piątek, 25 lipca 2014

Stay - Rozdział 1

Wpatrywałem się w niewielki ekranik trzymanego przeze mnie urządzenia, które było dla mnie niczym najważniejszy skarb. Niepozorny, biały tablet, na którego pieniądze odkładałem dobre cztery miesiące. Dbałem o niego jak o nic innego, ponieważ była to tak naprawdę pierwsza rzecz, na którą wydałem znaczną część pieniędzy z wypłaty.
Na świecącym, płaskim panelu jawiła się umęczona, aczkolwiek jak zawsze uśmiechnięta twarz Doi'ego. Mężczyzna siedział przed laptopem i opowiadał mi o nowym kamerzyście. Raz po raz przeciągał się czy też ziewał ukazując tym samym zmęczenie spowodowane pracą.
Od wyjazdu mojego byłego chłopaka minęły niespełna dwa lata. Nie spotkaliśmy się ponownie, ponieważ grupka sław z Doi'm na czele nie zawędrowała z powrotem do Azji. Siedzieli w Londynie, uczyli się języka, a ich telewizyjne show robiło niezłą furorę. Nie byłem tym zaskoczony, odnosiłem wrażenie, że blondyn tak naprawdę jest wabikiem na japońskie (i nie tylko!) nastolatki. Wysoki, wysportowany, przystojny młodzieniec, który niemal w każdej chwili wygląda jakby uciekł z sesji na pierwszą stronę jakiejś gazety.
- A co u ciebie nowego? - Usłyszałem jego cichy, kojący głos. Uśmiechnąłem się sztucznie. Zawsze pytał o to samo, a ja nie potrafiłem przyznać mu się do tego jak teraz wygląda moje życie. Zawsze robiłem z siebie szczęśliwego, grzecznego chłopaczka całkowicie pogodzonego ze własnym życiem
 Niestety prawda była inna.
- W porządku. Właściwie nic nowego. - Mruknąłem, zerkając na psa, który stojąc na dwóch łapach podpierał się o moje udo i ciekawskim wzrokiem próbował zobaczyć co tak troskliwie trzymam w dłoniach.
Od dnia wyjazdu blondyna rozmawiamy raz w tygodniu. W każdą niedzielę o godzinie dwudziestej drugiej obaj zasiadaliśmy przed ekranami i po chwili łączyła nas wideo rozmowa. Ignorowaliśmy świat zewnętrzny, izolowaliśmy się i wkraczaliśmy we własną rzeczywistość.
-  Toi troszeczkę rozrabia. Wczoraj jak wyszedłem do pracy zostawiłem ją samą i wysypała całą karmę z miski. A wiesz, to takie malutkie kuleczki, które strasznie trudno pozbierać. A w środę pogryzła poduszkę, którą kupiłem ostatnio. Chyba nie spodobał jej się kolor. - Opowiadałem celowo omijając pewne aspekty mojego życia. Doi wciąż był jego częścią, jednak już nie tak istotną, nie tak uświadomioną co do jego biegu.
Myślę, że tak naprawdę nigdy nie zerwiemy kontaktu, ani ja ani blondyn byśmy na to nie pozwolili.
Czasami, gdy bardzo się nudziłem myślałem nad powodem naszej dalszej znajomości. Czy była spowodowana determinacją czy może uczuciem obowiązku wobec mnie? Ogromna ilość spośród elementów naszych egzystencji się zmieniła, a jednak wciąż utrzymywaliśmy naszą zażyłość. Oczywiście nie tak intensywną.
Jak wcześniej wspomniałem nasze życie uległo ogromnym zmianą, mimo, że żaden z nas ich nie planował. Jedną z nich, tą która tak naprawdę najbardziej mnie poruszyła był... Nowy związek Doi'ego. Tak. Nowy związek, nie inaczej.
Nosił imię Colin. Starszy ode mnie o dwa lata, wyższy o trzy centymetry i ważący o siedem kilogramów więcej mężczyzna ( oczywiście wszystkie pozyskane przeze mnie informacje pochodziły nie tylko od byłego chłopaka, który z niepewną miną odpowiadał na moje iście dziennikarskie pytania, ale również z brukowców, które wciąż z chęcią śledziły życie tego idola). Nie okłamując się, uważałem że jest niemal równie przystojny co Doi, jednak brakowało mu czegoś. Może tego oszałamiająco pewnego siebie i zarazem troskliwego uśmiechu?
Patrząc na siebie w lustrze często porównywałem się do tej dwójki. Byli idealną, pod względem wyglądu parą. Ja, mimo iż niedawno stałem się pełnoletni wciąż nie potrafiłem o siebie odpowiednio zadbać, zaś moja postawa nadal ukazywała coś tak bardzo upodobniającego mnie do niewinnego dziecka. Wątpiłem by to wrażenie kiedykolwiek zniknęło.
Nie lubiłem swojego wyglądu. Dość niski, zbyt szczupły o regularnych,delikatnych rysach twarzy i wielkich oczach dwudziestolatek.
-Zamilkłeś. - Wytknął niebieskooki, przecierając zaspaną twarz.
- Tak jak ty jestem zmęczony. Wczoraj musiałem zostać dłużej w pracy. - Skłamałem, dla własnego jak i Doi'ego dobra. Nie potrafiłem sobie wyobrazić jak zareagowałby na spis moich co weekendowych zajęć, który wypełniała jedynie zabawa.
-Biedaku, nie przepracowuj się zbytnio. - Odpowiedział robiąc troskliwą minę.
*    *    *
- Chibi*! - Od progu kawiarni przywitał mnie głos jednego ze współpracowników. -Jiro chwilę temu wyszedł i zostałem sam. Idź się przebierz i mi pomóż. - Rozkazał Kobo swoim radosnym głosem. Pod tym względem był podobny do Doi'ego. Obaj promienieli gdy tylko pojawiała się osoba, której wyczekiwali.
Kobo był wysokim brunetem o smukłej sylwetce. Przyjaźnie nastawiony do wszystkiego i wszystkich, jednak tak jak każdy skrywał swoją mroczną stronę i nieprzyjemne sekrety.
-Dobrze, już biegnę. - Uśmiechnąłem się do niego, starając się pocieszyć. Wcale nie było tak wielu klientów. Jedynie trzy nastolatki siedzące w rogu pomieszczenia, starsza kobieta z wnukami i dwie pracownice. Śmiałem twierdzić, że to przez godzinę, którą większość ludzi tak jak ja spędza w pracy.
W szatni szybko przebrałem się w typowy dla kelnera strój, zaś gdy odkładałem torbę z rzeczami osobistymi poczułem ciepłe, duże dłonie na biodrach i niemy oddech na szyi, która moment później została zaatakowana przez miękkie wargi Kobo. Nie przejmując się tym nagłym dotykiem zamknąłem szafkę pomalowaną na brzydki, szary odcień po czym oparłem na niej wyprostowane ręce, pozwalając by Kobo dalej błądził po moim ciele.
- Miałeś nie mówić do mnie ' Chibi' przy gościach. - Mruknąłem przechylając głowę w prawo tak by ułatwić mu dostęp do jasnej skóry. W następnej chwili brunet odwiązał starannie zawiązaną kokardę na moich plecach i wsunął obie dłonie pod ubrania lokując je na żebrach.
- Przyjdziesz dziś? - Zapytał odrywając się od mojej szyi. Mimo to wciąż stał zbyt blisko, by można to nazwać czysto przyjacielskim uściskiem.
- Z kim zostawiłeś gości? - Odparłem pytaniem, ponieważ zacząłem wątpić w rozsądne podążanie za mną.
- Sachiko ich pilnuje. To co?
- Przyjdę. -Mruknąłem odwracając się gwałtownie w stronę bruneta. Zmierzyłem wzrokiem jego strój roboczy by po chwili z zadowoleniem wyminąć ciemnookiego i pchnąć drzwi pomieszczenia. Ponownie znalazłem się w idealnie wyglądającej sali. Od razu zauważyłem zestresowaną trzydziestolatkę, która na pięć minut musiała przejąć nasze obowiązki.
- Co tam robiliście?
-Oddał mi książkę. - Odpowiedziałem uśmiechając się w możliwie najniewinniejszy sposób, na jaki stać było moją świadomość. Zostałem potraktowany wścibskim spojrzeniem po czym kobieta odeszła ode mnie i pozwoliła tym samym bym zajął się swoimi obowiązkami. Lekko ukłoniłem się przed wchodzącą do kawiarni młodą blondynką z dzieckiem, kontem oka zauważając przy tym Kobo, który stojąc przy nastolatkach częstował je cząstką swojej wiecznej radości. W myślach już słyszałem jak to opowiada im o tym co słyszał, co widział, czego się spodziewa. Spojrzałem za okno widząc szare, przygotowujące się na deszcz niebo. Nie lubiłem wiosny. Zawsze o tej porze roku witały nas zimne deszcze.
*     *     *
Zegary wskazywały godzinę dwudziestą drugą czterdzieści kiedy to wyczerpany, lekko drżący z opanowującego ciało zimna położyłem się na świeżej, pachnącej pościeli. Lubiłem dom Kobo. Był spory, przestronny ale także przyjemny. Gdy zabrał mnie tu pierwszy raz miałem wrażenie, że były to już setne odwiedziny. Mieszkanie wydawało się zapraszać nieznajomych, żyć ich obecnością.
Całe ciepło zdobyte podczas minionych chwil odchodziło, a pozostawało jedynie odczucie obecności lepkiej substancji  na ciele i kropel deszczu, które wciąż nie zdążyły całkowicie wchłonąć w prześcieradło.
-Idź do łazienki wziąć ciepły prysznic, bo jak się przeziębisz nie będę umiał wytłumaczyć twojej nieobecności szefowi. - Stwierdził właściciel domostwa podnosząc się do siadu. - Ja pójdę do drugiej. - Uprzedził, wciąż nago podchodząc do obszernej szafy. Wyciągnął z niej trochę odzieży po czym podzielił ją na dwie kupki i jedną z nich, odznaczającą się granatową koszulką wcisnął mi w dłonie. - Wiesz gdzie są ręczniki. - Dodał, zaznaczając tym moją dość częstą obecność w jego mieszkaniu. Kiwnąłem głową wędrując do znajomego mi pomieszczenia.
Gdy znalazłem się pod przyjemnym strumieniem wody zacząłem obmywać swoją skórę z obecności Kobo. Czułem się brudny na ciele jak i na duszy. Sam nawet nie wiem kiedy zacząłem sypiać z jednym ze współpracowników, chyba niedługo po wyjeździe Doi'ego. Byłem załamany i pragnąłem zmienić swoje życie. Nie chwaląc się przyznam, że udało mi się. Czy na lepsze? To pozostawiam do samodzielnego osądu.
Kiedy już czysty i pachnący wróciłem do sypialni łóżko było zasłane nową pościelą, zaś pod nią siedział brunet wpatrujący się we mnie. 
- No chodź. - Uśmiechnął się szeroko zapraszając mnie na resztę pola przy sobie. Mimo sympatii względem niego nie lubiłem spać w jednym łóżku. Odnosiłem wrażenie, że zajmuje kogoś miejsce. Kogoś, kto z pewnością pojawi się w niedalekiej przyszłości i zawładnie całym optymistycznie urządzonym światem Kobo.
Nic nie mówiąc padłem na materac i zakryłem się pościelą. Przyuważyłem, że nasze ubrania, które w pośpiech z siebie zrzucaliśmy nie znajdują się już na ziemi, ani w obrębie przestrzeni, do której docierał mój umęczony wzrok.
- Co u Doi'ego? - Zapytał odwracając się na bok . Oparł łokieć o materac, zaś głowę o rękę. Zacząłem bawić się dekoltem koszulki wyciętym w tak zwany 'serek' jednak skupiłem się na własnej odpowiedzi.
- Dobrze. Wciąż jest z Colinem.
- Długo już nie? - Zaśmiał się, jednak mnie niekoniecznie było do śmiechu. Nie byłem zazdrosny, po prostu świadomość, że mógłbym być na jego miejscu dobijała mnie.
- Prawie rok. - Wysłuchujący mnie mężczyzna kiwnął głową i przeciągnął się mocno. Nigdy nie mówiłem mu o Imadze. Kobo tak samo jak większość moich znajomych śledziła ten temat, kiedy był sensacją ogarniającą sporą część Azji.
-Ostatnio widziałem artykuł, w którym porównywali ciebie do tego chłoptasia. - Wspomniał, jakby czytając mi w myślach. - Jesteście całkowicie inni. - Dodał, ukazując białe zęby w promiennym uśmiechu.
- Ja i Doi też jesteśmy różni. - Stwierdziłem przysuwając się do bruneta. - Zmęczony jestem. Idziemy spać ? - Zapytałem z nadzieją.
- Jasne. - Odparł kładąc się na plecy. Zgasił stojącą przy łóżku lampkę i pozwolił bym zarzycił rękę przez jego brzuch. W ciszy leżeliśmy jakieś piętnaście minut, jednak po ich upływie sielankowe lenistwo dobiegło końca.
- A Ty go właściwie kochałeś? - Zapytał cichym głosem. Mimo naszej długotrwałej znajomości nigdy nie rozmawialiśmy o moim uczuciu do blondyna. Myślę, że tak naprawdę Kobo bał się kwestionować to co opowiadały media. Wierzył w bajeczki i dramaty, które opisywały.
- Jak nikogo innego. - Wyznałem zgodnie z prawdą. Czując do czego zmierza brunet.
- A chciałbyś z nim wciąż być? - Dopytywał przenosząc rękę pod głowę.
- Nie wiem, nie wyobrażam sobie jak miałoby wyglądać nasze życie. Myślę, że Doi był tylko epizodem. Pierwszą miłością, a wiesz, że one nigdy nie trwają wiecznie. To taki mały promyczek światła wskazujący mi cechy, które mam szukać u przyszłych partnerów. - Mruknąłem nieco stłumionym głosem.
- Okrążasz temat mimo, że jesteś świadom mojego następnego pytania. - Zdiagnozował. -Wciąż Go kochasz?
- To kim jest dla mnie Doi nie ma żadnego pływu na naszą znajomość. Nie chcę o tym rozmawiać. To zamknięty temat, ponieważ my nigdy więcej nie będziemy razem. - Zadecydowałem zaciskając dłoń na jego udzie.
- Będziecie.
- Nie będziemy.
-Będziecie. - Bronił zaparcie swojego stwierdzenia, przeczesując przy tym moje włosy w niby pieszczotliwym geście. Nie odpowiedziałem na jego następne pytania, ani też nie kontynuowałem sporu. Chwilę później zamknąłem oczy i znalazłem się w kojących zmysły ramionach Morfeusza.
_________________________________________________________________
Chibi- Jestem pewna, że połowa z was spotkała się z tym określeniem w typowo japońskich mangach lub anime :D Chibi to dosłownie "mały człowiek" dość popularne przezwisko.

Wiem, że długo czekaliście, po raz kolejny przepraszam.

Oto i początek drugiej serii Marzyciela :D
Mam pytanie: Sądzicie, że przez tą długą nieobecność mój styl pisania stał się gorszy? :c ( odpowiedzcie w komentarzach :* )
Kocham was ;)

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń