sobota, 27 kwietnia 2013

Arive or Dead- Część 14/15



Od nieszczęsnego dnia minął prawie tydzień. Odnosiłem wrażenie, że Tsuki całkowicie się odemnie odizolował. Niby wszystko było jak dawniej, jednak teraz w końcu widziałem wszystkie kłamstwa, którymi się otaczał. Sztuczna radość i wiara we wszystkie błahe rzeczy. Ludzie mu wierzyli i chyba tylko ja zdawałem sobie sprawę, że Tsuki umiera. Że Tsukiego wkrótce zabraknie. Nawet on nie wierzył ,że wyzdrowieje. Skoro on nie wierzy, to jak ja miałbym uwierzyć?
Nie chce nawet zagłębiać się w ten temat, nie chce słyszeć o tym czegokolwiek. 
-Co taki zamyślony? - Usłyszałem za sobą spokojny, kojący głos. Stałem właśnie na dworze, przed szkołą, skończyłem już lekcje. Poczułem jak czyjeś ramiona ściśle mnie obejmują, nie pozwalając zbytnio zmienić pozycji.
-Niedługo koniec roku, zostały zaledwie dwa tygodnie. - Uśmiechnąłem się do kilku opuszczonych przez ludzi samochodów, stojących na parkingu, na przeciw mnie. - W końcu stąd odejdziemy, Tsu. - Starałem się pokazać radość, choć tak naprawdę czułem jak z każdą, szczęśliwie wypowiedzianą  slabom, jakieś rdzawe igiełki przebijają mi serce. Tak nie mogło być dalej.
-Racja.. mało czasu już zostało . - Jego dłoń, objęła mój nadgarstek ,delikatnie przekazując mi bym się obrócił ,co też zrobiłem. Wyglądał jak zawsze, uśmiech gościł na jego ustach, ciemny odcień czerwieni, malował jego włosami śmieszne pazurki na policzkach, lekko opalona skóra, ciemne ubrania, krótki rękawek bluzki odsłaniał jego ramiona, a torba z książkami zdawała się nie nadążać za często gwałtownymi ruchami nastolatka. To wciąż był Mój Tsuki.  - Nie zostajesz na zajęciach?* -  Zapytał zdziwiony, zapewne oceniając plany mojego dalszego kierunku, ponieważ swoje oczka wbił w brązową bramę odsyłającą nas poza te więzienie.
-Um, ta.. zostaje.. - Westchnąłem , spowrotem kierując się do szkoły. Było w niej pełno ludzi, trwała przerwa, oczywiście jej pięć minut właśnie bezpowrotnie minęło. - Ale mam teraz godzinę wolnego i nie wiem co zrobić.. - Mruknąłem bez entuzjazmu, a po chwili zostałem lekko popchnięty w stronę biblioteki, co dziwniejsze Czerwono włosy wszedł tam zaraz za mną. Przywitaliśmy się ze starszą kobietą, siedzącą przy masywnym, drewnianym biurku i ruszyliśmy między różne historie, zawarte w małych, papierowych kartonikach. Zapuściliśmy się na sam koniec dość sporej biblioteki. Gdy inni uczniowie znikli z zasięgu mojego wzroku, chwyciłem w dłonie jakąś opowieść, oprawioną w zieloną okładkę. Nigdy nie lubiłem książek..
*     *     *
-Kiedyś nie lubiłeś książek, a teraz sam je piszesz.. czemu tak się stało? - Ayako podpiera dłonią głowę, nagle zaprzestając pisania. Podnoszę na nią wzrok, wcześniej skierowany na jaskrawą, różową karteczkę samoprzylepną.
-Wiesz.. sam nie wiem... polubiłem je po śmierci siostry. Gdy umiera bliska osoba, ludzie zaczynają się nią interesować. Saeko uwielbiała czytać, pamiętam że robiła to zawsze wieczorami. W lato często przesiadywała w parku pod drzewem i zgłębiała się w swój świat. Na początku nie rozumiałem tej miłości, ale po śmierci przekazała ją Mi. - Tłumaczę powoli. Słyszę jakieś krzyki na Dworze. Siedzimy przy oknie, a dzieci sąsiadów grasują po podwórku.
-A co masz po Tsukim? - Pyta tak swobodnie, że aż przerażająco.
-Powiedziałem kiedyś, że Tsuki nie żyje?  - Teraz słyszę swój głos - Cichy, niepewny, zagubiony.
-Ale przecież..
-Pozory mogą mylić.. - Nienawidzę, gdy ludzie sami dopowiadają sobie zakończenia moich książek. Póki ja czegoś nie odznaczę, nie powinni być przekonani co do ostatnich stron..
*      *     *
-Powiedziałeś komuś? - Zadał nagłe pytanie, przerywając ciesze, która zapanowała pośród książek. Poczułem jak dotyka mojego policzka, przez co wzrok samoistnie spoczął na jego błyszczących oczach.
-Może powinienem? - Odpowiedziałem ,tak jak on manewrowałem szeptem, który potrafił wywoływać więcej uczuć, niż najgłośniejszy krzyk. Moja dłoń, trzymająca brzeg nieznanej mi książki puściła ją, przez co ta nie została nawet wysunięta ze sterty sióstr.
-Hoshi, wiesz że nie chcę by ktokolwiek wiedział..
-Ta.. nawet twój chłopak. - Nie odrywałem od niego wzroku. Pierwszy raz tak się nazwałem. Nie mogłem przez chwile uwierzyć, powiedziałem to głośno.  Uśmiechnął się czuło, jednocześnie przepraszająco. Pierwszy raz od tygodnia poczułem jego usta na swoich.  Ciepło, którego mi brakowało. Nie mogłem na to pozwolić, nie chciałem cierpieć, gdy znów mnie zostawi. Chciałem się wyrwać, odepchnąć go. Książki, znajdujące się na wyższych pułkach , rozsypały się w okół nas z chwilą, gdy zostałem przyciśnięty do półek. Ale my nie zwracaliśmy na to uwagi. Pozwalałem by tworzyło się między nami coś co...
 *    *     *
-"Coś co.." co dalej? - Wdycha widocznie zniecierpliwiona.
-Coś co pozostanie już na zawsze. - Dopowiadam opuszczając głowę. Ciemne kosmyki włosów otuliły moją twarz, jak zasłona. Czuję jak stół drży.
-Wciąż.. wciąż go kochasz? -  Jej zszokowany głos odbija się echem w mojej głowie. Tak, wciąż go kocham. Podobno miłość to najpiękniejsze uczucie, jednocześnie także najboleśniejsze. Słysze jej słowa nawet po 15 minutach ,w chwili gdy opuszcza pokój, żegna także moje mieszkanie, pewna że nie wyciągnie dziś nic więcej odemnie. Laptop wciąż jest włączony, ekran intensywnie odznacza się na ścianie przy której stoi.
*    *     *
(..) coś co pozostanie już na zawsze. 
-Nie ważne co by się działo, zawsze będę cię pamiętał i myślał o tobie. - Powiedział jakiś czas później, gdy siedziałem na czerwonym dywanie, patrząc jak tsuki odkłada nieszczęsne książki, na miejsce do którego ja nie dosięgałem. Siedziałem po turecki co jakiś czas podając mu książki z ziemi. Znalezienie miejsca choćby jednej z nich zajmowało strasznie dużo czasu, albo to on to przedłużał. Podniosłem głowę do góry, patrzą jak przesuwa spojrzenie po tytułach książek, by znaleźć miejsce "Tenshi no Eiji-San". Westchnąłem, opierając czoło o jego nogę.
-Brzmisz jak w jakiejś tandetnej dramie.. - Zawsze mu to przypominałem.. Objąłem jego  łydkę rękami. Zaśmiał się cicho. 
-Co wy dzieciaki tak hałasujecie? - głos bibliotekarki usłyszałem zanim ta pojawiła się na horyzoncie, jednak i to po chwili się stało. Zmierzyła wzrokiem tsukiego, potem mnie, doczepionego do jego ciała, robiącego niezadowolony dziobek z ust. Strat nie było, książki były całe, więc nie mogła nic zrobić.
-Przepraszam, Haga-San. Będziemy ciszej. - Obiecał mój towarzysz, potrząsają nogą, bym ją puścił, jednak nie zrobiłem tego.
-Mam nadzieje, bo przeszkadzacie innym uczniom. - Wyraziła swoje zdanie, odchodząc.
-No, co robisz.. stój spokojnie. - Rozkazałem, gdy tarmoszenie nie ustało. O dziwo posłuchał mnie. Ostatnie sześć książek wepchnął w wybrane na oślep miejsca i usiadł koło mnie. Oparłem głowę na jego ramieniu, patrząc się w jakiś martwy punkt naprzeciw nas. 
-Nie chce żebyś mnie zapomniał, więc mam nadzieje że to co powiedziałeś to prawda.. - Odezwałem się po jakimś czasie wracając do wcześniejszego tematu. Objął mnie ramieniem, sprawiając że byłem jeszcze bliżej niego. Przymknąłem oczy rozkoszując się chwilą.
Chciałem by tak było zawsze..
*     *     *
Następne dwa tygodnie później nadszedł upragniony dzień rozdania świadectw. W szkole było tłoczno, uczniowie mieli na sobie najlepsze, najczęściej nowe ubrania. Nauczyciele zdawali się nudzić, ale przecież przeżywają to kilka razy w roku. 
Wreszcie, po latach nauki ja i moi przyjaciele mieliśmy opuścić mury tej szkoły. 
Od rana słońce świeciło, jednak o dziwo było dość zimno. Grupki trzecioklasistów stały przed szkołą, jednak nigdzie nie widziałem Tsukiego. Trzymałem się raczej Sui'ego i Yumi , którzy plątali się między nogami wszystkich absolwentów. "Przedstawienie" zaraz miało się zacząć, więc fala ludzi zaczęła się przetransportowywać do budynku. Sala gimnastyczna pierwszy raz wyglądała tak czysto, zawsze walało się tu pełno gratów..
-Sui, widziałeś Tsukiego? - Zapytałem w pewnej chwili przyjaciela, on zdawał się być zaskoczony tym pytaniem. Chwile rozglądał się po pomieszczeniu, spytał kilku chłopaków z którymi właśnie rozmawiał i odpowiedział mi przecząco. Westchnąłem patrząc jak dyrektorka wchodzi na sale, rozmowy ucichły, a wielki dzień rozpoczął się.
Wytrzymałem połowę nadto długiego przemówienia. Powiadomiłem Yumi o mojej małej ucieczce i przemykając przy ścianach jak ninja  wyszedłem z dusznej szkoły. Miałem nadzieje że nikt mnie nie widział. Kilka razy dzwoniłem do Tsukiego. W chwili, gdy zacząłem myśleć, że może chłopak jest na sali telefon został odebrany.
-Słucham? - Pojawił się zmodyfikowany przez telefon, wyczuwalnie zmęczony głos.
-Dzień dobry, Arai-san czy.. - Zacząłem, jednak kobieta przerwała mi.
-Nie jesteś w szkole, Hoshi? 
-Tak, ale.. Czy Tsuki też tu jest? - Zapytałem, przegryzając wargę. Zapanowała cisza. Cisza, która nieziemsko mnie przerażała. Cisza, która miała nigdy się nie pojawić..
________________________________________________________________________
*- W japońskich szkołach uczniowie gimnazjum codziennie mają lekcje od 8 do 15 (przerwy trwają 5 minut, a przerwa obiadowa godzinę) jednak, po lekcjach każdy ma obowiązek uczęszczać do różnych klubów szkolnych, więc opuszczają szkołę dopiero około godziny 19 :)

Jeszcze coś.. zrobiłam wieeelką gapę.. Na początku zamierzałam wyjawić znaczenie imion, ale kompletnie zapomniałam x3

Hoshi- Gwiazda ( z jap.)
Tsuki- Księżyc (z jap.)

Rozdział w końcu skończony..
Witam nowych obserwatorów :*, bo od ostatniej notki kilku ich przybyło :)
Teraz..
UWAGA!
Ogłaszam strajk, zainspirowany moją przyjaciółką... 
Póki nie pojawi się sześć komentarzy, nie zabiorę się za ostatni rozdział :< (zostanie nam jeszcze epilog i koniec, ale co z blogiem dopiero po dodaniu epilogu ogłoszę)
Gomene!:< 
Pozdrawiam wszystkich :***

niedziela, 7 kwietnia 2013

Arive or Dead- Część 13/15




                                           ~kilka godzin później~


-chodźmy się położyć.- Oznajmił uśmiechając się. Uwielbiałem jego uśmiech.. ale.. chyba już o tym wspomniałem.. - Idź się przebierz. - Rozkazał, gdyż on sam już dawno był przebrany ,wymyty i wgl. 
-Tak jest! - Zakrzyknąłem, leniwie salutując.
-Tylko uważaj. - Poprosił widząc jak lekko się staczam. Nic nie powiedziałem. Szybko wziąłem prysznic, przebrałem się, przeczesałem włosy, jak to robię co wieczór i umyłem zęby z nadzieją na pozbycie się alkoholowego oddechu. Tsukiego nie było już w salonie, który został oczyszczony z puszek, papierków, paczek i tego typu śmieciach. Westchnąłem idąc do jego pokoju, za sobą słyszałem szelest drewnianych paneli.
-No, w końcu.. - Przywitał mnie na swój sposób. Odłożył telefon, który wcześniej znajdował się w objęciach jego dłoni i podniósł się do siadu, robiąc mi miejsce od strony ściany, wiedział że nienawidzę spać z brzegu. Okropne! Zawsze mam wrażenie że zaraz spadnę.. 
-Włączymy TV? - Usiadłem na zwolnionym miejscu, obracając się w jego stronę, by mieć dobry kontakt wzrokowy. Nasz spojrzenia były teraz na tym samym poziomie.
-Pilot leży na biurku, możesz włączyć. - Oznajmił wspaniałomyślnie. Warknąłem cicho,ponieważ doskonale wiedział że nie wstanę z prostych przyczyn. Było mi cieplutko, wygodnie, no i Mój Tsuki siedział przy mnie co skutecznie zniechęcało.
-Tsu..
-Hm?
-Włącz.. 
-Nie. -Powiedział, jednak po chwili posłusznie sięgnął po pilota, robiąc to co kazałem. Zerknąłem w ekran, jednak nie mogłem się zbytnio skupić na przeskakujących obrazach..
-Tsuki..
-hm.. - Wymruczał zirytowany, marszcząc brwi. Uśmiechnąłem się delikatnie, bawiąc się kosmykiem jego czerwonej czupryny.
-..Kocham Cie.. - Wyszeptałem, jakby z nadzieją że tego nie usłyszy. Czy to nie za wcześnie na takie wyznania? Czy to zaakceptuje? Czy nie będzie się źle z tym czuł? 
Jego usta wygięły się w uśmiechu, po chwili nakrywając moje. Uchyliłem je w zapraszającym geście z czego skorzystał. Całował mnie powoli, delikatnie, ale i stanowczo. Badał policzki, trącał język, na te zaczepki starałem się odpowiadać. Jęknąłem cicho, zdziwiony czując jak jego zimne dłonie wślizgują się pod koszulkę, w prawdzie nie miałem nic przeciwko temu. Przecież byłem jego chłopakiem, tak czy nie? A może on wcale nie myślał o mnie jak o swoim partnerze? Przecież to też była możliwość.. 
Nie chciałem w tej chwili o tym myśleć..
wczepiłem dłonie w jego włosy, gdy przekręcił się tak że zaczął wisieć nade mną. Jego pocałunki wciąż były czułe ,jednocześnie stawały się bardziej dzikie. Przydługie włosy nastolatka łaskotały mnie po policzkach, za każdym razem, gdy ruszył się choćby milimetr. Kciukiem głaskał moje żebra, potem  na niższe partie pleców. Wygiąłem się trochę do przodu, jednak jedynie biodra, ponieważ tył głowy był przyciśnięty do białej poduszki. Białe tło i Czarne włosy, rozrzucone na poduszce jak aureola, tworzyły ładny kontrast.
Gdy bardziej orientowałem się w sytuacji, moje ręce zjechały na jego szyje i odsłonięty  tors. Tsuki zazwyczaj spał bez koszulki, co było dość uciążliwe i często, w rozmowach z nim rozpraszało, nie tylko mnie. 
Chłopak oderwał się od moich ust, by ściągnąć ze mnie rozciągniętą, błękitną koszulkę. Swoją drogą była jego.. Z tęsknotą patrzyłem jak upada na ziemie, blisko jakiś książek. Nie miałem na to wiele czasu. Chłopak złożył następny, szybki pocałunek na moich zaczerwienionych wargach. Następnie na linii szczęki, by zejść na szyje. Zaplotłem ręce za jego plecami, przez co zmuszony był jeszcze trochę się pochylić, za to moje ciało było coraz bardziej wciskane w miękki materac. Wzdychałem co jakiś czas cicho, czując jak schodzi coraz niżej. Po chwili poczułem coś dziwnego.. Znaczył mnie? -zaśmiałem się w myślach. Nagle 16-latek odsunął się nieco ode mnie patrząc mi w oczy. 
-Daje ci ostatnią szanse - Zaczął swoją jakże krótką i urokliwą przemowę. - możesz się jeszcze wycofać.- Dodał. Patrzył na mnie wzrokiem mówiącym wszystko, był pewny że się wycofam, zwieję. Uśmiechnąłem się do niego , kręcąc przecząco głową. Pozwoliłem mu na następne ruchy. Byłem pewien że mnie nie skrzywdzi. Jego usta zamknęły się na jednym z moich sutków, zaś dłoń wsunęła się pod gumkę bokserek. Po chwili ja, jak i on byliśmy całkowicie nadzy. Leżąc w rozkopanej pościeli, przy asyście ciszy, przerywanej westchnieniami i cichymi jękami- głównie moimi. Niemal odruchowo zakryłem oczy dłonią, Hoshi , nie patrz na niego, to źle się skończy. Takie właśnie prowadziłem wewnętrzne monologi, gdy brązowooki ponownie się schylał, pieszcząc moje ciało dłońmi. W pewnej chwili zjechały one na moje pośladki i .. zamarły.
-Hoshi.. spójrz na mnie.. - Poprosił, może bardziej rozkazał. Boże, czemu mi to robisz? Nie sądziłem że czerwień na moich policzkach może się bardziej pogłębić, jednak jak widać, w tych czasach wszystko jest możliwe. Opornie wykonałem polecenie, najpierw patrząc w jego błyszczące oczęta , a następnie na rozgrzane, podniecone ciało. Skwitował to uśmiechem. Jedna z dłoni znalazła się na moim udzie, wspinając się wyżej. Przyciągnąłem go do pocałunku, który chętnie oddał. Jęknąłem prosto w jego usta, w chwili , gdy długie palce objęły mojego członka. Przesuwał nimi w Górę i w dół, a ja w zamian , jęczałem bądź wzdychałem w jego usta. W pewnej chwili zaprzestał swoich działań i sięgnął po coś ,pod łóżko, nie chciałem nawet wiedzieć co to jest. Pierwszy z śliskich palców znalazł się we mnie, na co zareagowałem zaskoczeniem. Po małej edukacji seksualnej, którą odprawiłem   już dość dawno z pewnym gejem, ze szkoły, wiedziałem co się stanie. Gdy dołączył drugi palec czółem coś w rodzaju dyskomfortu, przez który przedzielał się lekki ból.
-Rozluźnij się.. - Mruknął, tak blisko mnie ,że czułem jak nasze usta ocierają się o siebie. Postarałem się zrobić to co mi doradził, jednak to wcale nie było tak łatwe jak mogłoby się wydawać! Zacisnąłem palce na kołdrze, zamykając oczy. Czułem na sobie jego wzrok, gdy dodawał kolejne palce, starając się mnie przygotować, na to co nieuniknione. Tak skupiłem się na tym by się rozluźnić że nawet nie zdałem sobie sprawy ,gdy zaczął we mnie powoli wchodzić. Krzyknąłem cicho, całkowicie zdezoriętowany. Nie umiem opisać uczucia, towarzyszącemu temu, gdy nieśpiesznie wszedł we mnie cały, a on oparł czoło o moje ramie. Było dziwne. Krzyknąłem , nie mogąc tego powstrzymać. Dobrze że jesteśmy sami.. Zacisnąłem dłonie na jego włosach tak gwałtownie, że nie był w stanie ukryć zdziwienia. Wysunął się lekko, najwyraźniej czekając aż przyzwyczaję się do bólu.
Powinienem być wdzięczny? Czy raczej klnąć na niego? 
-Mogę..? - Usłyszałem nad uchem, czując jak dłoń, z delikatnością odrzuca kosmyki włosów z mojego czoła.
-Tak. - Odpowiedziałem krótko, między dwiema wypowiedziami zachowując nieodpowiednią przerwę. Chłopak ponownie wsunął się, jednak.. teraz było nieco inaczej. Sapnąłem odchylając głowę do tyłu. To wciąż pozostawiało nieprzyjemne uczucie. Uchylając oczy widziałem na jego twarzy zwątpienie, niepewność. - No dalej. - Zachęcałem go, jeszcze mocniej zaciskając palce, które smętnie opuściłem na jego ramiona.
Kolejne ruch. Kolejne zawstydzające odgłosy. Ból zaczął mieszać się z przyjemnością, następnie ustępując jej triumfalnego miejsca. Objąłem nogami jego biodra, kierując zamglone spojrzenie na jego twarz, która utwierdziła mnie w jednym. Naprawdę TO robiliśmy..  Jęczałem dość głośno, gdy chłopak przyśpieszał. Miałem nadzieje że mi tego nie wypomni. Musiałem brzmieć jak najzwyklejsza w świecie.. dziwka.. Wbijałem paznokcie w jego ramiona, zostawiając po sobie czerwone ślady. Skupiłem się tylko na tym co teraz się działo... Nie obchodziło mnie co będzie jutro. Podczas, gdy jutro... Miało zacząć następny rozdział mojego życia, najchętniej usunął bym go.
 W końcu nasza bajka.. dobiegała końca...
*        *        *
Przeciągnąłem się na łóżku, ocierając o kogoś. Nie musiałem otwierać oczu by wiedzieć kogo mam się spodziewać. Tsuki wciąż spał na brzuchu wtulając twarz w poduszkę. Uśmiechnąłem się. Sam leżałem na plecach i teraz już, wpatrywałem się w sufit. Po jakiś 10 minutach, gdy w pełni odpędziłem od siebie sen, wstałem. Wyszedłem do toalety, umyłem się, przebrałem w ciuchy wcześniej skradzione Tsukiemu i już chciałem wyjść kiedy coś przykuło moją uwagę. Niewinna szafeczka, do której coś mnie przyciągało. Jakby niewidzialna siła. Była szczelnie zamknięta. Stało na niej kilka rzeczy, a w niej? 
Byłem pewien, że zginę kiedyś przez swoją ciekawość. Siłując się z drzwiczkami uchyliłem ją z towarzyszącym remu ruchowi skowytem. Pierwszą moją myślą było pytanie. Czy to apteczka? Ilość schudnie ułożonych leków przerażała mnie. Ich nazwy jeszcze bardziej.
-Hoshi! - Usłyszałem krzyk od strony drzwi, następnie szafeczka została gwałtownie zamknięta, a ja usłyszałem jak kilka paczuszek w środku, przewraca się. 
-Tsu, co to jest? - Przeniosłem na niego zszokowane oczęta. Teraz wszystko było jasne, dziwne telefony, brak czasu, zmiana zachowania..  -Jesteś chory? - Zapytałem, wyraz jego twarzy był rozczarowany, niepewny, smutny. Chyba nie spodziewał się, że tak szybko odkryje jego sekret.
-Przepraszam , Hoshi.. Nie gniewaj się.. - Nie zaprzeczył..
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?! - Wydarłem się, byłem pewien że ten krzyk obudził resztę domowników, którzy od dziś będą mnie za to nienawidzić. Odwróciłem się w jego stronę, moja dłoń została pochwycona w uścisku innej.
-Niby jak?! Myślisz że ukrywanie tego było łatwe?! - Odpowiedział mi tym samym. Pojawiła się zgubna złość, nie tylko u niego. - Nie, Hoshi! Nie chciałem żebyś się dowiedział w taki sposób, nie chciałem byś w ogóle wiedział że ja.. 
- Umierasz? Tak? - Wszedłem mu w słowo. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy, których wcześniej zabrakło. Oparłem czoło o jego tors, patrząc jak delikatne krople powoli po nim spływają. - Chciałeś mnie tak po prostu zostawić. - Oskarżyłem go. Objął moje drżące ramiona z czułością, przyciskając mniejsze ciało do swojego.
- Nie chciałem żebyś wiedział. Nie chciałem żebyś się tego bał. - Jego głos załamał się, Tsuki płakał? To tak do niego nie pasowało. Nie chciałem w to wierzyć.
-Leczysz się?
-Zacznę.. chyba.. to bez sensu Hoshi.. - Zawyrokował, powodując u mnie zrozpaczony szloch. -Przepraszam..
*        *        *
Po powrocie do domu mój smutny wzrok poruszył nawet rodziców. Nie mogłem powiedzieć co się stało. Bezzwłocznie otworzyłem laptopa, siadając po turecku na łóżku. Wciąż czułem ramiona Tsukiego, słyszałem mój płacz. To nie może się tak skończyć..
Wyszukałem jedną stronę, z odpowiedzią na moje pytania. 
" Leczenie białaczki szpikowej może przedłużyć życie osoby chorej, zdarza się też całkowite wyleczenie, jest ono możliwe tylko w przypadku przeszczepu szpiku kostnego. Zdarza się to jedynie w około 20-30% pacjentów. Przeszczep daje 80% szans ,na całkowite zdrowie. (można je stwierdzić po 5 latach bez objawów białaczki). U pozostałych osób stosuje się terapię przedłużającą życie (...)" 
Naprawdę nie ma sensu? Może Tsuki znalazł by się w tych 20-30% procentach? Może przeżyje... Ale.. kogo ja oszukuje?
To już Koniec.


Oto i zagadka choć w połowie rozwiązała się! 
Wszyscy od początku pytaliście, co stało się że Hoshi i Tsuki nie są razem, pojawiały się różne sugestie.. Zostały dwa rozdziały i coś w rodzaju bonusu. Co potem? 
Liczę że zostaniecie z Hoshim i Tsukim do końca, mimo iż zagadka rozwiązała się.
Pytam z ciekawości, czy pojawiają wam się następne pytania dotyczące tej Historii? 
Pozdrawiam , czekam na komentarze! :*

Arive or Dead- Część 12/15


            Przepraszam, że tak długo nie było notatki. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu został :)
Witam nowych czytelników :*
Gomene, że wczoraj nie dodałam notatki. Jak wspomniałam miałam urodziny, wyszłam ze znajomymi , a jak wróciłam (specjalnie około 21) to matka oznajmiła mi, że już dziś nie wejdę..
Podzieliłam ten rozdział na dwa. Następny dodam jeszcze dziś ;3
Dziękuje ze odpowiedzi w ostatniej ankiecie.. Większość osób oceniła że mam pisać dalej, będzie czytać. Nikt nie napisał że powinnam sobie odpuścić :)
Dziękuje za pytania na asku, gadu, e meilu.. na blogu.. serio dziękuje. 
Nie jestem pewna czy dawałam tu moje gadu, więc w razie pytań możecie pisać na nr: 40665105
Proszę o komentarze! :3 jak do wieczora nie będzie chociaż dwóch to nie dam notki T3T 


 Przyłożyłem lewy policzek do zimnych drewnianych paneli w salonie. Wyjątkowo tym razem byliśmy u mnie. Rodzice wyjechali na kilka dni do ciotki. Ja ze względu na szkołę musiałem zostać, co całkiem mi pasowało. Znudzony wpatrywałem się w telewizor, który stojąc na półce cieszył się dobrym widokiem na większość punktów w pokoju. Zerknąłem na balkon, na którym kilka minut temu zniknął Tsu by odebrać telefon.
Coś ukrywał, czułem to.
Z dialogu prowadzonego z rozmówcą wyłapałem wcześniej jedynie słowa 'wyniki', 'zawsze'  i wielokrotnie powtarzane imię jego matki. Przez szklane, uchylone drzwi wpływało dość zimne, wieczorne powietrze. Widziałem jak chłopak opiera się o ścianę, pomalowana na biało, w następnym momencie wrócił do mnie, a urządzenie komunikacyjne znikło z mojego pola widzenia. Usiadł blisko z codziennym, nieodłącznym uśmiechem na twarzy. Z delikatnością przeczesał moje włosy, zastanawiając się nad czymś. 
-Będę się już zbierał. -Ogłosił w pewnej chwili, wyczuwalnie niezadowolony z tego faktu. 
-Stało się coś? - Zapytałem od razu, podnosząc się do siadu. 
-Jasne że nie. Po prostu późno już, rodzice będą się martwić . - Przypomniał, to co oczywiste jednak zerkając na ścienny zegar ustaliłem że jet dopiero niewiele po 19:00
-Przecież nie jet późno...
-Ale zaraz będzie ciemno. - Wplątał się pomagając mi podnieć się z podłogi.
-Ale jakby co się działo.. to by mi powiedział,prawdaa? - Chciałem się upewnić, spojrzałem na niego uśmiechając się w możliwie najsłodszy sposób.
-Jasne Trzymaj się... i nie siedź za długo przed telewizorem.. -dodał jak odpowiedzialna matka. Prychnąłem tylko, w myślach oceniając zaczynający się film.. Chłopak pocałował mnie krótko i wyszedł z mieszkania. Zakluczyłem za nim drzwi i wróciłem na poprzednie miejsce.
Powiedziałby mi. -pocieszałem się w myślach, chyba nic się nie stało..Wiedziałbym o tym, jak nie ja to Myu lub Sachiko.. 
Wszystko byłoby inaczej, gdybym już wtedy wiedział że jego zapewnienia, to tylko puste, niewierne słowa..
*    *     *
-Co się wtedy stało?
-Dowiesz się w swoim czasie.- Mamroczę pod nosem , wyjmując z szuflady nałóg w paczce. Wychodzę na balkon. Stoję w tym samym miejscu co Tsuki kilka lat temu. Wyciągam jedną z prostych pałeczek, podobno pomagają rozluźnić się, zapomnieć.. gówno prawda..
Zerkam na ośnieżone alejki i wysokie górki, po których wspinały się dzieci z większymi od siebie sankami tworzącymi pręgi na białym śniegu, cieszącym się popularnością od kilku dni. -Chodźmy się przejść. - Rzucam nagle propozycje, której sam nie zdążyłem przemyśleć. Wracam do niewielkiego mieszkania, wcześniej upewniając się czy balkon został odpowiednio zamknięty.  Ubieram płaszcz, patrząc jak Ayako niepewnie robi to samo. Chwile szukam kluczy, które znajduję na szafce. Patrzę jeszcze krytycznie na wysokie obcasy kobiety, jednak nie komentuje tego głównie dla własnego dobra.
Wędrujemy alejką parku, posypaną jakimś brązowym piaskiem. Dłonie wciśnięte mam w kieszenie.
-Patrz ,jakaś awantura.. - Mruczy blondynka szturchają lekko moje ramię. Posłusznie podążam wzrokiem w wskazanym kierunku. Kilkanaście metrów przed nami kłóci się dwójka ludzi po trzydziestce, chyba małżeństwo .. ciekawe miejsce na sprzeczki rodzinne.
-To głupie.. - Mruczę pod nosem. - Ludzie niszczą to co sami stworzyli, często to czemu poświęcili wiele lat życia..
-Racja.. Podjęli po prostu nie przemyślane decyzje, lub nagle oczekują czegoś więcej, niż na początku. - Podsumowuje blondynka widząc jak wcześniej kłócąca się kobieta bierze za rękę ,góra 6-letnią córkę ,szybkim krokiem odchodzi w przeciwną stronę.  - Nie przejmuj się tym , nic w tej kwestii nie zmienimy. - Między nami pojawia się krótka chwila dla ciszy, jednak taka naturalna.. - Opowiadaj dalej, Hoshi. - Prosi niszcząc błogie zjawisko.
-Przecież nie masz na czym notować.. - Przypominam jej, czując jak na moim ,zaróżowionym od zimna policzku topi się maleńka, biała gwiazdka.
-Zapamiętam..
*    *    *
Powrót ze szkoły. Czwartek. Tsukiego nie było. Nie wiedziałem czemu, ale wiedziałem że z jakiegoś powodu jest coraz gorzej, coraz dziwniej. 
Mój chłopak miał przede mną jakieś tajemnice, Z Myu nie rozmawiałem odkąd wyszło na jaw że to ona rozsyła plotki, a rodzice nagle ucichli. "Cisza przed burzą". Chyba zachciało im się grać idealną rodzinkę, do której nam daleko. 
Już na klatce schodowej słychać było głośną awanturę, oczywiście dobiegającą z naszego domu. Skąd by inaczej? Tym razem nie obeszło się bez potajemnych rozmów sąsiadów.  Wejście do mieszkania, sam z siebie opóźniałem jak tylko mogłem. Jednak w końcu znalazłem się w środku. Rodziców znalazłem w salonie, kłótnia między nimi urwała się, jakby główni jej bohaterowie byli autentycznie zdziwieni moim wtargnięciem. Stojąc w progu, zmierzyłem wzrokiem rozbity wazon, którego i tak nie lubiłem, małą lampkę i rozlane coś na jasnym dywanie, jednak nie umiałem określić co to takiego. Chyba dopiero zaczęli.. Niemal jak z marnego serialu z sypialni rodziców wybiegła wysoka, w każdym razie wyższa ode mnie  rudowłosa kobieta. Z opuszczoną głową, jakby przed kamerami, odepchnęła mnie z przejścia i uciekła od nas. Ojciec miał kochankę? Mało mnie to obchodziło, był mi obojętny, właściwie.. nic o nim nie wiedziałem...
-Nie przeszkadzajcie sobie. - Słowa zostały całkowicie wyprute z emocji. Wszedłem do swojego pokoju, tylko po to by odłożyć torbę szkolną i wziąć bluzę, ponieważ na dworze zapowiadała się ulewa. Schowałem kluczę do kieszeni spodni i wyszedłem z mieszkania nawet nie żegnając się z zmieszanymi rodzicami. Na chodniku zaczęły pojawiać się małe, ciemne plamki, mieszające się z sobą. Deszcz z chwili na chwile wzmagał się, wiatr pchał kosmyki włosów, tak by jak najbardziej zasłaniały mi widok. Nawet nie fatygowałem się by je odgarnąć. Zastanawiałem się gdzie mogę iść, przecież życie pozbawiało mnie możliwości.. Rodzeństwo wciąż było w szkole, do domu nie chciałem iść , póki rodzice się nie uspokoją, z Myu zakończyłem naszą przyjaźń, Tsuki.. nawet nie wiem co z nim.. Pozostało mi iść prosto przed siebie, ignorując warunki pogodowe.. Widziałem jak ludzie zaczynają biegnąć do domu lub chowali się pod dachami sklepów, tylko ja wyróżniałem. Zapiąłem bluzę i zasłoniłem i tak zmokłe włosy kapturem. W pewnej chwili, przez deszcz przebił się odgłos uderzenia o chodnik. Zdziwiony spojrzałem na Mp3 , która chwilę temu wypadła z mojej kieszeni po czym uśmiechnąłem się podnosząc nieco mokry sprzęt, z nadzieją że upadek mu nie zaszkodził. Tym razem moja nadzieja ziściła się. 
Szedłem dość wolno, stawiając niewielkie, mało przemyślane kroki. Nie przeszkadzało mi to że moknę coraz bardziej, ani że nie wiem gdzie zmierzam. Tryb moich myśli przełączył się na " mam wszystko gdzieś".  Jakaś kobieta trąciła moje ramie ,śpiesząc się, nawet nie zwróciła na to uwagi, własne w tej chwili przyszła mi do głowy pewna myśl- że właśnie tak powinno być. Że powinienem dla innych nie istnieć. Pozwolić im żyć bezemnie. Miasto w krótkim czasie wypustoszało, tylko ja jak ten idiota wytrwale podążałem nie wypowiedzianą ścieszką. Wszystkie budynki w okół wydawały się takie same- szare i opuszczone,a jednak mieszkalne. Spojrzałem za siebie , widząc że codzienna nudna panorama miasta wciąż się toczy, jednak jakby z boku. 
Po kilkunastu minutach, gdy w oddali usłyszałem potężny grzmot, a srebrzysta pręga przecięła niebo , postanowiłem nieco się rozejrzeć. Zaśmiałem się gorzko,widząc że nogi samowolnie przy prowadziły mnie na osiedle Tsukiego. Świetnie, ale... Nie widziałem szans by tam wejść.  Jednak nie przewidziałem jednego. Gdy  obróciłem się by dać przysłowiową "nogę". Na moim ramieniu spoczęła jasna, kobieca dłoń..
-A co ty tu robisz, Hoshi? - Zapytała dość głośno Arai-San. Matka Tsukiego, mimo iż często się z nią widywałem nie znałem nawet jej imienia. ( Arai -San czyli - nazwisko + Pani ;]dop.aut) Obróciłem twarz, nieco w jej stronę, jednak zanim zdążyłem coś powiedzieć ,zostałem stanowczo popchnięty w stronę bloku w którym pomieszkiwała rodzinka. 
-Jakoś tak przechodziłem.. - Odpowiedziałem, gdy znaleźliśmy się w środku, 40-latka uśmiechnęła się lekko i odłożyła siatki, wcześniej trzymane w dłoni.
-Tsukiego nie ma, ale zaraz powinien wrócić. Znajdź sobie coś u niego do przebrania. -Rozkazała. Kiwnąłem potakująco łepkiem i szybko wbiegłem na piętro do pokoju chłopaka. Bez problemu znalazłem szafkę, po brzegi zapełnioną różno kolorową odzieżą. 
*     *    *
-Więc.. Co tam u ciebie ? Jak w szkole i domu? - Zaczęła kobieta, gdy zszedłem do salonu.
-Ogólnie nie najgorzej. W szkole i domu nic się nie zmieniło. - Odpowiedziałem siadając na kanapie, na przeciw brunetki. Nie rozumiałem czemu wszyscy w tym domu farbują włosy.. To jakaś tradycja? W dłonie wziąłem nagrzany kubek, zapełniony malinową herbatą. 
-A masz dziewczynę? - Wpatrywała się we mnie bez skrępowania, zadając pytania. Zacząłem szybko kręcić głową,przecząco.
Rozmawiałem z kobietą jakiś czas, nie długo. Ponieważ w połowie wypowiedzi Arai-San, Drzwi wejściowe wpuściły do mieszkania Tsukiego. Chłopak dość szybkim tępem ruszył przez korytarz. Kiedy przechodził koło kuchni rzucił w jej stronę znudzone spojrzenie, które  szybko zmieniło się w zdziwionę, po tym jak zarejestrował moją obecność.
-O... Nie wiedziałem że przyjdziesz.. - Uśmiechnął się szeroko, wyglądało na to że wcale nie przeszkadzała mu moja obecność.
-Chcesz herbaty ,skarbie? - Zapytała odrazu brunetka. Nastolatek pokręcił przecząco głową.
-Chodź na górę, Hoshi. - Poprosił mnie, odkładając żółtą parasolkę na półkę, przy drzwiach wejściowych. Kiwnąłem mojej wcześniejszej towarzyszce . Wstając poprawiłem jeszcze,za dużą na mnie, zresztą na tsukiego pewnie też, zieloną koszulkę. Brązowooki, najwyraźniej zniecierpliwiony, pociągnął mnie za dłoń do swojego pokoju. 
-Czemu cię dziś nie było? - Zacząłem swój jakże złożony wywiad. Usiadłem na jego łóżku, uważnie wpatrując się w niego. Zaś chłopak usiadł za biurkiem, na granatowym krześle, po czym podjechał na nim w moją stronę.
-Wagary.- Zaznaczył krótko, z podłym uśmieszkiem zdobiącym twarz.
-Bezemnie?
-A, bez ciebie. -Potwierdził, na co drgnąłem. - Tęskniłeś co? - Zaśmiał się, patrząc na mnie trochę dziwnym wzrokiem. Kiwnąłem krótko, dość niepewnie, za co zostałem nagrodzony uśmiechem, którego po prostu nie dało się podrobić. Był tylko Tsukiego i przeznaczony tylko dla mnie. Następnie wstał , usiadł blisko mnie dzięki czemu mógł sięgnąć moich ust. Od razu odepchnąłem go, ponieważ chwilę wcześniej na korytarzu odbił się dźwięk czyiś kroków. 
-Chłopcy, ja idę do pracy. Trzymajcie się. - Oznajmiła kobieta, wściubiając głowę do środka, w chwili gdy- Dzięki mnie- siedzieliśmy w większej odległości niż chwile wcześniej. Następnie po prostu znikła, jakby przeczuwając że jej obecność nam w tej chwili do szczęści nie jest potrzebna. 
-Hooshii..- Usłyszałem jak chłopak, przeciąga moje imię, odwróciłem się by wstać jednak spowrotem zostałem pociągnięty na łóżko.
-Dasz mi wstać? - Zapytałem ,czując jak składa pocałunek na mojej szyji, po chwili wtulając twarz w tamto miejsce. Na czułości go wzięło? -Pomyślałem ,gdy jego ręce objęły mnie w pasie.
-Nie. - Powiedział z wyczuwalną, dziecięcą stanowczością w głosie. Uśmiechnąłem się sam do siebie, patrząc w martwy punkt na ścianie.
-A teraz? - Ponowiłem pytanie , gdy cisza zaczęła mnie nudzić.
-Nie. - W jego wypowiedzi i tym razem nic się nie zmieniło. Zaśmiałem się cicho, nie mogąc powstrzymać tej reakcji, po czym wyplątałem się z jego uścisku, odchodząc znaczną odległość od łóżka. - Chodź ,pooglądamy coś w telewizji. - Zadecydowałem , biorąc na siebie zirytowany wzrok chłopaka, wysłałem mu całusa w powietrzu będąc już w drzwiach. wyszedłem do kuchni, by wziąć dostępny alkohol czyli.. piwo,w tym domu nigdy nie znajdziesz niczego innego, chyba że w nowy rok. wmaszerowałem do salonu, gdzie czekał na mnie Tsuki.

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń