poniedziałek, 8 grudnia 2014

Stay - Rozdział 5


Tajemnica dotycząca urodzin Kobo powoli odbiegała w przeszłość. Nie myślałem o tym co się stało, nie chodziło o to bym zapomniał o swoim małym grzechu. Po prostu nie miałem wystarczająco dużo czasu by przejąć się ostatnimi wydarzeniami. Moje myśli tak naprawdę wciąż były utkwione w przeszłości, nie tak odległej - mogłoby się zdawać. Pierwsza miłość po prostu nie chciała opuścić mojej głowy. Minęły dwa lata, nie spotkaliśmy się więcej, a mimo to, gdzieś w moim sercu wciąż tkwiły wątpliwości.
Podobno każdy z nas ma na świecie osobę, która jest mu przeznaczona. Często napełniał mnie swojego rodzaju strach, ze to może z Doi'm jesteśmy powiązani ta słynną, niewidzialna dla naszych oczu, czerwona niteczka.
Nie chciałem myśleć o jakichkolwiek nowych, długich relacjach. Wystarczał mi Kobo, który był moim przyjacielem i jednocześnie kochankiem.
Dlatego tez telefon od Hideki' ego nie był dla mnie jakiś szczególnym przełomem, ani sytuacją, której wyczekiwałem.
 Teraz trwając w połączeniu z mężczyzną nie odczuwałem jakiś szczególnych emocji.
-Zgadłeś. - Głos przemówił ponownie. Zdusiłem w sobie ciężkie westchnienie, po czym oddaliłem się od palety pełnej najróżniejszych barw, które komponowały się ze sobą - moim zdaniem-  perfekcyjnie. Wyszedłem z dużej sali, której jedyne ozdoby stanowiły kwiaty oraz porozwieszane płótna i przystanąłem na schodku czując na twarzy zimne, wiosenne powietrze. Odsunałem się nieco od masywnych drzwi zastanawiając się co mógłbym odpowiedzieć.
- Dlaczego dzwonisz?
- Nie cieszysz się, maleńki? - Zapytał, a ja oczyma wyobraźni niemal widziałem jak ze swoją nonszalancką postawą opiera się o jakąś ścianę, czy też zakłada nogę na nogę siedząc na biurowym fotelu.
- Nie sądziłem, ze zadzwonisz. - Odparłem nieco niezręcznie. Miałem ochotę powtórzyć pytanie, jednak zawachałem się.  Władcza postawa mężczyzny zdawałaby się tego nie zaakceptować.
- A jednak. Pomyślałem, ze może zechciałby mnie odwiedzić.
-W wiadomym celu. - Dopowiedziałem. Prawdą było, że nie lubiłem sypiać dwa razy z ta sama osoba, jednak z drugiej strony, gdybym nie chciał by Hideki zadzwonił to tak naprawdę nie pozwoliłbym mu zdobyć mojego numeru.. - Dlaczego nie...
- Świetnie,w takim razie wyślę Ci mój adres.
*    *     *
Z Hiedekim umówiłem się na następny dzień ze względu na brak czasu.
Trwał piątek, kiedy to wyszedłem z pracowni malarskiej i żwawym krokiem ruszyłem w stronę kawiarni, w której pracowałem. Na dworzu lekko kropił deszcz, jednak większość Japończyków była do tego przyzwyczajona.
Wiosna po prostu nie lubi Japonii.
Po dotarciu do miejsca zatrudnienia założyłem swój stały strój roboczy i spojrzałem na szafkę Kobo. Mężczyzna z pewnością już był. Nasza rutyna stało się to, ze zawsze przychodził niewiele przede mną.
Wyszedłem z szatni witając się z resztą naszej nielicznej brygady i zacząłem krążyć miedzy stolikami. Nie było pusto, wręcz przeciwnie. W niewielkim pomieszczeniu zgromadziła się spora ilość klientów. Pewnie przez płacz nieba czy też aniołów.
Sam czułem się dziś wyjątkowo dobrze.
Dzień zacząłem dość pozytywnie nie myśląc ani przez chwile o stracie swojej miłości.
Coś podpowiadało mi, że będzie to dobra doba.
Sądziłem tak dopóki jedni z ostatnich klientów nie znaleźli się w pomieszczniu.
Była to grupa nastolatków, najpewniej należących do jakiegoś wspólnego klubu, ponieważ nie wyglądali na bliskich przyjaciół. Mogli mieć około szesnastu lat, a każdy z nich zdawał się być skrajnie inna osoba.
-Zanieś kartę, dzieciaku. - Poinstruował  mnie brązowo włosy pracownik będący jednocześnie moim najlepszym - Na równi z Toi- Przyjacielem.
Podniosłem dwie zszyte książeczki zapełnione zdjęciami i opisami następnie ruszając w stronę zajętego stołu przy którym siedziała garstka nastolatków.
-Witajcie w Coffee Paradise. - Powiedziałem przybierając na twarz idealnie wyćwiczony uśmiech.
Gdzieś przemknęła mi myśl, że robię to samo, co jak niegdyś sądziłem robi Doi.
Nie, nie robi. Blondyn ze swoim promiennym wygięciem warg jest najszczerszą osobą, która kiedykolwiek chodziła po ziemi.
Naiwny anioł ściągnięty do naszego świata.
-  To są karty dla was. - Położyłem wspomniane przedmioty na stół przed dzieciakami.
 Do grupki zaliczały się trzy dziewczyny i dwójka chłopaków. Wszyscy byli w granatowych, szkolnych mundurkach, jednak miałem wrażenie, że potrafię przejrzeć styl każdego z nich poprzez naszyjniki, rzemyki czy też pieszczochy. Kiedy wszyscy zwrócili wzrok w moją stronę chciałem odejść, jednak coś mi nie pozwalało.
Ciemny, smutny wzrok jednej z dziewcząt. Wbity w moja twarz i dziwnie szydzący. Tak jakby jego właścicielka chciała powiedzieć '' Spójrz na siebie, na to kim teraz jesteś. ''  Tak jakby chciała dać mi do zrozumienia, ze zna mnie na wylot i jestem jej zdaniem nikim. Na chwile przestałem oddychać doskonale wiedząc kim jest dana dziewczyna.
- Wszystko w porządku? Zbladłeś. - Zauważył Kobo, który znikąd pojawił się przy stoliku. Spojrzał przepraszająco na wszystkich zebranych, którzy z niepokojem wpatrywali sie w nasze twarze.
Moją przestraszoną i zszokowaną jak również cichej nastolatki, która aż zionęła nienawiścią i pogardą.
-Dobrze. - Odparłem cicho zrywając kontakt wzrokowy. - Przepraszam. - Dodałem kierując swoje słowa do zaniepokojonych nastolatków. - Powiedzcie, gdy będziecie gotowi złożyć zamówienie. - Poprosiłem niemal nieświadomie wypowiadając słowa po czym odszedłem czując na ramieniu uścisk cieplej dłoni bruneta.
-Co jest? Źle się czujesz? Kim była to dziewczyna?- Dopytywał prowadząc mnie w stronę jednego z baristów. Spojrzałem za siebie, jednak w tej chwili nie było nikogo do obsłużenia.
- Słabo mi się zrobiło, ale już jest ok. - Mruknałem nie chcąc więcej tłumaczyć. Wpatrywałem się w nieświadomego bruneta, który z przejęciem tłumaczył sytuacje Koki. Zerknałem również na Seki, która wepchneła mi szklankę do dłoni, po czym wróciła za kasę.  - Jest w porządku, niech ktoś pomoże Sachi' emu, bo sam musi chodzić po sali... - Mruknałem nieswojo czując się w centrum uwagi. Gdy inni zajęć byli histerią dotyczącą mojego wyimaginowego przemęczania się westchnąłem upijając łyk wody. Po chwili uśmiechnąłem się z wdzięcznością do przyjmując pieniądze szatynki.
-Zrób sobie chwile przerwy. - Zasugerował Jiro, który do tej chwili pochłonięty był przygotowywaniem kawy. Pokręciłem głową, sygnalizując, ze takowej nie potrzebuje.
Nigdy nie lubiliśmy się z tym mężczyzna. Jego wiek był najbardziej zbliżony do mojego, jednak mimo to czułem się przez cały czas oceniany.
Szybko się ogarnąłem i wróciłem do gości. Minąłem sie z Sachim, który od dłuższego czasu przechadzał się po sali wyczekując jakiegoś polecenia. W tej chwili zaczął sprzątać zwolniony stolik, zaś ja ruszyłem do grupki nastolatków, pośród których od dłuższej chwili panowała cisza. Wziąłem głęboki oddech, zastanawiając się czy Kobo mógłby mnie wręczyć, jednak ten wciąż pochłonięty był cichym szeptem wymienianym z towarzyszką.
- Zdecydowaliście się już? - Zapytałem ponownie czując na sobie wzrok siostry Doi' ego. Wyjąłem z kieszeni podręczny notesik zapisując na nim niemal dziesięć pozycji po czym skłoniłem się lekko i ruszyłem do baristów. Podałem im jedna z list zaś druga zaniosłem do dwóch kobiet zajmujących się wyrobem deserów.
I naprawdę nie przesadzałem sądząc, ze po powrocie do obowiązków bez przerwy czułem na sobie wzrok młodszej siostry mojego byłego chłopaka.
*    *    *
Kawiarnie zamkneliśmy dokładnie o dziewiętnastej. Po posprzątaniu i przebraniu się ruszyliśmy z Kobo i Sachi na piątkowy podbój miasta. W okolicy było już nieco szaro, zaś latarnie świeciły się dodając miastu swego rodzaju czaru. Ludzie wciąż kręcili się miedzy alejkami jednak nie zwracaliśmy na nich uwagi.
Niedługo później znaleźliśmy się w jednym z droższych, ale należącym do ulubionych Kobo, klubie. Miał w sobie coś, co przyciągało co weekend wielu gości. Po obietnicy, ze będę trzymał się starszych i kontrolował pity alkohol weszliśmy do środka. Mój wzrok od razu powędrował w stronę baru, jednak mimo moich intencji zaczęliśmy przepychać się niedaleko miejsca dla VIP' ów by dotrzeć do stolika zajmowanego przez znajomych naszej koleżanki. Po szybkim przedstawieniu się ruszyłem wraz z młodym chłopakiem po alkohol. Był jedynie kilka centymetrów wyższy ode mnie, jego ciemne włosy były krotko przystrzyżone, zaś oczy czujnie mierzyły otaczających nas, pochłoniętych tańcem ludzi. Nie mógłbyć ode mnie starszy o więcej niż trzy lata.
Kiedy dotarliśmy do baru niosłem w sobie wrażenie, że będzie to świetny wieczór.
Chyba nie mogło być bardziej mylne.
*    *    *
Czułem jak chaotycznie składane pocałunki na mojej szyi pną się coraz wyżej i wyżej podczas gdy wargi drobnej, krótko ściętej dziewczyny miażdżyły moje własne w mocnym pocałunku.
Kochałem ten stan bycia uwiezionym pomiędzy dwoma ciałami.
Oderwałem się od ust dziewczyny, chichocząc w pijackim amoku, kiedy moja broda została pociągnięta w górę by wyższy ode mnie mężczyzna mógł również zasmakować pocałunku ze mną. Był inny niż ten wcześniejszy, bardziej zaborczy i agresywny.
Oboje byli obcokrajowcami i zdawali się być dobrymi przyjaciółmi co w tej chwili zdawało się być dla mnie czymś absurdalnym.
- What's your name? - Zapytała dziewczyna z nieznanym mi akcentem. Schyliła się mocno, przez co jej piersi zderzyły się z moim torsem.  Chwile zajęło mi pojecie tego, ze pytanie zostało skierowane do mnie. Dłonie mężczyzny zsunęły się na moje biodra, zaś muśnięcia warg spowrotem skierowały się w dół, podczas gdy otarł się o moje pośladki.
-It's a secret. - Odparłem, niepewny czy dobrze złożyłem zdanie. Kobieta zdawała się jednak wiedzieć co mam na myśli. Pociągnęła moje dłonie w swoja stronę śmiejąc się do mężczyzny stojącego za mną. Mój wzok mimowolnie spotkał karcące spojrzenie Kobo, rzucane w moja stronę.
Nie puszczaj się na prawo i lewo - Przypomniałem sobie jego słowa, jednak nie sądziłem, żebym faktycznie to robił.
Już chciałem zaproponować im bardziej ustronne miejsce, kiedy mój nadgarstek został pochwycony przez silną, lekko opaloną dłoń, zaś ja zostałem wyrwany ze swojego małego, pijackiego raju.
Potknąłem sie po chwili lądując w ramionach nowoprzybyłego. Podniosłem głowę by okrzyczeć Kobo jednak w tej samej chwili moje zamglone oczy spotkały się z pięknymi, niebiesko-szarymi tęczówkami, które zwykłem widzieć przez kamerkę internetowa.
- Doi. - Wychrypałem zaciskając pięści na koszuli mojego byłego chłopaka, który stał przede mna i ze swoim zmartwionym, rozczarowanym wzrokiem zdawał się być bardziej realny niż kiedykolwiek wcześniej.

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń