wtorek, 22 grudnia 2015

Stay - Rozdział 11

Cisza w nieznanym sobie mieszkaniu była nieco krępująca i nawet świadomość, że jego właściciel wkrótce wróci nie była zbyt pocieszająca. Toi spała przy kanapie wyglądając przy tym na całkowicie zrelaksowaną i wyzbytą jakichkolwiek wątpliwości. Być może traktowałem to zbyt poważnie, przecież to tylko niewielki zwierzak. Podobno one nie myślą. Starałem się zawsze brać to pod uwagę, mimo że chyba niepotrafiłbym w to uwierzyć niezależnie od autora tej teorii. Wszystkie stworzenia czują i myślą. To zawsze wydawało mi się oczywiste.
Spojrzałem raz jeszcze na drobną postać na ziemi, po czym podszedłem bliżej okna. Było już ponad dwadzieścia minut po dwudziestej, co oznaczało, że Hideki powinien wkrótce wrócić.
Mieszkałem z nim od pięciu dni. Pięciu szybko przemijających dni, które zdawały się trwać kilka, może kilkanaście godzin. Nie mieliśmy jeszcze żadnych rutyn czy uroczych zwyczajów niczym bohaterowie komedii romantycznych, co upodobaniało nas nieco do świeżo dobranych współlokatorów. Mijaliśmy się. Ten tydzień pracowałem rankiem, zaś czarnowłosy miał zawsze jedną i tę samą zmianę. Wychodził wczesnym południem, a wracał przed dziesiątą wieczorem.
Odszedłem od okna dochodząc do wniosku, że stanie przy nim jest bezcelowe. Przecież do powrotu Hide zostało sporo czasu.
Usiadłem przed telewizorem na ciemnej, szorstkiej kanapie, której fragment zasłaniały szare poduszki. One dla odmiany były miękkie i zdawały się wciąż pachnieć świeżością.
Po włączeniu urządzenia zacząłem powoli przełączać kanały zastanawiając się, który z nich jest odpowiedni na wieczorne nudzenie się. Odłożyłem pilota w chwili, gdy natrafiłem na jakiś serial. Yui go lubiła, więc wiedziałem mniej więcej na czym opiera się cała fabuła. Był to typowy, japoński romans, który połączył dwóch młodych nauczycieli. Posiadając tę wiedzę liczyłem na odnalezienie się w toczącej się akcji. Po kilku minutach mojego skupienia nadeszły reklamy. Nie specjalnie chciałem ponownie sięgać po pilota, dlatego postanowiłem je przeczekać. W innym przypadku znowu kręciłbym się bez skutku po wszystkich stacjach, jednocześnie czujnie oczekując kontynuacji odcinka.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon. Było to trochę problematyczne, ponieważ wymagało ode mnie podniesienia się na krótki moment, ale mimo to nie zastanawiałem się nad tym.
Telefony i komputery przejęły świat na tyle, że wyciąganie ich w każdej wolnej chwili stało się rzeczą naturalną i mechaniczną dla większości ludzi.
Nie miałem żadnych wiadomości ani nieodebranych połączeń, co nie zmartwiło mnie w żaden sposób. Nie mając lepszego pomysłu odnalazłem kontakt Kochiko i wysłałem do niej sms'a z pytaniem, czy mogę odwiedzić ją w weekend. Podejrzewałem, że może być jeszcze w pracy więc nie oczekiwałem od niej szybkiej odpowiedzi. Zastanawiałem się, czy powinienem wejść na jakąś stronę, być może przeczytać wiadomości ze świata czy sprawdzić jutrzejszą pogodę, ale nie miałem na to najmniejszej ochoty. Nie korzystałem dużo z jakichkolwiek urządzeń elektrycznych, uważałem to za stratę czasu tym bardziej, że nie sprawiało mi to żadnej przyjemności.
Przez myśl przeszło mi, że powinienem napisać do Yui. Rzadko ze sobą rozmawialiśmy, ponieważ zawsze twierdziła, że jest zajęta. Nie wiem jak było naprawdę, nie potrafiłem się tego nawet domyślić. Miałem wrażenie, że z każdym miesiącem wiem o niej coraz mniej. Najpewniej gdybyśmy mieli się wkrótce spotkać zapanowałaby między nami krępująca cisza. Przecież ostatnimi czasy byliśmy dla siebie niemal jak obcy ludzie. Dalekie kuzynostwo, nie rodzeństwo. Rozmawialibyśmy o pogodzie, może trochę o rodzicach, o jej narzeczonym. Po kilku minutach doszlibyśmy do wniosku, że konwersacja nie ma sensu, kiedy rozmówca nie ma pojęcia o twoim życiu.
Bliżej byłem z Kochiko. Być może to brutalne, ale miałem wrażenie, jakby zjawiła się w odpowiednim momencie, aby sprawnie zająć miejsce mojej rodziny. Teraz to ona martwiła się o mnie, a ja o nią. Dzieliliśmy się sekretami, zajmowaliśmy się sobą. Niemal książkowy przykład rodzeństwa, brakowało jedynie więzów krwi.
Czasami zastanawiałem się, czy nie najlepiej byłoby gdybyśmy byli ze sobą. W końcu świetnie się traktowaliśmy i uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas. Byłem biseksualny, co jedynie pomogłoby mi się w niej zakochać. Bo to przecież nie mogłoby być trudne. Pokochanie Kochiko na tyle, aby stworzyć z nią szczęśliwy, długotrwały związek.
Kochałem ją, ale jak siostrę. Kochiko najpewniej także widziała mnie jako młodszego braciszka.
Westchnąłem rezygnując z napisania do krewnej. Wróciłem wzrokiem na ekran, dopiero w tej chwili orientując się, że serial ponownie się rozpoczął. Jednak zanim udało mi się ponownie skupić, drzwi wejściowe otworzyły się i zamknęły z powrotem, wpuszczając do środka nie tylko jakąś postać, ale i zimne powietrze.
- Wróciłem. - Oznajmił mężczyzna, kierując się w moją stronę. Nachylił się nad oparciem kanapy i wbił twarz w telewizor. - Odpoczywasz?
- Tak jakby. - Przytaknąłem, obracając się trochę, aby móc spojrzeć na jego twarz. Wydawał się być zmęczony, a przecież była dopiero połowa tygodnia. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy on także wbił wzrok w moje oczy. Chwilę trwaliśmy w ciszy, po czym mężczyzna zaśmiał się i niedelikatnie poczochrał moje włosy. - Dostałem trochę ciasta w pracy. Jest w tym białym pudełku. – Uprzedziłem, widząc jak kieruje się w stronę kuchni.
- Czyli są plusy pracowania tam. - Stwierdził. Słyszałem jak odkręca wodę w kranie, dlatego podejrzewałem, że myje dłonie. - Często dostajesz? - Zapytał, kiedy skończył.
- Nawet często. - Nieco naciągnąłem prawdę, ale nie sądziłem, aby było to kłamstwo. Co prawda często współpracownicy proponują mi, żebym wziął trochę ciasta, które się nie sprzedało, ale niemal zawsze odmawiam. W końcu dotąd mieszkałem sam, nie potrzebowałem czegoś takiego.
- To fajnie. - Odparł, otwierając lodówkę. W tym czasie odcinek serialu dobiegł końca, dlatego wyłączyłem telewizor i poszedłem śladami Hideki'ego do kuchni. Zdziwiłem się, zauważając, że Toi siedzi na ziemi wyraźnie oczekując czegoś od mężczyzny. Nie słyszałem kiedy się obudziła, zwykle po tym była bardzo głośna i skora do zabawy, dlatego zaczepiała każdego człowieka, który pojawił się na horyzoncie.
-Jadłeś już kolację? - Zapytał drugi mężczyzna, na co pokręciłem głową, starając się zerknąć mu przez ramię na to, czym się teraz zajmował. Był sporo wyższy, przez co musiałem stanąć na palcach, trzymając się jego koszulki, a i tak ciężko było cokolwiek dostrzec. Rezygnując z tego po prostu stanąłem obok i już swobodnie skierowałem wzrok na jajka, które rozbijał do miski.
- Nudziłem się. - Poskarżyłem się, kiedy pochwyciłem Toi na ręce. Zadowolony pies od razu starał się wyrwać, aby położyć łapki na blacie. Odsunąłem się trochę, aby nie miała takiej możliwości i sprawdziłem, czy miała jeszcze jedzenie w misce. Miała.
-Biedny chłopczyk. – Mruknął, dalej zajmując się gotowaniem. Westchnąłem mało zadawolony jego odpowiedzią. Z drugiej strony nie wiem, co innego mógłby powiedzieć na takie wyznanie.
- Twój telefon dzwoni. - Poinformowałem go słysząc charakterystyczną melodię rozbrzmiewającą w salonie, gdzie porzucił swoją kurtkę.
- Racja, poczekaj chwilę. - Niechlujnie wytarł ręce w papierowy ręcznik, po czym szybko wyszedł z kuchni. Zostałem w kuchni sam z Toi, ale nie przeszkadzało mi to. Zwykle byliśmy sami. Zastanawiałem się przez chwilę z kim rozmawia mężczyzna. Było dość późno.
Schyliłem się do Toi, aby pogłaskać ją po grzbiecie, po czym stwierdziłem, że przecież mogę stąd wyjść, nie muszę siedzieć w kuchni.
Kiedy to zrobiłem do moich uszu dotarły słowa współlokatora.
- Nie martw się, kochanie. Ze wszystkim sobie poradzimy, przecież wiesz, że ze wszystkim Ci pomogę.
Telefony to zło.
Stwierdziłem zazdroszcząc komuś, że mógł usłyszeć takie słowa. Ja nie mogłem liczyć na nikogo oprócz samego siebie.
*     *     *
- Śpisz? - Spytał Kobo, kucając przed krzesłem na którym siedziałem.
- Teorytycznie jem śniadanie. - Odparłem uchylając oczy. Spojrzałem na twarz mężczyzny, która jak zawsze powalała uśmiechem. Przeniosłem wzrok na przygotowaną herbatę oraz kupionego rano rogala, aby następnie skierować go na zegar ścienny. Miałem jeszcze sześć minut przerwy.
- A praktycznie?
- Śpię. - Zaśmiałem się, klepiąc jego głowę, niczym posłusznego szczeniaka. - Jesteś już zdrowy? - Zapytałem, ponieważ ostatnimi dniami brunet cały czas narzekał na ból gardła i przeziębienie, co skutkowało znacznym pogorszeniem jego humoru.
- Tak mi się zdaje. - Potwierdził, wstając, aby podejść do szafki i wyjąć z niej ostatnimi czasu znienawidzony przeze mnie przedmiot. Zaśmiał się cicho, czytając jakąś wiadomość, po czym usiadł naprzeciw mnie i zajął się swoim jedzeniem.
- To dobrze. Byłeś wredny. - Wytknąłem mu, po czym z powrotem oparłem głowę o dłoń i zamknąłem oczy.
- Każdemu się zdarza. - Prychnął niby urażony i zaczął zaczepiać swoją stopą moje oparte o ścianę nogi.
- Przestań.
-Nie. - Sięgnął dłonią do moich włosów i zaczął przeczesywać je palcami, co jakiś czas ciągnąc w swoją stronę. Uchyliłem powieki, aby ze zdziewieniem odnotować uważnie przyglądające mi się oczy przyjaciela, który odłożył swoje śniadanie na bok i zdawał się oczekiwać czegoś ode mnie. Pytanie tylko czego. - Jakoś... Mizernie wyglądasz. - Zauważył, przesuwając palcem po niewielkim rozcięciu przy obojczyku, które sprawiłem sobie, kiedy podczas zabawy z Toi oberwałem patykiem. Zjechał dłonią nieco niżej, delikatnie dotykając mojego ciała. - Dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy. - Mruknął, sprawiając, że dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Faktycznie, nasze kontakty nieco się osłabiły.
- Przepraszam, nie myślałem o tym... Ale przecież wiesz, że trudno się spotkać w dni pracujące. No i byłeś chory, więc nawet bym Cię nigdzie nie wyciągnął. Nie przejmuj się tym. - Uśmiechnąłem się lekko, czując się przy tym nieco podle. Ostatnio dużo mniej myślałem o Kobo, skupiając się na innych ludziach, a przecież to on był moim najlepszym przyjacielem.
Mężczyzna westchnął, po czym puścił mnie i napił się wody, która leżała na stole.
- Nie zdążysz zjeść. - Powiedział wstając. Wziął butelkę i nachylił się aby pocałować sam czubek mojej głowy.
- To nic. - Wzruszyłem ramionami, pijąc ciepłą herbatę. Kiedy wypiłem połowę zauważyłem, że przerwa właśnie dobiegła końca. Zostawiłem kubek i szybko objąłem bruneta, ponieważ czułem, że właśnie to powinienem zrobić. Okazać mu trochę zainteresowania, na które zasługiwał. - Idę. - Poinformowałem, po czym wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem na salę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy wśród klientów ujrzałem grupkę nastolatków razem z siostrą Doi'ego. Nie byłem już tak zszokowany jak ostatnio, ale nie specjalnie podobał mi się wzrok wbity we mnie, kiedy pomagałem przygotować napoje. Czułem się jak zwierzątko, na które ktoś polował. Tak, jakby dziewczyna tylko czekała na moją nieuwagę, aby to wykorzystać. Na szczęście ktoś wcześniej przyjął ich zamówienie, które było teraz z moją pomocą realizowane.
- Czy oni nie powinni być w szkole? - Prychnęła jedna ze współpracowniczek, nakładając ciasto na talerzyk.
- Najpewniej tak. - Oceniłem cicho, patrząc na Kobo, który właśnie wrócił z przerwy. Podejrzewałem, że mimo wszystko nie da mi zrobić sobie krzywdy, a to było dobre. Mieć kogoś, kto Cię ochroni. Uśmiechnąłem się do niego, patrząc jak idzie obsłużyć nowo przybyłych gości.
Kiedy odważyłem się spojrzeć na młodszą dziewczynę w kącie sali, ta rozmawiała z jednym z towarzyszy. Jej twarz jak zawsze pozostawała poważna, a oczy puste. Przerażające, niczym starej, szmacianej lalki. Kiedy skończyła jej wzrok znowu zawędrował w moją stronę, a ja szybko spuściłem swój na blat.
To było przerażające.
*     *     *
Właściwie nie wiem jak to się stało, ale od razu po zakończeniu pracy razem z Kobo ruszyłem w stronę jego mieszakania. Byłem trochę zmęczony, ale nie chciałem przegapić okazji naprawienia naszych stosunków. Może nie tyle naprawienia, bo nigdy się nie pokłóciliśmy, ale odnowienia.
Mężczyzna zdawał się być tym zadowolony. Co chwilę o coś pytał, interesował się moim życiem, co było przyjemną odmianą. Kiedy dotarliśmy do jego domu w środku było ciemno, co jasno wskazywało na to, że jego współlokatorów nie ma. Nie wiedziałem, kiedy wrócą, ale niespecjalnie mnie to obchodziło. Lubiłem, kiedy byliśmy tylko we dwójkę. Było spokojnie, ale nie nudno. Zwykle o czymś rozmawialiśmy, bo było to ulubione zajęcie bruneta. Paplanie na najróżniejsze tematy, które czasami były tak absurdalne, że nie potrafiłem zrozumieć jak to się stało, że je wynalazł.
Ruszyliśmy w stronę kanapy, a ja od razu poczułem jego ramiona obejmujące mnie od tyłu.
- Tęskniłem za tobą. - Stwierdził mężczyna, trzymając mnie w mocnym uścisku. Zaśmiałem się cicho, starając się obrócić w jego stronę. Kiedy w końcu mi się udało podniosłem nieco oczy, zarzucając ręce na jego kark.
-Ja za tobą też. - Oznajmiłem, całując delikatnie jego usta. Kobo od razu nachylił się, aby zrobić to samo, tylko o wiele bardziej namiętnie. Jego pocałunek był dłuższy i sięgał nie tylko warg, ale i środka ust.
Pamiętając o tym, że Hideki nie byłby zadowolony z jakiegokolwiek zbliżenia z kimś innym, odsunąłem się od mężczyzny i usiadłem na kanapie, od razu włączając telewizor, aby nieco rozjaśnić ciemne pomieszczenie. Dopiero dzięki temu mogłem ujrzeć twarz mężczyzny, który podszedł bliżej i usiadł tuż przy mnie.
- Wiesz, że ostatnio widziałem Doi'ego? - Zapytał niewinnie, kładąc dłoń na moim kolanie, zasłoniętym ciemnymi spodniami.
- Tak? - Obróciłem się nieco w jego stronę, aby móc swobodnie rozmawiać.
- Mhm, z tym chłopakiem. Faktycznie jest przystojny. - Zaśmiał się, sunąc dłonią wyżej, ale zignorowałem to. Przecież to Kobo. Najbardziej dotykalska osoba na świecie. Kiedy dotarł do moich ud odruchowo rozchyliłem nieco nogi, czekając na jego dalsze słowa. - Chyba gdzieś się śpieszyli. Byli z takim rudym chłopakiem i jakąś laską.
- Ciekawe jak długo zostaną. - Westchnąłem, po chwili czując jak mężczyzna powoli bawi się rogiem mojej koszulki, ciągnąc ją w swoją stronę. Miałem ochotę zaśmiać się z jego cichych podchodów, które w jakiś sposób były urocze. Takie... Bardzo Kobowate.
- Ciekawe. - Przytaknął, po chwili nieco brutalniej przyciągając mnie w swoją stronę. Pozwoliłem mu na to, wchodząc na jego kolana, aby mieć łatwy dostęp do jego ust. Po chwili całkowicie zdjął górną część mojej garderoby, dzięki czemu bez problemu mógł sunąć dłońmi po moim ciele, co też bez wahania zrobił.
Nie myślałem już o tym, czy po powrocie do Hidekiego nie będę miał przez to problemów. Przecież to Kobo. Nasze spotkania niemal zawsze dążą do tego samego. Jednak wiedziałem, że tym razem nie będę mógł zostać do rana, aby później razem zjeść śniadanie i śpieszyć się do pracy, co powodowało to, że zwykle za późno do niej wychodziliśmy. Będę musiał wrócić do współlokatora i tłumaczyć sie na temat tego, gdzie byłem.
Ale ostatnio... Kłamstwa zdawały się być prostsze od prawdy.
_____
Rozdział betowała Nezumi, która zgodziła się zostać z nami na dłużej, jako edytorka :3
_____
Witajcie słoneczka! Wiem- Rozdział miał być w weekend, ale ... Złośliwość rzeczy martwych... Ale tym razem nie u mnie! U Nezumi ^ ^ Internet jej padł, ale już jest ok ^ ^
Jak powiedziałam Nezumi zgodziła się zostać betą na stałe, cieszycie się?
Ja bardzo ^ ^ Dobrze nam się razem pracuje ( Przynajmniej według mnie XD)

Wesołych świąt kochani, bo nie jestem pewna czy w tym roku pojawi się świąteczny one shot. Właściwie mam kilka pomysłów.. Może wieczorkiem napiszę jeśli znajdę czas i wenę? Nyo zobaczymy.
Życzę wam spełnienia marzeń ( zawsze na pierwszym miejscu w moich życzeniach x3)  dobrych stopni w szkole, wielu świetnych yaoiców do czytania, a osobom piszącym miliona obserwatorów i miliarda komentarzy ^ ^
Mam nadzieję, że miło spędzicie święta :3
___________________________________
A teraz... Poprosiłam Nezumi, żeby oficjalnie się z wami przywitała, a więc oto i Nezu! X3
___________________________________
Ojeju, ojeju! No cóż, nadszedł czas na oficjalne przywitanie! A więc witam was serdecznie drodzy czytelnicy, z tej strony Nezumeł we własnej osobie! Jako, że razem z Hoshi zdecydowałyśmy, że zostaję tutaj na dłużej to wypadałoby coś nabaziać. >u<
 Na początku chciałabym podziękować kochanej Hoshi za przyjęcie mnie, za wspaniałą (dotychczas, ale mam nadzieję, że będzie to trwało długo, długo) współpracę i miłą atmosferę. Chciałabym też podziękować wam, za to, że czynnie wytykaliście mi błędy jakie popełniałam w mojej „pracy” tutaj i mam ogromną nadzieję, że je naprawiłam, chociaż w najmniejszym stopniu. Róbcie to dalej, bo to naprawdę motywuje do pracy i jak wiadomo- uczy. ^^
Co by tu jeszcze naskrobać… 
O sobie pisać raczej nie będę, bo uważam to za rzecz zbędną, aczkolwiek jeśli kogoś interesowałoby co nieco o mnie to śmiało- pytajcie. Chętnie odpowiem. ^^

Myślę, że to na tyle z mojej strony. Na koniec chciałabym wam złożyć serdeczne życzenia na święta, aby były cieplutkie, ale z dużą dozą śniegu, szczęśliwe, spędzone w najbliższym gronie, abyście pod choinką znaleźli wiele, wieeeele wspaniałych prezentów i wreszcie udanego (zapomnianego :> )Sylwestra.
(+bonusik! Wam jak i sobie szybszych rozdziałów od naszej zdolnej autorki! ^^ A dla niej samej dodatkowo- mnóstwo weny x3 )
Pozdrawiam cieplutko i widzimy się (poniekąd) w następnym rozdziale. 
Buziaczki, Nezumi ~
_____________________________________
Do zobaczenia wkrótce i jeszcze raz wesoooołychhhh świąt ! <3
Kocham mocniutko, Hoshi

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń