czwartek, 31 października 2013

One- Shot: Shadow

Witajcie, myszki ;3
Oto i zapowiedziany one-shot.
Sama nie wiem do jakiej kategorii można go zaliczyć..
Nieco oddala się od tematu hallowen, ale mam nadzieję, że.. To małe, krótkie coś przypadnie wam do gustu :3
PS: Pojawiło się pytanie o datę premiery drugiej serii " Arive or Dead"
Cóż.. sama nie jestem pewna. Dreamer najpewniej skończy się 13 lutego.
Więc nowe opowiadanie ruszy 1 marca. Będzie to albo moje 7 rozdziałowe opowiadanko, albo przez wielu wyczekiwana druga seria A.O.D
Pożyjemy zobaczymy :3
A teraz zapraszam:


one-Shot
Shadow.
______________________________________
Wzrok wszystkich zgromadzonych spoczął na mnie od razu, gdy wszedłem do nieco zagraconego salonu. Trwające rozmowy nagle ucichły, a siedząca na kanapie blondynka przerwała pisanie sms'a tym samym stwarzając krępującą ciszę.
Spojrzałem na chłopaka obejmującego mnie w tali. Junichi był wysokim, wyższym odemnie o jakieś pół głowy 23-latkiem. Jego włosy były dość unikalne, ale w swojej unikalności były czymś całkowicie przeciętnym. Ich grzywka miała intensywny, czerwony kolor, zaś reszta włosów była czarna. Miał typowe, japońskie oczy. Lekko skośne o głębokiej, ciemnej barwię.
-Przedstawiam wam Hyesung'a - Głos kolorowo-włosego był tak bardzo przesiąknięty teatralnością, że nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Jun od dwóch lat grywał w musicalach. To co od początku było tylko chwilową odskocznią, szybko stało się jego pasją, którą przedstawiał przy każdej nadażającej się okazji. Najwyraźniej i on zauważył tą dziwną powagę ze strony innych. - Jest moim chłopakiem. - Dodał, jednak wiedziałem, że niepotrzebnie. Jun był bardzo rozmowną osobą, nie potrafił niczego zatrzymać sobie. Wiedziałem, że nasz niemal roczny związek zdążył obgadać nie tylko ze swoimi przyjaciółmi, ale i sąsiadami, rodzicami jak i panem ze spożywczaka.
W prawdzie to było moje pierwsze spotkanie z jego znajomymi, jednak doskonale potrafiłem rozróżnić kto jest kim, a wszystko przez plotkowanie Jun'a.
Czułem na sobie wzrok każdego i wiedziałem, że wszyscy zdążyli mnie już ocenić. Miałem tylko nadzieje, że nie uważają mnie za małego, głupiego Koreańczyka, który postanowił znaleźć sobie chłopaka ze świetlaną przyszłością. Bo na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że energiczny, ambitny i co najważniejsze utalentowany chłopak daleko zajdzie.
-Cześć Hyo, mogę tak do ciebie mówić? - Pierwsza odezwała się urocza brunetka, o okrągłej buźce .Kiwnąłem głową, uśmiechając się. Atmosfera szybko wróciła do normy. Ktoś wniósł do zacnego pokoiku piwo, ktoś inny starał się czegoś o mnie dowiedzieć, a jeszcze inni wrócili do swoich rozmów. Szybko dowiedziałem się, że owszem, wszyscy znali mnie z opowieści Ciemnookiego, który skwitował przyciągnięciem mnie do siebie i cichym śmiechem.
Byliśmy ze sobą dziesięć miesięcy. Na ogół świetnie się dogadywaliśmy, dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Planowaliśmy wyznać moim rodzicom fakt o naszym związku, chcieliśmy razem zamieszkać, nawet zaplanowaliśmy już wspólne wakacje, do których co prawda brakowało ośmiu miesięcy.
Nie widzieliśmy przeszkód, jednak w końcu nić naszego szczęścia została brutalnie przecięta.
*    *    *
Gałęzie drzew powoli pustoszały, niektóre z nich wciąż były przybarwione pomarańczowymi i czerwonymi liśćmi. Siedziałem przed oknem patrząc jak wiatr podnosi z ziemi te brązowe i porywa je do tańca, jednocześnie uprzykrzając dzień mieszkańcom Tokio. Przyłożyłem opuszki palców do szyby, zostawiając na niej ślady.
-Hyo! Sam będziesz to wycierał! - Usłyszałem krzyk z przedpokoju. Odwróciłem się do matki, uśmiechając się przyjaźnie.
-Dobrze. - Oceniłem krótko, wracając do obserwowania przyrody, którą kochałem niemal tak mocno jak Jun'a. Przeciągnąłem się i gdy chciałem odchodzić od przeźroczystego szkła z telefonu leżącego na parapecie zaczęła płynąć muzyka sygnalizująca nowe połączenie. Uśmiechnąłem się widząc na telefonie dobrze sobie znane imię. Bez wahania wcisnąłem klawisz przyzwolenia.
-No, cześć. - Rzuciłem entuzjastycznie. Mój głos niemal przesiąknięty był radością.
- Rozmawiam z Hyesung'iem? - Padło pytanie po drugiej stronie. Barwa głosu wskazywała na to, że mam do czynienia z jakimś starszym mężczyzną.
-Tak. - Odpowiedziałem, zaciekawiony kim była osoba dzwoniący z numeru Jun'a.
-Jestem Ojcem Junichi'ego. - Przedstawił się niepewnie. Moja zdziwiona mina zatrzymała nawet matkę, idącą wytrzeć okno. - Moja żona nalegała, żebym do ciebie zadzwonił... Chodzi o to, że... - Głos mojego rozmówcy zadrżał, sprawiając, że przyłożyłem rękę do serca. - Jun miał dziś wypadek. - Wydusił z siebie. - Był poważnie ranny. Walczył, Hyosung... Jednak mu się nie udało... Umarł w drodze do szpitala. - Zakończył, najpewniej nie wiedząc co mógłby więcej powiedzieć.
A dla mnie... Czas po prostu się zatrzymał.
Czułem łzy, które nie czekając ani chwili zaczęły strumieniami lać się po moich policzkach. Słyszałem przestraszony głos matki, która gwałtownie zamknęła mnie w swoim uścisku. Głos o podobnych emocjach nawoływał mnie przez telefon, który po chwili wysunął się z mojej dłoni i rozbił o drewnianą podłogę.Objąłem mocno moją towarzyszkę, teraz słysząc już tylko swój własny szloch.
Byłem pewien, że to koniec.
*     *     *
Pogrzeb Jun'a był pełen ludzi i pełen łez. Nikt nie potrafił zrozumieć, czemu pierwsi odchodzą zawsze najbardziej wartościowi ludzie. Trzymałem w dłoniach białą różę, nie potrafiąc spojrzeć na księdza.
W końcu trumna z ciałem Mojego chłopaka została zakopana w ziemi.
 Pewnie wkrótce pamięć o Jun'ie także zostanie pogrzebana, tyle że w zapomnieniu. Ludzie przestaną myśleć o tym młodym chłopaku, który najlepiej ze znanych mi osób potrafił żyć.
Wiedziałem, że Ja nigdy o nim nie zapomnę.
O mojej prawdziwej miłości, która teraz najpewniej czuwała przy mnie.
Gdy wróciłem do domu, ponownie utonąłem w objęciach matki. Odkąd sam powiedziałem jej o Moim chłopaku i o jego śmierci stała się bardziej wyrozumiała. Dobrze wiedziała, że cierpię. Jedynie ojciec wciąż myślał, że tak bardzo przeżywam śmierć jednego z moich przyjaciół.
*    *    *
Od śmierci mojego chłopaka minęły dwa tygodnie, które spędziłem w łóżku. Nigdzie nie wychodziłem i z nikim się nie kontaktowałem.
Patrzyłem na śliczne znicze, wyglądające jakby były stworzone z lodu. Obracałem jednego z nich w dłoni, patrząc na swoje blade odbicie. Dziś było Halloween, jednak chciałem je przesiedzieć w swojej norce. Czekałem na następny dzień. Dzień pamięci o osobach zmarłych.
Pamiętałem.
-Hyo? - Usłyszałem przytłumiony głos, jednak w szkle nikogo nie zobaczyłem. -Hyo.. - Tym razem był głośniejszy i rozbrzmiewał z mniejszej odległości. Poczułem jak moje serce przyśpiesza swój rytm niemal do kresu swoich możliwości, wydałem z siebie cichy pisk, gdy zdałem sobie sprawę z tego do kogo należy owy głos. Z przestrachem odwróciłem się patrząc w stronę drzwi.
-Jun! - Krzyknąłem wstając szybko z łóżka. Kolorowo-włosy był.. jakby to ująć... Przeźroczysty.
Zdawał się być jedynie cieniem człowieka, którym był przez całe swoje życie.  Przez jego ciało przenikało krzesło, jak i biurko, gdy zbliżał się w moją stronę. Chciałem krzyknąć by nie podchodził, jednak nie potrafiłem. Czekałem aż stanie przede mną, bym mógł zobaczyć jego zmartwioną twarz. -Boże, Jun.. Co oni ci zrobili? - Zapytałem ze łzami w oczach. Chciałem go dotknąć, jednak gdy zbliżyłem dłoń do jego twarzy ta po prostu przez nią przepłynęła.
-Przyszedłem się z tobą pożegnać. - Powiedział smutno, cały czas stojąc obok i wpatrując się ze smutkiem w moje oczy. Przegryzłem wargę jednak, gdy to nic nie dało schowałem twarz w dłoniach i  spróbowałem powstrzymać nieznośne łzy. - Nie płacz, Hyo. - Prosił i chyba spróbował dotknąć mojego ramienia, bo nagle poczułem zimno w danym miejscu.
-Jak oni mogli mi cię zabrać? Co ja mam teraz bez ciebie zrobić?  - Chlipałem, powoli wpadając w panikę. Odsłoniłem oczy, wiedząc, że właśnie tego oczekuje.
- Poradzisz Sobie, kotku. - Uśmiechnął się, jednym ze swoich wygięć warg przeznaczonym na scenę. - Nie mam wiele czasu. Już za niedługo trafię do innego świata. Rozpocznę nowe życie. - Wyznał. Ponownie poczułem tą nagłą potrzebę dotknięcia go i widziałem, że on chce tego samego.  - Chciałem ci tylko powiedzieć, że bardzo Cię kochałem i chciałbym, żebyś był szczęśliwy. Mam nadzieję, że znajdziesz sobie kogoś, a nasze plany... Spełnisz je z kimś innym. Przepraszam, że tak szybko musiałem cię opuścić. - Dodał. Zauważyłem, że jego postać coraz bardziej niknie, zatacza się w mroku.
-Kocham Cię, Junichi. - Wyznałem drżącym głosem. - Będę cię pamiętał. - Szepnąłem widząc już jedynie marny kontur jego sylwetki. Wiedziałem, że chciałby odpowiedzieć tak samo, ale w swoim następnym życiu nie będzie nawet wiedział o moim istnieniu.
-Już zawsze. - Dodałem, gdy jego postać całkowicie rozeszła się w mroku.  Znów zacząłem zalewać się łzami. Cieszyłem się, że przyszedł do mnie. Choćby na te kilka sekund.
Upadłem na kolana, ponownie tego dnia zasłaniając swoją twarz.
Byłem szczęśliwy, że mogliśmy się poznać i spędzić ze sobą tyle czasu. Dziękowałem temu, co kieruje tym światem, za to że pozwolił nam się kochać, być dla siebie nawzajem wsparciem.

"Aniele śmierci proszę powiedz mi,
czemu w stosunku do nas jesteś obojętny,
najlepsze są dla ciebie młode ofiary,
nigdy nic Ci nie zrobiły a traktujesz je jak psy"

*     *      *
-Hyo... Hyo.. - Czyjeś krzyki docierały do mnie jak przez mgłę. Podniosłem ciężkie powieki. Moja głowa znajdywała się na czyiś kolanach, a gdy obróciłem się na plecy i wytarłem mokrą twarz zobaczyłem przestraszoną minę Jun'a.
Mojego Jun'a.
Wspomnienia ze snu od razu powróciły.  Podniosłem się, mocno obejmując chłopaka za szyje. Z całych sił wtuliłem się w niego, z ulgą odnotowując, że jego dłonie znalazły się na moich plecach.
- Nie zostawiaj mnie. - Poprosiłem cicho, tak by tylko Jun to usłyszał. Oprócz nas nie spały jeszcze dwie dziewczyny, po których od razu było widać skutki wczorajszego alkoholu.
-Nie zostawię. - Powiedział bardzo niepewnie, po czym pocałował mnie w czubek głowy. Nie zamierzałem go szybko puścić, dlatego przeniosłem się na jego kolana by być w lepszej i co najważniejsze wygodniejszej pozycji. - Ale więcej nie piszesz.. - Dodał jakby do siebie. Zaśmiałem się cicho, czując jak ostatnie łzy popłynęły po moich policzkach.
-Kocham Cię. - Mruknąłem do jego ucha. Tym razem to on się zaśmiał.
Czułem, że teraz wszystko będzie w porządku.
Naprawdę kochałem Jun'a i zamierzałem spędzić z nim całe życie.

niedziela, 27 października 2013

Dreamer - Rozdział 9


            Następny tydzień spędziłem właściwie mechanicznie, nie działo się nic ciekawego, nic co mogłoby poruszyć moją historię. Tylko sny. Tylko one były czymś oryginalnym. Codziennie, oddając się w ramiona Morfeusza widziałem tą samą scenerie. Ciemny korytarz i siebie, czułem nieustanne podduszanie, które mogłem porównać do braku powietrza pod wodą.
 Któregoś z minionych dni zdałem sobie sprawę, że zaczynam bać się zasypiać wiedząc, że znów ujrzę i poczuję to samo.
W końcu nadszedł dzień, któremu brakowało tylko 48 godzin do Święta Gabbatte. ( Japońskie Święta Bożego Narodzenia dop.Aut.) Oczywiście Japończycy już od połowy listopada szykowali się do niego, przecież wszyscy niesamowicie je lubili, w końcu to jedyne dni, kiedy można pozwolić sobie na nieco mniej pracy, na więcej czasu dla rodziny. W Japonii, tak naprawdę jest niesamowicie mało chrześcijan, bardzo znikomy procent ludzi faktycznie uważa ten dzień jako święto religijne. Święta są traktowane jak.. Takie drugie walentynki. Pełno wyznań miłosnych, czas spędzony z rodziną, ale też z ukochaną osobą.
       Przeciągnąłem się stojąc na przystanku autobusowym, wracałem właśnie od lekarza, który prosił bym po ściągnięciu gipsu przyszedł na kontrole. Po co? Nie wiem.
Kiedy nadjechał mój autobus, pożegnałem wzrokiem stojącą niedaleko mnie figurkę Renifera i wsiadłem. O dziwno nie było wielu ludzi, większość z nich porusza się raczej pociągami, więc autobusy pomału wychodziły z użytku. Przegryzłem wargę i usiadłem na końcowych miejscach w pojeździe. Nie rzucałem się dzięki temu w oczy.
Spojrzałem za okno w tłumie szukając blond włosych osób. Właściwie tylko dlatego, że Doi pojawiał się najczęściej niewiadomo skąd. Gdy zdałem sobie sprawę o kim myślę mruknąłem coś niezrozumiałego pod nosem i odwróciłem wzrok od szyby na jakiegoś ciemnowłosego mężczyznę. Niestety ten nie był tak interesujący, ani przystojny jak Doi. Znów w mojej głowie pojawiła się jego uśmiechnięta twarz, jednak pozwoliłem temu obrazowi pozostać. Przymknąłem oczy, opierając się o oparcie krzesła. Właściwie, z niebieskookim nie widywaliśmy się często, jednak doskonale potrafiłem odtworzyć w pamięci jego twarz.
Trwałem wraz z tym obrazem, póki autobus nie zatrzymał się na mojej stacji. Ta znajdywała się tylko kilkaset metrów od mojego mieszkania. Tak jak miałem w zwyczaju spojrzałem krytycznie na budynek i wszedłem do środka. Chyba powinienem się w końcu stąd wyprowadzić.. Wiele razy o tym myślałem, jednak to nie takie łatwe, jak mogłoby się zdawać. Nie skończyłem 20 lat, przez co trudniej byłoby mi znaleźć jakąkolwiek prace, mieszkanie jest drogie, nawet, gdy chce się je tylko wynająć.. Mógłbym porozmawiać o tym z Yui, ale nie chciałem jej tym męczyć.
Gdy dotarłem do swojego piętra, aż przystanąłem w całkowitym szoku.
Drzwi mojego mieszkania były lekko uchylone, zaś w środku można było usłyszeć tupot czyiś butów. Pierwsze co przyszło mi do głowy to Siostra, jednak ona zawsze ostrzegała mnie przed swoim przyjściem. Drugie to włamywacz, który musiałby być głupim, by okradać tak biedną i starą kamienice.
W końcu przegryzłem lekko wargę, wyładowując na niej swoje zdenerwowanie i pchnąłem bardziej drzwi domu. Kroki w środku ustały. Wszedłem do mieszkanka, patrząc ze zdziwieniem, na mojego "włamywacza".
Była nim średniego wzrostu kobieta o ciemnych oczach i włosach koloru jasnego brązu. Na twarzy miała tone tak zwanej: tapety, przez co wydawało się, że nosi maskę.
Wypuściłem głośno dotychczas wstrzymywane powietrze, garbiąc się przy tym.
-Przestraszyłaś mnie, Ciociu. - Mruknąłem, patrząc na jednego z dwóch ostatnich żyjących, znajomych mi członków rodziny. To właśnie ta 30- letnia kobieta pozwalała mi tu mieszkać, gdy ona wraz z przyjaciółkami postanowiła zwiedzić cały świat, za jak najmniejszą kwotę pieniędzy. Nie spodziewałem jej się tu, ponieważ odkąd wyjechała do Niemiec nie widziałem jej więcej. Było to dwa tygodnie po śmierci rodziców.
-O, cześć, Kochany. - Przywitała się i podeszła do mnie, odciskając swoją ciemno czerwoną szminkę na moim policzku. - Muszę tu zostać dziś na noc, bo Michi urodziła trzy dni temu i przyjechałyśmy zobaczyć małą. - Uśmiechnęła się rozczulona, najpewniej przypominając sobie spotkanie z ową niewinną istotką.
- W porządku, przecież to twój dom. - Mruknąłem, dość nieudolnie odwzajemniając jej gest. - Zrobię Ci herbaty, zaniesiesz walizki do salonu, żeby nie stały w przejściu? - Zapytałem, szybko ściągając buty i kurtkę. Przyklepałem włosy i ruszyłem do otwartej na przedpokój, kuchni.
-Dobrze, dziękuje Haru. - Odpowiedziała uprzejmie i posłusznie przeniosła dwie spore walizki. Nie rozumiałem jak mogła taszczyć je po świecie. - Była tu wcześniej Yui. Zostawiła Ci pieniądze i kazała powiedzieć, że wyjeżdża wieczorem i wróci za tydzień. - Wyznała, wchodząc do kuchni. Odstawiła swoją torebkę na niewielki stolik i usiadła na jednym z krzeseł.
-O, to dobrze.
- Będziesz sam na święta? - Zapytała zainteresowana, opierając złączone dłonie o blat. Wpatrywała się we mnie, kiedy kładłem przed nią kubek. Oparłem się o lodówkę i wziąłem w dłonie drugie ogrzane naczynie.
-Nie, raczej nie. - Uśmiechnąłem się tym razem szerzej, starając się by moja twarz nie dała jej do zrozumienia, że to najzwyklejsze kłamstwo.
*      *     *
Wszedłem do nieco zaparowanej łazienki, w której 10 minut temu urzędowała ciocia. Spojrzałem w lustro, ocierając z niego parę. Moja twarz znów ukazywała tylko obojętność. W ostatnich czasach tak dużo się działo, że powoli zapominałem jak powinienem wyglądać na co dzień. Spojrzałem w swoje ciemne oczy, które najpewniej odziedziczyłem po którymś z członków rodziny.. Szkoda, że nie mogłem ich poznać. Chwile patrzyłem na chłopaka w lustrze, który także nie chciał opuścić spojrzenia. W końcu zrobiliśmy to obaj naraz. Dziwne?
Westchnąłem i odkręciłem Wodę, która powoli zaczęła napełniać wannę. Po wejściu do niej postanowiłem coś sprawdzić. Dość niepewnie nabrałem powierza i zanurzyłem się całkowicie pod taflą wody. Nie odważyłem się otworzyć oczu. Chwile po prostu trwałem pod nią, aż w końcu nadeszło to na co czekałem. Dokładnie to samo uczucie, które prześladuje mnie po nocach.
Szybko wynurzyłem się oddychając głęboko, nie potrafiłem zrozumieć tych dziwnych snów.
*    *     *
Tak jak ciocia powiedziała, tak zrobiła. Już następnego popołudnia ponownie opuściła moje miasto. Wcześniejszego wieczoru sporo rozmawialiśmy, odkąd pamiętam to było ulubione zajęcie mojej cioci. Ten dzień spędziłem w domu, sprzątając przed Gabbatte, wyrzucając niepotrzebne rzeczy i w końcu oglądając telewizje.
Westchnąłem patrząc na powtórkę koncertu Doi'ego sprzed dwóch tygodni.
Czyli faktycznie nie było Go wtedy w Japonii.
*   *   *
W końcu nadeszło wielkie Święto, nieziemsko wyczekiwane przez normalne rodziny. Boże narodzenie. Od rana u sąsiadów słyszałem dziwne kolędy, zaś u innych czułem zapach pieczonych ciast, na których samą myśl stawałem się głodny.
Spałem dość długo, bo do 11. Chwilę po otworzeniu oczu zauważyłem migający ekranik telefonu. Westchnąłem i odczytałem wiadomość od Yui. Życzyła mi wesołych świąt i obiecała, że następne spędzimy razem. Oczywiście odpisałem jej tym samym i spytałem o przebieg spotkania z rodzicami jej narzeczonego. Zaakceptowali ją, co przyjąłem z dziwną ulgą. Po jakimś czasie otrzymałem też wiadomość od cioci. A popołudniu, podczas zmywania naczyń ponownie usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości. Zmarszczyłem brwi patrząc na ekranik.
1 Nowa wiadomość
Doi
14:23
Poczułem jak bicie mojego serca gwałtownie przyśpiesza. Mokrymi od wody i płynu dłońmi sięgnąłem po telefon patrząc na niego z głupim uśmiechem, który za nic nie chciał zniknąć z mojej twarzy. Kilka dni temu, byłem całkowicie obojętny na próby kontaktu blondyna, jednak teraz poczułem ulgę.

"Wesołych Świąt, Haru-Chan :)"

Te właśnie słowa pojawiły się na wyświetlaczu, po kliknięciu sławnego przycisku " Otwórz".
Odciągnąłem z oczu grzywkę i odpisałem podobnie, z tym drobnym detalem, że zmieniłem imię na jego i oczywiście usunąłem buźkę, która mi tam nie pasowała. Nie otrzymałem odpowiedzi, ponieważ Doi postanowił zadzwonić.
-Cześć, Haru. - Od razu po odebraniu usłyszałem entuzjastyczne powitanie. Usiadłem na kanapie, wciąż czując na twarzy nieznośne wygięcie warg.
-No, cześć. - Odpowiedziałem po chwili, nieco mniej radośnie, mimo iż wewnętrznie miałem ochotę skakać ze szczęścia. Zadzwonił, Pamiętał. Skarciłem się w myślach za wcześniejsze ignorowanie jego połączeń.
-Jak mijają święta? Właściwie ich początek.. Ale jednak coś.
- W porządku. - Skłamałem całkowicie gładko, jednak po drugiej stornie usłyszałem milczenie. - Doi?
-Na pewno w porządku? Czemu oglądasz telewizje? Może pójdź gdzieś z siostrą.. Przecież w gabbatte nie powinno się oglądać za dużo telewizji. - Mruknął niezadowolony.
-Siostra wyjechała. - Wyznałem, zanim zdążyłem pomyśleć. Nie chciałem by ludziom było mnie żal, jednak rozmawiając z Doim.. Nie potrafiłem czegokolwiek ukrywać.
-Gdzie?
-Ym.. Z narzeczonym. Do Yokohamy.
-...Jesteś sam? - Usłyszałem w telefonie jak chłopak wstaje i zamyka za sobą drzwi, jednak nie wiedziałem gdzie idzie.
-Tak jakby. - Westchnąłem. Na początku rozmowy nawet do głowy mi nie przyszło, że tak się ona potoczy. Ponownie pojawiła się cisza, dzięki której słyszałem dźwięk bosych stup uderzających o schody.
-Może się spotkamy?
-Kiedy? - Zapytałem zaintrygowany. Dawno się nie widzieliśmy, dodatkowo on wciąż nie spytał, czemu nie chciałem z nim rozmawiać. Wiedziałem, że to nieuniknione.
-Jutro, o 16 przy parku Azuma.  - Nie słyszałem już, jego chodu, a po raz kolejny dźwięk zamykanych drzwi. W głowie mignęło mi pytanie, jak dużo on tam ich ma. Podniosłem się z kanapy.
-Dobrze. A jak u ciebie?
-Zagrałem już ostatni koncert, jestem wolny Haru-chan. - Wyznał najpewniej bardzo zadowolony. Wziąłem z kuchni sok i wróciłem na swoje  miejsce.
-Głupi jesteś. - Zaśmiałem się, jedną ręką starając się odkręcić napój.
-Czeeemu?- Zamruczał imitując kota, co niezbyt dobrze mu wyszło.
- Po co rezygnować z czegoś idealnego...
-Mówiłem, zacznę wszystko, tak, jako powinienem. Poukładam swoje myśli, poczekam aż ludzie stracą zainteresowanie moją osobą.. Będzie lepiej. - Wyjaśnił. Pokręciłem głową, wiedząc, że i tak nie może tego zauważyć.
Podczas tej rozmowy, pomyślałem, że moje wcześniejsze myśli potwierdziły się. Tęskniłem za nim. Doi w ciągu tego czasu stał mi się bliski. Stał się kolejną osobą, którą bałem się stracić. A strach zawsze będzie najgorszą słabością, powinienem go wyeliminować co równało się z tym, że powinienem zakończyć tę znajomość.
Nie potrafiłbym...

sobota, 19 października 2013

Dreamer - Rozdział 8

     
         I ponownie wróciłem do swojego spokojnego rytmu. Nie myślałem o Doi'm, tak jakby wcale nie istniał. Udawałem, że go nie ma. Leżąc wieczorem w łóżku lub na kanapie wcale nie zastanawiałem się co robi. Nie czekałem na smsy ani rozmowy telefoniczne. Pogodziłem się z tym, że ma nowego przyjaciela, ale...
Po co się oszukiwać? Wiedziałem, że powinienem być szczery przynajmniej przed sobą samym, jednak nawet w tej sytuacji moja duma, nie mogła tego znieść. Więc brnąłem w te kłamstwo.
                Ulica przed moim blokiem została całkowicie zasypana przez śnieg, co rzadko zdarza się w Japonii. Przed ciemnym, brudnym wejściem do klatki powstało nowe graffiti, które było.. Bardzo kolorowe, sprawiające wrażenie, że autor na siłę stara się przekazać szczęście i optymizm całkowicie przeciętnym mieszkańcom.
To wszystko utwierdzało mnie w fakcie, że czas płynie dalej, czego osobiście nie potrafię zauważyć, ani docenić.
                Tego dnia miałem wrażenie, że wszystko toczy się jeszcze wolniej niż zawsze. Siedziałem w sypialni, wraz z Yui i przeglądaliśmy rzeczy, które po sobie zostawiła. Trochę ich było, nie wszystko udało nam się wcześniej posortować. Teraz właśnie to robiliśmy, dzieląc przedmioty na trzy kupki. Na te do wyrzucenia, te które Yui zabiera do swojego mieszkania i  te które są moje.
W tle grało nam radio, w jakiś sposób umilając czas. Yui siedziała na przeciw mnie, wysypując z kartonów znalezionych pod łóżkiem różne niewielkie drobiazgi. Jakieś lusterko, figurki, kosmetyki, stos papierków i starych, zapisanych kartek. Cały czas mówiła o swoim życiu u boku ukochanego, do którego powoli się przekonywałem.
Ponownie odnosiłem wrażenie, że jest szczęśliwa i to mi wystarczało. Nie widziałem w jej zachowaniu niczego dziwnego, żadnych oznak na to, by było jej źle, by była smutna.
Wpatrywałem się w nią przez chwile, po czym zacząłem przeglądać rzeczy, które zajęły większość podłogi.
-Poczekaj z resztą. - mruknąłem widząc jak spod łóżka wyciąga kolejne pudło. Dziewczyna kiwnęła głową i zaczęła przeglądać osamotnione kartki, by następnie większość z nich wrzucić do foliowego worka, chwilowo grającego rolę śmietnika.
Ja za to od razu zacząłem przeglądać wysypane zdjęcia. Na większości z nich była moja siostra z przyjaciółmi. Sięgając po ostatnie z nich zauważyłem jakąś różnice. Fotografia przedstawiała nas na przyjęciu rodzinnym. Duża ilość gości wpatrzona była w obiektyw, przez co poczułem nagłą suchość w gardle.
- Kim są ci ludzie? - Zapytałem wzrokiem wynajdując siebie w wieku jakiś 3-4 lat, jak i Yui pokazującą mi palcem obiektyw aparatu. Najpewniej w normalnej sytuacji zacząłbym się śmiać ze swojej całkowicie zdezorientowanej miny na zdjęciu, jednak moje życie od jakiegoś czasu nie było normalne.
-Wujkowie, dziadkowie, ciotki... O a tu są rodzice. - Wskazała na dwójkę młodych ludzi, których udało się uwiecznić na zdjęciu. W prawdzie nie byli w jego centrum, a w rogu. Ojciec siedział na dziwnym, nieciekawie wyglądającym krześle, zaś matka na jego kolanach. Obaj mieli twarze skierowane na fotografa.
-O...Czemu nigdy nie pokazałaś mi tego zdjęcia? - Zapytałem z wyczuwalnym wyrzutem w głosie. Odłożyłem pliczek fotografii na bok i zacząłem zbierać różnobarwne breloczki, których Moja siostra posiadała nadzwyczajną ilość.
-Nie było okazji, zresztą nawet nie potrafię ci wymienić imion tych ludzi. - Machnęła lekceważąco ręką.
Sprzątać skończyliśmy po jakiś dwóch godzinach. Zdecydowałem się odprowadzić Yui na jej zajęcia malarskie. Chodzi na nie od dwóch lat i to tak naprawdę jedna z niewielu rzeczy, które nie zmieniły się po śmierci rodziców. Często namawiała mnie, bym z nią na nie poszedł. Faktycznie, byłem nie raz i nawet mi się podobało, ale potem nie było czasu ani nastroju na bawienie się farbami.
 Sposoby na jakie przeżywaliśmy odejście bliskich dość znacznie się różniły.
Przechodząc koło budynku, w którym odbywały się zajęcie, dziewczyna szybko zaproponowała mi bym ponownie poszedł z nią. Odmówiłem, wiedząc, że to nie jest dobry czas, by w pełni wrócić do normalnego życia. Minęło dopiero kilka miesięcy, nie zdążyłem całkowicie pogodzić się z brakiem rodziców.
-Haru. - Zatrzymała mnie brunetka, gdy chciałem się z nią pożegnać.
-Tak? -przystanąłem przed drzwiami budynku i zerknąłem na dziewczynę nieco zaciekawiony. Wcisnąłem ręce w kieszenie, czując jak silny podmuch wiatru obrzucił moją twarz śnieżnymi gwiazdkami.
- Niedługo święta. - Stwierdziła, szukając czegoś w torebce.
-Racja. - przyznałem, uśmiechając się lekko. Nie byłem zbyt religijny, jednak lubiłem wigilię.
-Rodzice Jun'a zaprosili nas na święta.. - Zaczęła, a mój wzrok zmienił się na zdziwiony.
-To Ty znasz jego rodziców?
-Poznam. - Wyznała zadowolona, podnosząc na mnie wzrok. Uwielbiałem ten błysk w jej oczach. - Pojedziesz z nami, prawda, Haru? - Zapytała, a po jej minie wiedziałem, że to pytanie zostało zadane całkowicie poważnie.
-Wolę zostać, ale bawcie się dobrze. - Uśmiechnąłem się nieco sztucznie. Tym razem to ona wydawała się zdziwiona, naprawdę spodziewała się po mnie innej odpowiedzi?
-Ale.. Przecież nie zostawimy cię samego! - Zbuntowała się głośno, a ja pomyślałem, że w pewien sposób dziewczyna zrobiła to wyprowadzając się.
Nie mogłem ufać jej tak bardzo jak wcześniej.
-Chcę zostać Sam.  - Wyznałem nieco nieszczerze, choć jakby się głębiej zastanowić trochę prawdy w tym było. Chciałem wszystko przemyśleć i zadecydować co zrobić ze swoim życiem.
W tej chwili obiecałem sobie, że od nowego roku postaram się być lepszym człowiekiem, żyć normalniej.
-Ale..
-Sam. - Podkreśliłem. - Muszę lecieć. Bawcie się dobrze.- Powtórzyłem i odwróciłem się na pięcie by odejść. Ostatnie co usłyszałem to ciche i przesiąknięte smutkiem "Żegnaj" z ust mojej siostry. Przegryzłem wargę wiedząc, że ten wyjazd dobrze wpłynie na moją siostrę. Wierzyłem, że uda jej się stworzyć szczęśliwą, kochającą się rodzinę, ale aby to się stało musiała ograniczyć kontakty z złym człowiekiem, jakim się stałem.
Przyłożyłem do policzków dłonie odwrócone wewnętrznymi stronami i zacząłem mocno pocierać policzki. Kopnąłem nogą w śnieg przez co rozsypał się dookoła mnie, jakby uciekając przed kontaktem z moją osobą.
Westchnąłem zerkając za siebie. Yui zniknęła już za drzwiami pracowni.

Czemu życie musi być tak cholernie trudne?
 *   *    *
          Nie mogłem oddychać, wydawało mi się, że ktoś za mną stoi i mocno zaciska swoje dłonie na mojej szyi, jednak gdy się odwróciłem nikogo nie dostrzegłem. Przykre uczucie także zniknęło. Moje oczy widziały jedynie bezgraniczną czerń, w oddali słyszałem czyjeś kroki i spokojną grę na skrzypcach, która z chwili na chwilę stawała się szybsza, dramatyczniejsza. Jedną z dłoni objąłem skrawek materiału, który miałem na sobie. Była to dziwna, przyległa do ciała koszulka. Z każdym ruchem czułem jak przesuwa się po moim ciele. Przesunąłem się na bok drugą dłonią szukając ściany, znalazłem ją jednak od razu odskoczyłem, upadając przy tym na ziemie. Ściana była niewyobrażalnie gorąca. Wręcz płonęła. Ziemia za to zdawała się być taflą lodu, która przy spotkaniu z moją skórą wywołała nieprzyjemne dreszcze. Westchnąłem, gdy uczucie podduszania wróciło ze zdwojoną siłą. Teraz byłem pewien, że ktoś za mną stoi. Chciałem coś powiedzieć, jednak mój głos nie mógł opuścić gardła. 
Spróbowałem stanąć na nogi, ale te zdawały się być jak z waty co spowodowało, że ponownie upadłem. Wydawało mi się, że korytarz w którym się znalazłem zaczyna jaśnieć i tak faktycznie było. Na suficie pojawiły się malutkie pochodnie, które zapalały się bardzo powoli. Widziałem tylko je, nic więcej, były jeszcze za słabe bym mógł przyuważyć twarz mojego oprawcy, zresztą i tak nie mogłem się odwrócić. Byłem na przegranej pozycji. Gdy myślałem, że zaraz się uduszę wszystko się skończyło...

        Usiadłem gwałtownie na łóżku, jednak po chwili ponownie padłem na materac. Starałem się zaczerpnąć jak najwięcej powietrza, które zdawało się być czystsze niż zawsze. Zacząłem gwałtownie kaszleć, powtarzając sobie w myślach, że to był tylko sen. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
 Zasnąłem wczoraj na kanapie, a telewizor był włączony przez całą noc. W tej chwili na jego ekranie pojawiła się uśmiechnięta pogodynka, zapowiadająca jeszcze więcej śniegu. Świetnie. Przeciągnąłem się gwałtownie i wstałem, zrzucając z siebie bluzę którą przed snem się okryłem. Ponownie się przeciągnąłem i z ciekawości dotknąłem swojego czoła. Zdawało się być cieplejsze niż zawsze, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że całkowicie zdrowy człowiek nie może mieć tak niezrozumiałych snów.
Ruszyłem do kuchni , a gdy tam dotarłem zdecydowałem się coś zjeść. Problem polegał na tym, że kompletnie nie umiem gotować, tak samo jak moja siostra. Przystanąłem na tym, że wyjąłem kromkę chleba i pomidora, by to połączyć. Niestety skończyło się na tym, że pokrojony pomidor był grubszy niż nieszczęsna kromka. Widać było, że to męska kanapka.
Westchnąłem i postanowiłem użyć trochę soli, co skończyło się na tym, że.. Jedzenie stało się za słone.
W chwili, gdy chciałem odłożyłem nóż, sygnał przychodzącego połączenia tak mnie zaskoczył, że niebezpieczny przyrząd wylądował na ziemi wraz z kanapką.
Warknąłem i wyszedłem z kuchni do salonu. Podniosłem telefon ze stołu i spojrzałem na wyświetlacz od razu żałując, że to zrobiłem.
połączenie 
Doi

Prychnąłem, kładąc telefon na  kanapę i przykrywając go poduszką. Blond włosy książę dzwonił jeszcze raz, jednak chciałem by wiedział, że jestem zły. Bo taka była prawda, choć nie pojmowałem dlaczego pozwoliłem temu uczuciu kontrolować sytuacje.


poniedziałek, 7 października 2013

Urodziny bloga + bonus.

____________________________________________________
Tym razem notkę dodam na początku.
Czemu? Bo chcę mieć pewność, że czytelnicy ją zawauwżą. :3
Chciałabym wam podziękować.
Dziś mija pierwsza rocznica mojego bloga i nie okłamując się wiem, że bez was nie udałoby mi się prowadzić go aż po dzisiejszy dzień.
Jestem bardzo wdzięczna za otrzymane wsparcie, za docenianie tego co piszę, za wymienianie moich błędów i ogólnie za to, że jesteście tu ze mną.
Mam nadzieję, że za rok ponownie będę mogła podziękować wam za obecność. :)
Jeszcze raz dziękuję :*
HoshiMatsura.
______________________________________
     Mam dla was taki króciutki bonus jako prezent ;*
__________________________________________________________
BONUS
Do "Arive or Dead"
"FICTION"
1 wrzesień 2006 rok.
Zawsze myślałem , że studia będę wybierał razem z Tsukim. Wiecznie powtarzaliśmy, że pójdziemy na nie razem.Mimo różnicy w świadectwach, mimo różnicy w zainteresowaniach i mimo różnicy w ambicjach.
Chcieliśmy spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. Wszyscy śmiali się, że to się nie uda, jednak My w to wierzyliśmy. Ludzie myśleli, że nie pójdziemy na nie razem, przez wcześniej wymienione inności. Nikt nie pomyślał, że zostaniemy rozdzieleni przez śmiertelną chorobę mojego, teraz już byłego chłopaka.
Od naszego rozstania minęły trzy miesiące, teraz szedłem do nowej szkoły, zaczynałem nowy rozdział życia i zdawać by się mogło, że stary zostawiam za sobą, jednak nie potrafiłem tego zrobić. Nie potrafiłem zapomnieć. Przez co w danym rozdziale po prostu utknąłem.
Tak jak w książce. Kończysz na którymś rozdziale, mimo że ta wciąż się nie skończyła. Po jakimś czasie chcesz do niej wrócić jednak nie potrafisz, bo magia uciekła.
Codziennie budziłem się z wrażeniem, że ostatnie miesiące mojego życia, były tylko złym snem. Jednak to rzeczywistość, z której nie mogę się wybudzić. Odniosłem wrażenie, że jedynie patrze na tworzącą się historie, jakby nie dotyczyła ona mnie.
Jadłem mało, spałem jeszcze mniej, rzadko gdziekolwiek wychodziłem, ignorowałem prośby i wsparcie przyjaciół, którzy powoli odsuwali się odemnie.
W końcu nadszedł dzień, gdy dotychczas przyglądający się z boku rodzice zdecydowali się zainterweniować. Nigdy nie byliśmy ze sobą blisko, jednak skoro każdy znający mnie chociażby z widzenia zauważał, że w moim życiu dzieje się coś złego, to i oni wreszcie to dostrzegli. Bądź co bądź mieszkaliśmy pod jednym dachem i byłem ich najmłodszym potomkiem. To do czegoś zobowiązywało.
Nadszedł czas na rozmowę, którą niejednokrotnie już przerobiłem z Iseim, z Izumi jak i z rodzeństwem. Trzeba po prostu uśmiechnąć się i udać, że wszystko jest w porządku.
Był to pierwszy dzień moich studiów, który nieco odciągał mnie od smutnych myśli.
Zajrzałem do kuchni, w której siedzieli obaj moi rodzice. Kłótnie między nimi powoli ustawały, albo po prostu nie zauważałem ich przez to co przeżywałem od dłuższego czasu.
Odejście Mojej pierwszej miłości.
Rodzice spojrzeli na siebie nawzajem, a potem matka podała mi jabłko, po które zamierzałem sięgnąć. Nogą odsunęła mi krzesło między nimi, cały czas pijąc kawę. Ojciec odłożył jakieś papiery, którymi zajmował się co ranek.
Po tym własnie zrozumiałem, że coś się stało.
Nie zmieniając obojętnego wyrazu twarzy usiadłem i ugryzłem kawałek czerwonego owocu.
-Chyba powinniśmy porozmawiać. - Zaczął ojciec, z którym miałem nieco lepsze stosunki. Nie były idealne, Ba! Nie zaliczały się nawet do dobrych, jednak były lepsze niż z matką.
- W ostatnich miesiącach bardzo ucichłeś. Nigdy nie byłeś wygadany, ale nie bywałeś taki przybity. - Wyjaśnił, zginając, to prostując róg jednej z kartek ze stosu.  - Sąsiedzi się o ciebie pytają, a rodzeństwu nic nie mówisz. Jako twoi rodzice powinniśmy wiedzieć co się dzieje... - Wzniósł zarzut, nie patrząc na mnie. Kobieta za to wzrok wbity miała w kubek. Prychnąłem. Wiedziałem, że chodzi im o przyjaciół i niezmiernie wścibskich znajomych. Wstydzili się, że nie wiedzą nic o swoim synu, że przez swoje ciągłe kłótnie pominęli bardzo trudny etap w jego małym świecie.
- Nie powinniście. To, co dzieje się w moim życiu jest moją prywatną sprawą. - Warknąłem odchylając się na krześle.  - Wy nawet nie chcecie wiedzieć. - Dodałem, patrząc na nich z obrazą.
- Oczywiście, że chcemy. - Tym razem odezwał się drugi z moich rodziców, patrząc na mnie bez tej swojej codziennej, nieodłącznej pewności.
-Ta rozmowa jest bezsensowna. - Mruknąłem. Chciałem to szybko skończyć i iść do szkoły. Wziąłem swoje śniadanie w dłoń i wstałem. Gdy byłem już przy drzwiach poczułem ostre szarpnięcie za nadgarstek.
- Nie złość mnie, gówniarzu- Ojciec mówił na tyle cicho by nie zainteresować reszty domowników. -  Nie rozumiesz, że mamy przez ciebie problemy?! - Tym razem podniósł głos i zacisnął dłoń tak mocno, że byłem pewien iż powstaną brzydkie ślady na moim nadgarstku. Usłyszałem w pobliskim salonie jakieś kroki.
- Chcesz wiedzieć co się stało? - Odpowiedź zaskoczyła nawet mnie. Byłem zmęczony, smutny, zdołowany i zrezygnowany. Nie myślałem racjonalnie, chciałem po prostu spokoju. Nastała niezaprzeczalna cisza. Moi rozmówcy czekali na moje wyznanie. - Mój chłopak umiera i nie chce ze mną rozmawiać. - Nawet się nie zająknąłem, powiedziałem to niesamowicie pewnym siebie głosem.  Czyjś chód ustał. Najpewniej osoba, bądź osoby w pokoju obok usłyszały moje słowa. W pierwszej chwili, żaden ze starszych się nie odezwał. Gdy zacząłem myśleć o ucieczce z kuchni, wszystko jakby ponownie ożyło. Usłyszałem głośny plask, po czym poczułem pieczenie na prawym policzku. Jabłko wypadło mi z dłoni i poturlało się w stronę stołu.
-Słuchaj mnie, Ty cho.. - Problem w tym, że nie chciałem słuchać. Wyrwałem się z uścisku i szybko wyszedłem z pomieszczenia. Słyszałem nawoływania i przezwiska, głównie ze strony ojca. Jednak ignorowałem je. Wiedziałem, że w tym domu nie mam już życia.
Wszedłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Zwinąłem się w kłębek i schowałem głowę pod poduszką. Może byłem Ciotą, ale nie potrafiłem powstrzymać łez. Bałem się tego co nastąpi.
Chciałem, by Tsuki był tu ze mną. By swoim uśmiechem rozbroił wszystkie Moje problemy, tak samo jak robił to jeszcze trzy miesiące temu. Jak to się dzieje, że wszystko tak szybko mija? Jednego dnia jesteśmy szczęśliwi innego użalamy się nad swoim losem.
Zdarzało mi się zastanawiać, czy gdybym tamtego felernego dnia pokonał swoją ciekawość i zajrzał do szafeczki.. Czy Tsuki wciąż by mnie okłamywał?
Nawet nie wiem kiedy zacząłem sobie wmawiać, że wcale nie jestem sam. Że Tsuki jest tu ze mną. Że mnie obejmuje i obiecuje, że wszystko będzie dobrze.
Że poradzimy sobie, bo jesteśmy razem. A razem jesteśmy gotowi przezwyciężyć wszystko.
Niemal czułem jego ciało przy sobie. W pewnej chwili pomyślałem, że wszystko wróciło do normy, w której jego nie brakuje.
Wydawało mi się, że znów ożyłem. Bo Tsuki okazał się moim życiem, moim światem.
Ale to wszystko..
...To była tylko fikcja...

sobota, 5 października 2013

Dreamer - Rozdział 7

Czasami czułem , że życie przecieka mi między palcami. Jest krótkie i bardzo kruche więc każdy stara się je jak najlepiej przetrwać. To walka, wygrasz lub przegrasz. Nie ma możliwości remisu.Nie wszyscy zostają zwycięzcami. -Rozmyślałem stojąc nad grobem rodziców. Może to dla niektórych objaw choroby psychicznej, jednak lubiłem tu przychodzić. Było tu cicho i pusto. Każdy z osób żywych był zajęty swoimi sprawami, czego brakowało mi odkąd poznałem Doi'ego. Miałem wrażenie, że wkroczył w moje życie tak gwałtownie, że aż nienaturalnie.
Zacisnąłem pięści patrząc na Yui, która dziwną zmioteczką odgarniała śnieg z nagrobka. Uśmiechnąłem się delikatnie, gdy spojrzała na mnie z kamienną twarzą. Dziwne uczucie towarzyszące odwiedzinom na cmentarzu nie ustąpiło.
Będąc dzieckiem myślałem, że będę  odwiedzał moich rodziców, gdy już się wyprowadzę i ustatkuje. Że pewnego dnia przedstawię im moją wybrankę. Cóż... Ojciec nie odszedł bo chciał, odszedł bo musiał. Może potrzebowali Go po drugiej stronie, bardziej niż Ja. Tak naprawdę dobrze go nie poznałem, przez jego ciągłe nieobecności. A matka? Cóż, matka jak matka. Nigdy też nie dowiedziałem się, czemu zdecydowali się zaadoptować dziecko. Nie dowiedziałem się tego czego potrzebowałem się dowiedzieć. Przez co wciąż pozostało wiele nie wyjaśnionych tajemnic.
-Chodźmy już, bo trzęsiesz się jak galareta. - Zadecydowała Siostra wyrywając mnie ze smutnych rozmyśleń. Ponownie posłałem jej wygięcie warg, które tym razem było nieco bardziej przepraszające, po czym ruszyłem w stronę jej nowego domu, który w ciągu ostatnich dni zdążyłem poznać.
Z Doim nie widziałem się od tygodnia. Miałem złe przeczucia, spowodowane faktem, że smsy także ustały. Bardzo ciężko było mi się przyznać do tego samemu przed sobą ,ale tęskniłem za energicznym charakterem blondyna. Trudno było mi też uwierzyć w fakt iż polubiłem Go. Był moim pierwszym przyjacielem odkąd zakończyłem naukę.
Odprowadziłem Yui kawałek, po czym postanowiłem, że powłóczę się między alejkami. Było dość wcześnie, przed 2 po połódniu więc miałem sporo wolnego czasu. Kilka godzin wcześniej napisałem do Doi'ego, jednak ten mi nie odpisał. Był zajęty lub najzwyczajniej w świecie nie chciał utrzymywać ze mną kontaktu, ale dlaczego? Uraziłem Go czymś? Chciałem z kimś porozmawiać o mojej dziwnej, niewyjaśnionej sytuacji z blondynem, jednak nie chciałem, by ktokolwiek wiedział o tym, że w ogóle go znam.
Plątałem się po mieście blisko pół godziny, aż rozwiązanie mojego małego problemu przyszło samo. Przecież jest jedna osoba, która wie o tym, że znam Imade. Uśmiechnąłem się do siebie, po czym cofnąłem się kawałek i wszedłem w wąskie przejście między blokami. Był to taki mało znany skrót używany przez dzieciaki z podwórka.
Po jakimś kwadransie znalazłem się przed blokiem, w którym mieszkała matka Kochiyo. Spojrzałem na domofon na którym znajdywały się małe guziczki i właśnie w  tej chwili mój genialny plan się skończył. Nie wiedziałem pod jakim numerem mieszka starsza kobieta. Westchnąłem załamany i obróciłem się plecami do ściany. Oparłem się on nią, mając nadzieje, że nie zostawi żadnych plam na mojej ciemnej kurtce. W tej samej chwili drzwi gwałtownie się otworzyły i wypadła z nich młoda dziewczyna, najpewniej studentka biegnąca przed siebie. Nawet na mnie nie spojrzała. Przytrzymałem stopą drzwi czekając aż zniknie z mojego obszaru widzenia. Wszedłem do zadbanego budynku i zacząłem wchodzić piętrami patrząc na nazwiska widniejące na drzwiach mieszkań. Już po wejściu na drugie piętro zauważyłem napis "R.Endo" zapukałem w drewno i od razu usłyszałem energiczne kroki w środku. Drzwi się otworzyły, a mój wzrok padł na pustą przestrzeń w środku. Spojrzałem niżej i napotkałem wzrok małej Masae.
- Cześć. - Przywitałem się, uśmiechając się lekko by nie wystraszyć dziecka. Dziewczynka chwile się we mnie wpatrywała, a gdy zacząłem czuć się nieswojo z głębi domu wyszła zainteresowana Kochi.
-Haruhiko, Co tu robisz? - Zapytała uśmiechając się szeroko.  Przegryzłem wargę zastanawiając się chwile nad odpowiedzią.
- Chciałem.. z tobą porozmawiać. - Wyznałem całkowicie szczerze. Czarnowłosa chwile się we mnie wpatrywała, w całkowicie ten sam sposób co jej córeczka, która pobiegła do innego pomieszczenia.
- Mamo, Zajmij się małą! - Krzyknęła tak niespodziewanie, że cofnąłem się o krok do tyłu. 25-latka ubrała ciepłe buty i płaszcz, po czym wyszła z mieszkania i zbiegła schodami przed blok.  Przystanęła czekając na mnie. - O czym konkretnie chcesz pogadać?  - Wzruszyłem ramionami, zastanawiając się co mogę powiedzieć.
- ...O Doi'm. -Wyznałem zerkając na nią niepewnie. Dziewczyna uśmiechnęłam się, najwyraźniej zadowolona i ruszyła przed siebie, pewna, że podąże za nią. Od razu to zrobiłem.
Nasza rozmowa zaczęła się od tego, że musiałem wyjaśnić Kochi jak poznałem Doi'ego. Jaka jest między nami relacja, ile już się znamy i takie szczegóły. Najbardziej jednak zdziwił mnie fakt jak wiele wiedziała o nim Kochi. Wiedziała o jego rodzinie, o jego pierwszym koncercie, o jego zakończeniu kariery, o jego manageże. O wszystkim. Niemal jak psychofanka, pod którą w pewnej chwili ją podpasowałem. Rozumiałem, że 25- latka od zawsze interesuje się muzyką, ale to było lekkie przegięcie.
- Wygląda na to, że cię lubi. - Podsumowała moje zeznania, po czym zmarszczyła brwi. - To jest to o czym chciałeś porozmawiać? - Zapytała, a po jej wyrazie twarzy mogłem poznać, że mnie nie rozumie.
- Nie.. Bo On się od dawna do mnie nie odzywał. - Wyznałem, patrząc na okolice. Szliśmy po prostu przed siebie. Tak samo jak jakiś czas temu z Doi'm. Mijaliśmy budynki, sklepy i parki, jednak nigdzie się nie zatrzymywaliśmy.
- Może jest zajęty? Nie ma czasu się spotykać?
-Ale przecież zawsze pisał smsy, a teraz już tego nie robi.
-To może jest za granicą i nie ma zasięgu? - Rzuciła. Nie myślałem o tym wcześniej, ale to bardzo prawdopodobne. Przecież ma zakończać karierę, więc pewnie będzie jeździł poza Japonię.
-To czemu mi nie powiedział? - Zapytałem robiąc niezadowolony dziubek z ust.
- Nie wiem. - Mruknęła, na co skinąłem głową. -Ale pewnie niedługo się odezwie, nie martw się. - Uśmiechnęła się, a widząc, że nie zmieniłem wyrazu twarzy zaczęła czochrać mi włosy, co spowodowało, że ich większa część kompletnie zasłoniła mi twarz.
-Nie martwię się. - Skłamałem, wyginając wargi w radosny łuk. Tego dnia spędziliśmy ze sobą dużo czasu. Pochodziliśmy po mieście, poszliśmy na kawę , trochę powspominaliśmy różne sytuacje z czasów, gdy spotykaliśmy się w starym salonie. Dowiedziałem się, że po śmierci matki ten przestał istnieć.
W końcu blisko 7 po połódniu się rozeszliśmy. Ona wróciła do domu, a ja jeszcze chwilę pochodziłem po mieście. Po powrocie do domu położyłem się na kanapie i spojrzałem za okno, gdzie ponownie padał śnieg.
Następnego dnia wstałem wcześnie, ponieważ musiałem iść do lekarza. Z nienawiścią spojrzałem na gips, byłem gotów modlić się, jeśli dzięki temu mieliby mi go zdjąć. Przeszkadzał mi, denerwował.
Na szczęście moje nadzieje ziściły się, a nieco otyły lekarz zdjął mi gips. Miałem nadzieje, że już nigdy nie będę go potrzebował.
Byłem zadowolony, jednak w drodze powrotnej coś całkowicie zepsuło mi humor.
Gdy przechodziłem blisko dość drogiej, jednak bardzo lubianej przez ludzi kawiarni, coś podkusiło mnie by zerknąć do środka, skąd dochodził cudny zapach świeżo pieczonych ciastek. Przy jednym ze stolików siedział rudowłosy chłopak. Właściwie to mężczyzna. Mógł mieć ze 29-lat. Na pewno był starszy od blondyna siedzącego na przeciw niego. Na tego drugiego spojrzałem całkowicie zszokowany. Nie spodziewałem się, że Doi tak szybko znajdzie sobie nowy obiekt zainteresowania. W pewniej chwili rudowłosy powiedział coś do mojego znajomego, a ten najpewniej zaintrygowany odwrócił się w moją stronę. Szybko zmyłem z twarzy zdziwienie, a zastąpiłem je maską obojętności.
Doi zdawał się równie zdziwiony moim widokiem. Podniosłem rękę i pomachałem mu powoli. Blondyn tego nie zrobił.
Niebieskooki odwrócił się do rudego i coś mu zaczął mówić więc ruszyłem w swoją drogę.
Ty też chcesz mnie opuścić?

_____________________________
Rozdział nie jest betowany.

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń