciągnąłem ją do góry. Przecież Hide nie będzie miał mi tego za złe, a nawet jeśli, to łatwo go udobrucham. Zadowolony zwierzak przeskoczył przez moje podkulone nogi i wcisnął się w miejsce między ścianą a moim brzuchem. Uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany, a następnie zamknąłem oczy.
Zasnąłem naprawdę szybko. Chyba wcześniej nie byłem świadomy tego, jak zmęczył mnie ten dzień.
*    *    *
Telefon zadzwonił, gdy siedziałem przed telewizorem, po powrocie z pracy. Hidekiego nie było. Miał wrócić dziś naprawdę późno, dlatego nawet go nie wyczekiwałem.
Trzymając w dłoni gorący kubek z herbatą podparłem go na kolanie i nachyliłem się na niewysokim stolikiem, aby podnieść poobijany telefon. Koniecznie musiałem go wymienić, ale byłem aż nazbyt świadomy kosztów, które się z tym łączyły.
Na ekranie widniał wielki napis " ciotka". Na chwilę wstrzymałem oddech zaciekawiony tym po co dzwoni. Chyba zbyt długo się wachałem aby odebrać, ponieważ telefon nagle przestał wibrować, zaś ekran zgasł. Kiedy zastanawiałem się czy powinienem oddzwonić ponownie rozbrzmiała muzyka informująca o połączeniu przychodzącym. Nacisnąłem odpowiedni przycisk, tym razem zbyt dużo o tym nie myśląc.
- Słucham?
- Jakaś kobieta mnie nachodzi. - Warknęła gniewnie moja krewna. Uniosłem nieco jedną z brwi zastanawiając się o kogo może chodzić. W tym czasie ciocia postanowiła kontynuować. - To jakaś bezdomna, pewnie ćpunka lub alkoholiczka. Jeszcze takich problemów mi brakuje! Jest tu prawie codziennie! Wypytuje o ciebie i o to, gdzie teraz jesteś! - Chciałem zapytać o jej wygląd, jednak nie miałem nawet chwili, aby dojść do słowa. - Nie obchodzi mnie w co się wpakowałeś, masz sie jej pozbyć! Co sobie sąsiedzi pomyślą?! To, że mają cię za zero nie znaczy, że mnie też mają tak postrzegać! - Zabolało. Poczułem się o wiele gorzej niż chwilę temu, a dzień miałem dziś wyjątkowo udany. Westchnąłem ciężko odchylając się, aby oprzeć ciało o róg kanapy.
- Powiedziała jak się nazywa?
- Nie. - Prychnęła.
Jedyną osobą, która mogła pasować do opisu była moją matka. Jednak.. Ona nie miała by powodu, dla którego mogłaby chcieć utrzymywać ze mną kontakt. Przecież ostatnio jasno dała mi do zrozumienia, że nie zamierza utrzymywać ze mną kontaktu.
- Więc następnym razem spytaj o to, lub zagroź policją. Nie znam żadnych bezdomnych ludzi.
- Sprowadzasz na mnie same kłopoty. Mogłam was wtedy zostawić. – Prychnęła, po czym nie czekając na moją odpowiedź rozłączyła się. Rzuciłem telefonem na dywan, przykładając kubek do ust. Herbata była nieco zimniejsza niż bym tego chciał jednak wciąż bardzo smaczna. To jakaś nowość, którą kupił Hideki. Ja sam nigdy nie kupiłbym drogiego naparu, a ten ewidentnie na taki wskazywał, ale był pyszny. Całkowicie skradł nasze serca aromatyczną mieszanką suszonych ziół. Pijąc wciąż zastanawiałem się nad skąpym opisem ciotki. Przecież nie znałem nikogo takiego. Pamiętałbym, ponieważ w moim życiu pojawia się naprawdę niewiele osób.
Pokręciłem głową podchodząc do okna. Rozkoszując się ciepłą herbatą zauważyłem dwójkę ludzi. Dwie kobiety, a przynajmniej tak mi się zdawało. Jedna szła za drugą, jakby namawiając ją do czegoś.
Wtedy też przed oczami stanęła mi sytuacja sprzed jakiś dwóch tygodni, kiedy to bezdomna, brudna kobieta zaczepiła mnie na ulicy podając się za przyjaciółkę matki i żądając ode mnie pieniędzy. ( Stay- Rozdział 7. Dop. Aut.)
Czy to ona nachodziła mieszkanie ciotki? Czy Miiko (Biologiczna matka Haru. Dop. Aut) faktycznie nakierowała ją na mnie, aby zdobyć pieniądze?
- Pójdziemy dziś wieczorem na długi spacer. - Uśmiechnąłem się do Toi, która na moje słowa uniosła wysoko swoją głowę, podnosząc ją tym samym z łap, o które ją opierała.
*    *     *
Park Deiji znajdował się dość daleko od mojego aktualnego miejsca zamieszkania. Był dość blisko osiedla domków, na którym swój budynek posiadała rodzina Doi'ego. Jakieś dwadzieścia minut piechotą na zachód od ostatniego z domków. Korzystając z tego, że Hideki wciąż był w pracy wyszedłem bez zbędnych tłumaczeń. Do lodówki przyczepiłem karteczkę z informacją mówiącą, że razem z Toi wybraliśmy się po ciastka do sklepu całodobowego. Podejrzewałem, że wrócę niedługo po mężczyźnie dlatego nie będzie świadom tego, ile tak naprawdę byłem na zewnątrz.
Wspomniany park był już naprawdę stary i oznaczony jako miejsce, na którym wkrótce powstanie duża galeria. Jedni się z tego cieszyli, inni narzekali. Do tego miejsca nie chodził już niemal nikt. Zostało zaniedbane, zapomniane przez miasto. Znajdowało się na drodze zbyt oddalonej od centrum Otemachi, dlatego nikt nie fatygował się, aby tu przyjść. Jedyny autobus, jaki jechał w tą stronę skręcał w lewo jakieś dziesięć minut przed celem. Trudno było tu dotrzeć.
Miejsce to od dawna stanowiło nocleg dla bezdomnych. W dzień raczej się ich nie widywało, jednak pod wieczór, kiedy temperatura się obniżała wszyscy się tu schodzili. Powodował to niewielki, zadaszony budynek, w którym kiedyś była stała wystawa kwiatów niemożliwych do zobaczenia w Japonii. Były przywiezione z innych krajów i hodowane pod czujnym okiem specjalistów. Kiedy wystawa upadła park stracił jakiekolwiek zainteresowanie.
Opuszczony budynek stał się oazą dla ludzi nieposiadających mieszkań. Nikt nie odważyłby się wejść tu po zmroku, ponieważ chodziły plotki, że spało w nim ponad trzydzieści osób.
Teraz niestety nie widziałem innej możliwości niż wejście do tej rudery i znalezienie nękającej mnie kobiety. Wcześniej dokładnie przymyślałem swoje działanie i przebieg rozmowy. Zamierzałem kazać jej odejść i wyjaśnić jej, że nie mam ani grosza. Oczywiście nie wziąłem ze sobą zbyt wielu pieniędzy. Jedynie jakieś drobne na ciastka i autobus.
W ogrodzie od razu ruszyłem na ścieżkę prowadzącą do budynku. Toi szła przy mnie wiernie, jednak nie sądziłem aby zabieranie jej tu było dobrym pomysłem. Zrobiło się nieprzyjemnie zimno, plus wydawała się być bardzo przestraszona i zdezorientowana. Cały czas czujnie patrolowała teren.
Wysoka budowla była blisko wejścia, dlatego znalazłem się przy niej po kilku niedługich minutach. W środku coś się paliło. Zastanawiałem się, czy jest możliwe, że zrobili sobie tam miejsce na ognisko. Był to jakiś sposób na ogrzanie się.
- Co Ty tu robisz? - Usłyszałem za sobą zdziwiony, kobiecy głos.
_________________________________________________________
Rozdział Betowała Nezumi
Hejo kochani! Jak wam się podoba rodział? Nezu mówi, że jest dobrze, ale sama nie jestem tego pewna...
 * Prawie zeszła na zawał, bo brat upuścił rower*
Dziękuję strasznie za duży odzew pod ostatnią notką! To naprawdę bardzo, bardzo, bardzo pomaga w pisaniu! <3
Dlatego mam nadzieję, że i tym razem wyrazicie swoje opinie :)
Hm.. 01-07 maja mam wolnę więc ... Powinnam znaleźć chwilę, aby napisać kolejny rodzialik.
Proszę o komentarze <3
A teraz... Wracam do moich kochanych chłopców z BTOB ( zespół, jeśli macie ochotę to bardzo polecam piosenkę "Way back home", którą męczę od dawna)
Kocham <3
Hoshi

środa, 2 marca 2016

Stay - Rozdział 12

        Obudziłem się w środku nocy z dziwnym uczuciem mówiącym, że coś jest nie tak jak powinno. Tak, jakby moja podświadomość krzyczała bezustannie: " Musisz wstać! Wstań natychmiast!" To było na tyle dezorientujące, że gdy już otworzyłem oczy nie miałem pojęcia gdzie jestem, ani też co robię w danym miejscu. Podejrzewam, że gdyby ktoś wtedy spytałby mnie o imię zawahałbym się przed udzieleniem odpowiedzi.
Dobrze znałem to mieszkanie, to wąskie łóżko, wyblakłe, fioletowe ściany, które aż prosiły się o nowy, lepszy kolor. Tuż obok mnie leżał Kobo. Wyglądał niesamowicie spokojnie, co zawsze mnie śmieszyło. Kiedy spał sprawiał wrażenie zupełnie innej osoby. Jego usta nie były wygięte w ten specyficzny dla niego sposób. Nie uśmiechał się, jego oczy nie błyszczały radośnie, ponieważ zasłonięte były przez powieki. Przydługie włosy spoczywały w nieładzie na błękitnej poszewce poduszki, twarz wydawała się bardziej poważna.
Podniosłem się do siadu, spoglądając na swoje stopy, które spoczęły na białym dywanie. Obok leżała moja koszulka, którą od razu zarzuciłem na ciało. Nie lubiłem chodzić po domu bez żadnej odzieży, ani w bieliźnie. Nie robiłem tego nawet, gdy mieszkałem sam.
Być może wynikało to z kompleksów na punkcie mojego ciała.
Zwykłem słyszeć, że mam ładną, wręcz dziecięcą twarz, więc z wiekiem ją polubiłem. Jednak niechęć do niższych partii nie zniknęła. Nie lubiłem swoich dłoni, dziwnie małych w porównaniu do znajomych mi mężczyzn. Nie lubiłem swojego brzucha, który nie był ani trochę umięśniony. Żebra były zbyt widoczne, nawet mimo panującej mody na jak najszczuplejszą sylwetkę, która dotarła do nas z Seoulu.
Nie przepadałem za swoimi nogami, miewałem wrażenie, że są zbyt pokraczne. Nie pasujące do dorosłej osoby.
Nienawidziłem swojego niskiego wzrostu, typowego dla azjatów.
I uśmiechu, który ani trochę nie pasował do szarej codzienności, która mnie otaczała.
Podniosłem z ziemi telefon, który musiał wypaść ze spoczywających obok spodni. Było kilka minut po dwudziestej trzeciej, a ja uświadomiłem sobie, że spałem najwyżej pół godziny.
Miałem jedenaście nieodebranych połączeń i dziewięć wiadomości. Wszystkie od Hidekiego. Westchnąłem cicho, zastanawiając się jak bardzo nieodpowiednie było zostawienie go bez żadnego znaku życia.
Kilknąłem na ikonkę prowadzącą do otwartej konwersacji z mężczyzną po czym przewinąłem do pierwszej otrzymanej dziś od niego wiadomości. Zabrałem się za czytanie wszystkich po kolei.

Hideki

20:12
Wrócę dziś trochę później, muszę wypełnić jakieś dokumenty, bo ktoś kto miał się tym zająć wyszedł już do domu.

20:20
Strasznie ich dużo, pewnie wrócę około 22. Nie czekaj na mnie jeśli jesteś zmęczony.

21:08
Skończyłeś już?

21:54
Właśnie wszedłem do domu, a ciebie nie ma. Gdzie jesteś?

22:09
Odbierz!!!

22:17
Zadzwonię na policję jeśli nie wrócisz!

22:21
Masz natychmiast odebrać.

22:54
Zabiję Cię, jak wreszcie się pojawisz.

23:01
Już nie żyjesz.

Doszedłem do wniosku, że to właśnie dźwięk otrzymanej wiadomości musiał mnie obudzić.
Zastanawiało mnie, co powinienem teraz zrobić. U Kobo było ciepło i wygodnie. Co najważniejsze bezpiecznie. Po spojrzeniu za okno mój umysł zarejestrował całkowitą ciemność i brak żywych istot.
Nie chciałem wychodzić, jednak kiedy rozbrzmiał sygnał nadchodzącego połączenia, wiedziałem, że Hide oczekuje mojego powrotu jak nikt wcześniej.
Wyrwałem kartkę z wiszącego na ścianie kalendarza, ponieważ marzec i tak kończył się za kilka dni, a ja nie miałem czasu szukać żadnego zeszytu. Podniosłem leżący na szafce nocnej ołówek i napisałem krótką notatkę mówiącą o tym, że musiałem koniecznie wyjść, ale zobaczymy się w poniedziałek w pracy. Wyszedłem z sypialni i zostawiłem wiadomość w kuchni, na stole.
Wróciłem do poprzedniego pokoju po resztę pozostawionej tam garderoby i wyszedłem do przedpokoju, gdzie założyłem buty oraz kurtkę, która niedbale wisiała na specjalnych słupkach. Wyszedłem z mieszkania przyjaciela po czym zszedłem schodami i wyszedłem z budynku. Szybko zostawiłem go za sobą, nawet przez moment nie oglądając się za siebie. Ruszyłem odpowiednią alejką na przystanek po czym wyjąłem z kieszeni telefon i z lekkim wahaniem wybrałem numer współlokatora. Odebrał po dwóch sygnałach, co było najbardziej przerażającą perspektywą spośród tych, które wcześniej pojawiły się u mnie w głowie. Najlepszą było po prostu zignorowanie mojego telefonu.
- Haru? - Zapytał niepewnie, co było niepokojące, ponieważ byłem pewien, że nazwa kontaktu wyświetliła się na ekranie jego komórki.
- Spodziewałeś się kogoś innego?
- Nie żyjesz głupi małolacie. - Oznajmił na tyle spokojnie, że zacząłem się zastanawiać, czy wyjście z mieszkania współpracownika na pewno było odpowiednią decyzją. Mogłem zostać i wrócić do nagrzanego łóżka. -Gdzie do cholery jesteś?
- Byłem na piwie z ludźmi z pracy. - Odparłem od razu, ponieważ to zawsze było najlepszą wymówką.
-Dlaczego nie zadzwoniłeś? Myślałem, że coś Ci się... Czekaj, wracasz teraz? Czy ty nie widzisz jak jest ciemno?! Ktoś zrobi Ci krzywdę! - Uprzedził, kiedy obok mojego przystanku zaparkował odpowiedni autobus. Wsiadłem do środka i ruszyłem w stronę najbliższej pary foteli, po czym zająłem to przy oknie.
- Jestem w autobusie, wysadzi mnie pod twoim mieszkaniem. Porozmawiamy jak wrócę. - Powiedziałem po czym od razu się rozłączyłem. Nie chciałem go słuchać, nie chciałem teraz z nikim rozmawiać. Po prostu chciałem wrócić do łóżka.
Autobus ruszył, a ja odwróciłem wzrok w stronę okna. Widziałem jak szybko mijaliśmy budynki mieszkalne i sklepy. Kiedy przejechaliśmy niedaleko alejki prowadzącej do mieszkania ciotki miałem ochotę wysiąść. W pierwszej chwili nawet się podniosłem, ale potem od razu z powrotem zająłem miejsce. To nie był już mój dom, teraz nie posiadałem żadnego. Na tą myśl stwierdziłem, że muszę obejrzeć mieszkania do wynajęcia. Koniecznie. Zbliżał się nowy miesiąc, wypłata. Możliwość znalezienia ciepłego gniazdka dla mnie i Toi. Miejsca, w którym wrócimy do swojej spokojnej rutyny.
Rozejrzałem się po wnętrzu pojazdu. Oprócz mężczyzny po czterdziestce, dwóch pijanych studentów i kierowcy nie było nikogo. Z przodu cicho leciała muzyka, nie znałem tej piosenki. Była wręcz usypiająca. Głos kobiety był kojący, tak jakby mówiła o tym, że będzie lepiej, że wszystko będzie dobrze. Jak głos matki, obiecujący, że nie ma czego się bać.
Oczywiście rozumiem japoński na tyle, że wiedziałem o czym śpiewa. Kolejna piosenka o rozstaniu. To nic, wciąż uważałem ją za naprawdę przyjemną.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce wysiadłem i po kilku krokach przed siebie skręciłem w lewo. Szedłem chodnikiem znajdującym się między autostradą a alejką wzdłuż której znajdywała się spora ilość niewielkich sklepików. Było pusto, ale słyszałem, że ktoś pośpiesznie szedł za mną. W pewien sposób przypomniało mi to pewną sytuację i zdecydowanie nie były to dobre wspomnienia.
W pierwszej chwili nie chciałem wierzyć, że atak na mnie mógłby się powtórzyć, dlatego nie przejmowałem się tym i szedłem spokojnie, nawet nie pomyślałem o tym, żeby przyśpieszyć. Dopiero kiedy poczułem czyjeś ciało za sobą, a na moich ustach spoczęła męska dłoń zrozumiałem, że powinienem był myśleć bardziej racjonalnie, bardziej trzeźwo mimo później pory.
Chciałem krzyknąć, jednak nie potrafiłem wydać z siebie żadnego odgłosu. Nie widząc lepszego wyjścia zacząłem się wyrywać, jednak i to na nic się zdało. Mężczyzna przyciągnął mnie bliżej siebie, co sprawiło, że musiałem oprzeć się plecami o jego ciało. Był sporo wyższy i... Jego zapach wydawał mi się dziwnie znajomy.
Czułem jak osoba schyla się nade mną, aby po chwili przybliżyć swoje usta do mojego ucha.
-Mówiłem, że Cię zabiję. - Przypomniał szeptem, po czym szybko ucałował pobliski skrawek skóry i puścił moje ciało.
- Przestraszyłeś mnie! - Krzyknąłem obracając się w jego stronę. Przez chwilę uśmiechał się lekko, jednak idealnie widziałem jak jego wargi wracają do naturalnego ułożenia.
- A co ja mam powiedzieć?! Martwiłem się o Ciebie cały wieczór! - Odparł, chwytając mnie za nadgarstek, jakby wierzył, że w ten sposób bardziej zwróci na siebie moją uwagę.
- Mówiłem, że byłem ze współpracownikami!
-Miałem się domyślić?! Głupi sms by wystarczył! Przestań myśleć tylko o sobie! - Wrzasnął patrząc na mnie nieprzychylnie. Po jego żartach nie zostało ani trochę dobrego humoru. Zdawał się całkowicie o tym zapomnieć.
W pierwszej chwili pomyślałem, że przecież Doi właśnie to kazał mi robić. Myśleć więcej o sobie, o swoim zdrowiu, samopoczuciu.
- Przyszedłeś po to, żeby się na mnie wyżyć? - Zapytałem wznawiając swoją drogę. Kłótnie do niczego nie prowadziły, były niepotrzebne i bezcelowe. W ten sposób nie można rozwiązać żadnego problemu.
- Dobrze wiesz, że nie. - Westchnął, chwytając mnie za dłoń, tym razem o wiele delikatniej niż wcześniej. W mojej głowie pojawiło się wspomnienie niedawno usłyszanej przeze mnie rozmowy, w której zapewniał kogoś o swojej obecności przy nim. Pomyślałem, że to nie mnie powinien teraz trzymać za dłoń i to nie o mnie powinien się martwić, ponieważ w jego życiu na pewno znajdował się ktoś dużo ważniejszy niż jakaś przybłęda.
-Wiem. - Mruknąłem i były to ostatnie słowa wypowiedziane przez któregoś z nas podczas naszej podróży.
*   *   *
-Jeśli miałbyś wybór co do tego jak potoczy się twoje życie, to zmieniłbyś w nim coś? - Zapytała Kochiko przygotowując nam herbatę. Ona bardziej preferowała kawę, ale ostatnio miała małą manię na punkcie zdrowego odżywiania. Zaczęło się od tego, że planowała nie przytyć zbyt wiele podczas ciąży. Zaczęła jeść więcej zdrowych posiłków, jednak z czasem wykreśliła z diety wszystko co w jakiś sposób uważała za szkodliwe.
Mi to było obojętne. I tak nie przepadałem za kawą.
- Jasne. - Zaśmiałem się, sięgając po kruche ciastko, które wraz z innymi tworzyło ładny stosik na talerzyku stojącym na środku niewielkiego stolika.
- Bierz ciastka i możemy przenieść się do salonu. - Odeszła od blatu, trzymając w dłoniach dwa parujące kubki. Podniosłem wcześniej wspomniany talerzyk i wyszedłem za nią do salonu. Zmieniła dywan. Teraz był szary, a nie brązowy. Ot myśl, która pojawiła się w mojej głowie. - Co byś zmienił?
- Byłbym przystojnym, wysokim Amerykaninem mieszkającym w ogromnej posesji wraz z kilkoma rasowymi psiakami. No i oczywiście posiadałbym niezliczoną ilość pieniędzy. Moje życie byłoby idealne, wszyscy by mnie podziwiali i zazdrościliby mi.
- Łeee, to byłoby nudne. - Zachichotała, siadając na kanapie. Zająłem miejsce przy niej i położyłem słodycze między nami. Z cichym "dziękuję" odebrałem z jej dłoni  beżowy kubek.
-Wiem. - Odparłem kiwając lekko głową. - Też o tym kiedyś myślałem. Nie miałbym co robić, pewnie całe dnie oglądałbym głupie programy rozrywkowe lub chodziłbym codziennie naćpany. Ty byś coś zmieniła?
- No pewnie. Byłabym bogata. Każdy chciałby być bogaty. - Stwierdziła patrząc na wbiegającą do pokoju córkę. Dziewczynka zwolniła patrząc na mnie z uśmiechem, po czym wspięła się na moje kolana uważając na to, żeby nie wylać napoju z trzymanego przeze mnie kubka, który troskliwie został odebrany przez Kochi.
- Wujek, powiem Ci sekret. - Oznajmiła podekscytowana Masao, kładąc swoje drobne dłonie na moich ramionach. Nachyliła się nieco, patrząc na rodzicielkę z uśmiechem.  - Mama obiecała, że kupi mi królika. - Wyznała odchylając się na moich nogach, aby spojrzeć na mnie z pewnego dystansu.
- Naprawdę? - Zapytałem zaskoczony patrząc na przyjaciółkę. Ta wzruszyła ramionami, odkładając kubki na pobliską półkę.
- Powiedziałam, że zastanowię się za rok. - Podkreśliła, na co dziewczynka cicho prychnęła schodząc  z mojego ciała.
- Zgodzi się. - Spojrzała na mnie, całkowicie pewna swoich słów, na co i ja poczułem ogarniającą radość. Uwielbiałem ją.
- Wiem. - Powiedzieliśmy z Kochi jednocześnie, co spowodowało, że pokój opanował swobodny śmiech. Masao, czując się zapewnie zwycięsko, wybrała ze stosiku interesujące ją, czekoladowe ciastka po czym powiedziała, że musi odrobić matematykę i zniknęła z pomieszczenia. Nasłuchiwaliśmy jej kroków, dopóki nie zamknęła drzwi do swojego niewielkiego pokoju.
- Dlaczego nie mieszkasz już u siebie? -  Zadała w końcu pytanie, które wisiało nad nami od momentu, w którym postawiłem pierwszy krok w jej domu. To musiało nastąpić i byłem tego całkowicie świadomy. Co więcej idąc tu przemyślałem nieco odpowiedź.
- Ciocia wróciła. Nie mogliśmy się dogadać. - Zacząłem, bawiąc się końcówką długiego rękawa swetra. - Bardzo nie lubiła Toi. Chciała, żebym ją oddał. Przecież nie mogłem jej zostawić, prawda?
- Oczywiście. - Potwierdziła od razu.
- Musiałem się wyprowadzić, ale to nic. Znajdę coś nowego, szybko przyzwyczajam się do nowych sytuacji. - Uśmiechnąłem się, podtrzymując jej zmartwiony wzrok.
Miałem okropne wrażenie, że wszyscy wokół postanowili zacząć się mną przejmować. Kochiko, Hideki, Kobo, Doi. Wszyscy, na których mi naprawdę zależało. Wszyscy, którzy stanowili znaczącą część mojego życia.
-Wiem, ale pamiętaj, że zawsze możesz zamieszkać ze mną. Jesteś dla mnie jak rodzina. - Zapewniła, delikatnie dotykając mojej dłoni.
- Czuję to samo względem Ciebie i Masao. - Wyznałem, chociaż byłem pewny, że ona całkowicie zdaje sobie z tego sprawę. Była świadoma tego, jak bardzo są dla mnie ważne.
A ja nie widziałem tylko, czy nie przyjdzie czas, kiedy zechcę to wykorzystać.
*    *    *
Lubiłem wieczory. Zwłaszcza te deszczowe, kiedy wystarczyło uchylić okno, aby poczuć charakterystyczne, świeże powietrze. Uwielbiałem te wielogodzinne burze. Ulice były wtedy całkiem puste. To były takie moje chwile, mój czas.  Tego dnia było podobnie. Ciężkie krople spadały na ulice tak szybko, że stojąc przy oknie miałem wrażenie, że świat ukryty został za szarawą mgłą. Czułem się oddzielony od społeczeństwa. W jakiś sposób sprawiało to, że czułem się naprawdę dobrze. Jak dziecko, bez żadnych poważniejszych obowiązków.
Słyszałem za sobą stukanie klawiatury. To Hideki od jakiegoś czasu pisał coś na swoim obdrapanym laptopie. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem nie potrafiłem uwierzyć, że na prawdę się uruchomi. Nie był starym modelem, jednak widać było, że właściciel nie dbał o niego podczas użytkowania. Nie wiedziałem skąd wzięły się wszystkie uszkodzenia na srebrnym lakierze. Kilka dni wcześniej zapytałem o to współlokatora, jednak ten zaśmiał się i wskazując na potężne wgniecenie przy rogu ekranu, rzucił " To powstało na skutek zderzenia ze ścianą. Reszta sama się pojawiła".
Zwykle kiedy coś pisał rozmawiał jednocześnie ze mną i z osobą, której awatar co chwilę pojawiał sie na pasku zadań. Nigdy nie spytałem kim była, jednak podświadomie podejrzewałem, że to ta sama osoba, która ostatnią rozmową z Hidekim wprawiła mnie w uczucie samotności.
-Jest ktoś, kogo kochasz? - Zapytałem, odchodząc od przezroczystej szyby. Spodziewałem się spotkać zdziwiony wzrok starszego mężczyzny, jednak ten nawet nie uniósł go znad komputera.
- Jasne, każdy ma kogoś, kogo kocha.
- Nie, czy jest ktoś kogo kochasz inaczej. - Spróbowałem sprecyzować, jednak po wygłoszeniu zdania miałem wrażenie, że na staraniach się skończyło.
- Oj, wiem, wiem. - Mruknął odsuwając się nieco od laptopa. Dopiero wtedy podniósł na mnie swoje oczy. Miałem przez to wrażenie, że rzeczywiście postanowił mnie wysłuchać. To było nieco krępujące. - Dlaczego pytasz?
- Nie wiem, więc pytam. - Wyjaśniłem natychmiast.
- Mam. - Kiwnąłem lekko głową, nie czując w zasadzie nic szczególnego. Może lekkie rozczarowanie, na które byłem przygotowany dużo wcześniej. Zbyt wiele takich rozczarowań mnie spotkało.
- Więc dlaczego sypiasz ze mną?
- To, że Go kocham nie znaczy, że jesteśmy ze sobą. - Sprecyzował, a w jego głosie naprawdę można było poczuć swojego rodzaju ból, niezgodę z obecną sytuacją.
- Wyjaśnisz? - Podszedłem bliżej, aby usiąść na krześle po jego prawej stronie. Musiałem uważać przy tym, aby nie zdeptać rozkosznie śpiącej Toi, usadowionej pod stołem.
Mężczyzna westchnął, ale nie wyglądało na to, żeby wahał się przed udzieleniem odpowiedzi. Podejrzewałem, że po prostu chciałby aby ta rozmowa nie miała miejsca, co sprawiło, że obiecałem sobie nie nalegać na przedstawienie mi sytuacji.
- Dwa miesiące temu byłem świadkiem na jego ślubie. - Wyjawił, a mnie najprościej mówiąc zmurowało. Nie spodziewałbym się po nim, aby miał taką niespełnioną, niemożliwą wręcz miłość. - Ale to nic, nie chcę współczucia. Jestem zadowolony, póki on jest szczęśliwy.
- A faktycznie jest szczęśliwy? - Wydawało mi się, że tym pytaniem zbiłem go z tropu. Pokój ogarnęła cisza, która przez kilka długich minut nie została przerwana przez żadnego z nas. Hideki wrócił wzrokiem na ekran komputera, jednak nie dotknął klawiszy. Zresztą myślał, tak samo ja… Zastanawiałem się, jak doszło do takiej sytuacji w jego życiu. Czy znał go od dawna, a może poznał go niewiele przed ślubem ? Czy byli kiedyś ze sobą? Czy rozważali związek? Kiedy odkrył, że go kocha?
- Nie wiem. - Przerwał moje rozmyślenia, cichym, jakby zawstydzonym wzrokiem. Brzmiało to, jakby przyznawał się do błędu, a przecież nie miałem takiego celu, gdy wypowiadałem pytanie.
-Wie, co do niego czujesz?
-Nie i nie sądzę, aby to miało się kiedykolwiek zmienić. - Zaśmiał się, z powrotem przenosząc na mnie wzrok. - Być może zaakceptowałby mnie, pokochał, ale kiedy uświadomiłem sobie, że chciałbym być na miejscu jego dziewczyny było już za późno. Spóźniłem się, a ona mnie ubiegła. Zdobyła go pierwsza.
- I nie próbowałeś walczyć? - Dopytywałem cicho, nie chcąc na niego w żaden sposób naskakiwać, po prostu byłem ciekaw. Nie wiedziałbym jak zachować się na jego miejscu, walczyć, czy odpuścić.
- Po co? Ona była pierwsza, on jej się oświadczył. Znalazł swoją bratnią duszę.
- Myślę, że powinieneś spróbować. Chciałbym, żebyś był szczęśliwy. Jesteś dobrą osobą.
-Ledwo mnie znasz. - Prychnął, śmiejąc się przy tym swobodnie.
- Wydajesz się być dobrą osobą. -Poprawiłem, podkreślając pierwszą część zdania.
- Jeśli będę miał okazję, to spróbuję. - Obiecał tarmosząc moje włosy, kiedy wstał. - Idę pod prysznic inaczej nie uwolnię się od twojej ciekawskiej strony. - Zamknął klapę laptopa, nie odpisując na otrzymaną wiadomość, co nieco mnie zdziwiło.
- Lubię pytać.
- A ja lubię odpowiadać, ale co za dużo to nie zdrowo. - Podsumował, wychodząc z pokoju. - Jeśli chcesz, to jeszcze kiedyś do tego wrócimy, ale nie dzisiaj. Oboje mieliśmy ciężki dzień. - Przypomniał, na co ja jak na zawołanie poczułem uporczywy ból w stopach. Mieliśmy dziś stanowczo zbyt duży ruch w kawiarni.
*    *    *
    Czasami zastanawiałem się, czy z Hidekim aby na pewno wszystko jest w porządku. Raz bywał kochany, a innym razem potrafił krzyknąć na mnie jak nikt inny. Nasza znajomość nie była długa, nie trwała latami, przez co nie potrafiłem stwierdzić, czy była to stała część jego charakteru.
Uwielbiałem dobrego Hide. Bałem się złego Hidekiego.
Leżąc z nim w jednym łóżku, nie potrafiłem wyzbyć się myśli, o nowych faktach z jego egzystencji. Był zakochany, chociaż na pewno dla wielu zdawał się niezdolny do tak głębokiego uczucia.
Gdy go poznałem pomyślałem, że jest głośny, gwałtowny i nie koniecznie uprzejmy. Zdawał się widzieć siebie ponad wszystkimi innymi. Udawał Pana świata.
Spędziłem z nim półtora tygodnia w jednym mieszkaniu. I ten względnie krótki czas zdawał się odmienić całkowicie moje spojrzenie na niego, jako człowieka.
Był troskliwy, martwił się o innych. Nie tworzył niepotrzebnego hałasu, wręcz przeciwnie. Czasami wydawał się zbyt cichy i tajemniczy. Śmiałbym stwierdzić, że lubił mieć kogoś przy sobie. Uwielbiał Toi. Kochał pomagać innym i zawsze był do tego gotowy.
To nie był ten sam chłopak, którego poznałem na imprezie urodzinowej kolegi. Przed samym sobą było mi wstyd, że tak jak inni potrafiłem od razu go ocenić.
Chcąc wyrzucić z głowy nieprzyjemne myśli spojrzałem na telefon w celu sprawdzenia godziny. Ze zdziwieniem zauważyłem, że na ekranie pojawiła się ikonka o wiadomości otrzymanej pół godziny temu. Była od Doi'ego, który nie był w tym momencie osobą, z którą chciałbym rozmawiać. Nie czułem się gotów na kolejną serię przemyśleń na tematy niekoniecznie przyjemne.
Mimo to otworzyłem okno konwersacji. Od razu zaskoczyła mnie ilość tekstu. Mój były chłopak naprawdę lubił pisać smsy. Zdarzało się, że brał numery telefonów od ledwo poznanych osób, żeby choć przez chwilę z nimi popisać. Zwykle takie znajomości kończyły się po kilku dobach, ale jemu nigdy nie zdawało się to przeszkadzać.
Doi

22.40
Przyszedłem dziś z Colin'em do rodziców. Nie jako z chłopakiem, ale jako z przyjacielem. Rozmawialiśmy do późna i wieczorem postanowiliśmy zostać. Wiesz co? Kiedy wszedłem do pokoju, było w nim dziwnie. Jakby czas się zatrzymał. Żadne przedmioty nie zmieniły swojego miejsca. Na biurku leżała twoja bransoletka, pamiętasz? Ta czarna z szarym wzorkiem. Pod łóżkiem była twoja bluza. Przy oknie notatnik, a w nim twoje zapiski dotyczące wyjazdu do twoich dziadków. Przy kaktusie, którego nienawidziłeś wciąż jest pełno wsuwek do włosów, którymi spinałeś grzywkę latem. W szafce biurka znalazłem ten różowy długopis, który kupiłeś, bo nienawidziłeś tego, że mam ich niewiele. Tak, ten sam który po dwóch dniach się wypisał. 

22.41
To dziwne wrócić tutaj. Mam wrażenie, że wciąż tu jesteś.

Nie pamiętam, żebym kiedyś dostał dłuższą wiadomość. Było kilka podobnych rozmiarem, na początku naszego rozstania, kiedy Doi potrafił opisać mi wszystko co zobaczył w Londynie. Był tym niesamowicie podekscytowany.
Miałem wrażenie, że sms jest dziwnie osobisty. Napisany szybko, pod wpływem gwałtownych emocji.
Piszesz jakieś opowiadanie?
Odpisałem po chwili. Nie chciałem zostawić go bez odpowiedzi, ale nie wiedziałem co innego mógłbym napisać. Wiadomość zwrotną dostałem dopiero kilkanaście minut temu, kiedy leżąc z zamkniętymi oczami próbowałem zasnąć.
Doi

23.41
Jesteś nieczuły…

Uśmiechnąłem się. Miał rację. Taki właśnie byłem. Zamknięty w sobie, nie czujący potrzeby dzielenia się swoimi emocjami.
Przewróciłem się na drugi bok, jednak natychmiast wróciłem do wcześniejszej pozycji. Nie chciałem obudzić Hidekiego, który spokojnie wypoczywał. Tak samo jak ja miał dziś dużo do zrobienia. Przynajmniej jemu udało się szybko odpłynąć do krainy Morfeusza.

Doi

23:44
Z Colinem jest inaczej. Nie umiem tęsknić za nim tak bardzo, jak za Tobą. 

Nieco zdziwiony musiałem przeczytać wiadomość kilka razy, aby mieć pewność co do znaczenia słów. Nie sądziłem, aby pod tym względem blondyn mógł słusznie porównać mnie ze swoim obecnym chłopakiem. Colin był inny, miał inny charakter, na co dzień spędzali ze sobą więcej czasu niż Doi ze mną, kiedy byliśmy jeszcze w związku.
Co najważniejsze Doi nigdy nie zostawił swojego chłopaka na dłużej niż tydzień. Byłem pewny, że jeśli rozstaliby się na miesiąc to poczułby większą tęsknotę, więcej rzeczy przypominałoby mu o nieobecności bruneta.

Jeśli musielibyście rozstać się na dłużej poczułbyś jego brak. Nie myśl o tym. Dobranoc.

 Odłożyłem telefon na ziemię i objąłem ramieniem ciało leżącego przy mnie, nieszczęśliwie zakochanego mężczyzny. Nie chciałem już pisać, ponieważ czułem ogromne zmęczenie. Mimo to, czekałem na specyficzny dźwięk wibracji telefonu, który nie pojawił się nawet, gdy wreszcie udało mi się zasnąć.


_________________________
Rozdział betowała Nezumi
_________________________
* puk, puk*
Dobry wieczór, tu Hoshi ^ ^
Przyznać się, kto tęsknił? :3 Etto... Jest chociaż jedna taka osoba?
Troszkę to zajęło, ale wracam do was z nowym rozdziałem ^ ^ Jak wrażenia?
Przypadł wam do gustu?
Właściwie miałam dodać go w ferie, kiedy wreszcie miałam trochę wolnego, ale nagle zadzwonili do mnie z pracy... ( Dorabiam sobie weekendami) czy nie chcę pracować przez te dwa tygodnie...
Bardzo zależy mi na pojechaniu na koncert B.a.p, więc się zgodziłam.

Jestem troszkę niepewna co do tego czy notka wam się spodoba, dlatego... Proszę o opinie ;)
Kocham was!

PS: Każdy, nawet najkrótszy rozdział bardzo motywuje do pisania. Ta świadomość, że jest ktoś, kto czeka ;)  Dlatego wystarczy nawet krótkie "Było ok", abym się ucieszyła i szybciej napisała rozdział.
Kocham was...Hm, było wyżej X3
Kocham was, Hoshi <3

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń