wtorek, 29 stycznia 2013

Arive or Dead- Część 11/..


           Leżałem zakopany w łóżku i myślałem. W oddali słyszałem tylko nieustanne tykanie zegara, wiszącego na ścianie. Byłem całkowicie zawiniętym w grubą kołdrę. Patrzyłem w telefon , którego ekran co jakiś czas informował o nowej wiadomości. Domyślałem się kto to, sam niedawno poprosiłem o spotkanie, jednak teraz dopadały mnie wątpliwości. Nagle pokojem zawładnął głośny dzwonek telefonu, a ja chcąc nie chcąc, usiadłem po turecku na łóżku, czując zimne powietrze muskające odkrytą skórę na ramionach.
-Słucham..? - Zapytałem powoli, niepewnie.Ponownie okryłem się kołdrą teraz kładąc się na boku.
-Coś się stało? - Usłyszałem troskliwy głos Tsukigo, przez który  nieporządne ciepło ulokowało się na policzkach. Czułem jakbym nie rozmawiał z nim od miesięcy, jednak tak naprawdę, wcale tyle czasu nie minęło. Chwile między obiema stronami trwało nieznośne milczenie, które udało mi się przerwać.
-Nie nic się nie stało. Chciałem porozmawiać..Jak nie masz czasu możemy to przełożyć na kiedy indziej. -Dodałem szybko zerkając za okno. Cały dzień spędziłem w pościeli, raz wygrzebując się z niego tylko po to by przenieść się do salonu, na kanapę z której miałem dobry widok na ekran telewizora, przez to nawet nie zdawałem sobie sprawy że niebo tak bardzo pociemniało. Przemyślenia czasem potrzebują wiele czasu..
-Chcesz się spotkać? 
-Przyjdę do ciebie, dobrze? - Uśmiechnąłem się lekko. Nie ma odwrotu. 
-Ok, to do zobaczenia. - Pożegnał mnie, zakończyłem połączenie, z westchnieniem, rozluźniając się.Czy inni także mają takie problemy? Czy tylko ja? Każdy znacznie się różni..  w takim razie jego historia także.. W domu panowała całkowita cisza, nie rozumiałem jej. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę że tak nie powinno być. Przebrałem się szybko i wyszedłem z pomieszczenia kierując się do pokoju rodziców. Pustka. W salonie. Pustka. Łazience i kuchni. Pustka. W domu nie było nikogo poza mną, mimo iż rodzice dawno skończyli prace. Powinienem się martwić? Przez myśl przeszło mi by zadzwonić do któregoś z nich. Ale po co? Są dorośli , mogą robić co tylko chcą. Ubrałem buty i grubą bluzę, ponieważ wieczorami potrafiło tu być naprawdę zimno i wyszedłem z domu. Zakluczyłem go i ruszyłem ulicą wyznaczoną trasą. Nie mieszkał bardzo daleko ode mnie, ale nie byliśmy jakimiś sąsiadami.
-Chodz, chodz. - Gdy pojawiłem się na klatce Tsuki od razu wciągnął mnie do środka.  Uśmiechnąłem się do niego, na co odwzajemnił gest, pchając mnie delikatnie w stronę swojego pokoju. - O czym chciałeś porozmawiać?  - Zapytał zaciekawiony. W pokoju panował niezaprzeczalny porządek, przez co znacznie różnił się od mojego królestwa, do którego, bardzo często nie dało się wejść na skutek zasypanej połogi. Ale nie trudziłem się by to posprzątać. Rodzice rzadko kiedy tam wchodzili, właściwie nigdy, a ja i tak większość dnia spędzałem w szkole.
-No więc... - Zacząłem, jednak zdałem sobie sprawę że nie wiem co powiedzieć. Chłopak patrzył na mnie wyczekująco ,a Ja siedziałem cicho z uporem przegryzając dolną wargę. Chciałem spojrzeć mu w oczy , jednak jakaś niewidzialna duszyczka uparcie tego odmawiała.
-Więc? - Usiadł koło mnie, co w żadnym razie nie dało pomysłu na zaczęcie tej rozmowy.
-Bo.. chodzi o to.. - Wyjaśniałem na swój sposób. Czerwono-włosy uśmiechnął się szeroko , obejmując mnie w pasie. Pociągnął mnie mocno do siebie, zmuszając bym usiadł na jego kolanach.Nagle  Poczułem na ustach jego miękkie, ciepłe  wargi napierające na moje.  Znów towarzyszyło mi dziwne uczucie niemocy. Raz grozi śmierć -  Pomyślałem. Przymknąłem oczy z pewnością że nic mi nie grozi. Przecież to wciąż mój Tsuki. Następnie Zarzuciłem ręce na jego szyje uchylając usta. Oddawałem pocałunek, który z chwili na chwile stawał się bardziej namiętnym. To koniec, jestem przegranym.
-O to? - Zapytał gdy odsunął się te kilka centymetrów, przerywając kontakt ,wciąż obejmował mnie w tali. 
-yhym.. Czemu to robisz? - Wydusiłem z siebie, w końcu wyrywając się z jego uścisku. spojrzenie jakie mi posłał kompletnie zbiło mnie z tropu. Po prostu był zdziwiony.
-Podobasz mi się.- Stwierdził bez chwili zwątpienia,żadnego zająknięcia czy niepewności. Obrócił się tak ,by siedzieć naprzeciw mnie. 
-Tsuki.. ale wiesz że.. jesteśmy przyjaciółmi. - Przypomniałem czując jak coś kuje mnie w serc. Nie chciałem tego mówić ,ale to prawda, po co kogokolwiek oszukiwać? A zwłaszcza siebie. ja to robiłem... mimo iż nie powinienem... kłamstwo na zawsze pozostanie naszą bronią, nawet przeciw samemu sobie.
-Ale możemy być czymś więcej. Daj mi szansę, przecież wiem że tego chcesz.. - Patrzył mi prosto w oczy, w swoich dłoniach zamknął moją, jakby czekając na wyrok. Targały mną sprzeczne uczucia. chciałem tego ,ale co dalej? Nasza przyjaźń przejdzie na wyższy tor, ale czy można, tak z dnia na dzień pokochać kogoś bardziej? Nie wiem czy bardziej mogę. Uśmiechnąłem się do niego, podświadomie dodając otuchy jemu, a jednocześnie sobie. Kocham go.. ale czy to nie jest jedynie miłość jak do każdego przyjaciela? Chyba nie.. Choćby Myu , ją też przecież kocham ,ale jego darzę silniejszą miłością.. Czy to właśnie mogę nazwać stanem zakochania?
-Kochasz mnie? Czy tylko Cię pociągam? - Zapytałem spoglądając na niego podejźliwie. 
-Z pewnością kocham. - Rzadko kiedy widziałem go tak poważnego, mogę śmiało powiedzieć że to kompletnie do siebie nie pasuje. Kiwnąłem krótko głową, choć nie byłem pewny do jakiego zdania potrzebowaliśmy potwierdzenia. Tym razem to ja złączyłem nasze wargi, pozwalając na chwile błogiego zapomnienia. 
*     *     *
-Teraz mi powiesz co było dalej? Czemu nie jesteście już razem? Wyjechał? Rzucił Cię? Czy to co powiedział było kłamstwem? - Wiem że Ayako snuje na wszystko swoje własne przypuszczenia, czasem dobrze posłuchać, jak mogłaby wyglądać twoja Historia od momentu, w którym droga powinna być prosta. Taki Happy End ,którego nigdy nie było.. A może był?
-Ayako.. Dowiesz się ,to jeszcze nie koniec. - Kładę rękę na odkrytym ramieniu dziewczyny, uśmiechając się lekko, spokojnie.
-Lubie twój uśmiech. - Wyznaje nagle, wprawiając mnie w chwilowe zdumienie. - Ale ten prawdziwy, nie ten jaki pokazujesz innym.  - Wzdycha ,obracając się na chwile od laptopa, w moją stronę.
-Piszemy dalej? - Zmieniam temat. Zmuszając by obróciła się spowrotem w stronę urządzenia.
-No dobra...
-Dalej wszystko szło jak z górki. Świetnie się dogadywaliśmy, nie zmuszaliśmy się do niczego. Po prostu siła w nas wzrastała z dnia na dzień. Nigdy nie powiedzieliśmy głośno że jesteśmy razem jako para, nawet przed sobą nawzajem. Nie potrzebowaliśmy potwierdzenia w takiej formie. Każdy z naszych bliższych znajomych wiedział to i tolerował. Drobne czułości czy pocałunki między nami stały się dla naszych przyjaciół codziennością, czymś czego nie może w niej zabraknąć. Nieodłącznym elementem dnia. Trochę przesadzam. Jednak była jedna osoba ,której to przeszkadzało. Bo Sachiko wciąż witała w naszych szeregach grając słodką i miłą dziewczynę. Chyba tylko ja znałem jej drugie "Ja".
W krótkim czasie wśród naszej paczki znalazł się szpieg, bo głównym tematem w szkole stał się nasz związek, który póki co miał pozostać naszą słodka tajemnicą. Nie dali nam się nacieszyć. Oczywiście, pierwszą osobą którą podejrzewałem o rozpowszechnianie naszego sekretu była pewna blondyneczka...
*    *    *
-To Ona. - Szeptałem siedząc na dachu szkoły, który póki co był przeznaczony tylko dla nas, Ale długa przerwa dopiero się zaczęła. Mam nadzieje że nikt tu nie przyjdzie..
-Nie zrobiła by tego. - Przekonywał mnie Tsuki ,głaszcząc dłonią moją Łapkę, która podpierała się o beton. 
-Oczywiście że tak. Tsu , to oczywiste! - Denerwowałem się, nie rozumiałem czemu nie może mi uwierzyć.
-Mógł to być każdy.. -Powiedział jakby do siebie, obróciłem twarz w jego stronę, mrucząc oczy przez rzucające się w nie światło słoneczne. 
-Czyli ona też. 
-Ale nie koniecznie... No.. kotku.. pomyślimy o tym kiedy indziej. - Na jego twarzy pojawił się tak zwany banan. Zrobiłem Dziubek , opierając się o jego ramie. Zerknąłem za drucianą siatkę, czy inne badziewie mające ochraniać rozbieganych nastolatków przez bolesnym upadkiem. Na zewnątrz było wielu uczniów.. Co do nich.. nikt nie wiedział że to my jesteśmy razem. W szkole mówiono że w trzecich klasach jest para gejów, ale nie podano ich nazwiska, przez co wszyscy, nawet nieliczni nauczyciele pragnęli poznać ich tożsamość. Ah... co za dziecinada, jakby nie mieli własnych problemów.
 "W życiu można liczyć tylko na siebie. A i tego nie radzę." Jeden z cytatów Bernard'a Tristana, który wcale nie mijał się z rzeczywistością. A był najprawdziwszą prawdą. Ta sytuacja pokazywała to. Zerknąłem w dół ,patrząc na postacie ludzi. 
-Martwisz się tym? - Zapytał nagle tsuki zerkając na mnie kontem oka. Położył się na ziemi patrząc w błękitne niebo. Już zamierzałem opowiedzieć , jednak drzwi prowadzące na to piętro otworzyły się i wpadła przez nie Myu i Ichigo. Uśmiechnąłem się do nich patrząc jak dziewczyna siada koło nas.
-Co porabiacie? - Zapytała od tak, uśmiechając się w swój uroczy sposób. Przyjaźniliśmy się od lat. Nigdy nie pomyślałem że to właśnie ona rozsyła plotki, Ale to wreszcie wyszło na jaw.
*    *     *
-Naprawdę nic nie podejrzewałeś? - Pyta zdziwiona.
-Nie, ale nie będę się rozwijać na ten temat. Jest nieistotny, zwykły incydent życia codziennego, będący inną już Historią , zazdrości, braku popularności i pragnienia jej.
_________________________________________________________________________________
Domyślam się że będziecie złe przez to że nie rozwinęłam sytuacji z Myu... Jakoś... to by za długo potrwało.. 
Gomenasai za to, że dopiero dziś dodałam rozdział.. był gotowy w poniedziałek, ale wczoraj nie miałam dostępu do internetu, a i jeszcze musiałam go poprawić...
Hah! Zbliżamy się do końca :< 

środa, 16 stycznia 2013

Arive or Dead- Część 10/..


         Gdy dojeżdżam do celu mojej podróży ,witają mnie zdrapane ściany stacji, ozdobione kolorowymi graffiti, których przez rażący kolor po prostu nie da się pominąć.  Ostatni raz ,gdy je widziałem uciekałem stąd. Chciałem zostawić za sobą przeszłość. Mój pogląd na niektóre rzeczy był inny. Byłem zły, smutny, rozczarowany. Powoli dopadała mnie depresja. Chciałem jak najszybciej zapomnieć, nie sądziłem że nigdy mi się nie uda .. Żegnałem to miasto na zawsze. Nie zamierzałem tu wracać. Chciałem odżyć gdzieś, gdzie nikt nie będzie mnie znał, gdzie będę osobą bez tożsamości  Nikt nie będzie się mną przejmował. Wybrałem złe miejsce. Zawsze chciałem zamieszkać w Tokio ,ale często bywaliśmy tam z Tsukim. Będąc tam zdarza się że słyszę pytania o treści " A nie ma z tobą tego czerwonowłosego chłopca? Byliście nierozłączni.. " Wiedziałem to. Źle zacząłem nowe życie. Miałem możliwości. Nie byłe w żadnym związku, nie miałem zwierzaków, rodzice się ode mnie odwrócili, przyjaźnie wygasły wraz z moją duszą, a rodzeństwo wstąpiło w wiek, gdy zaczynamy myśleć o rodzinie. To wszystko mi sprzyjało, jednak ja nie myślałem racjonalnie.
       Zatrzymuję pierwszą lepszą taxówkę i podaję dokładny adres siedzącemu przed kierownicą mężczyźnie  Wiedzę jak przytakuje głową, więc opieram ramię o drzwi samochodu i wyglądam na ulice. Znów wpatrywałem się w ludzi, jak kiedyś. Znów byłem wystraszony i niepewny. Znów bawiłem się włosami by uspokoić rozszalałe myśli, które mimo to nie poddawały się, tworząc kolorowe i czarne scenariusze. Czułem , jakby koło mnie siedziały dwie osoby. Jedna miałaby srebrne włosy, druga bordowe. Ta pierwsza prosiłaby bym wrócił do domu i znów spróbował zapomnieć. Patrzałaby na mnie szklistymi oczyma , prosząc by Bóg dał mi więcej rozumu. Przekonywałaby że nie mam planu na dalsze godziny. Ja odpędził bym ją niechętnym ruchem ręki. Druga osoba siedziałaby dalej ode mnie. Niecierpliwiłaby się. Rodziłaby bym nie rezygnował z planów, przez głupie powody. Chwyciłaby moje ramie, by zwrócić na na siebie moją uwagę  Mówiłaby że to może się udać, że w końcu dowiem się prawdy.
Posłuchałbym właśnie niej.
Płacę za taxówkę i wysiadam. W przeszłości szedłbym teraz starym, szczerbatym chodnikiem, jednak ten został już wymieniony, więc ruszam prostą trasą. Podchodzę do niewysokiego budynku, i staje w miejscu , w którym stałem jakieś dziewięć lat temu wołając przyjaciela by się pośpieszył, bo nie chciałem się spóźnić do szkoły. On odkrzyknął że mamy czas i nie będziemy musieli biec na złamanie karku. Wisiał wtedy w oknie , ręką odgarniając firankę, bym mógł go widzieć. Potem zawołał mnie na piętro . Nie było nikogo w domu. To były nasze pierwsze wagary.
-Czego Pan tu szuka? - Słyszę za sobą, odwracam się w stronę kobiety po 50-ce z zmiotką w dłoni. Włosy , przez które przeplatały się siwe niteczki spięła w koka, patrząc prosto na mnie.
-Zna pani rodzinę spod czternastego numeru? - Pytam przegryzając wargę. Źle robisz, Hoshi. Do piekła pójdziesz, jak nic.
-Tam już nikt nie mieszka od lat. -Odpowiada mi, patrzę na nią zdziwiony.
-Jak to nie mieszka? A rodzina Aihara?- Podpowiadam jej. Zastanawiając się czy w tym wieku można mieć problemy z pamięcią. Kobieta pierwszy raz od początku krótkiej rozmowy uśmiecha się.
-Pamiętam ich. Byli naprawdę fajni. Ale nie mieszkają tu od ponad dwóch lat. A Pan rodziną jest?  -Rozumiem że wyprowadzili się trochę po mnie, dlatego nie miałem o tym pojęcia, przecież się nie kontaktowaliśmy. Skąd miałbym to wiedzieć?
-Tak, przyjechałem po kilka rzeczy, bo poprosiła mnie matka, ale skoro ich nie ma... - Odpowiadam szybki i pewny siebie. Chyba przekonuję tym rozmówczynię ponieważ ta , bez zbędnych pytań zostawia wszystko i wyciąga z kieszeni obszernego płaszcza wielki pęczek kluczy. Nie mogę uwierzyć że ludzie noszą takie rzeczy przy sobie.
-Chyba już cię Tu widziałam.. - Mruczy pod nosem przyglądając się mojej twarzy. -Wpuszczę cię, ale wejdę z tobą. Będę mieć cię na oku! I podasz mi swoje imię, w razie nieprzyjemności. Oni tu już nie przyjeżdżają,  ale trochę rzeczy o dziwo zostawili. Śpieszyli się gdzieś. Oddali klucz i tyle ich widziałam. Naprawdę! Niezłych Pan ma krewnych, nawet nie powiedzieli że nie wrócą.- Żali się, wspinając po wysokich stopniach. Idę za nią, niepewnie mierząc spojrzeniem klatkę, na niej nie robiło to żadnego wrażenia. Mimo wcześniejszej obietnicy, nie wchodzi za mną do środka, zostaje przed drzwiami i prosi bym się pośpieszył. Czego szukałem? Nie wiem. To najprostsza odpowiedz. Wszystko wyglądało staro, nieco zaniedbanie. Delikatnie głaszczę ścianę przechodząc korytarzykiem, jednak szybko zabieram dłoń z zakurzonej ściany. Pierwsze co robię to kieruję się do pokoju Tsukiego. Wszystko wyglądało, jakby ktoś tu wciąż mieszkał, ale tak nie było. Zaglądam do szuflad, są puste. Uśmiecham się do siebie i zerkam pod łóżko. Wyciągam granatowy, nieziemsko zakurzony karton. Oczami wyobraźni niemal widzę jak otwierając go , wyskakuje stamtąd stado pająków. Otwieram go, na wszelki wypadek odskakując kawałek. Nie ma tam żadnych owadów. Wyjmuję notes, z dziwnym napisem w innym języku. Pamiętam go, Tsu właśnie tam zapisywał różne informacje, o harmonogramie dnia. Przewracam granatowy kartonik. Widzę że prawie każdy dzień z kalendarzyka jest zapisany. W większości były tylko hasła jak na przykład : kino, park, sprawdzian, zawody. Zwykły notesik. Otwieram na ostatnim dniu kalendarza , z zapiską " Sylwester z Hoshim". Stąd nie dowiem się nic nowego, potrzebuję czegoś o bliższej dacie. Wychodząc zerkam na zdjęcie, przyczepione do korkowej tablicy. Nie było na niej nic , oprócz fotografii całej naszej paczki. Uśmiecham się i wchodzę do salonu. Na ścianie wisi kalendarz z roku 2008. podchodzę bliżej. Kartka z grudnia ma jedno oznaczenie. Rozpoznaje zgrabne, zdecydowanie za ładne jak na chłopaka pismo, należące do Tsukiego.  " Wyprowadzka."- To właśnie głosił.
-Jednak to zaplanowali .. - Mruczę pod nosem.  Czyli.. nic się nie dowiedziałem.. Wzdycham rozglądając się po pokoju. Nic ciekawszego tu nie znajduję, przeglądam  jeszcze pozostałe pomieszczenia i idę w stronę drzwi.
- I co? Znalazł Pan ,co szukał? - Pyta starsza kobieta ,gdy wychodzę z mieszkania.
-Niestety nie, ale trudno.. - Mówię patrząc jak zamyka drzwi.Postanawiam jej nie okłamywać, nie ma sensu. Żegnam się krótko z kobietą i zamawia taxówkę. Nie chcę się tłuc w metro.
To nic że nie udało mi się odkryć tajemnicy, to i tak już stare dzieje.. Czego się spodziewałem? Że Tsuki tu będzie, że będzie mnie pamiętał w co szczerze wątpię i że tęsknił za mną? To niedorzeczne ,ale nie żałuję. Gdzie wyjechał nie wiem... Ale czuję się lepiej ..  Próbowałem.
W domu jest cicho i ciemno. Potykam się u wejścia, jednak nie upadam. Idę i siadam przed telewizorem. Nie myślę dziś więcej o wcześniejszym wydarzeniu.Nie udało się - Trudno. Spróbowałem.
*     *     *
Leżąc w łóżku słyszę sygnał przychodzącego sms'a. Sięgam po telefon, widząc numer Ayako, uśmiecham się do siebie. " Jestem w ciąży! <3". To właśnie była treść wiadomości. Chwile z nią rozmawiam poprzez niedługie wiadomości i przewracam się na drugi bok. Jestem zmęczony. Nie jest późno.. może to przez stres? Chwile kręcę się w łóżku i zamykam oczy. Sen przychodzi po minutach wyczekiwań...
*     *     *
-Oh, patrzcie kto przyszedł.. - Usłyszałem stojąc u drzwi niewielkiej kamienicy. Izumi mierzy mnie wzrokiem ,jakby szukając jakiś pułapek. 
- Olał cie? - Uśmiechnął się Doi czochrając moje włosy, ciągnie mnie za rękę do środka. Dawno mnie tu nie było, ale czasem trzeba spojrzeć wstecz, by niczego nie przeoczyć. Fioletowo-włosa dziewczyna ruszyła za nami , jakby w jakiś sposób rozczarowana mną.
-Kto?
-No, Aihara.. - Westchnął prowadząc mnie do pokoju, który w jakiś sposób służył za nieziemsko zagracony salon.
-Ah... Przepraszam, że z wami ostatnio się nie widziałem.. - Wzdycham patrząc na nich z nadzieją na wybaczenie. 
-Czyli jednak?- Podsunął ponownie chłopak. Tym razem nie było z nimi Eriko, na co w pewien sposób odetchnąłem. Lubiłem ją, ale czasem trzeba było odpocząć od tej ciszy.
-Nie , to nie tak.. - Wyznaje , bawiąc się palcami jak zawstydzona dziewica.
-A więc?
-Pocałował mnie... - Westchnąłem podnosząc na nich wzrok. Doi wpatrywał się we mnie z uniesionymi brwiami, zaś Izumi z nienaturalnie oczyma.
-On jest gejem? - Spytał chłopak odchylając się do przodu. Na jego twarzy grało niedowierzanie  z swego rodzaju satysfakcją. Nigdy się nie lubili, tak naprawdę nigdy się nie poznali. Ich opinie były wyszlifowane na podstawie plotek, ze swoich rejonów. Rzadko kiedy któraś pokrywała się z prawdą.
-No... chyba nie... 
-Ale cię pocałował.. więc może jednak? - Zabrała głos dotychczas milcząca Dziewczyna. 
-Nie wiem... - Mruknąłem , widziałem jak dwójka zebranych wymienia ze sobą dziwne spojrzenia.
-Ja to wiedziałam że tak będzie! Wiedziałam od razu że do siebie pasujecie. - Uśmiechnęła się fioletowo-włosa głaszcząc mnie po głowie jak dziecko. Znów zapanowała cisza, Doi wstał szukając czegoś w pokoju.
-Ale nie jesteśmy razem..
-A chciałbyś tego? - Słyszę podchwytliwe pytanie z ust obojga. Spoglądam na nich zdziwiony, podejrzewając u nich jakąś tajemniczą telepatie. Znów nie umiałem odpowiedzieć na to pytanie.. Trzeba będzie w końcu zdecydować, do czego dąży nasza znajomość.. Trzeba o tym porozmawiać. Tylko My. Tylko Ja i Tsuki.

niedziela, 6 stycznia 2013

Arive or Dead- Część 9/..


Wchodzę do małego pomieszczenia, który teraz istnieje jako pokój Akiego, w przeszłości będąc tak zwaną graciarnią. Mało czasu tu spędzam. Powoli przechadzam się po pokoju kontrolując czystość. Nie było źle. Wzdycham podnosząc z ziemi kilka drobiazgów. Podnosząc się Mój wzrok napotyka na swojej drodze niewielką książkę w piaskowym kolorze, powszechnie znaną jako Album. Chwytam go w dłonie, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Z pomiędzy stron wypadł mały pliczek zdjęć. Nie patrząc na nie chowam spowrotem do albumu. Idąc do pokoju nie jestem pewien swoich zamiarów. Sam mówię że wspomnienia są czymś dobrym, ale jednocześnie bolesnym. Siadam na kanapie, nogi podciągając pod siebie. Układam album na udach i otwieram książkę na pierwszej stronie. W początkowej kolejności widzę wiele zdjęć mojej rodziny, nie tylko moich. Smutno przyglądam zdjęcie, na którym znajduje się młoda kobieta z trójką dzieci. Kobieta mogła mieć trochę więcej niż 30 lat. Była uśmiechniętą brunetką, stała na środku ,ramieniem obejmując 10-letnią dziewczynę mającą poważną minę  Moja siostra zawsze była poważna, nieco zbyt dumna. Pilnowała każdego z nas, pomagała matce i ojcu. Czasem lubiła się zabawić, jednak wcześniej upewniała się , że może zostawić nas samych. Obok niej stał młodszy chłopak, z krótkimi , czarnymi włosami śmiejąc się do najmłodszej, oburzonej buźki obok siebie. Zdjęcie zrobione było kilkanaście lat temu, gdy miałem zaledwie 6 lat. Nie przejmowałem się 'Prawdziwym' światem, który czaił się coraz bliżej mnie.
W tej chwili słyszę jak od drzwi krótko coś się odbija, by następnie wpuścić do środka Ayako. Ta to ma wyczucie czasu, myślę widząc jak zaciekawiona siada koło mnie, wcześniej zdejmując wysokie buty.
-Co tam masz? - Pyta, mimo iż nie oczekuje odpowiedzi. Siada koło mnie, i ciągnie nieco album w swoją stronę by mieć lepszy widok, jednocześnie mi go nie zabierając. - O, to twoja rodzina? Nigdy ich nie poznałam.. - Zdaje sobie sprawę, po czym wskazuje na najmniejsze dziecko, na wcześniej opisanej fotografii. - To ty ,prawda? Widać po oczach. - Wyjaśnia , wskazując pomalowanym na czerwono paznokciem na chłopca. - Jaki urooczy. - Przeciąga uśmiechając się szeroko. Okrągła buźka patrzała na brata, jednocześnie odgarniając przydługą grzywkę. Odkąd pamiętam miałem grzywkę.. Zawsze przeszkadzało mi to że wpadała w oczy, z czasem ją zapuściłem, ale nie podobało mi się, więc znów ściąłem.  Zdarza się że spinam ją czarnymi wsuwkami, jednak wciąż ją mam.
-Hai, wiem. - Stwierdzam obracając następne kartki.
-Czy to Tsuki? -Pyta , gdy dochodzimy do sztucznych rysunków z końca roku 1996.
-Yhym.. - Mruczę ,patrząc na kolejne zdjęcie.Zrobione było na jakimś pikniku lub grillu. Znajdowała się tam dwójka chłopców z wcześniejszej  fotografii, która zastygła w biegu za szczupłym blondynem trzymającym w dłoni jakąś paczuszkę. Kontem oka widzę jak Ayako uśmiecha się do trójki dzieci. Robię to samo, chowając gest za wyjątkowo dziś rozpuszczonymi włosami. Następne zdjęcia przedstawiały różne podobne scenki. Szybko okazało się że większość albumu zajmujemy Ja i Tsuki w przedziale wieku 8-12 lat. Byliśmy dziećmi, dobrze się bawiliśmy.
-Ale to chyba nie jest Tsuki, prawda? - Pyta blondynka patrząc na o wiele nowsze zdjęcie. Siedziałem na kolanach pewnego chłopaka, który wydawał się tego nie zaówarzać albo po prostu mu to nie przeszkadzało. W dłoni trzymałem paczkę papierosów przyglądając się jej uwarzenie. On uśmiechał się patrząc na dziewczynę szukającą czegoś po całym pokoju. Pamiętam dobrze tą scenkę.
-Y-Ym.. To Ja, Eriko i Doi. A ten palec tu. - Wskazuje na kciuk w obiektywie. - To Izumi. - Wyjaśniam ,przewracając kartkę. Nie miałem więcej zdjęć z tą trójką. - dobra , tu skończymy. Reszty jeszcze nie opowiedziałem, a nie chcę wyjawiać. - Uśmiecham się patrząc na ostatnie tego dnia zdjęcie. Ja i Tsuki staliśmy przed kamerką obejmując się . Niby nic wielkiego, a jednak..
-Oki, to chodź pisać. Nie mam dziś wiele czasu. - Tłumaczy siadając na przeciw mnie. Odkładam Album na półkę i podaje jej laptopa.
*     *     *
Film jaki polecił Tsu był ciekawy. Jednak cały czas nie mogłem się skupić. Wpatrywałem się w ekran, myślami będąc w swoim świecie. Co jakiś czas zerkałem na Czerwono włosego , który zdawał się to zauważać , jednak ignorować. Nie rozumiałem czemu mnie pocałował, ale nie chciałem znów robić przerwę w naszych kontaktach. Przez myśl przeszło mi że był to jakiś bezmyślny zakład. Ale szybko odpędziłem to od siebie. Tsuki by tego nie zrobił- wierzyłem w to.
-hm.. chcesz się przejść? - Usłyszałem głos chłopaka, który wpatrywał się we mnie wyczekująco, dopiero teraz zdałem sobie sprawę że na czarnym ekranie telewizora lecą białe napisy końcowe.
-Możemy. -Uśmiechnąłem się. Przeciągnąłem się lekko przymykając przy tym oczka i poszedłem ubrać buty, jednocześnie zostawiając za sobą przyjaciela. Usłyszałem jak idzie za mną. Kilkanaście minut później, wyszliśmy na zewnątrz. Wiosna była coraz bliżej, a mimo to wciąż było zimno. Śnieg dawno się roztopił, ale wciąż miałem wrażenie że ponownie może spaść.
-Tsu, jesteś gejem? -Zapytałem dość niepewnie ,gdy wchodziliśmy do parku. Słońce już zachodziło, więc było tam całkowicie pusto. Była tylko nasza dwójka. Nie wiedziałem jakiej odpowiedzi się spodziewać,ani jaką odpowiedź pragnąłem usłyszeć. Mój towarzysz zdziwił się słysząc to pytanie. Zwolnił nieco nasze tempo. Niestety.. odpowiedzi nie dostałem. Zaówarzyłem jedynie tajemniczy uśmiech na twarzy chłopaka.
-A Ty, Hoshi? - Przystanął. Odwrócił się na przeciw mnie,  patrząc na mnie uwarznie. Ja? -Pomyślałem uciekając wzrokiem. Nie zastanawiałem się nad moją orientacją, kiedyś miałem problem ze stwierdzeniem tego.  Zadecydowałem że, gdy przyjdzie na to czas od razu zrozumiem. Cóż.. jest inaczej.
-Nie wiem.. - Mruknąłem cicho. Wiedziałem że wolałby bardziej stanowczą odpowiedź, jednak ja naprawdę nie byłem tego pewien. Uśmiech mimo to nie zszedł z jego twarzy. Jego dłoń powoli zaczęła głaskać mój policzek, a on uporczywie utrzymywał kontakt wzrokowy.
-Ale jest na to szansa, prawda?  - Nieznacznie się przybliżył. Kiwnąłem potakująco głową. Jest szansa, duża szansa. On chyba już to wiedział. Zamknąłem oczy widząc jak znajduje się coraz bliżej. Poczułem jak odgarnia mi grzywkę, po chwili całując w czoło. Przytulił mnie do siebie, prawie dusząc, ale nie przeszkadzało mi to .
*    *    *
-Nie zastanawiałeś się czemu o to spytał? - Dziwi się kobieta.
-Oczywiście. Ale nie w tamtym momencie. Wtedy było mi to obojętne. -Tłumaczę , widząc jak zamyka laptopa. - Gdzie się śpieszysz? - Pytam z ciekawości, widzę jak zabłysły jej oczy.
-Do lekarza. - Uśmiecha się szeroko, rozumiem że zaraz będzie kontynuować. - Możliwe że.. jestem w ciąży! - Rzuca mi się gwałtownie na szyje. Kocha dzieci, wiec nie zdziwiła mnie jej reakcja.  -Lecę, bo się spóźnię. - Odrywa się odemnie , z uśmiechem idę ją odprowadzić . Proszę jeszcze, by napisała do mnie jeśli będzie już wiedzieć, i żegnam się z nią. Wchodzę spowrotem do pokoju. Znów biorę album. Konkretniej zdjęcie z Tsukim, i całą naszą paczką. Na tyle kartki widzę cztery rzędy prosto wypisanych liter. Numery telefonów, pewnie i tak już zmienione. Obiecaliśmy sobie kiedyś, że nasz kontakt nigdy się nie zerwie. Że już zawsze nasza sześcio osobowa paczka będzie razem. Ale nie mogliśmy przewidzieć przyszłości. Odkładam zdjęcie na bok. Może warto sprawdzić czy któryś z numerów wciąż istnieje? Przewracam kilka stron. Patrząc na ostatnie zdjęcia. Album nigdy nie został dokończony. Końcowe fotografie przedstawiają mnie i Tsukiego. Szczęśliwych, gotowych przezwyciężyć wszystko.
Nasze oczy błyszczały szczęśliwie ,gdy przepychaliśmy się by być w centrum zdjęcia. Głupie pozy tylko utwierdzały fakt , że dobrze się bawiliśmy. Czuję jak moje oczy stają się mokre, nie umiałem tego powstrzymać, myślami cofam się kilka lat w wstecz widząc pełnych szczęścia nastolatków, którzy nie zdawali sobie sprawy co przyniosą następne dni.. w każdym razie. Jeden z nich nie wiedział. Drugi z bólem uświadamiał to sobie.
*     *    *
Mija kilka godzin. Siedzę w swoim pokoju na łóżku, w dłoni trzymając zdjęcie z przyjaciółmi. Nie jestem pewien czy dobrze robię. Ale na pewno mam dobre intencje. Wzdycham cicho, przepędzając wątpliwości. Będzie dobrze.
Wystukuję pierwszy z numerów. Nie ma nawet sygnału. Kiwam głową, jakby do siebie i się rozłączam. Drugi numer omijam. Z Myu nie chce mieć już nic wspólnego. Trzeci numer. Jest sygnał jednak i automatyczna sekretarka mówiąca iż właściciel telefonu nie może teraz rozmawiać. Jest jednak możliwość że oddzwoni! Czwarty numer daje taki sam rezultat jak ten pierwszy. Wzdycham odkładając telefon. Jest dopiero 14:58. Nie chce siedzieć w domu. Chcę odzyskać choć trochę przeszłości. Nagle wpadam na pomysł, który nie wydaje się dobry, ani zły. Postanawiam odwiedzić stare miasto, w jednym celu. Chcę w końcu zakończyć tą historie. Chcę wiedzieć, czy Tsuki.. wciąż żyje..

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń