poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Stay - Rozdział 13

Ściągnąłem z siebie grubą bluzę, odsłaniając przez to szczupłe ramiona okryte szarą, luźną koszulką z białym nadrukiem. Spojrzałem na doniczki i spiąłem włosy w wysoką kitkę.
- No dalej, zostały zioła i dwa drzewka. - Zapewniła Kochiko podlewając dziwne, różowe kwiaty, które chwilę wcześniej przesadziłem do ziemi. Pokręciłem głową, świadom tego, że nie jest to prawda.
- A ta ławeczka, którą miałem ci tu przynieść? – Zapytałem, spoglądając na Masao, która siedząc pod drzewem odrabiała pracę domową. Była dziwnie spokojna, cicha. Wcześniej nawet nie potrafiłem jej sobie takiej wyobrazić, dlatego teraz zrobiło to na mnie wrażenie. Niekoniecznie dobre.
- To będzie pięć minut. Trzeba ją tylko przynieść z ogrodu sąsiadki. – Odparła, podnosząc z ziemi grabie.
Właśnie zaczynał się kwiecień. Świat zaczął budzić się do życia. Trawa z powrotem przybrała żywy, zielony odcień podobny do liści, które rozwinęły się na gałęziach drzew. Przy tym wszystkim pusty ogród Kochi wypadał słabo. Nie było tu nic oprócz jednego, liściastego drzewa. Dziś rano dostałem wiadomość, abym po pracy wziął wygodne ubrania, piżamę i przyszedł do niej aby pomóc w odżywianiu przestrzeni za domem. Teren nie był duży, ale wystarczający aby inni jej zazdrościli. W tym ja, ponieważ zawsze chciałem mieć własną, zieloną przestrzeń.
Hideki niespecjalnie chciał mnie puścić. Dopiero kiedy podczas mojej rozmowy telefonicznej usłyszał, że faktycznie rozmówca jest kobietą stwierdził ,że powinienem jej pomóc. Prawdopodobnie współlokator sądził, że jestem homoseksualistą, ale nie zamierzałem wyprowadzać go z tego błędu. Właściwie to byłem gejem, po prostu nie w stu, a w pięćdziesięciu procentach.
- Myślisz, że sam ją uniosę? - Podniosłem z ziemi jedno z niewielkich (miały około metra) drzew. - Gdzie to?
- Pomoże Ci jej narzeczony. - Mówiąc to obróciła się wokół własnej osi, po czym wskazała palcem miejsce przy wydeptanej drodze. - Drugie posadź kawałek dalej. Kiedyś będzie można zamontować na nich hamak. - Rozmarzyła się z szerokim uśmiechem. Zrobiłem, jak kazała, podczas gdy ona w tym czasie zajęła się ziołami. Stworzyła z nich rządek, a następnie obficie oblała je wodą.
- Chodźmy do sąsiada. – Mruknąłem, wycierając brudne rękawiczki w ciemne spodnie, które miałem na sobie. - Zaraz wrócimy, Masao. - Powiedziałem do dziewczynki, która tylko kiwnęła głową. Kiedy zamknęliśmy za sobą bramkę ruszyliśmy do domu naprzeciwko. - Właściwie... Czy z Masao wszystko w porządku? - Zapytałem mrużąc oczy pod wpływem jasnych promieni słońca, które swoją drogą powinno niedługo schować się za horyzontem.
- Tak, jasne. - Zaśmiała się odrzucając przydługie włosy na plecy. - Chciała iść do koleżanki na noc, ale powiedziałam, że zgodzę się tylko, jeśli odrobi pracę domową przed osiemnastą. Chyba się na mnie obraziła, ale przynajmniej zajęła się zadaniami. Ostatnio opuściła się w nauce. - Poskarżyła się robiąc z ust dzióbek. Niekoniecznie pasowało to do jej wieku, ale moja przyjaciółka nie była kimś, kto przejmowałby się takim szczegółem.
- Może ma jakieś problemy z nauczycielami? – Zasugerowałem, patrząc jak nadusza przycisk na boku bramy.
- Powiedziałaby mi lub Tobie. Nie przejmuj się tym. – Poprosiła, pchając drzwiczki, które wydały z siebie charakterystyczny dźwięk informujący o ich otwarciu. - Dobry wieczór sąsiadko! - Przywitała się radośnie, przytulając nieco niższą od niej czarnowłosą kobietę.
*    *    *
Pamiętam dobrze jak czułem się po śmierci matki. Na początku byłem zszokowany. Właściwie, to przez pewien czas nie docierała do mnie powaga sytuacji. Nie rozumiałem, że zostałem na świecie sam z siostrą i niezbyt dobrze znaną mi ciotką. Nasza rodzina nigdy nie była duża. Wszystkich nas łączyła pasja do podróżowania, dlatego znaczna większość z nas powyjeżdżała, a z czasem zadomowiła się za granicami Japonii.
Dość szybko zacząłem rozumieć, co się stało, ale nie traktowałem tego jako coś, co zmieni moje życie. Byłem nastolatkiem. Moje życie od dawna nie obracało się wokół rodziców. Nie docierało do mnie, że już nigdy ich nie zobaczę. Wierzyłem, że wszystko się ułoży. Jakoś zdobędziemy pieniądze, ukończymy szkoły, a ludzie jeszcze będą nam zazdrościć tego, co osiągneliśmy.
Naiwnie myślałem, że skoro " Po burzy zawsze przychodzi słońce" to i w moim życiu wkrótce wydarzy się coś dobrego.
Ale tak się nie działo, mimo, że czekałem naprawdę długo.
Któregoś ranka, jeszcze przed pogrzebem mamy przyjechała ciotka. Obudziła nas z błogich snów i kazała się spakować. Yui dopiero wchodziła w pełnoletność, ja wciąż byłem tylko gówniarzem, więc nie przejmowaliśmy się dachem nad głową. Nie zauważyliśmy wcześniej, że nie możemy zostać w dość dużym, drogim w utrzymaniu domu.
Ciocia zabrała nas do siebie, kazała się rozgościć, zrobiła herbaty i obwieściła, że po pogrzebie wyjeżdża z kraju. Nie mieszkała tam od dość dawna, mieszkanie miała po jakiejś nieżyjącej krewnej i z sentymentu go nie sprzedała. Wiedziała też, że gdy wróci będzie potrzebowała swojego miejsca.
Wyjechała kilka dni później. Zostaliśmy sami i wtedy też pierwszy raz poczułem się opuszczony. Brakowało mi kogoś, kto darzyłby mnie bezwarunkową miłością, jak to robili moi rodzice.
Yui płakała wieczorami. Ona bardziej martwiła się o przyszłość, podczas gdy ja wciąż ufałem, że wszystko przybierze stary, dobry rytm, którym żyliśmy dotychczas.
Dni mijały. Mało się do siebie odzywaliśmy, żyliśmy jakby osobno. Czasem tylko rzucała, że mam coś zjeść (nie przejmowałem się tym za bardzo) lub posprzątać.
Czułem się coraz bardziej samotny, jakby utkwiony między światami, niezauważalny dla nikogo.
A moja nadzieja, że będzie lepiej powoli odchodziła, nawet się nie oglądając.
Patrząc z perspektywy czasu wtedy naprawdę nie miałem nikogo poza siostrą. Teraz doszli Kobo, Hideki, Kochiko, Masao. Nawet babcia i dziadek, którzy czasami się ze mną kontaktowali. Było dużo lepiej, ale miałem świadomość, że to wciąż nie to samo szczęście, które czułem przed śmiercią rodziców i coraz częściej łapałem się na rozmyśleniach, czy kiedyś znajdzie się coś, co tą pustkę zapełni.
- Zawiesiłeś się? - Zapytała Kochi, zdejmując różne przedmioty z biurka Masao. Uśmiechnąłem się lekko, kręcąc przecząco głową. Nie mogłem jej powiedzieć, że pokój jej córki powoduje u mnie niezbyt przyjemne wspomnienia, oraz potęguję potrzebę kogoś, kto zastąpiłby mi rodzinę.
Masao i Kochiko miały tylko siebie nawzajem, ale w przeciwieństwie do mnie i Yui one nie widziały poza sobą świata. Wspierały się nawzajem, czego nam zabrakło.
- Zastanawiałem się, czy łóżko tak blisko półek jest dobrym pomysłem. - Skłamałem, składając różową pościel z jakimiś postaciami z anime. Robiliśmy małe przemeblowanie, które moja przyjaciółka obiecała córce. Korzystaliśmy przy tym z jej nieobecności świadomi, że kręciłaby się nam pod nogami.
- Obiecałam, że biurko będzie przy oknie... Więc to miejsce jest jedynym możliwym.
- To może obróćmy je tak żeby poduszki były przy wejściu? - Zaproponowałem zmęczony już tym remontem. Nie był zbyt obszerny. Zadbaliśmy o ogród i pokój dziewczynki. Kuchni ani łazienki nie zamierzaliśmy ruszać. W salonie zamierzaliśmy zmienić kolor ścian i meble, które miały zostać przywiezione za dwa dni.
- Masz rację. - Oceniła przyglądając się chwilę materacowi, który zdjęła. Podeszła bliżej, jednak ręką pokazałem, że ma zostać z tyłu.
- Poradzę sobie sam, to nic trudnego. - Uprzedziłem, pamiętając, że kobieta jest w ciąży. Odsunąłem wszystko, co mogłoby w jakiś sposób zawadzić o drewnianą ramę, a następnie chwyciłem ją, aby odsunąć konstrukcję od ściany. Bez większych problemów obróciłem ją na nie podnosząc jej z ziemi.
- To chyba wszystko. Posprzątajmy, a potem możemy gdzieś wyjść. - Zaśmiałem się na te słowa, po czym odłożyłem materac na ramę.
- Już po dwudziestej, plus jest weekend. Gdziekolwiek nie pójdziemy wszyscy pracownicy będą szykowali się do zamknięcia.
- Naprawdę już tak późno? - Zapytała zdziwiona spoglądając na zegarek w poobijanym telefonie. - Dużo nam to zajęło. W takim razie zrobię nam jakąś dużą kolację. - Uśmiechnęła się, wnosząc do pokoju kołdrę córki. - A jutro pójdziemy gdzieś na śniadanie przygotowane przez kogoś innego. - Westchnęła rozmarzona, zapewne nie pamiętając już kiedy jadła coś poza domem. Ja zresztą miałem tak samo.
- Brzmi dobrze. - Odłożyłem wszystkie wyrzucone poza pokój pluszaki po czym poustawiałem na biurku książki.
- To chyba wszystko. - Zdecydowała po przyniesieniu wszystkich przedmiotów, mających stałe miejsce na którymś z przesuwanych mebli. Wychodząc z pokoju poprawiła jeszcze dywan, który podwinął się przy rogu. Zdecydowaliśmy narpierw się przebrać i wziąć prysznic, a dopiero potem gotować, jednak idąc po ubiór nastawiliśmy makaron, ponieważ stwierdziliśmy, że zrobimy do niego sos i to danie będzie stanowiło naszą kolację.
Kiedy już przebrany wyszedłem z łazienki, zauważyłem, że Kochiko wciąż nie wróciła. Wyciągnąłem więc telefon z plecaka i usiadłem przy stole znajdującym się przy kuchni. Na blacie wciąż leżał kubek ze zrobioną wcześniej białą herbatą. Kubek był jasno różowy w białe kropki i osobiście uważałem, że było to coś niezaprzeczalnie uroczego.
Upiłem łyk naparu, a kiedy odblokowałem telefon zauważyłem, że dostałem trzy wiadomości. Uświadomiłem sobie przy tym, że u Kochiko byłem już od dość dawna. Około ośmiu godzin, ponieważ było już nieco po dwudziestej pierwszej.
Dwie wiadomości napisał Hide, zaś jedną, ku mojemu zaskoczeniu Doi.

Doi
14.40 
Jesteś zły za te smsy? 

Odpisałem szybko proste "nie" i wszedłem w rozmowę z Hideki'm

Hideki
19.54
Chyba powinieneś wrócić.

19.57
Toi od rana nic nie jadła ani nie piła. Siedzi tylko przy drzwiach, a jak chciałem ją odciągnąć to zaczęła na mnie warczeć.

Zmarszczyłem nieco brwi zastanawiając się, czy faktycznie powinienem wrócić. Zawsze w niedzielę wychodzę z Toi na dłuższy spacer, a potem siedzę z nią w domu. Być może za bardzo się do tego przyzwyczaiła. Pokręciłem głową, myśląc, że to przecież niemożliwe. Psy chyba nie powinny odróżniać od siebie dni. Nie może wiedzieć, że dziś jest dzień, który należy dla niej... Prawda?
A może to przez to, że nie spędziłem dziś z nią ani minuty? Rano wyszedłem do pracy i od razu przyszedłem do Kochiko.
Czy Toi może myśleć, że ją porzuciłem?
- Już gotowy? - Zapytała przyjaciółka wchodząc do kuchni. Ruszyła w stronę makaronu, następnie zamieszała go i zmniejszyła ogień na minimalny. Wyjęła niewielki garnek z piekarnika i otworzyła lodówkę.
- Myślisz, że Toi może myśleć, że ją porzuciłem? - Wypowiedziałem swoje myśli na głos, patrząc na nią z wyraźnym oczekiwaniem na odpowiedź.
- Mówiłam Ci, żebyś ją wziął. To było do przewidzenia. - Prychnęła tym razem otwierając szufladę z przyprawami.
- Ale... To tylko pies... - Zaznaczyłem, bawiąc się telefonem w dłoniach.
- Pies, który jest do ciebie całkowicie przywiązany. Przecież wiesz, że ona ma tylko Ciebie. - Wyjaśniła obracając się w moją stronę. - Sam mówiłeś, że zwierzęta też czują, prawda? Ona przecież zauważyła, że cię nie ma i ... Być może stwierdziła, że już nigdy nie wrócisz.
- Problematyczne. - Zaśmiałem się. Wyjęła z przeźroczystej siatki pomidory, które zalała ciepłą wodą, aby bezproblemowo zdjąć z nich skórę. - Chyba będę musiał wrócić.
*    *    *
" Idę do was" napisałem to, po czym wysłałem na numer Hidekiego. Byłem całkowicie rozleniwiony i nie miałem najmniejszej ochoty wracać do domu współlokatora. U Kochi było cieplutko, przyjemnie. Unosił się zapach sosu pomidorowego i oregano, w telewizji leciały popularne piosenki. Była ciepła herbatka, rozmówczyni wiedząca o mnie wszystko. Zawsze panowała rodzinna atomosfera... A na dworze...
Na dworze było zimno.
Zimno i pusto.
Nie fatygowałem się nawet ze zmienieniem ubrań, w których zamierzałem spać. Po prostu wziąłem plecak, telefon i pożegnałem się z przyjaciółką.
Z tego powodu mogłem teraz podziwiać swoje luźne, materiałowe spodnie w czarną kratkę. Na szczęście ciemna, luźna koszulka zakryta była przez grubą bluzę, którą ostatnio często nosiłem. Najpewniej ktoś, kto by mnie zobaczył od razu zauważyłby, że moje spodnie są typowymi do spania.
Szedłem najszybciej jak potrafiłem, aby zdążyć na autobus jadący w stronę bloku, do którego zmierzałem. W pojeździe nie było nikogo, dlatego usiadłem na samiutkim końcu, założyłem nogę na nogę i spojrzałem za okno, zaś po jakimś czasie znudzony zacząłem liczyć sylwetki ludzi znajdujących się na zewnątrz. Doliczyłem się jedenastu niezbyt ciekawych istot, kiedy zauważyłem, że za moment wysiadam. Wtedy też dotarło do mnie, że w autobusie jest ktoś jeszcze. Dwie ciche osoby siedzące dość blisko kierowcy. Ciekawym był fakt, że jedna z nich miała specyficzne blond włosy. Pomyślałem, że być może to Doi, ale jego sylwetka była nieco inna niż mojego chłopaka. Zdawała się być niższa i bardziej zgarbiona.
Wysiadłem na następnym przystanku, zaś kiedy to zrobiłem odsunąłem się nieco aby zobaczyć twarz blondyna. Była zbyt pulchna, oczy za wąskie. To nie był Doi.
Skarciłem się w myślach, nieco smutniejąc. Nie powinienem o nim myśleć. Jest przeszłością.
*    *    *
Lekko pchnąłem drzwi wejściowe i rozpiąłem bluzę. Jeszcze nie wszedłem dobrze do środka, a już słyszałem mocne uderzanie psich pazurów o deski. Kiedy znalazłem się na korytarzu mieszkania Toi zaczęła podskakiwać, starając się dosięgnąć mojego ciała. Było to dość śmieszne, ponieważ była malutka i ledwo udawało jej się dotknąć mojego pasa. Zaśmiałem się cicho, ze świadomością, że istnieją szanse na to, że Hideki śpi, po czym nachyliłem się nad psiną i zacząłem czochrać jej przydługie, jasne włosy.
- Słyszałem, że nie słuchałaś się Hide. - Powiedziałem, na co ona zaczęła obracać się wokół własnej osi, szalenie machając ogonem. Zdawała się być z siebie zadowolona, chociaż najpewniej po prostu cieszyła się, że poświęciłem jej swoją uwagę. - No już, już. - Delikatnie złapałem ją za obróżkę, kiedy uderzyła się w stojącą obok szafkę na buty. Nie chciałem, aby w tej euforii nabiła sobie guza.
Psina uspokoiła się, nawet usiadła, wbijając we mnie swoje wielkie oczy. Pogłaskałem ją po głowię, a następnie wstałem, aby zakluczyć drzwi wejściowe. Przecież nie chciałem, żeby ktoś tu wszedł. Swoją drogą byłby zdziwiony, widząc dwóch mężczyzn śpiących w jednym łóżku i psa. Taka szczęśliwa, gejowska rodzinka.
- Szybko dotarłeś. - Stwierdził mój współlokator, wychodząc z kuchni.
- Podpasował mi autobus. - Rzuciłem ściągając buty i bluzę. Usłyszałem głośne parsknięcie, kiedy mój strój był możliwy do zobaczenia.
- Jechałeś w piżamie? - Podszedł bliżej, tak samo jak ja głaszcząc Toi, która miała za sobą ciężki, pełen niepewności dzień. Wcześniej nam się to nie zdarzyło, ale z drugiej strony... Zawsze miałem dla niej choć chwilę. Codziennie poświęcałem jej swój czas i zabierałem ją ze sobą w różne miejsca. Była częstym gościem Kobo czy Kochiko. Na dobrą sprawę to był pierwszy raz, kiedy nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez cały dzień.
- Było pusto. Poza tym... Teraz musiałbym się jeszcze przebierać, a tak to mogę już iść spać. - Wytłumaczyłem, wchodząc do sypialni. Toi ruszyła za mną podobnie jak czarnowłosy. Poklepałem otwartą dłonią posłanie, na które psina od razu weszła. - Trzeba będzie kupić jej nowe. - Oceniłem, po czym położyłem się na łóżku, przysuwając się jak najbliżej ściany.
- Aż tak zmęczony jesteś? - Zdziwił się mężczyzna. Słyszałem jak wyciąga z kieszeni telefon, najpewniej aby sprawdzić godzinę. - Wymęczyła Cię. - Zaśmiał się, zbliżając do drzwi. - Ja jeszcze trochę posiedzę. Dobranoc.
- Dobranoc. - Odpowiedziałem i niemal od razu usłyszałem, że wyszedł z sypialni. Pewnie znowu z kimś rozmawiał. Ostatnio coraz więcej czasu spędzał na czatach internetowych, przez co mniej jego dnia przypadało mi. Nawet jeśli starałem się z nim rozmawiać on siedział w telefonie i komputerze i tylko coś pomrukiwał.
Trochę mnie to zastanawiało, jednak podejrzewałem, że po prostu znalazł sobie jakieś ciekawe towarzystwo do rozmów. Trochę mu tego zazdrościłem, ale sam nie miałbym na coś takiego czasu.
Usłyszałem ciche piski Toi. Nieco zmartwiony odwróciłem się do niej, a widząc jak pilnuje łóżka podniosłem się i wciągnąłem ją do góry. Przecież Hide nie będzie miał mi tego za złe, a nawet jeśli, to łatwo go udobrucham. Zadowolony zwierzak przeskoczył przez moje podkulone nogi i wcisnął się w miejsce między ścianą a moim brzuchem. Uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany, a następnie zamknąłem oczy.
Zasnąłem naprawdę szybko. Chyba wcześniej nie byłem świadomy tego, jak zmęczył mnie ten dzień.
*    *    *
Telefon zadzwonił, gdy siedziałem przed telewizorem, po powrocie z pracy. Hidekiego nie było. Miał wrócić dziś naprawdę późno, dlatego nawet go nie wyczekiwałem.
Trzymając w dłoni gorący kubek z herbatą podparłem go na kolanie i nachyliłem się na niewysokim stolikiem, aby podnieść poobijany telefon. Koniecznie musiałem go wymienić, ale byłem aż nazbyt świadomy kosztów, które się z tym łączyły.
Na ekranie widniał wielki napis " ciotka". Na chwilę wstrzymałem oddech zaciekawiony tym po co dzwoni. Chyba zbyt długo się wachałem aby odebrać, ponieważ telefon nagle przestał wibrować, zaś ekran zgasł. Kiedy zastanawiałem się czy powinienem oddzwonić ponownie rozbrzmiała muzyka informująca o połączeniu przychodzącym. Nacisnąłem odpowiedni przycisk, tym razem zbyt dużo o tym nie myśląc.
- Słucham?
- Jakaś kobieta mnie nachodzi. - Warknęła gniewnie moja krewna. Uniosłem nieco jedną z brwi zastanawiając się o kogo może chodzić. W tym czasie ciocia postanowiła kontynuować. - To jakaś bezdomna, pewnie ćpunka lub alkoholiczka. Jeszcze takich problemów mi brakuje! Jest tu prawie codziennie! Wypytuje o ciebie i o to, gdzie teraz jesteś! - Chciałem zapytać o jej wygląd, jednak nie miałem nawet chwili, aby dojść do słowa. - Nie obchodzi mnie w co się wpakowałeś, masz sie jej pozbyć! Co sobie sąsiedzi pomyślą?! To, że mają cię za zero nie znaczy, że mnie też mają tak postrzegać! - Zabolało. Poczułem się o wiele gorzej niż chwilę temu, a dzień miałem dziś wyjątkowo udany. Westchnąłem ciężko odchylając się, aby oprzeć ciało o róg kanapy.
- Powiedziała jak się nazywa?
- Nie. - Prychnęła.
Jedyną osobą, która mogła pasować do opisu była moją matka. Jednak.. Ona nie miała by powodu, dla którego mogłaby chcieć utrzymywać ze mną kontakt. Przecież ostatnio jasno dała mi do zrozumienia, że nie zamierza utrzymywać ze mną kontaktu.
- Więc następnym razem spytaj o to, lub zagroź policją. Nie znam żadnych bezdomnych ludzi.
- Sprowadzasz na mnie same kłopoty. Mogłam was wtedy zostawić. – Prychnęła, po czym nie czekając na moją odpowiedź rozłączyła się. Rzuciłem telefonem na dywan, przykładając kubek do ust. Herbata była nieco zimniejsza niż bym tego chciał jednak wciąż bardzo smaczna. To jakaś nowość, którą kupił Hideki. Ja sam nigdy nie kupiłbym drogiego naparu, a ten ewidentnie na taki wskazywał, ale był pyszny. Całkowicie skradł nasze serca aromatyczną mieszanką suszonych ziół. Pijąc wciąż zastanawiałem się nad skąpym opisem ciotki. Przecież nie znałem nikogo takiego. Pamiętałbym, ponieważ w moim życiu pojawia się naprawdę niewiele osób.
Pokręciłem głową podchodząc do okna. Rozkoszując się ciepłą herbatą zauważyłem dwójkę ludzi. Dwie kobiety, a przynajmniej tak mi się zdawało. Jedna szła za drugą, jakby namawiając ją do czegoś.
Wtedy też przed oczami stanęła mi sytuacja sprzed jakiś dwóch tygodni, kiedy to bezdomna, brudna kobieta zaczepiła mnie na ulicy podając się za przyjaciółkę matki i żądając ode mnie pieniędzy. ( Stay- Rozdział 7. Dop. Aut.)
Czy to ona nachodziła mieszkanie ciotki? Czy Miiko (Biologiczna matka Haru. Dop. Aut) faktycznie nakierowała ją na mnie, aby zdobyć pieniądze?
- Pójdziemy dziś wieczorem na długi spacer. - Uśmiechnąłem się do Toi, która na moje słowa uniosła wysoko swoją głowę, podnosząc ją tym samym z łap, o które ją opierała.
*    *     *
Park Deiji znajdował się dość daleko od mojego aktualnego miejsca zamieszkania. Był dość blisko osiedla domków, na którym swój budynek posiadała rodzina Doi'ego. Jakieś dwadzieścia minut piechotą na zachód od ostatniego z domków. Korzystając z tego, że Hideki wciąż był w pracy wyszedłem bez zbędnych tłumaczeń. Do lodówki przyczepiłem karteczkę z informacją mówiącą, że razem z Toi wybraliśmy się po ciastka do sklepu całodobowego. Podejrzewałem, że wrócę niedługo po mężczyźnie dlatego nie będzie świadom tego, ile tak naprawdę byłem na zewnątrz.
Wspomniany park był już naprawdę stary i oznaczony jako miejsce, na którym wkrótce powstanie duża galeria. Jedni się z tego cieszyli, inni narzekali. Do tego miejsca nie chodził już niemal nikt. Zostało zaniedbane, zapomniane przez miasto. Znajdowało się na drodze zbyt oddalonej od centrum Otemachi, dlatego nikt nie fatygował się, aby tu przyjść. Jedyny autobus, jaki jechał w tą stronę skręcał w lewo jakieś dziesięć minut przed celem. Trudno było tu dotrzeć.
Miejsce to od dawna stanowiło nocleg dla bezdomnych. W dzień raczej się ich nie widywało, jednak pod wieczór, kiedy temperatura się obniżała wszyscy się tu schodzili. Powodował to niewielki, zadaszony budynek, w którym kiedyś była stała wystawa kwiatów niemożliwych do zobaczenia w Japonii. Były przywiezione z innych krajów i hodowane pod czujnym okiem specjalistów. Kiedy wystawa upadła park stracił jakiekolwiek zainteresowanie.
Opuszczony budynek stał się oazą dla ludzi nieposiadających mieszkań. Nikt nie odważyłby się wejść tu po zmroku, ponieważ chodziły plotki, że spało w nim ponad trzydzieści osób.
Teraz niestety nie widziałem innej możliwości niż wejście do tej rudery i znalezienie nękającej mnie kobiety. Wcześniej dokładnie przymyślałem swoje działanie i przebieg rozmowy. Zamierzałem kazać jej odejść i wyjaśnić jej, że nie mam ani grosza. Oczywiście nie wziąłem ze sobą zbyt wielu pieniędzy. Jedynie jakieś drobne na ciastka i autobus.
W ogrodzie od razu ruszyłem na ścieżkę prowadzącą do budynku. Toi szła przy mnie wiernie, jednak nie sądziłem aby zabieranie jej tu było dobrym pomysłem. Zrobiło się nieprzyjemnie zimno, plus wydawała się być bardzo przestraszona i zdezorientowana. Cały czas czujnie patrolowała teren.
Wysoka budowla była blisko wejścia, dlatego znalazłem się przy niej po kilku niedługich minutach. W środku coś się paliło. Zastanawiałem się, czy jest możliwe, że zrobili sobie tam miejsce na ognisko. Był to jakiś sposób na ogrzanie się.
- Co Ty tu robisz? - Usłyszałem za sobą zdziwiony, kobiecy głos.
_________________________________________________________
Rozdział Betowała Nezumi
Hejo kochani! Jak wam się podoba rodział? Nezu mówi, że jest dobrze, ale sama nie jestem tego pewna...
 * Prawie zeszła na zawał, bo brat upuścił rower*
Dziękuję strasznie za duży odzew pod ostatnią notką! To naprawdę bardzo, bardzo, bardzo pomaga w pisaniu! <3
Dlatego mam nadzieję, że i tym razem wyrazicie swoje opinie :)
Hm.. 01-07 maja mam wolnę więc ... Powinnam znaleźć chwilę, aby napisać kolejny rodzialik.
Proszę o komentarze <3
A teraz... Wracam do moich kochanych chłopców z BTOB ( zespół, jeśli macie ochotę to bardzo polecam piosenkę "Way back home", którą męczę od dawna)
Kocham <3
Hoshi

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń