piątek, 20 września 2013

Dreamer - Rozdział 6

Żwawym krokiem przemierzałem uliczki miasta, rozglądając się na wszystkie strony. Co jakiś czas drżałem z zimna, co motywowało mnie do szybszych ruchów. Na ulicy nie było wiele ludzi. W wiadomościach mówili, że ma to być wyjątkowo chłodny dzień, nawet jak na grudzień. Najpewniej właśnie to skłoniło innych do pozostania w domu lub pracy. Sapnąłem cicho, czekając aż kolor światła przy przejściu zmieni się z czerwonego na zielone. Już stąd widziałem mój cel. Przeszedłem na drugą stronę jezdni i znalazłem się przy sporym, niedawno malowanym budynku. Nie czekając na nic wszedłem do środku. Przywitał mnie tam zapach starych, poniszczonych książek i pikanie komputerów. Biblioteka w środku wydawała się mniejsza niż na zewnątrz, ale możliwe, że to przez ilość półek załadowanych książkami zdawało się być tu mniej miejsca. Podszedłem do prowizorycznej recepcji i zapisałem się na listę osób korzystających z komputerów. Wystarczyło podać swoje nazwisko, stanowisko komputera, numer i czas przez który korzystało się z urządzenia, najpewniej na wypadek jakiejś awarii. Następnie wybrałem sobie komputer i usiadłem przy nim. W wyszukiwarkę wpisałem "Imada Doi" i przez następne, niemal dwie godziny czytałem o nim ile się dało. Ciekawostki, przeszłość, związki. Wszystkie te informacje były ogólnie dostępne dla każdego człowieka. Po spędzonym tu czasie wiedziałem, że mężczyzna niedługo skończy 22 lata, że urodził się w Kyoto, ma dużo rodzeństwa, kiedy zagrał pierwszy koncert, jak to się stało, że dołączył do zespołu i więcej takich mało istotnych rzeczy. Obejrzałem też kilka filmików i usatysfakcjonowany wyszedłem z budynku. Nie było późno, przed 5 po południu. Nie chciałem wracać do pustego mieszkania, więc mimo zimna postanowiłem się trochę przejść. Tak samo jak poprzedniego dnia zawędrowałem za nieznane przeze mnie granice, przez co czułem to samo zdezorientowanie, jak podczas ostatniego spotkania z Doim , ale chyba polubiłem trochę to dziwne uczucie. Rozglądałem się z ciekawością po okolicy, niedaleko widziałem kilka budynków, jakieś skrzyżowanie i coraz rzadsze bloki mieszkalne. -Proszę pana! - Usłyszałem za sobą piskliwy, dziecięcy głosik. W pierwszej chwili go zignorowałem, jednak , gdy ten się powtórzył odwróciłem się i spojrzałem na biegnącą w moją stronę dziewczynkę. Była niziutka, mogła mieć najwyżej 6 lat. Na głowie miała różową, ciepłą czapkę i była ubrana w grubą, jednak chyba jesienną kurteczkę. Za nią z dziwną niepewnością w oczach podążała młoda japonka. Nieco niższa ode mnie o typowo azjatyckiej urodzie. Miała ciemne, proste włosy sięgające ramion , była blada i szczupła. Po chwili podeszła bliżej mnie. -Cześć, Haruhiko. - Uśmiechnęła się przegryzając lekko wargę. Patrzyłem na nią z zainteresowaniem. - Pamiętasz mnie? Jestem córką Endo-San. - Wyjaśniła, najpewniej będąc pewną, że nie wiem kim jest. Miała racje, nawet po otrzymanej wskazówce nie potrafiłem podpasować jej do żadnej sytuacji z mojego życia. Spojrzałem na dziewczynkę łudząco podobną do starszej kobiety, po czym nagle mnie olśniło. Endo-San była współpracowniczką mojej matki, gdy ta jeszcze żyła. Czasem, gdy jako dziecko- W każdym razie młodsze niż teraz jestem- przychodziłem do salonu fryzjerskiego, w którym pracowała moja rodzicielka spotykałem nieco starszą ode mnie dziewczynę, w niemal obowiązkowych dwóch kitkach na głowie. -Kochiyo? - Zapytałem by się upewnić. Brunetka uśmiechnęła się, tym razem pewniej po czym szybko przytaknęła głową. -A to moja córka Masae. - Przedstawiła jeszcze dziewczynkę, która mimo iż stała ledwo dwa metry ode mnie , wyciągnęła z kieszenie bladą dłoń i pomachała nią. Odwzajemniłem gest. Nigdy nie lubiłem dzieci, nie wyobrażałem sobie z nimi życia. - Dawno cię nie widziałem, tak nagle przestałaś przychodzić do salonu. -Mruknąłem rozczarowany. Przez bieg lat zdążyłem polubić tą dziewczynę, jednak po skończeniu 19 lat przestała przychodzić do pracy matki. - Bo zaszłam w ciążę, dla mamy był to wstyd, ale teraz już to akceptuje. - Kobieta złapała mnie pod rękę, w drugą chwyciła dłoń dziewczynki, po czym ruszyła. Lekkim ciągnięciem ramienia, dała mi znak bym i ja to uczynił. Szliśmy w stronę miejsca, z którego przyszedłem. - Właściwie myślałam, że już tu nie mieszkasz... -Dlaczego? - Wolną ręką poprawiłem przydługie kosmyki włosów, które z silniejszym podmuchem wiatru zasłoniły moją twarz. Zerknąłem na dziewczynę odnotowując, że jest ubrana w zimową kurtkę. -Bo Yui zawsze mówiła, że jak dorośnie to razem gdzieś wyjedziecie. Przecież chcieliście wyprowadzić się za miasto. - Wyjaśniła, zerkając na córkę, która wsłuchiwała się w naszą rozmowę. - Racja, ale brak środków nam to uniemożliwił. Zresztą to było takie głupie marzenie. Miałem wtedy trochę ponad 13 lat, a nawet ja nie wierzyłem, że się spełni. -Hm, a co u Yui? Dba o ciebie? - Zaśmiała się cicho, skręcając w jakąś alejkę. Teraz widziałem jak prowadzi nas w stronę fontanny otoczonej rządkiem ławeczek. Po jednej ich stronie znajdywała się jakaś huśtawka i zjeżdżalnia dla dzieci, zaś po drugiej jezdnia. Placyk ten był na tyle duży, że ulice ledwo było widać, choć mógłbym się założyć, że kierowcy przejeżdżających samochodów mieli na nas idealny widok przez gęste, jednak całkowicie łyse drzewa. -Ostatnio wyprowadziła się do narzeczonego, nie lubię go, ale ona najwyraźniej kocha. - Wyznałem wyswobadzając moją rękę z jej uścisku. Usiedliśmy na jednej z drewnianych ławek, a ja od razu zadrżałem z zimna. Gdybym wiedział, że się spotkamy ubrałbym się nieco cieplej, a nie jak na zwykłe wyjście do pobliskiej biblioteki. - Dobrze, że kogoś ma.. A jak u ciebie? Znalazłeś sobie kogoś? Jakąś dziewczynę albo chłopaka? - Wbiłem wzrok w wyłączoną fontannę. Kochi była jedną z nielicznych osób wiedzących, że jestem Biseksualny. Oczywiście, wolałbym znaleźć dziewczynę i żyć jak przeciętny Japończyk, jednak nie będę ubolewać, jeśli zakocham się w chłopaku. -Nie i póki co nie szukam. A co u ciebie? Oprócz tego, że masz dziecko? - Zainteresowałem się, nie lubiłem mówić o sobie, a życie starej przyjaciółki wydawało się być dobrym tematem. - Jestem po rozwodzie. Mój mąż mnie zdradzał. -Przykro mi. - Nie potrzebie. - Uśmiechnęła się, jednak było to niewiarygodnie sztuczne wygięcie warg. - Dobrze, że się o tym dowiedziałam. Lepsze to niż życie w niewiedzy. - Racja. - Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas, po czym Kochiyo zabrała małą i ruszyliśmy w drogę powrotną. Okazało się, że dziewczyny były w trakcie drogi do niewielkiego domku babci Masae więc szliśmy tą samą trasą. W pewnej chwili po drugiej stronie chodnika mignęła mi blond włosa czupryna. Jako że mieliśmy tu niewiele blondynów 25-latka także ją dostrzegła. Niebo było już ciemne, a na ulicy była jedynie mała garstka zapracowanych ludzi , marzących o powrocie do domu. Gdy moja przyjaciółka dostrzegła twarz blondwłosego stworzonka i przystanęła momentalnie. - Ej, Patrz Haruhiko. - Mruknęła nachalnie wpatrując się w chłopaka. Gdy Doi to dostrzegł zgarbił się nieco. W jednej dłoni trzymał jakąś granatową teczkę, a w drugiej niewielką siatkę, w której mignął mi sok i bułki. Niebieskooki skierował wzrok na 25-latkę, która drgnęła na to gwałtownie, po czym wbił go we mnie. Na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. -Hej, Haru. - Przywitał się i podszedł bliżej do nas. - Cześć. - Kontem oka zerknąłem na zszokowaną brunetkę i znudzoną dziewczynkę, rozglądającą się we wszystkie strony. Doi od razu wyciągnął dłoń do kobiety i przedstawił się. - Gdzie idziecie? - Zapytał patrząc na mnie uważnie. - Do domu. - Odpowiedziałem krótko, Kochi ponownie drgnęła po czym spojrzała na mnie przepraszająco. - Właściwie to ja was zostawię. Mama pewnie jest zła, bo miałam być prawie trzy godziny temu. - Westchnęła. Szybko pocałowała mnie w policzek i pożegnała się z Doi’m. - Miło było cię znów zobaczyć. - Dodała i jakby z żalem, że nie może zostać. Kazała pożegnać się córce i po chwili zniknęły z mojego widoku. -Odprowadzę cię. -Nie trzeba, mieszkam niedaleko. - Doi wzruszył na to stwierdzenie ramionami, z jego twarzy wciąż nie schodził firmowy wyszczerz. - Ale tylko kawałek. - Ostrzegłem, po czym ruszyliśmy. -Mogę do ciebie przyjść? -Nie. - Odpowiedziałem krótko. Nie chciałem by wiedział gdzie mieszkam. -Czemu? - Nie dawał za wygraną. -Bo nie. – Odburknąłem , patrząc na niego. Zdawał się być zawiedziony. - Z kim mieszkasz? - Zainteresował się nagle. Westchnąłem czując, że nie da mi spokoju. -Sam, Doi. - Serio? - Zapytał zaskoczony. Włożył ręce do kieszenie spodni i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Powtórzyłem jego wcześniejszy gest, jakim było wzruszenie ramionami. Chłopak przygryzł wargę myśląc nad czymś intensywnie. - Nie jesteś za młody? Ile ty właściwie masz lat? -19. - Odparłem. W prawdzie nie byłem pełnoletni, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Sąsiedzi najpewniej nawet nie zauważyli wyprowadzki Yui, więc nikt nie robił problemów. -Dzieciak. - Zaśmiał się Doi, jednak po chwili jego twarz stała się wręcz przerażająco poważna. Bez nieodłącznego uśmiechu wydawała się wręcz obca. - Nie uczysz się już? - Pamiętasz jak ci powiedziałem, że moi rodzice nie żyją? - Westchnąłem zrezygnowany. - Tak. - Miałem trudny rok i nie zdałem klasy. Skończyłem 18 lat więc mogłem zrezygnować z nauki i to zrobiłem. - Wyjaśniłem z niechęcią. - Rozumiem, a od dawna mieszkasz sam? Nie masz przez to problemów? -Doi? To jakiś wywiad? - Warknąłem na niego, gdy powoli zaczął mnie denerwować. Spojrzał na mnie nieco zdezorientowany po czym zaprzeczył. Przez jakiś czas szliśmy w ciszy. Doi najwyraźniej zaintrygowany nowymi informacjami, a ja po prostu nie chciałem się odzywać. Nagle poczułem jak coś niewiarygodnie zimnego spada na mój policzek, następnie na nos i dłoń. Wyrwany z rozmyślań blondyn przetarł swoją bluzę, na której zgromadziło się kilka cienkich płatków i zerknął na mnie uśmiechając się szeroko. - Śnieg. - Stwierdził oczywiście, śmiejąc się przy tym cicho. Przetarł moje odkryte włosy. -Brawo, geniuszu. - Uśmiechnąłem się lekko, patrząc na niego. Chwile później znaleźliśmy się przy rozstaju dróg. Zawsze w tym właśnie miejscu żegnamy się i każdy idzie w swoją stronę. -Napiszę do ciebie rano. - Niebieskooki przystanął. Jeszcze raz przeczesał moje włosy, pozbywając się maleńkich gwiazdek. Kiwnąłem głową i odwróciłem się na pięcie ruszając w swoją dalszą drogę. Ponownie usłyszałem cichy śmiech Doi'ego i skręciłem w alejkę prowadzącą do mojego mieszkania. Padało coraz więcej śniegu więc, gdy znalazłem się w domu od razu po zdjęciu butów nastawiłem wodę na herbatę i wyjąłem z szafy zimową kurtkę. Włączyłem telewizje i z kubkiem zapełnionym gorącą cieczą i usiadłem na kanapie. Zerknąłem za okno. Przy ciemnym niebie doskonale widziałem spadające z nieba maleńkie gwiazdki. Szkoda, że ich piękno było takie ulotne.

czwartek, 5 września 2013

Dreamer - Rozdział 5

Dni mijały powoli, przeciętnie. Niebo szarzało coraz szybciej, a powietrze stawało się zimniejsze. Był to znak mijającego czasu.
My się starzejemy, wzorce zmieniają, a świat staje się nowocześniejszy. Ale czy to aby na pewno dobrze? Przecież nie wszyscy ludzie lubią zmiany. Ja ich nienawidzę, zazwyczaj mimo obietnic i przypuszczeń podejmujemy złe decyzje, ale nie możemy ich zmienić. Czas pędzi do przodu, a my nie potrafimy go zatrzymać.  Najprawdopodobniej nigdy nie znajdzie się człowiek, który będzie potrafił to zrobić.
Tak więc i mój czas mijał, ale nie potrafiłem go należycie wykorzystać. Większości dni spędzałem w domu, przed telewizorem. Raz odwiedziła mnie siostra, przy okazji zaopatrując moją lodówkę na najbliższy miesiąc i zapraszając mnie na święta.
Jest szczęśliwa, jej oczy promienieją, a uśmiech roztacza tą radosną aurę wokół.
Podświadomie czułem, że myśli o mnie, jednak nie zamierza wrócić. Ale przecież dam sobie radę sam.
Z Doim rozmawiałem dość często, przez co zacząłem nawet podejrzewać, że jestem jego jedynym "przeciętnie żyjącym" znajomym. Bo chyba mogłem się nim tak nazwać.
Dana znajomość, ograniczała się do krótkich rozmów przypominających codzienne raporty. Wiedziałem co robi, kiedy i gdzie ma koncert, sesje zdjęciową lub wywiad, co kupił, co oglądał, a nawet mniej- więcej kiedy zasnął i wstał.
Co ranek witał mnie sms'em i żegnał w podobny sposób.
Ale nawet posiadając takowe informacje czułem, że tak naprawdę jest mi całkowicie obcy, będąc jednocześnie moim oparciem, jedyną osobą ze świata zewnętrznego, z którą dobrowolnie utrzymywałem kontakt.
Niemal każdego dnia powtarzał, że " to już ten ostatni" dzień pracy, że już kończy z karierą, ale i ja, i on wiedzieliśmy, że to nie takie proste. Chciałem, żeby był szczęśliwy. Wydawało mi się, że mimo wszystko On także na to zasługuje. Jak każdy człowiek.
Pewnego dnia obudziłem się z postanowieniem, że naprawdę Go poznam i za chiny nie chciałem odsunąć od siebie tego zadania. Chyba pół godziny ślęczałem nad telefonem i tak naprawdę pierwszy raz w życiu zastanawiałem się co pomyśli sobie o mnie ktoś inny.
Układałem strategie.
Miałem zadzwonić? Napisać prosząc o spotkanie? Z drugiej strony, na pewno nadejdzie dzień, gdy to on je zaproponuje.
Wreszcie zdecydowałem się wysłać wiadomość, wcześniej kilka razy edytując jej słowa.
Sam siebie nie poznawałem. Od kiedy zależało mi na tym, by ktoś dobrze odebrał moje słowa?
"Spotkamy się?" - tak właśnie brzmiała wiadomość, nad którą myślałem przez długi, długi czas. Odpowiedź przyszła dopiero po godzinie w ciągu, której oglądałem TV.
"Może o 4 po południu?"  Wpatrywałem się chwile w wyświetlacz , po czym odpisałem, zgadzając się . Ustaliliśmy jeszcze miejsce spotkania i pożegnaliśmy się.
Dla zabicia czasu posprzątałem trochę w domu, nucąc sobie piosenki płynące z programu telewizyjnego po czym usiadłem na kanapie, przełączając dany kanał.
 Dokładnie o 3: 45 wyszedłem z domu. Miałem na sobie długie spodnie i grubą bluzę, a na to założoną jeszcze jedną. Nienawidziłem nosić kurtek, a dziś o dziwo było dość ciepło. Wymaszerowałem z bloku, przeszedłem na drugą stronę ulicy i ruszyłem w umówione miejsce. Już z daleka widziałem Doi'ego bez ustanku wpatrującego się w migoczący ekranik telefonu. Podszedłem do niego, po drodze przyśpieszając. Gdy byłem blisko uniosłem oczy z ziemi, na twarz blondyna. Ten uśmiechnął się szeroko. Chyba zawsze będę pamiętał go z tym radosnym wygięciem warg.
-Cześć.
-Hej. - Mruknąłem czując nagle, że mój poranny zamiar jakby uciekł, schował się przed tą pozytywną postawą. Stojąc tak blisko widziałem jak szare oczy, schowane za ciemnym szkłem okularów rozglądają się po okolicy. Po chwili chłopak ruszył przed siebie, ciągnąc mnie lekko za rękaw.  - Gdzie idziemy? - Zapytałem dorównując mu kroku.
- Przed siebie. - Wyznał luźnym tonem. Kilka dziewczyn przystało za nami przyglądając się mężczyźnie, który wyraźnie to ignorował. Tak jak powiedział, ruszyliśmy przed siebie.  Podczas drogi zdałem sobie sprawę, że miejsce w którym mieszkałem od dziecka jest mi bardzo mało znane. Przeszliśmy kawałek i już po chwili miasto zaczęło wydawać mi się inne. Większe i ciekawsze, a nie jak to, które więziło mnie od dziecka. Właściwie.. mogłem się wyprowadzić, ale po co? Tu przecież miałem rodzinę.. Teraz mam tylko siostrę, jednak wciąż rodzinę.
-Właściwie... Co ci się stało? - Zapytał, najpewniej chcąc zacząć jakąś rozmowę. - Bo wyglądasz jakbyś wpadł pod samochód. - Dodał, odwracając twarz w moją stronę i przyglądając się mojemu poobijanemu ciału.
- Spadłem ze schodów. - Przyznałem, uśmiechając się nieco sztucznie. W prawdzie przyzwyczaiłem się do gipsu na ręce, a biodro jak i ramie, które także mocno ucierpiały powoli przestawały boleć, jednak czułem się nieco jak kaleka. Nie byłem zdolny do robienia tego wszystkiego, co robiłem przed incydentem ze schodami w roli głównej. Na szczęście tylko tymczasowo.
-Ciapa. - Zaśmiał się cicho. Prychnąłem, nie dodając, że to siostra, przez swoją nieuwagę spowodowała mój mały wypadek.
- No, nie powiesz mi, że ty nigdy nie zrobiłeś czegoś głupiego. - Mruknąłem także spoglądając na niego.  Ten przegryzł lekko wargę zastanawiając się chwilę, poprawił kaptur po czym wzruszył ramionami.
-Miałem nudne dzieciństwo, rodzice cały czas kazali mi się uczyć, a gdy gdzieś wychodziłem robili mi 15 minutowe kazania co mogę, a czego nie. W prawdzie, często je ignorowałem, ale nigdy się nie połamałem.
- Hm.. A to jest mój pierwszy raz. - Wyznałem zerkając na lekko zabrudzony gips. Szliśmy dalej przed siebie, chwile kontynuowaliśmy temat, po czym zmieniliśmy go na nieco przyjemniejszy, a mianowicie na obgadywanie sławnych ludzi, z którymi Doi'emu zdarzyło się pracować. Około godziny 5 postanowiliśmy przejść się przez park. Zdążyliśmy zajść na tyle daleko, że byłem pewien, iż bez pomocy Doi'ego nie trafię z powrotem pod mój blok.
Park był ładny, dość spory. Było w nim dużo drzew, których nie mogliśmy podziwiać w całej okazałości, przez aktualną porę roku. Obiecaliśmy sobie, że wrócimy tu wiosną, gdy zakwitną drzewa Sakury. Było tam też małe, zamarznięte jeziorko, przy którym nieco zwolniliśmy. Nawet nie zauważyłem, gdy między nami zapadła cisza. Ale nie ta krępująca, a taka, zapadająca między starymi, dobrymi przyjaciółmi.
Spojrzałem w niebo. Nie było jeszcze całkowicie czarne, a szare. Wciąż było widać chmury, jednak wydawały się nie tak jasne jak na co dzień.
Większość z ludzi w dzieciństwie pragnęła stać się kimś sławnym, podziwianym.
Często był to superman czy jakaś księżniczka..
A co z dzieckiem, które pragnęło stać się chmurą?
Podążać po niebie, wybranymi przez siebie ścieżkami. Łączyć się z innymi, by razem tworzyć często nic nieznaczące kształty. Być podziwianym za swe piękno, a jednocześnie być tak wolnym jak żadna istota żywa?
Chciałem być chmurą, nie wiecznie, a choćby przez jeden dzień. Może było to spowodowane niewyobrażalną chęcią latania? Nie wiem, jednak po upływie lat dostrzegłem, że chmury nie mogą być szczęśliwe.
Wcale nie są wolne, a uwięzione na niebie. Nie mogą się opuścić niżej, spaść. Są idealne, przez co są dla większości po prostu nudne, a dla niektórych nawet irytujące. Dodatkowo wszystkie są takie same.
- O czym myślisz? - Głos szarookiego mężczyzny wyrwał mnie z rozmyślań. Spojrzałem na niego nieco nieobecnym wzrokiem, po czym uśmiechnąłem się lekko. Chyba naprawdę z mojego wcześniejszego planu nic nie wyjdzie, jednak miałem w głowie jeszcze jedną opcje, znacznie łatwiejszą i mniej czasochłonną niż wypytywanie Doi'ego o całe jego życie.
- O niczym ważnym. - Odpowiedziałem, patrząc na jego radosną twarz. On także był idealny, ale nie w taki sam sposób jak chmury. Doi niszczył moje poglądy na temat ludzi sławnych. Nie miał przy sobie innych, na każde skinienie. Nie był całkowicie sztuczny, ani wredny.
Doi był po prostu człowiekiem, poszukującym szczęścia.
Tak samo jak każdy inny.
_______________________________________________________
Ponownie przeprasza, że tak długo to zajęło :c
Pewnie rozdział byłby kilka dni temu.. Ale moja "przyjaciółka" stwierdziła, że fatalnie piszę i ... i... no i w napadzie smutku usunęłam ten rozdział i zaczęłam pisać od początku *zawstydzona*
Muszę się pochwalić, bo dostałam się do 3 klasy gimnazjum :3
Co .. Może oznaczać nieco żadsze rozdziały, ale póki co nie zamierzam nic zmieniać.
Hm, dalej będę zapisywała date notki w spisie treści ;)

Pokornie proszę o komentarze :*

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń