piątek, 26 października 2012

Arive or Dead- Część 4/..


Jeden błąd umie zmienić całe nasze życie… Nie zawsze na lepsze.

Podobno, gdy prosimy Boga o szczęście, On da nam szansę na bycie szczęśliwym…

Gdy poprosimy go o Bogactwo, On da nam szansę byśmy mogli się wzbogacić…

Zaś, gdy prosimy o miłość, On da nam szansę byśmy mogli pokochać…

Cóż dowiedziałem się o tym nieco za późno..

***

                Razem z Ayako postanowiliśmy sobie zrobić kilku dniową przerwę.  Zaledwie trzy doby, by mogła z czystym sumieniem odwiedzić rodziców. Pierwszy dzień 2011roku spędziłem Z Bratem i jego rodziną. Drugiego zabrałem Akiego do siebie, jednak już następnego „ukradła” mi go narzeczona Brata, Ponieważ i oni postanowili Wyjechać do moich rodziców, Z którymi ja sam od dwóch lat nie utrzymuje kontaktu. Czemu?- Proste. Jednym z powodów jest fakt, że nie chcą mieć nic wspólnego z żadnym homoseksualistą.

Nie mogę ich odwiedzać, nie mogę dzwonić ani pisać. Czasem mi tego brakuje, to oczywiste. Jednak wierzę, że mówiąc im o swojej orientacji, podjąłem dobrą decyzje. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś nasze relacje wrócą do normy. Wiem, że nie będzie już jak dawniej, ale chciałbym odzyskać, choć marną cząstkę dzieciństwa.

Już z rana, dnia trzeciego stycznia zawitała u mnie Ayako. Zadowolona i wypoczęta. Pewnie i ją męczą moje historie. Zapewne ma już dość tego wszystkiego.

-Uh, zimno tu.. – Mruczy pod nosem podchodząc do uchylonego balkonu. Zamyka go z głośnym trzaskiem, niemal widzę przy tym jak szyby okien niebezpiecznie drżą. Wszystko dalej toczy się tak samo jak zawsze. Siada, włącza laptopa i.. Czeka..

***

 -Chłopcy, a wy jedziecie na wycieczkę? – Zapytała nas uśmiechnięta bibliotekarka, szukając między półkami atlasów, potrzebnych do lekcji geografii. Zerknąłem na Tsukiego, który stał kawałek za mną wyszukując w grzbietach książek jakiś ciekawych tytułów.

-Tak, prawdopodobnie tak. – Odpowiedziałem przyjmując błękitne książki.

-A ile klas jedzie? – Usiadła na obrotowym krześle przed komputerem, jednak tak, by mieć, choć niewielki widok na czytelnie, w której jak zwykle słychać było głośne śmiechy i rozmowy.

-Tylko drugie klasy. – Mruczę, cytując przy tym słowa jednej z nauczycielek. Uśmiecham się po chwili słysząc głośny, nieziemsko irytujący dzwonek. Kiwam kobiecie i łapiąc Tsukiego pod rękę ciągnę go w stronę drzwi.

Tego dnia do naszej klasy doszła nowa uczennica, Blondynka z jakby bursztynowymi (istnieje takie słowo?! Dop.Aut.) Oczyma. Na imię miała… um… Nie pamiętam.. W każdym bądź razie, cały czas czułem na sobie jej przeszywający wzrok. Na każdej przerwie, jak i na każdej lekcji. Tsuki, siedzący blisko mnie zdawał się tego nie widzieć. Za każdym razem, gdy nasze spojrzenia się krzyżowały dziewczyna posyłała mi niezwykle irytujący, pewny siebie uśmiech, Odbierający mi chęci na dalsze rozmowy.

***

                Następny tydzień minął całkiem szybko. Nadszedł dzień szkolnej wycieczki. Nie dość, że wstałem strasznie wcześnie, ponieważ sama zbiórka była o 7:00. To jeszcze słabo spałem.  W domu o tej godzinie było całkowicie cicho. Po załatwieniu wszystkich porannych czynnościach usiadłem przed telewizorem. Włączając pierwszy lepszy kanał.  Znów oglądałem jakieś smuty pełne śmierci. To głupie.. Przecież takie historie nie zdążają się naprawdę..

***

-Czemu uważałeś, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach?- Pyta Blondynka przeciągający się. Chyba chce trochę odsapnąć..

-Hm… To głupie, ale kiedyś wierzyłem.. Że odchodzą tylko osoby samotne, a w serialu ,którego powtórkę wtedy oglądałem, co trzecia osoba umierała. – Mruczę śmiejąc się cicho z własnej głupoty. Ale wszystko na to wskazywało, przynajmniej tak mi się zdawało. Teraz jest kompletnie inaczej. To było chyba jedynie ciche marzenie, by Bóg nie mógł nam zabierać osób, które są dla kogoś ważne.

-Ciekawe, ciekawe..

***

Pod szkołą byli już prawie wszyscy. Nauczyciele sprawdzali obecność. Ja w tym czasie siedziałem oparty o ramię Tsukiego starając się zabić wzrokiem, znienawidzoną przeze mnie nauczycielkę. Ale coś mi nie wychodziło, ponieważ ta wciąż wesoło świergotała nad uchem wychowawcy.

-Jestem. – Potwierdziłem swoją obecność, nawet nie zaszczycając pytającego mężczyzny spojrzeniem.

-A tobie, co? – Usłyszałem nad uchem spokojny głos Tsukiego, który potrząsnął mną zwracając na siebie uwagę.

-Nie wyspałem się. – Odpowiedziałem. Choć Sam nie wiedziałem, co jest powodem mojego złego humoru. Przypuszczałem, że moja wyobraźnia stara się podpowiedzieć, iż stanie się coś niepożądanego przeze mnie. Farbowany chłopak przytaknął zmierzając w stronę autokaru. Usiedliśmy za Myu. Której po chwili przydzielona została nowa dziewczyna, która wywarła na mnie tak złe pierwsze wrażenie. Myu od razu zaczęła z nią rozmowę, z której wyłapałem imię blondynki. Sachiko. I fakt, że od kilku lat farbuje włosy, no, ale to było do przewidzenia..

Po tym jak autokar ruszył dziewczyny odwróciły się w naszą stronę, Blondynka od razu złapała wspólny język z Tsukim. Co mnie za bardzo się nie spodobała Wydawała się taka.. Nachalna.. Jakby chciała wepchnąć się w nasze życie. Westchnąłem wbijając się w Obicie szarego fotela.

-Co jest? – Tsuki odwrócił się do mnie po jakimś czasie, jakby nagle zauważając moją obecność. Prychnąłem rozdrażniony czując jak wzroki kilku osób kumulują się na mojej skromnej osobie.

-Nic. – Burknąłem, zły na samego siebie. Jestem zły od rana, ale dla czego? Po prostu nie wiem. Przegryzłem wargę zerkając na Blondynkę, która machając łapami starała się przekazać coś tsukiemu, On zaś wydawał się być tym zadowolony. Zachowywał się przy niej tak.. Luźno, jakby znali się od lat, a to przecież ja jestem jego przyjacielem od kilku lat! Czemu ze mną teraz nie rozmawia? Moje myśli zacięły się. To przez nią jestem zły? Czy to może po prostu gorszy dzień?. Pewnie tak. Po prostu nie chce mi się jechać na tą wycieczkę..

***

-Czemu jechałeś, skoro ci się nie chciało? – Dziwi się blondynka, oglądając na czerwono pomalowane paznokcie.

-Hm… Była za to dodatkowa ocena z geografii. A ja ani z geografii, ani z chemii dobry nie byłem. Nigdy nie rozumiałem, po co są te przedmioty i zrozumieć nie chciałem. – Wyjaśniam uśmiechając się delikatnie. Dobrze pamiętam ten rok gimnazjum. Gdy nauczycielka geografii uwzięła się na mnie i pytała dosłownie na każdej lekcji,  choć ja nigdy się nie przygotowałem. Nie wiem, czemu to robiła..

***

Razem z całą klasą podjechaliśmy pod niewielki hotel, czy tam motel – nie wiem, jaka w tych dwóch nazwach jest różnica.. Westchnąłem leżąc na łóżku. Nauczyciele postanowili dać nam na ten dzień trochę wolnego, więc nie miałem, co robić, odwróciłem się w strone drzwi, gdy do pokoju wsunęła się głowa Myu. Brunetka z delikatnym uśmiechem odnalazła moją osobę i podeszła bliżej. Przeciągnąłem się od niechcenia, udając znudzonego człowieka. Choć taki i faktycznie byłem. Dziewczyna usiadła koło mnie kładąc się plecami na pościeli.

-Co jest? Dziwnie się dziś zachowujesz.. – Zaczęła swój wywód. Wzruszyłem ramionami i podszedłem do szafki po telefon.

-Po prostu mam złe przeczucie, co do dzisiejszego dnia. – Westchnąłem zerkając na godzinę. 17:49.

-A, na czym ono polega?

-Coś złego się stanie..

-Nie strasz mnie! – Zaśmiała się, słysząc mój głos, który brzmiał jakby został wyrwany z jakiegoś dobrego horroru. Ale mnie do śmiechu nie było.

-Gdzie Tsuki? – Zapytałem cicho, na co ona uśmiechnęła się współczująco. Uciekłem od niej wzrokiem. To nie moja wina, że martwiłem się o niego. Odkąd wróciliśmy nie widziałem go.

-Poszedł gdzieś z Sachiko. -Odpowiedziała. Przewróciłem oczyma ,smutno zerkając za okno..

Czemu on nie chce ze mną spędzić czasu?

-Rozumiem.. A nie wiesz gdzie? – Podrapałem się po policzku zerkając na nią żałośnie. Spojrzałem za okno szukając jego cienia, jednak nie dostrzegłem go. Dziewczyna pokręciła przecząco głową, klepiąc mnie w udo, które akurat było najbliżej jej ręki.

-Nie martw się, pewnie niedługo wrócą. Ona chciała gdzieś iść.. – Mruknęła grzebiąc w mojej torbie..

Westchnąłem ponownie, nie chciałem się martwić, ale coś podpowiadało mi, że powinienem iść go poszukać.. Nie zrobiłem tego –I to był jeden z błędów, które popełniłem w ciągu życia.

czwartek, 18 października 2012

Arive or dead- Część 3/..


Nieraz często spotykam się z pewnym pytaniem, lub obietnicą. Czy można kogoś rozkochać w sobie? Wydaje mi się to absurdalne. Osoba sama musi do tego dojść, to taka dobra rada. Nie można nikogo zmusić do miłości, to jest coś, co każdy z nas musi odkryć w sobie, mimo wielu trudności. Oczywiście nie każdy zgadza się z tym stwierdzeniem. Wiele ludzi wciąż pozostanie przy swoich poglądach.

31 grudzień 2010

                Wchodzę do błękitnego, pokrytego białymi kafelkami sklepu. Nawet tu wszystko nosi wspomnienia o tobie. Mijam zmartwione spojrzenie kasjerki, z którą zaledwie kilka lat temu próbowaliśmy pojąć, czym różni się woda cytrynowa, od tej o smaku cytrynowym. Nie udało się, ale było przy tym sporo śmiechu i śmiałych sugestii. Mijam też wielkie, prostokątne lustro, przy którym mając po 9-lat testowaliśmy kolorowe flamastry na twojej twarzy.  Teraz widzę tam wychudzonego 21-latka o czarnych jak noc włosach sięgających troszkę poza środek pleców. Przygaszonego, pochłoniętego przez własne myśli. A jego samotna twarz, lekko podpuchnięte od łez słabości oczy, smutno mierzące półki z zupkami w proszku, zdradzały że nie są to kolorowe przemyślenia.

                Biorę niechętnie kilka proszkowanych dań, ruszam po kawę, która od jakiegoś czasu, jako jedyna trzyma mnie przy nędznym, spragnionym szczęścia życiu. Mijam alejkę, przy której potrafiłem kłócić się wiele czasu o zakup. Nazywałeś mnie wtedy „Rozpieszczoną księżniczką”, Czego znaczenie jeszcze bardziej mnie złościło. Ale w końcu i tak dostawałem to, czego chciałem… Teraz pragnę uciec stąd jak najdalej.

Biorę jeszcze chleb, który zapewne i tak po kilku dniach wciąż zostanie w nienaruszonym stanie. Jako że Aki, prawie całe swoje życie spędza z moim bratem, jego narzeczoną i ich dziećmi ruszam prosto do kasy. Właściwie sam już nie wiem, czemu chłopiec wciąż ‘mieszka’ ze mną.

-Pracujesz już nad kolejną książką? – Pyta z uśmiechem 34-letnia kobieta, która od początku śledzi moje losy jako pisarza. Ta sama kobieta, która wcześniej pojawiła się w moich wspomnieniach.

-Tak, już od jakiegoś czasu. –Odpowiadam, pakując zakupy do cienkiej, żółtej siatki.

-A, o czym będzie?

-Nie wiem dokładnie, ale na pewno coś związanego z moją przeszłością i… Tsukim… -Dodaje smętnie, wyciągając portfel.- Nie wiesz co u niego…? – Pytam cicho z nadzieją

-Och,nie... – Wygląda na zmieszaną, uśmiecha się tym razem smutno wciskając mi w dłoń resztę. – Mnie też go brakuje, Ale musimy się trzymać, maleńki. –Mówi klepiąc mnie w ramie.

-Wiem, Sumire. Ale to często jest tak cholernie trudne.. – Czuję jak do oczu napływają niechciane łzy. Mój głos zaczyna się załamywać. Nie chcę by ktokolwiek widział moje słabości. Niech ludzie mają do czynienia z bezbarwną maską, z czasem tak dobrze przeze mnie wyćwiczoną.

Kobieta widząc to wstaje zza lady i korzystając z chwilowego braku klientów podchodzi do mnie, przytulając do siebie.

-Poradzisz sobie.. – Szepcze w moje włosy. – Musisz..

-Wiem, dziękuje… Do zobaczenia. – Uśmiecham się słabo, żegnając szybko. Ocieram oczy i w drzwiach odwracam się jeszcze by pomachać jej jeszcze i biorąc w dwie dłonie siatkę, podnoszę ją na wysokość torsu i przytulam do siebie.

                Pamiętam jak kiedyś, wracając tą uliczką Tsuki poślizgnął się na nie zauważonym przez nas lodzie i przewrócił się na mnie, zaś ja zamiast ustać nieprzygotowany na to poleciałem do tyłu i uderzyłem głową w lustrzaną taflę. A że padliśmy tak na środku tłocznej drogi powstało niezłe zamieszanie. Brązowooki, wtedy jeszcze blondyn mówił, że nie kontaktowałem przez chwile, zaledwie kilka sekund, ale udało mi się go wystraszyć, tak samo jak przechodniów, którzy chcieli już dzwonić po karetkę. To chyba przez małe miasto, przez to, że wszyscy się tu znają i opiekują sobą nawzajem. Nie pamiętam dobrze, jak to się skończyło, ale chyba udało nam się wykręcić..

                Na klatce schodowej spotykam równie, co ja zmarzniętą Ayako, która czeka na mnie już kwadrans, tak przynajmniej mówi.

-Moja koleżanka ma suczkę, która niedługo będzie mieć szczenięta. Dosłownie za 3-5 dni. Chciałbyś jednego? – Pyta wchodząc do kuchni. Nastawiła wodę na herbatę.

-Po, co mi?

-Kiedyś chciałeś..- Mówi z wyrzutem.

-kiedyś byłem samotny. – Wyjaśniam naciągając na ramiona pasiastą bluzę.

-Już nie jesteś? – Uśmiecha się leniwie, najwyraźniej zadowolona.

-Teraz już do tego przywykłem, poza tym mieszkam z Akim.  Piszemy dalej?

-Jasne.. –Siada tak samo jak wczoraj. Dzwonię jeszcze do brata z pytaniem czy Aki dziś także będzie spał u niego. Zresztą, tak jest prawie codziennie.  Otrzymując potwierdzającą odpowiedz, żegnam się z nim. Opuszczam rolety w pokoju. Zamykam drzwi. Kobieta w tym czasie otwiera dokument w komputerze.

                Blondynka siedziała ze mną aż do wieczora, wciąż rozłożeni byliśmy w ciemnym pokoju. Cały wieczór spędziła na poznawaniu innej strony mojej osoby. Czułem, że mój cichy, dawny i przez niektórych zapominanych świat jest zagrożony. Ja sam miałem ochotę uciec. Czując, że coraz trudniej jest mi mówić o wszystkim, co tak kochałem. Znów wracałem do tych czasów, pełnych optymizmu i nadziei.

                Wychodzi o 21: 38. Do męża, by razem z nim spędzić nowy rok. Ja mimo licznych zaproszeń zostaje sam w domu. By zająć czymś umysł zaczynam sprzątać różne zakamarki nieco zaniedbanego mieszkania. Niewiele przed północą wychodzę na balkon. Kolorowe fajerwerki rozświetlają powoli całe czarne niebo. Słyszę śmiechy dorosłych, jaki i dzieci. Śmieje się gorzko, czemu ja nie mogę się tak cieszyć? Z drobnej rzeczy, tak jak kiedyś?!

***

31 grudzień 2005.

-Hoshi! Wychodzimy! Szybko, Szybko! – Usłyszałem krzyki, a blisko mnie pojawił się Tsuki skacząc jak nażarty cukrem króliczek. Właściwie jakby doczepić mu uszka i okrągły ogonek, to faktycznie wyglądałby jak wyrośnięty króliś.

-Już chwila! – Zaśmiałem się zakładając kurtkę, rodzice Tsukiego byli już na dworze, zaś my jakoś nie mogliśmy się zebrać.. No dobra… Ja nie mogłem się zebrać. Chwyciłem w dłonie telefon, na który co chwileczkę przychodziły wesołe życzenia noworoczne od bliskich, jak i dalszych przyjaciół. Już chwile potem moja dłoń została pochwycona w miłym uścisku, lekko zmarzniętych łapek przyjaciela.

Będąc na dworze od razu zostałem popchnięty od bloku, z którego co jakiś czas spadały sztuczne ognie.  Czerwono włosy w takie dni zachowywał się jak dzieciak, nawet teraz mocno trzymając moją rączkę „kicał” w stronę swoich rodziców, z błyszczącymi jak maleńkie gwiazdki, oczyma.

-No nareszcie, chłopcy! –Uśmiechnęła się na nas widok matka chłopaka, jego ojciec zaś stojąc kawałek za nami próbował odpalić jedną z kolorowych rakiet. Razem z Tsukim uśmiechaliśmy się szeroki stojąc przy sobie. W dłoni trzymałem telefon, co minutę pokazując chłopakowi śmieszne SMS-y. On stał za mną przytulając od tyłu, by swobodnie mógł zajrzeć przez ramie na mały ekranik. Razem czekaliśmy na punkt kulminacyjny tej nocy. Z daleka musieliśmy wyglądać jak czteroosobowa, szczęśliwa rodzinka. Odchyliłem się lekko do tyłu opierając się o kumpla ze śmiechem patrząc jak jego ojciec odgrywa swój „taniec radości” Wzrokiem śledząc dopiero, co wypuszczoną petardę.

***

                Znów śmieję się cicho, patrząc jak deszcz delikatnie znaczy się na kurtkach wielu ludzi. Zjeżdżam po szybie starając się powstrzymać płacz. Ignoruje i tak mokre już policzki.

Kiedyś było lepiej, to pewny fakt..  Byłem z nim, mogłem czuć się bezpiecznie. Bo przecież właśnie tak rozpoznaje się miłość.. Może jest tak jak powiedziała moja matka.. Może to niepisane jest szczęście.

Resztę życie spędzę w samotności, tak jak teraz -Powstrzymując drgające ramiona i przykre wspomnienia…

To nie łzy… To tylko deszcz…

Następny rozdział zakończony, nieco inny od poprzednich. Pozbawiony Tylu opisów wspomnień J

poniedziałek, 15 października 2012

Arive or dead - Część 2/..


Tak jak obiecałam, rozdział dedykuje mojej ukochanej Żonie!:*

Mówi się, że prawdziwą miłość można przeżyć tylko raz. To chyba prawda. Kochałem tylko raz. Nigdy o nim nie zapomnę. Niby moglibyśmy być szczęśliwy, a jednak. Może on jest szczęśliwy? Nie wiem o nim nic. Postanowił wykreślić się z mojego życiorysu. Ale czy on tego chciał? Może wciąż mnie pamięta? A może nie.. Życie wciąż szykuje nam różne przeszkody w drodze do szczęścia. Naszym zadaniem jest je pokonać..

16 wrzesień 2005r.

-(…) I wtedy Myu na to, że… - Plotkował Tsu, jak rasowa blondynka, zawzięcie przy tym gestykulując. Przez co bałem się, że po prostu zdemoluje pokój.  Chłopak siedział na obrotowym krześle, Ja zaś umiejscowiłem się na jego łóżku starając by moja twarz wskazywało na to, że uważnie go słucham, co znacząco mijało się z prawdą. Nie chciałem brać udziału w kolejnej kłótni rodziców, więc zmuszony byłem ukryć się tu. Czego powoli zaczynałem żałować, ponieważ czerwono-włosy wyjątkowo dziś poczuł potrzebę wygadania się na nic nieznaczące tematy. Niemogąc się powstrzymać zasłoniłem usta, ziewając cicho.

-Jestem tak bardzo nudny? – Zapytał, zwracając na mnie swoje czekoladowe oczka z typowo teatralnym smutkiem.

-Nie, nie, przepraszam.. Po prostu jestem zmęczony.. – Przyznałem skruszony.

-Przecież jest nie wiele po 19; 00 – Zmartwił się, dobrze to widziałem. Wstał i usiadł blisko mnie przeczesując dłonią moje ciemne włosy. Delikatnie przyciągnął mnie do siebie, mocno wciskając mnie w swój tors, jak pluszowego miśka.  –Pewnie będziesz chory..

-Możliwe – nie zaprzeczyłem. 16-Latek dalej trzymając mnie w ramionach położył się na boku, przez co i ja zostałem zmuszony do zejścia niżej.

-Prześpij się. –Poprosił zostawiając mnie samego na posłaniu, wyprostował się siadając w rogu łóżka, wciąż nie przestawał molestować w dłoni moich kosmyków.

-Ale, że tak tu? Teraz?- Zdziwiłem się jego propozycją, ale nie podniosłem się.

-Przecież nie raz tu nocowałeś.  – Przypomniał robiąc minę, której nie powstydziłby się obrażony 6-latek.  – Napiszę do twoich rodziców, więc się tym nie martw. – Zastrzegł od razu, przeciągając się leniwie. Chyba sam już dawno chętnie by się położył.

-A ty?

-Odrobię lekcje i położę się koło ciebie, kochanie. – Zaakcentował ostatnie słowo, zapewne zdając sobie sprawę, że tłumaczy się jakbym był jego żoną.. Swoją drogą, nigdy nie chciałem mieć żony, ani dzieci. Ale to chyba normalne w takim wieku. Moi rodzice już wtedy planowali, że „jak każdy” Ożenię się, Zbuduje dom, posadzę drzewo, będę miał dwóje dzieci no..  I psa. Choć nigdy nie lubiłem tych zwierząt, chyba, że rasy papilot. Choć sam nie wiem, czemu.. Ale przecież nigdy nie dostajemy tego, czego chcemy. Może po to by przekonać się do innych opcji.

-No dobrze.. Dzięki.. – Uśmiechnąłem się sennie, zdejmując szarą koszulkę z dziwnym, wciąż nierozszyfrowanym przeze mnie nadrukiem. Zwinąłem się w kłębek, po lewej stronie łóżka. Chłopak wstał i szczelnie przykrył mnie kordłą, jako że w pokoju panował chłód przez uchylone okno..

Ostatnie, co poczułem tego wieczoru, To troskliwy pocałunek składany na moim czole.

                Następnego ranka otworzyłem niechętnie moje zaspane oczka blisko godziny 9:00. Przewracałem się chwile z boku na bok. Chyba wciąż nadrabiałem noce pełne domowych awantur. Miejsce po drugiej stronie łóżka było już zimne, co oznaczać musiało, że Tsuki już dawno wstał. „O wilku mowa. „ Pomyślałem, gdy drzwi pokoju otworzyły się, a w progu stanął czerwono-włosy.

-O już wstałeś… szkoda, miałem zamiar efektownie cię obudzić.. –Mruczał pod nosem widząc moje zaspane spojrzenie. Nachylił się nad łóżkiem i szybko cmoknął mnie w lekko zaróżowiony policzek, przez co faktycznie poczułem się jakbym miał godnego pozazdroszczenia męża.

-No, to wstawaj, śpiąca królewno i na śniadanie! – Klasnął wesoło w dłonie, starając się zachęcić mnie do wstania z miękkiego łóżka.

*    *    *

-Zawsze byliście ze sobą tak blisko? –Pyta blondynka uśmiechając się rozczulona. Przenoszę różnobarwne oczka (Prawe trupio-niebieskie, Lewe kolory matowej zieleni.) Zza okna, za którym było już właściwi czarno, na oczekującą odpowiedzi kobietę.

-Um… właściwie to odkąd sięgam pamięcią byliśmy w stosunku do siebie bliżej niż przeciętni przyjaciele.. Sam nie wiem, czemu… Tak po prostu było. –Wzdycham wracając wzrokiem za okno, wraz z słowem „było”. Skoro było to i minęło. A świadomość tego, że już nigdy nie wróci, choć w maleńkim, upragnionym stopniu stało się moją egzystencją.

-Chcesz na dziś skończyć?

-A możemy? – Pytam zaskoczony. W tym przypadku liczy się czas, książka powinna być już dawno oddana do druku, a My wciąż mamy jedynie marny początek szkicu.

-Możemy. –Potwierdza stanowczo kobieta, zamykając uwcześnię zapisany plik, jak i sam przenośny komputer.

                Ponownie dziś poprawia strój i chwyta w dłonie długi czerwony płaszcz, który wyróżnia się wśród tłumów ludzi.

- To trzymaj się młody, wrócę jutro rano.- Ostrzega jeszcze na pożegnanie. Birze torebkę, klucze od samochodu i znika za wiśniowymi drzwiami. Wzdycham słysząc odbicia wysokich obcasów. Pewnie pełno kobiet łamie sobie na tym wynalazku nóżki, a czy warto? No, nie wiem. Nie znam się.

Przeczesuję dłonią długie, hebanowe włosy, po czym odrzucam je na plecy. Zerkam jeszcze do słodko śpiącego chłopaczka i wychodzę na balkon, zamykając za sobą szklane drzwi. Opieram się o drewnianą barierkę, patrząc w pełne gwiazd niebo. Pozwalam by mroźne zimowe powietrze owinęło moją twarz.

Jesteś Tam, Tsuki?

Kazałeś mi istnieć i wierzyć, że ty także żyjesz. Nawet nie wiesz, jakie to trudne.. Zostawić marzenia za sobą, tak samo jak ciebie. To nie możliwe. Cokolwiek bym zrobił, nie umiem znów pokochać, zabrałeś moją miłość ze sobą.

Wychylam się mocno, Teraz z góry patrząc na ośnieżone miasto.

A Gdyby tak z tym skończyć? Śmierć wydaje się prostsza…

niedziela, 7 października 2012

Arive or dead - Część 1/..


Czym są wspomnienia.. To obraz przeszłości, który zawzięcie nie pozwala nam zapomnieć o chwilach życia. O tych złych jak i dobrych.  Istnieją ludzie, którzy na siłę pragną zakopać je w zapomnieniu, jednak nie potrafią. Ja do nich nie należę. Pragnę pamiętać. Zwłaszcza jedną, tak ważną dla mnie osobę. Tylko dla niej wciąż znoszę to, co szykuje dla mnie los.
Wspomnienia, pomagają mi, choć na chwile znaleźć się tam, gdzie była ona ze mną.  Tam gdzie czułem się tak dobrze. I Tam gdzie pragnę pozostać do końca.
Wspomnienia są czymś dobrym. One potrafią udowodnić, że żyjemy..
30 grudzień 2010 rok.
                Siedzę w niewielkim pokoju o jasnych, kojących barwach. Światło uparcie szuka do niego dojścia, jednak nie ma szans przez długie, wyblakłe zasłony, kiedyś przybrane odcieniem czerwieni. Tak, więc w pokoju panuje prawie stuprocentowa ciemność, dodająca nocnego klimatu. Mimo iż dla mnie wybitnie późno nie jest. Jedynie porcelanowa figurka malowanego aniołka, stojąca na drewnianej półce mieni się przez znajdującą się w niej świeczkę.
                Zerkam na Ayako, która pilnując terminów przyszła dodać mi weny koniecznie potrzebnej do napisania następnej książki. Ona nie chce by znów było to dramat, ale ja chyba inaczej już nie potrafię. Dziewczyna śledzi za mną wzrokiem, gdy zbieram zabawki i pluszaki samotnie pozostawione przez prawie dwuletniego chłopaczka, który od kilku miesięcy jest pod moją opieką ze względu na wypadek matki, która była jednocześnie moją starszą siostrą, jak i jej męża. Obydwoje zginęli na miejscu. Kobieta nic nie mówiąc bierze ze stołu trochę podrapanego, srebrnego laptopa, który czasem ze sprzeciwem, przyczynia się do powstawania moich literackich dzieł. Siada w fotelu znajdującym się równolegle do mojego.  Poprawia ołówkową spódnicę, którą ma na sobie. Spogląda na okrągły zegarek. 20:32.  Po czym włącza przedmiot, teraz znajdujący się na jej kolanach. Ja w tym czasie pilnuje jej ruchów, drobnymi porcjami pijąc wcześniej zrobioną herbatę, o nijakim smaku.
Farbowana blondynka gwałtownie podnosi głowę, przez co z jej krótkiego kitka wypada kilka jasnych kosmyków.
-Opowiedz mi historie swojego życia. -  Prosi, uśmiechając się lekko do mnie. Chyba jest zadowolona z tego pomysłu.
-słucham? – Mruczę unosząc jedną z idealni wykrojonych brwi.
-Opowiedz mi o swojej miłości.. Bo kochałeś kiedyś, prawda? –Patrzy na mnie podejrzliwie.
-Owszem kochałem. Ale było to stosunkowo dawno. Wątpię by ktokolwiek kupił taki twór. – Wzdycham, opierając łokcie o kolana, zaś brodę o złączone dłonie.
- O tym pomyślimy jutro, będziemy mieli przynajmniej szkic. –Decyduje zatrzymując wzrok na jaskrawym ekranie komputera.
-Um.. No, dobrze. Od czego zacząć?
-Jesteś pisarzem. Ty powinieneś wiedzieć. –Krzyczy poddenerwowana. –Zacznij od tego ile miałeś lat, gdy go poznałeś, jak się nazywał..– Wymienia. Podnoszę dłoń dając jej znak by przestała. Śmieję się cicho, jednak ten gest nie obejmuje oczu, które pozostają puste, ponieważ ktoś zabrał im blask, którymi się szczyciły.
-Więc się dobrze, w takim razie zaczynam. – Przeciągam się delikatnie i odstawiam pusty już kubek na szklany stolik. Czuję nieprzyjemny chłód, więc zapinam czarną, luźną bluzę, którą mam na sobie. Naciągam rękawy na dłonie, plącząc w palcach samotna nitkę. Podnoszę wzrok, w tym momencie spotykam zniecierpliwione spojrzenie ciemnych oczu.
-Było to cztery lata temu. Jak zapewne łatwo obliczyłaś miałem wtedy prawie 18 lat. Nazywał Się Tsuki. Kochałem go.. Właściwie za wszystko. Wciąż patrząc w przeszłość podświadomie szukam jego cienia. Nie byliśmy ze sobą długo. Los nam na to nie pozwolił. Aczkolwiek przyjaźniliśmy się od dziesięciu lat. Więc mogłem cieszyć się, mając go przy sobie. By (…) – Mówię wręcz mechanicznie, a moje słowa pozbawione są jakichkolwiek uczuć. Wyjaśniam wszystko patrząc jak długi palce kobiety sprawnie uderzają o klawiaturę komputera.
*   *   *
21 Lipca 2005 rok.
-Ale gorącooo.. – Wymruczałem leżąc plackiem na jasno zielonych liściach trawy. Głowę trzymałem na udach przyjaciela, a dłonią bawiłem się roślinkami. Przy czym mimowolnie poddawałem się ostrym promieniom słońca.
-Za ciepło.. – Przyznał Tsuki, przeczesując dłonią moje czarne, właściwie w promieniach słońca, granatowe włosy. Sięgające kilka centymetrów za ramiona.
Uśmiechnąłem się leniwie, otwierając przemęczone oczy. Spojrzałem w jego twarz. W niczym nie przypominał już tego zawstydzonego 8-latka, którego rodzice zmusili do odwiedzin znajomych jak i ich dorównującego mu wieku, syna.
*   *   *
-Poznałeś go przez rodziców? – Pyta blondynka, wciąż równomiernie wybierając litery.
-Tak, na początku żaden z nas Niechciał tej znajomości, ale szybko udało nam się dogadać.. I nie przerywaj mi! – Rozkazałem, powracając do cytowania wspomnień.
*   *   *
                Teraz włosy koloru parzenicy, z których uwielbiałem się śmiać, przefarbowane zostały na ciemny czerwony. Twarz stała się bardziej męska, Jest bardziej wysportowany. No … i oczywiście wiele, wiele wyższy. Jedynie jego uśmiech pozostał taki sam. Tak szczery i opiekuńczy.  Nasze wyglądy znacznie się różnią..
-Czemu tak się we mnie wpatrujesz? – Zapytał zjeżdżając dłonią na moje plecy. Zaczął kreślić na nich jakiejś bliżej nieokreślone przeze mnie wzorki.
-A tak sobie. Cieszę się, że wciąż ze mną wytrzymujesz.. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. – Zaśmiałem się leniwie.  Poczułem jak jego dłoń zamiera w jednym miejscu by po chwili zacząć bardziej energicznie badać moje ciało. W odpowiedzi otrzymałem uśmiech, prawie tak samo promienny jak słońce, odznaczające się na niebie.
*   *   *
-To było wyznanie miłosne?! – Wrzeszczy kobieta, przez co zamartwiam się, czy też nie obudziła mojego Akiego..  Zamykam oczy, by w spokoju policzyć do dziesięciu. Przecież prosiłem by mi nie przerywano..
-Ależ skąd. Chodziło mi o to, że jest dla mnie ważny, jako przyjaciel.. Ale tak naprawdę odkąd go poznałem był dla mnie najważniejszy. – Mówię sięgając dłonią kiszeni skurzanej kurtki, znajdującej się niedaleko mojego położenia. Wyciągam z niej paczkę papierosów.-Nadążasz?
-Tak, tak oczywiście. Mów dalej.
 *   *   *
-Poradziłbyś sobie. –Zaśmiał się po jakimś czasie jednak jego śmich był inny niż zazwyczaj. Jak na dłoni widziałem, że coś jest nie tak jak powinno. Już otwierałem usta, by spytać o jego stan, jednak w tej chwili rozbrzmiał dźwięk jego telefonu.
-Chyba musimy już wracać. – Zawyrokował. Spojrzałem na niego z dołu i niechętnie przeturlałem się kawałek po ziemi, by chłopak mógł bez problemu się podnieść, co też bezociągu zrobił. Przymknąłem oczy, zaś, gdy znów je otworzyłem cały dostępny widok zasłaniała dłoń czerwono włosego. Nie sprzeciwiając się przyjąłem jego pomoc i podniosłem się, nieco chwiejnie stając na prostych nogach.
-Chodź, odprowadzę cię. –Zaproponował z normalnym już uśmiechem, czochrając mi i tak rozwiane kosmyki włosów. Kiwnąłem głową, zgadzając się.
*   *   *
-To jedno z twoich ulubionych wspomnień? – Dziwi się kobieta, zaprzestając pisania. Patrzy mi prosto w oczy.
-Dokładnie. – Mówię spokojnie zaciągając się nikotyną, wstaję i usadawiam się przy otwartym oknie.
-Ale przecież to zwykły urywek dnia.. – Zaczyna niepewnie.
-Ale uwielbiałem być szczęśliwym, a szczęśliwy byłem przy nim.
-To oznacza, że streścisz mi całą swoją przeszłość?
-Błąd. Jedynie sytuacje, które bardziej zapadły mi w pamięć. Nie tylko te dobre.
-Rozumiem. – Mamroczę pod nosem wracając do notowania.
-Tak, więc wracając (…)

                To było jedno z moich pozytywnych wspomnień. Takie spokojne i czyste. Pozbawione zmartwień m pozwalające cieszyć się czymś całkowicie zwyczajnym.. Było po prostu piękne.
Więc… Ogólnie ta część wyszła długa, nie myślcie, że tak będzie zawsze.:)
Liczę, że ktoś zrozumiał, choć troszkę, o co w tym chodzi.
Błędy na pewno będą- bo brat podczas przepisywania strasznie mnie gonił...
Proszę o komentarze!:33

Wstęp.

Kon'nichi wa!
Nazywam się Hoshi.  Nie jest to mój pierwszy blog, aczkolwiek żaden z wcześniejszych nie został dokończony, może przez to że zostały utworzone spontanicznie, może przez moje lenistwo. 
Na blogu będę wstawiać opowiadania yaoi mojego autorstwa, więc może to być troszkę pokręcone i pewnie będzie sporo błędów.
 Notki nie będą wstawiane systematycznie.
Będą pojawiać się także liczne ankiety ,ze względu na to że nie wszyscy chcą komentować bloga ,a wolałabym znać wasze zdanie.
Piszę bo lubię.
Liczę na komentarze. :* 
Jakby ktoś chciał pogadać  to moje gadu -40665105.
Pozdrawiam i zapraszam do czytania.

 

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń