sobota, 8 listopada 2014

Stay - Rozdział 4

Westchnąłem drżąco obejmując palcami nadgarstek drugiej ręki. Ból, który się pojawił jedynie upewniał mnie co do realności tej sytuacji. Podniosłem wzrok na ekran widząc okno komunikatora. Doi patrzył na mnie nie przerywanie idealnie oddając przy tym swoje emocje; Zmartwienie, złość czy też frustracje spowodowaną brakiem kontroli.
Odkąd blondyn nie mieszkał w pobliżu Otemachi wszystko w jego życiu było proste. Nie było mnie, co równało się z tym, że nikt nie zatajał przed nim prawdy.
Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Byłem świadom jedynie tego, że prawda nie może wyjść na jaw. Blondyn znienawidziłby mnie, ale czy... Tak nie byłoby lepiej?
Zakończylibyśmy tą chorą, łączącą nas relacje.
Doi poświęciłby się całkowicie Colin'owi i karierze, zaś ja...
 Może wreszcie udałoby mi się odkochać? Może po tych dwóch, męczących latach rozłąki mógłbym ponownie stać się sobą?
Dwa lata. Dwa cholerne lata przepełnione głupimi staraniami, paniką i łzami- Wszystko tylko po to by zapomnieć o krótkim, dziecinnym romansie.
To Twoja wina, Doi.
Ponieważ to właśnie ty mnie oswoiłeś i pozwolileś poczuć się ważnym i kochanym.
- Daj mi spokój, to nie twoja sprawa. - Warknąłem gwałtownie, nie mogąc znieść już przeszywającego wzroku Doi'ego. Cicho stęknąłem orientując się, że właśnie te niemal nie świadomie wypowiedziane słowa podjęły za mnie decyzje o tym jak potoczy się ta rozmowa.
- Nie moja sprawa? Jestem jedną z niewielu osób, które interesuje twoje życie. Nie sądzisz, że zasługuję na jakieś wyjaśnienia? - Zapytał mrużąc oczy. W tej chwili wyglądał na naprawdę niezadowolonego. Uroczy, spokojny charakter  Doiego zniknął ustępując miejsca złości. W normalnych okolicznościach najprawdopodobniej byłbym zszokowany, jednak teraz nawet nie zaprzątałem sobie tym głowy.
-Nikt cię o to nie prosi. Nie musisz się mną już opiekować. Jestem  dorosły, poradzę sobie sam.
- Dopiero co skończyłeś dwadzieścia lat! ( W Japonii osoba uznana jest za pełnoletnią po skończeniu wspomnianego wieku . Dop. Autora)
-Ale od dawna radzę sobie bez Ciebie, bez Yui, rodziców czy innych bezwartościowych ludzi! - Krzyknąłem czując jak wściekłość wypełnia moje ciało.
- Uważasz, że jestem bezwartościowy? - Dopytywał przybliżając się nieco do kamery. Zmarszczył brwi wyczekując mojej odpowiedzi. Tak samo jak przy wcześniejszych wypowiedziach kompletnie nie myślałem o tym co mówię. Może gdybym poświęcił na to choć kilka sekund to... Doszedłbym do wniosku ,że zachowuje się niewłaściwie i nie wdzięcznie. Przecież były chłopak zrobił dla mnie naprawdę wiele. Dał mi szansę na nowe, lepsze życie, którą i tak zmarnowałem.
W tamtej chwili myślałem tylko o jednym.
O tym, że TO trzeba po prostu zakończyć.
- Spójrz trzeźwo. Jesteś tylko kolejną, wykreowaną przez sławę postacią. Jesteś sztuczny, nieprawdziwy i nieszczery. - Odparłem wiedząc dobrze, że żadne z tych słów nie ma pokrycia z rzeczywistością. Mimo wszystko blondyn wyglądał na przejętego i zranionego.
-Po prostu powiedz co Ci się stało i wstań. - Mruknął nie tracąc swojej zaciętości. - I tak jestem niemal na drugim końcu świata, nic ci nie zrobię. Nawet nie mogę cię dotknąć.
-I tak jesteś na drugim końcu świata- zacytowałem słowa wypowiedziane przed sekundą - Więc jakie znaczenie ma to czy będziesz wiedział, czy nie? - Prychnąłem czując łzy pod powiekami.
Dlaczego on nie mógł po prostu odpuścić? Rozłączyć się i odejść z mojego życia raz na zawsze?
-Dla mnie ma to duże znaczenie. Przecież wiesz. - Mruknął ciszej. Przeczesał blond kosmyki swoimi długimi palcami. Nawet ten gest zdawał się być przepełniony zdenerwowaniem. Wątpię jednak by domyślał się prawdy o moich ranach. Przecież świat, w którym się znalazłem był dla niego całkowicie obcy. Przecież miał mnie za kogoś innego, niż ten którym się stałem.
Bo Doi wciąż żył przeszłością, tak jakby myślał, że w ten sposób zatrzyma pędzący czas.
Westchnąłem głęboko, po chwili cichnąc. Chcąc nieco ochłonąć uciekłem wzrokiem od postaci mężczyzny do drzwi znajdujących się w przeciwległej ścianie mojego domu. Słyszałem jak pazury Toi raz po raz uderzają o panele podłogowe. Została zwabiona przez moje głośne aczkolwiek bezsensowne krzyki.

Dlaczego nie możemy zakończyć tej znajomości w zgodzie i spokoju?
- Myślę, że powinienem się rozłączyć. - wyjawiłem część swoich myśli, po czym nie widząc żadnych przeciw wskazań ( Bo przecież mój były chłopak faktycznie znajdował się na drugim końcu świata) ułożyłem tablet na stercie przeróżnych książek, które zniosłem z okolicznych bibliotek i wstałem. Odsunąłem się nieco i rozluźniłem dłonie zaciskające się na kocu, który miękko wylądował na bordowym dywanie.
Oczy o błękitno- szarych tęczówkach rozszerzyły się w szoku. Cóż, sam chciał otrzymać wgląd na moje ciało, które wcale nie wyglądało tak źle jakby mogło się zdawać.
Niestety miałem na sobie luźną bokserkę, która tylko odsłaniała wystające obojczyki i blade ramiona. Jedna z rąk nie wyglądała dobrze, ponieważ nieco powyżej zgięcia łokcia widniała długa bruzda, stworzona, kiedy Hideki pociągnął mnie w stronę ściany nieco zaniedbanego budynku. Rana była raczej płytka i niespecjalnie krwawiła, jednak była widoczna. Na drugim ramieniu odbił się odcisk palców mężczyzny. Długimi kosmykami włosów zasłoniłem szyję i kark, ponieważ pamiętałem, że w którymś miejscu znalazły się  również zęby nieznajomego.
Podniosłem oczy na starszego, by zobaczyć jego reakcje. Widziałem jak jego policzki nieco czerwienieją, zaś wzrok nie opuszcza mojego ciała. Tak jakbym miał za moment upaść i już nigdy się nie podnieść.
-Kto ci to zrobił? Znów zostałeś pobity? Powinieneś wyprowadzić się w bezpieczniejsze miejsce! - Krzyczał, a ja nie miałem ochoty uświadomić ci do błędu. Niech myśli, że padłem ofiarą jakiegoś ulicznego rabusia. Po co go uświadamiać?
Mój głupiutki, naiwny Doi. Jestem pewien, że gdybyśmy mieli się więcej nie spotkać to takim właśnie był go zapamiętał.
- Wiem. Słyszałeś co powiedziałem?
-Że musisz się rozłączyć. Śpieszysz się gdzieś? W ogóle byłeś z tym u lekarza? Powinieneś nałożyć bandaż na tą ranę.
-Doi... Nie jestem z nikim umówiony, ale myślę, że powinniśmy zrobić sobie przerwę od rozmów. Robimy to co tydzień od dwóch lat. Jaki w tym sens? Doi.. To boli... - Wytłumaczyłem, słysząc jak w oddali dzwoni telefon blondyna.
Niestety po chwili przestał, a my całkowicie nieświadomi wiadomości, którą Doi miał dostać od menagera trwaliśmy w ciszy.
Nieświadomi również tego, że gdybym dał mu choć chwilę na odebranie połączenia... Nasze życie potoczyłoby się inaczej.
Wszystko stałoby się łatwiejsze.
Jednak zamiast tego usiadłem spowrotem na obrotowym krześle i tłumiąc nachalne łzy uśmiechnąłem się delikatnie.
Bo wiedziałem, że blondyn właśnie takim lubi mnie najbardziej. Uśmiechniętym i szczęśliwym. Przynajmniej jedną z tych cech mogłem zrealizować sądząc, że to ostatnie pożegnanie.
Wyciągnąłem rękę i ignorując krzyk mojego byłego chłopaka " Nie rób tego!", opuszkiem palca dotknąłem niewielkiej czerwonej ikonki.
Śmieszne- Wystarczyło tylko delikatne muśnięcie by zakończyć naszą znajomość.
*    *    *
 - Co zrobiłeś?! - Wrzeszczał mój przyjaciel stojąc nade mną. Ze zdenerwowaniem odłożył małego psiaka na ziemie i szybkim krokiem podszedł do łóżka, na którym leżałem.
Od ostatniej rozmowy z Doim minął tydzień. Długi, zapełniony depresyjnymi myślami tydzień. Dopiero po upływie tego czasu odważyłem się wyjawić zmartwionemu Kobo powód mojego deszczowego humoru.
Dlaczego akurat deszczowego? Przecież deszcz składa się z maleńkich, zimnych kropel spadających z nieba. To nic złego, a jednak kojarzy mi się ze smutkiem. Smutkiem i samotnością jak również długimi wieczorami spędzonymi w ciemnym pokoju naprzeciw okna.
- Zerwałem naszą znajomość. - Powtórzyłem fragment swojego wcześniejszego monologu, który miał na celu przybliżenie brunetowi naszej sytuacji.
Naszej. Jakie okropne określenie.
Sytuacji mojej i Doi'ego, który nie był już elementem potrzebnym do utworzenia określenia " My", bo nas po prostu już nie było. Przestaliśmy istnieć jako osoby związane ze sobą.
- Haru, wybacz, ale jesteś największym idiotą jakiego świat widział. Jak mogłeś to zrobić?! Przecież jesteście dla siebie srworzeni! Przecież wszystko miało się ułożyć!
- Tylko ty w to wierzyłeś.
- Nie denerwuj mnie, słonko. - Wysyczał głosem przepełnionym jadem. Wstałem z łóżka udając, że chcę wyjść do kuchni po kolejną porcję herbaty. Tak naprawdę bałem się wybuchu Kobo, który w chwilach złości bywał całkowicie nieobliczalny.
W tej samej chwili poczułem uścisk na ramieniu. Skrzywiłem się nieco czując jak palce mężczyzny naciskają na ranę ukrytą pod obszerną bluzą. - Masz to naprawić. - Powiedział już nieco spokojniej, nawet z nutką troski i szczerej nadziei w głosie. - I przestań puszczać się na prawo i lewo. - Dodał nieco ciszej doskonale będąc świadom powodu mojej zbolałej miny.
- Sam też ze mną sypiasz. -Przypomniałem mu.
-Ale ja mam do tego prawo. Nie jestem pierwszym- lepszym napotkanym facetem, a twoim przyjacielem. Zobaczysz, któryś z twoich jedno nocnych kochanków zrobi ci krzywdę, a ty wtedy wspomnisz moje słowa i to jaki jestem dla ciebie delikatny. - Wyjaśnił w ostatniej części nie próbując nawet ukryć uśmiechu.
*    *    *

-Nałóż więcej błękitu. - Poradziła moja siostra wychylając się zza swojej palety, na której ( w kontraście z moją) królowały jasne, letnie odcienie.
- Nie lepiej fiołkowego? - Zapytałem odsuwając się nieco od płótna by móc podziwiać niemal skończony obraz z dalszej odległości.
-Masz racje Picasso. - Wyznała kobieta klepiąc mnie po ramieniu, abym ponownie podszedł do pracy.
Nie pamiętam już dnia, kiedy Yui pierwszy raz wyciągnęła mnie na swoje ukochane zajęcia.
Byłem wtedy w lekkiej depresji po pierwszej stracie Doi'ego i chciałem odnaleźć coś, co choć nieco uspokoi moje serce.
I pomyśleć, że wtedy tak bardzo nie chciałem, by odszedł, a teraz sam to na nim wymusiłem.
Po raz kolejny przeciągnąłem pędzlem po materiale, w tym samym czasie słysząc typowy dla mojego telefonu dzwonek. Westchnąłem cicho karcąc siebie w myślach, za to, że nie pomyślałem o wyłączeniu go.
Wysunąłem telefon z kieszeni mocno przylegających do nóg spodni i zerknąłem na ekran, od razu przesądzajac o tym, że najprawdopodobniej dzwoni Kobo. Tak jednak nie było,  co dziwne połączenie pochodziło z urządzenia, którego numer nie został przeze mnie zapisany.
- Słucham? - Mruknąłem razu po odebraniu. Odłożyłem pędzlem do kubka z wodą wyczekujac pierwszych słów rozmówcy.
Witaj, piękny. - Usłyszałem po chwili, od razu próbując przypasowoć głos do twarzy, co było dość trudne. Wiedziałem, że już kiedyś go usłyszałem, ale nie byłem pewny kiedy i w jakiej sytuacji. Po chwili jednak postanowiłem zaryzykować, wymawiając imię jedynej osoby, która mogłaby w tej chwili zadzwonić.
-Hideki?
__________________________________________

Awenir: Hoshi! Wreszcie odzyskałaś laptopa?
Hoshi:Nie...
Awenir :Jak to? To dlaczego piszesz?
Hoshi: Postawilam przy nim czerwony krzyżyk kupiłam klawiaturę do tableta... ( która nie ma polskich znaków!!! :( )
Mam nadzieje, ze ten mini dialog wyjaśni moje położenie ^^
muszę wam powiedzieć, że okropnie pisze mi się bez laptopa... Każde słowo musze poprawiać po trzy razy, przez co przestaje widzieć sens w zdaniu...
no nie ważne..
 Kocham was i czekam na komentarze :*

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń