czwartek, 17 kwietnia 2014

Dreamer - Rozdział 21

Jadąc do miasta dziadków nie stresowałem się za bardzo. Droga mijała spokojnie i bez problemowo. Raz po raz spoglądałem za okno, gdzie panowało wiosenne słońce. Podświadomie przekonywałem się, że zwiastuje ono dobre powodzenie naszej misji. Doi siedzący przy mnie już po piętnastu minutach drogi przyłączył się do wokalisty, którego piosenka płynęła z radia.
Odwróciłem się bardziej do towarzysza wsłuchując się w jego głos. Zdawał mi się znacznie przyjemniejszy od drugiego. Na twarzy blondyna jawił się delikatny, spokojny uśmiech. Wiedziałem, że kocha śpiewać.
-Denerwujesz się? - Zapytał przerywając czynność w połowie zwrotki.
- Jakoś dziwnie nie. - Odpowiedziałem sięgając po kruche ciastko do siatki.
Uświadomiłem sobie, że zostało nam jedynie pół godziny drogi.
Zacząłem bawić się końcówkami włosów. Przekładałem je palcami, jednocześnie drugą dłonią wystukując rytm kolejnej piosenki o kolano.

Zabierz mnie daleko,tak, nawet kiedy walczę
zawsze będę w stanie iść ta drogą
To nie była szansa i
to nie było również codziennie marzenie
Masz rację, wszystko w porządku.
Cierpienie zawsze jest tak proste,
chcę znać sens życia 
masz rację, wszystko w porządku
przestraszony mały chłopcze. *

- Za bardzo się wczuwasz. - Zaśmiałem się, widząc jeden z profilów twarzy mojego chłopaka. Jego przesadzona mimika na swój sposób była nawet... Urocza.
- Ty za to w ogóle. - Prychnął, najwyraźniej urażony moją uwagą. Mimo to uśmiechnął się szerzej, schylając  do mnie kiedy samochód stał, czekając na odpowiednią barwę światła. Mężczyzna od razu rozwiał moje włosy i wrócił do kierowania samochodem. Uśmiechnąłem się lekko mechanicznie gładząc kosmyki ręką.
*     *    *
-Jednak się boję. - Mruknąłem do Doi'ego, kiedy wychodziliśmy z pojazdu. Wraz z radami sąsiadów udało nam się dostać na podjazd przy domu dziadków. Jako, że stałem plecami do blondyna usłyszałem tylko jego cichy śmiech.
W tej samej chwili usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i charakterystyczny dźwięk truchtu.
- Chłopcy! Jak się cieszę, że już jesteście! - Usłyszałem krzyk, a po chwili na moim polu widzenia pojawiła się nienaturalnie młoda kobieta. Jakoś niespecjalnie mnie to zdziwiło, ponieważ wcześniej obliczyłem, że najprawdopodobniej nie skończyła jeszcze sześćdziesięciu lat. Wyglądała na jakieś pięćdziesiąt pięć lat. Miała krótko ścięte, ciemno brązowe włosy i podobnego koloru, duże oczy.
-Dzień dobry. -Przywitałem się dość formalnie, nawet chciałem się ukłonić, jednak zostałem przyciągnięty do mocnego uścisku.
- Haruhiko, cieszę się, że mogę cię poznać. - Oznajmiła, trzymając mnie w swoim uścisku. Spojrzałem kontem oka na Doi'ego, zastanawiając się, w jaki sposób poznała, że ja, to ja. Nie było to trudne. Blondyn wyglądał bardziej jak jakiś Amerykanin niż Azjata.
Po chwili kobieta odsunęła się i w równie przyjazny sposób przytuliła Imade. Dla niego było to całkowicie normalne, Ja zaś byłem nieco skrępowany.
- Jak minęła wam droga? Dobrze, że dziś jest ładna pogoda, bo martwiłam się, że będziecie jechali w deszczu. - Zagadywała nas w drodze do domu. Uśmiechnąłem się lekko, wsłuchując w spokojny głos odpowiadającego Doi'ego. Zauważyłem, że to kolejna rzecz, którą w nim lubię.
*    *    *
Po wejściu do sporego domu przywitały nas: Judy, Jennifer i Jessica czyli trzy miniaturowe psiaki rasy york. Zaraz po nich z pomieszczenia obok wyszły dwie kobiety i dwaj mężczyźni. Jak się szybko dowiedzieliśmy jeden z mężczyzn był moim dziadkiem, drugi wujkiem, który mieszkał tu wraz z żoną. Ostatnią osobą była moja kuzynka wiekiem dorównująca Doi'emu. Nie skłamię, mówiąc, że jej zafascynowany nim wzrok nieco mnie przeraził. Wcześniej ustaliliśmy, że nie powiemy nikomu o naszym związku. Jeśli nie wiedzą tego z poszczególnych gazet, to będzie dobrze.
Nie chciałem, by od razu stawiali nade mną tabliczkę z napisem ' Pedał'.
W jakiś sposób winiłem ich córkę za to kim jestem. Można powiedzieć, że była to moja zła strona. Uważałem, że skoro matka nie była do końca normalną osobą to i ja nie mogłem się nią stać. Taki defekt przechodzący z pokolenia na pokolenie.

Z nowo poznaną rodziną dogadywałem się nadzwyczaj dobrze. Rozmawialiśmy na bezpieczne, neutralne tematy, ale mimo to czułem się dobrze.
Babcia była bardzo wygadaną osobą. Miała swoje zdanie na każdy temat, które nie raz pokrywało się z moim.
Póki co nikt nie pytał o to w jaki sposób poznałem matkę, ani co działo się ze mną przez lata nieobecności. Mimo to byłem pewny, że te pytania również się pojawią.
Czas mijał.
Siedzieliśmy razem w salonie i poruszaliśmy wiele tematów. Babcia zadbała o to, byśmy czuli się jak najbardziej naturalnie. Udawało się jej.
W tle słyszałem mechaniczne tykanie zegara i bawiące się ze sobą psy, jednak odnosiłem wrażenie , że dzieje się to o wiele dalej.
Wieczorem wszyscy wyszliśmy na spacer. Dziadek pokazał nam swoją dumę, jaką jest jego warsztat.
Myślę, że te krótkie spędzone wspólnie chwile dały mi ochłonąć od przykrych sytuacji. Choć na chwile wdałem się w prawdziwe życie i zapomniałem o problemach, które zdawały się nieustannie mnożyć.
*    *    *
- Fajnie, prawda?  - Zapytał Doi, gdy w końcu znaleźliśmy się w przydzielonym nam pokoju. Był równie duży co reszta domu, zaś zza okien mieliśmy przyjemny widok na panoramę całego miasta.
- Prawda. Strasznie szybko poszło. Myślałem, że nie będziemy mieli o czym rozmawiać. - Oznajmiłem omijając futon i kładąc się koło mojego chłopaka. Był przyjemnie ciepły, zaś jego subtelny zapach mnie odurzał.
- Też się tego bałem, ale jakbym ci powiedział wcześniej to pewnie zacząłbyś panikować. - Stwierdził śmiele. Miał racje. Czułem, że mam w nim oparcie i wiedziałem, że nie chce mnie zawieść.
Już chciałem mu odpowiedzieć, ale w tej samej chwili zadzwonił telefon. Sięgnąłem do kieszonki spodni wyjmując nieco poobijane urządzenie.
Na ekranie widniało imię mojej siostry.
Od razy podniosłem się do siadu, biorąc rękę wciąż leżącego mężczyzny na swoje kolano.
- Halo? - Zacząłem delikatnie głaskać dłoń blondyna, wpatrując się w jego przymknięte powieki. Dobrze, że dziś nie wracamy, ponieważ już teraz wydawał się zmęczony.
- Cześć, Haru. Dawno nie rozmawialiśmy. - Powiedziała od razu, a ja wyczułem w jej głosie wyrzut. - Moje życie staje się coraz nudniejsze. - Prychnęła, na co pomyślałem, że moje wręcz przeciwnie. Jest coraz bardziej pokręcone i tym samym ciekawsze.
-Przepraszam, ostatnio sporo się dzieje. - Mruknąłem i już chwile potem zacząłem opowiadać.
Mówiłem szybko i dużo, jakbym nagle został przez coś opętany. W moim życiu teraz tak dużo się działo.
Mówiłem o Doi'm, o Masae, o Kochiko i dziadkach. O wścibskich dziennikarzach, pokazujących mnie w złym świetle i o natrętnych sąsiadach.
Miałem ochotę po prostu się wygadać, wiedziałem, że to odwiedziny rodziny pchnęły mnie w dobry nastrój.
Chciałem w końcu powiedzieć wszystko o czym myślę.
Otworzyć się.
Co chwilę widziałem zdziwione spojrzenie blondyna, który nagle otworzył oczy. Rzadko kiedy mówiłem tyle przy nim. Nie byłem cichy, ale moje wypowiedzi były dość ograniczone.
-Haru?
- Hm ? - Zapytałem zdziwiony nagłym przerwaniem mojego monologu.
-Dlaczego tak się od siebie oddaliliśmy? - Zapytała cicho. - Przecież kiedyś byliśmy nierozłączni. - Dodała, a ja usłyszałem jakiś szmer.
Uśmiechnąłem się smutno, faktycznie odnajdując sens w jej wypowiedzi.
- Dorośliśmy? - Odpowiedziałem puszczając dłoń niebieskookiego.
- Nie chcę być dorosłą. Chcę znów być dzieckiem. Mieć przy sobie ciebie i rodziców. - Zapłakała. Wziąłem głębszy oddech zdziwiony jej słowami. Nigdy nie rozmawialiśmy o tęsknocie do rodziców i czasach, gdy byliśmy wszyscy razem.
To był nasz zakazany temat.
Omijaliśmy go szerokim łukiem. Skakaliśmy po wszystkich innych, tylko nie po tym.
- Wiesz, Yui... Nie można zatrzymać czasu, każdy kiedyś dorasta. Nie ważne jak bardzo chcielibyśmy zostać dziećmi. Rodzimy się, dojrzewamy i umieramy. To naturalna kolej rzeczy, siostrzyczko. - Wytłumaczyłem jej wstając z posłania. Uśmiechnąłem się lekko do pytającego wzroku Doi'ego i zniknąłem za drzwiami łazienki.
- Oni odeszli za szybko. Chciałabym ich przy sobie. - Oznajmiła uparcie.
- Coś się stało, Yui? Dlaczego tak nagle o tym mówisz? - Zapytałem zdezorientowany, ale również zmartwiony.
- Zawsze uciekasz przed tym tematem, tak jakby oni nigdy nie istnieli! Udajesz, że ich wcale nie było.
-Po prostu nie myślę o tym cały czas. Też za nimi tęsknię i oddałbym wszystko, by ponownie żyli, ale to nie jest jakaś gra. To życie, tu nie ma drugiej szansy. - Wyjaśniłem.

Nic więcej nie usłyszałem. Yui po prostu się rozłączyła.
_______________________
* Kawałek piosenki Yui Yoshioki - Feel My soul :3
Właśnie zauważyłam, że siostra Haru i dana piosenkarka mają podobne imiona @_@
W pierwszej chwili chciałam wstawić tekst nieprzetłumaczony, ale tak jest chyba łatwiej czytać, prawda? :3

Pamiętacie ją? W Arive Or Dead również pojawiło się jej nazwisko, momentalnie, ale jednak :3
Uwielbiam tą Panią X3
Dobra, Koniec o Yui.

Rozdział jest :3
Krótki bo nie mam czasu, Przepraszam. Obiecuję, że następny będzie dłuższy i ciekawszy :3
Stresuję się tym, że za kilka dni mam testy gimnazjalistów.
Oto i jak zniszczyć sobie trzy lata nauki ><

Rozdział następny ukarze się po testach, powiedzmy... W poniedziałek. Czyli 28 kwietnia :3

Witam nowych obserwatorów, bo kilku ich przybyło <3
Dziękuję, kwiatuszki :D
Pozdrawiam i kocham!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Dreamer - Rozdział 20

Środa przywitała mnie kolejną burzą. Nie tylko tą przysłowiową, dotyczącą zjawisk pogodowych, ale również burzą w moim umyśle.
Nie dość, że najprawdopodobniej zakochałem się w Doi'm to dodatkowo podejrzewałem, że ten mnie w jakiś sposób wykorzystuje.
Nie wiedziałem w jaki. Przecież nie jestem majętny ani sławny. Nie mam nadzwyczajnego wykształcenia ani bogato zdobionego zamku.
Ja jestem nikim, a on jest moim całkowitym przeciwieństwem.
Więc w czym jestem mu potrzebny?
Nie dawało mi to spokoju.

Przekręciłem się na drugi bok i mocniej opatuliłem się kołdrą. Od dwóch godzin leżałem na kanapie i "skakałem" po kanałach telewizyjnych.
Zatrzymałem się na jednym z tych muzycznych, ponieważ tylko jego nie zagłuszało dudnienie ciężkich kropel deszczu o szybę.
Młoda, czarnowłosa dziewczyna wyjawiała wszystkie najnowsze plotki.  Mówiła o różnych znanych lub mniej znanych ludziach. Jej zdziecinniały głos strasznie mnie denerwował, a jednocześnie dodawał jakiejś dziwnej, wewnętrznej pewności. Pewności, że wciąż łączę się z tym światem.
Wciąż do niego należę i  póki żyję to się nie zmieni.

Wędrujący po pokoju wzrok zatrzymałem na nieco zabrudzonym oknie. Za nią było dość ciemno i ponuro. Szare chmury zasłoniły niemal całe niebo, które o tej godzinie powinno cieszyć wzrok swoim cudnym odcieniem błękitu.
Westchnąłem nieco smutno i zjechałem oczyma niżej. Na parapecie leżał telefon, zaś na jego pamięci został zapisany numer z kawiarni. Wolałem póki co nie dzwonić, zostawiłem to na czas dostępny po powrocie od dziadków.

W tej chwili niewinny uśmiech zagościł na mojej twarzy. Świadomie, jednak nie specjalnie.
Cieszyłem się, że będzie mi dane poznać dziadków.
*   *  *
Czwartek również był deszczowy, jednak postanowiłem, że nie będę marnował kolejnego dnia na siedzenie w mieszkaniu. Blisko godziny czwartej po południu wziąłem składany parasol i wyszedłem na zewnątrz. Zwinnie omijałem wszystkie kałuże, od których aż się roiło. Po jakimś czasie wciąż dość suchy dotarłem pod dom Doi'ego.

Zapukałem kilka razy drewniane drzwi, po których spływały niewielkie krople deszczu. Blondyn otworzył mi niemal od razu i przywitał swoim szerokim uśmiechem.
-Wchodź, Wchodź. - Rozkazał łapiąc mnie za wolną rękę. Szybko ucałował mój policzek i zabrał odemnie mokrą parasolkę.
-A gdzie Toi? - Zapytałem po wejściu do środka. W domu było dziwnie cicho i spokojnie, co przy obecności pieska było niemożliwe.
-Mama wzięła ją na wystawę psów, ale nie wiem czy odbędzie się przy takim deszczu . - Wyjaśnił. Spojrzałem na niego z zaciekawieniem, jednocześnie nie przerywając zdejmowania butów.
- Toi jest psią modelką?  - Uśmiechnąłem się lekko. Blondyn zaśmiał się cicho, czochrając przy okazji moje włosy.
- To złota medalistka! - Wychwalał swoją pupilkę. Kiwnąłem głową, udając, że całkowicie w to wierzę. Mężczyzna zdawał się jednak przejrzeć moje prawdziwe zdanie, ponieważ gdy tylko pozbyłem się obuwia zostałem zaprowadzony do Jego pokoju.
Doi otworzył jedną z sporych szuflad biurka i wyjął stamtąd jakieś przedmioty.
- Jest jeszcze kilka starszych na strychu . - Zapewnił podając mi jeden z pucharów. Był złoty, z czerwonymi ozdobnikami. U jego podstawy widniała kwadratowa tabliczka z nazwą właściciela i psa.
- Przecież twoja mama nie lubi Toi.
-Nienawidzi jej! Cały czas mówi, żebym się jej pozbył. - Prychnął niezadowolony. - Ale skoro już jest to czerpie z niej jakieś zyski, nie? - Dodał odkładając nagrody na swoje miejsce.
-Rozumiem.- Mruknąłem odgarniając grzywkę na bok. Zdążyła już nieco odrosnąć przez co bywały chwilę kiedy mi przeszkadzała. To dziwne, że przed przycieńciem tego odczuwałem.
Po chwili wraz z Doi'm zszedłem na parter do kuchni gdzie zrobiliśmy sobie herbaty. Deszczowa pogoda i ten ciepły napój wydawały mi się idealnym wręcz połączeniem. W momencie, gdy przyłożyłem fragment kubka do ust usłyszałem głośny trzask drzwiami. Przez moje plecy przeszedł gwałtowny dreszcz, który spowodował, że napar w naczyniu zafalował niebezpiecznie. Przyuważyłem, że niebieskooki także się spiął. Dopiero wtedy skierowałem wzrok za futrynę. Przebiegała przy niej młodsza siostra Doi'ego. Na szczęście nie spojrzała na mnie , a od razu zaczęła wspinać się po schodach.
Zerknąłem spłoszony na blondyna, który przegryzał dolną wargę. Widząc to uśmiechnąłem się, udając, że wcale nie przejąłem się powrotem jego siostry.
- Wiesz, że Kochiko rano dzwoniła ? Masao się o nas dopytuje. - Wyjawiłem, to co usłyszałem przez telefon.
- O, naprawdę? - Na twarz Doi'ego od razu powrócił uśmiech. - Wszystko u nich w porządku?
*    *    *
Następne dwie godziny minęły spokojnie. Siedzieliśmy w salonie, a na naszym horyzoncie ani razu nie pojawiła się siostra Doi'ego.  Gdy na dworze było już dość ciemno nasz mały świat nieco zawirował. Niestety nie w pozytywnym sensie.
- Jak to nie wiesz? Musi gdzieś być! - Od ponad trzech minut blondyn krzyczał na swojego rozmówce. Mocno zaciskał palce na obudowie telefonu i posyłał mi zdenerwowane spojrzenia. Z ciekawością wsłuchiwałem się w ułamki zdań, które do mnie dolatywały. - Ile?! I dopiero teraz dzwonisz?! - Zmrużyłem oczy ze strachem patrząc jak mężczyzna popada w coraz większą histerie. - Zostań tam. - Warknął. - Zaraz przyjadę. -Dodał i nie czekając na odpowiedź drugiej osoby rozłączył się. Telefon z trzaskiem wylądował na fotelu.
-Co się stało? - Spytałem podnosząc się z kanapy.
- Toi się zgubiła. To inne miasto, więc sama nie trafi. Muszę pojechać jej poszukać. - Mruknął wychodząc z pomieszczenia. Nie myśląc ani chwili pobiegłem za nim i szybko założyłem buty.
- Pojadę z tobą. - Oznajmiłem spowrotem udając się do salonu. Wziąłem stamtąd nasze telefony i wróciłem. Doi właśnie próbował uporać się z zamkiem kurtki. Przyuważyłem, że jego dłonie nieco się trzęsą.
Wiedziałem, że jest bardzo związany ze swoją pupilką.
- Nie martw się.. - Poprosiłem cicho podając mu klucze od mieszkania. Starszy kiwnął lekko głową wychodząc z domu.
- Poczekaj, podjadę samochodem. - Szybko odbiegł za dom. Z niepokojem patrzyłem jak krople deszczu bezlitośnie moczą jego postać. Po chwili przyuwarzyłem sporą sylwetkę przystającą dość blisko.
Prędko wsiadłem do samochodu, od razu patrząc po sobie. Byłem o wiele mniej mokry niż blondyn.
*    *    *
Na miejsce dojechaliśmy po pół godzinie. Miasto było pełne ludzi, którzy z kolorowymi parasolkami wędrowali po jego uliczkach. Dość szybko udało nam się znaleźć matkę Doi'ego, która jak się okazało przycupnęła przy niewielkiej kawiarni.
- Ja pójdę prosto, Ty w lewo , Mama w prawo . - Zadecydował niebieskooki, gdy tylko skończył krzyczeć na matkę.
Uśmiechnąłem się do niego, starając się przekazać nieco wiary w odnalezienie Toi, po czym bez słów ruszyłem w swoim kierunku. Trafiła mi się dość długa ulica, która prowadziła do różnych niezbyt ciekawych alejek.
Niestety byłem tu po raz pierwszy, tak samo jak Doi.
Cały stan w jakim się znaleźliśmy pogarszał fakt, że było już całkowicie ciemno. Widziałem dobrze sylwetki ludzi, którzy mnie mijali jednak dalsze odległości pozostawały w ciemnym cieniu.
Wędrowałem tak dobre dwadzieścia pięć minut, kiedy nagle mój wzrok spoczął na trzech cieniach barczystych postaci. Stali oni w półkole. Z każdym postawionym w ich stronę krokiem coraz bardziej widziałem niewielkie stworzonko blisko nich.
Toi.
Nie będę zgrywał bohatera. Tak właśnie brzmiały moje pierwsze myśli. Wyciągnąłem telefon chcąc zadzwonić do blondyna, jednak w tej samej chwili jeden z mężczyzn zamachnął się nogą i gdyby nie alkohol, z którym miał dziś styczność pies dobrze by nie skończył.
- Toi! - Zawołałem, mając nadzieję, że psiak usłyszy mój głos. Miałem racje, mimo dzielącej nas odległości mój przestraszony krzyk dotarł do psa. Ta natychmiast wyprostowała się i zaczęła wypatrywać osoby, która ją nawoływała. Odsunęła się od mężczyzny, którego chwilę wcześniej obwąchiwała i prędko ruszyła w moją stronę.
Nie przewidziałem jednego.
Pijani osobnicy, najpewniej nawet nie myśląc o tym co robią ruszyli za zwierzakiem.
Zaklnąłem pod nosem widząc jak biegną  kilka kroków za Toi. Jej małe, chude łapki były niewiarogodnie szybkie. Gdy tylko znalazła się przy mnie pogłaskałem ją po głowie i wyciągnąłem telefon z kieszeni, by nie wypadł w planowanym przeze mnie biegu.
Wraz z Toi sprintem ruszyliśmy z miejsca. Pies- pędzący przede mną, Ja - Nieudolnie starający się wybrać odpowiedni numer i Oni- Szybko podążający za mną.
*     *    *
-Biegłeś ? - Zapytał Doi, gdy tylko pojawiliśmy się przy nim. Od razu wziął na ręce zmęczonego psiaka.
- Nie, skąd. - Wysapałem opierając dłonie o kolana. - Może trochę, dla zdrowia. - Dodałem widząc jego nie dowierzającą minę.
Nie skłamałem, mówiąc, że dla zdrowia. Gdybyśmy dziesięć minut temu nie zgubili tych szajbusów to najpewniej byśmy ucierpieli.
- Chodźcie do samochodu, deszcz ma padać całą noc. - Wyjawił. Najpewniej dana informacja zaczerpnięta była z prognozy pogody. Byłem tylko niezmiernie zdziwiony, że faktycznie się sprawdziła.
Świadczyły o tym nasze przemoczone ubrania i wymarznięte ciała.
*    *     *
- Proszę, przebierz się w nie. - Poprosił Doi podając mi ładnie złożony komplet ubrań. Kiwnąłem głową ruszając w stronę łazienki. - I weź ciepły prysznic, bo się przeziębisz. - Dodał, uśmiechając się do mnie w swój pogodny sposób. Przyuważyłem jak wraca do wycierania sierści Toi. Po chwili zniknąłem za drzwiami kolejnego pomieszczenia.
Łazienka była dość duża. Z sporych rozmiarów wanną i stojącą w koncie kabiną prysznicową. Mimo ogromnych chęci skorzystałem z drugiego przedmiotu, wchodząc do tego pierwszego najpewniej bym zasnął.
Szybko się rozebrałem i wszedłem do środka. Idąc za radą mężczyzny odkręciłem ciepłą, ale nie gorącą wodę i zacząłem polewać nią swoje ciało. Ta przyjemnie je ogrzewała.

Gdy skończyłem się ubierać usłyszałem pukanie do drzwi i niepewne pytanie.
-Mogę wejść?
- No, chodź. - Burknąłem stając przed sporym lustrem, zacząłem energicznie pocierać ręcznikiem o mokre włosy. Gdy blondyn znalazł się w środku ruszył do półek. Ja w tym czasie zdążyłem rozczesać pasma.

Poczułem jak starszy staje za mną i przytula się do moich pleców.
- Prawda, że ładnie razem wyglądamy? - Zapytał. Dłonie zaplótł na moim brzuchu. W jednej z nich przyuważyłem niewielką szczotkę dla psa. Pewnie właśnie po to przyszedł.
- Racja. - Uśmiechnąłem się spowrotem kierując wzrok na lustro. Moim skromnym zdaniem... Faktycznie wyglądaliśmy ładnie. O ile parę gejowską można nazwać ładną. Wydawać by się mogło, że nasze charaktery są całkowicie różne, a my nigdy się nie dogadamy, ale tak nie było.

Naprawdę byliśmy swoimi przeciwieństwami.
Ja miałem ciemne włosy, Doi jasne.
Ja ubierałem się na czarno, Doi emanował kolorami.
Moja skóra była nienaturalnie blada, Doi'ego miała ładny, nieco ciemniejszy odcień.
Moje włosy się falowały, Doi'ego były prościutkie.
Moje oczy były ciemno brązowe, Doi'ego jasno niebieskie.
I tak nasze przeciwności można by wymieniać i wymieniać. Ale to wszystko komponowało się razem przyjemnie.
Moje przemyślenia przerwał stukot odkładanej szczotki i delikatnie składany pocałunek na mojej szyi. Poczułem jak jedna z dłoni wślizguję się pod moją koszulkę i powoli wędruje po skórze zostawiając za sobą przyjemne uczucie.
-Hm? Co robisz? - Zapytałem, chociaż całkowicie zdawałem sobie sprawę z tego, do czego prowadzą jego śmiałe działania. O dziwo nie miałem nic przeciwko nim i  Sam siebie tym dziwiłem.
- Nic takiego. - Burknął odsuwając się lekko. Szybko się obróciłem i zaplotłem dłonie za jego szyją zmuszając go tym samym by nieco się zgarbił. Wykorzystałem to składając czuły pocałunek na jego ustach. Mężczyzna oddał go mimo początkowego zdezorientowania.
Poczułem, że nagle tracę grunt pod nogami, zaś w następnej chwili moje pośladki spotkały się z zimnym blatem przy zlewie. Otarliśmy się przy tym nieco mocniej o siebie, jednak nie oderwaliśmy złączonych ust.
Gdy w końcu to zrobiliśmy głośne cmoknięcie odbiło się od ścian łazienki. Gwałtownie złapałem za rogi koszulki i dość agresywnie ściągnąłem ją z Doi'ego. Usłyszałem ciche stęknięcie po czym odrzuciłem koszulę w róg pomieszczenia. Ta znajdująca się na mnie szybko udała się w ślad poprzedniczki.
Blondyn znowu przyssał się do mojej szyi, na co przez mój umysł przeszło stwierdzenie o tym ,że jest jak wampir. Blondwłosy wampirek.
-Łóżko. - Doi oderwał się odemnie gwałtownie, jakby nagle przypomniał sobie o istnieniu wspomnianego wynalazku. Chciałem mu coś odpowiedzieć, jednak ponownie poczułem jak unoszę się nad ziemią. Mocno objąłem blondyna przy okazji zaciskając uda.
Trochę bałem się, że spadnę, ale pozostawiłem te rozmyślenia na rzecz ust, które znajdywały się kilka centymetrów dalej. Zlikwidowałem tą odległość i szczelnie przylgnąłem do niebieskookiego, którego kroki stały się niepokojąco chwiejne, a ciało zadrżało.
Stęknąłem kiedy klamka drzwi wbiła się w moje plecy, jednak nie przejmując się tym otarłem się ciałem o drugą postać. Po chwili wylądowałem na pedantycznie pościelonym łóżeczku. Na moment skupiłem wzrok na idealnie poukładanych, według wielkości poduszkach jednak szybko wróciłem na Doi'ego, który siłował się z paskiem moich spodni.Westchnąłem cicho kiedy sztywniejąca męskość została uwolniona z uścisku wąskich spodni.
-Szybcieeej.. - Zażądałem od razu. Blondyn zaśmiał się cicho jednak szybko spoważniał. Podniosłem się do siadu i nie przejmując się niemal całkowitą nagością także pozbyłem się ubrań towarzysza.
Ten schylił się do szuflady przy łóżku i wyjął stamtąd buteleczkę słodko pachnącego specyfiku.
Zostałem popchnięty spowrotem na łóżko, po czym rozebrany z ostatniej części garderoby. Zimne powietrze niezbyt przyjemnie drażniło moją odkrytą skórę. Usłyszałem dziwne pstryknięcie po czym niebieskooki schylił się nade mną.
- Wiesz, jeśli to twój pier..- Zaczął ostrzegać, jednak nie miałem ochoty tego słuchać.
- Po prostu postaraj się, żeby nie bolało za bardzo. - Mruknąłem czując na policzkach zdradzieckie rumieńce. To dziwne, że w takim momencie poczułem skrępowanie.
-Oczywiście. - Uśmiechnął się lekko. Jego dłoń pogłaskała wewnętrzną stronę mojego uda i odchyliła je bardziej na bok. Jego wargi ponownie wylądowały na moich, zaś jeden ze śliskich palców wsunął się do mojego wnętrza.
Pierwsze pojawiło się uczucie dyskomfortu, jednak... Nie bólu. Zacząłem żywiej oddawać pocałunki mężczyzny.
Po chwili dołączył drugi palec, który wraz z poprzednim zaczął niezbyt przyjemnie rozpychać ścianki.  Jęknąłem cicho prosto w usta Doi'ego, który odsunął się nieco i zaczął składać pocałunki na lini mojej szczęki.
- W porządku? - Zapytał między kolejnymi całusami.
 - T-Tak. - Potwierdziłem wędrując dłońmi po plecach partnera. Moje oczy co chwilę zerkały na jego klatkę piersiową i brzuchu, gdzie odbijały się mięśnie. Nie przesadnie mocno, tak w sam raz.
Zacisnąłem zęby kiedy trzeci palec zaczął się wsuwać. Skupiłem wzrok na suficie i wygiąłem plecy w łuk. Zaraz potem palce zaczęły się powoli poruszać. Niebieskie oczy skupiły się na mojej twarzy, ale ignorowałem to.  Po chwili mężczyzna zjechał niżej, a ja poczułem jego ciepłe usta na lewym sutku. Jęknąłem głośniej, zapominając o obecności jego rodziny w domu.
Krzyknąłem nagle, czując dawkę wyczekiwanej przyjemności. Blondyn mocniej nacisnął palcami na tajemnicze miejsce powodując u mnie kolejną falę dreszczy.
- Mogę ? - Zapytał, chcąc się upewnić. Kiwnąłem energicznie głową, wyginając się mocniej. Po chwili palce opuściły swoje miejsce. Kiedy się nade mną schylał miałem wrażenie, że słyszę szybkie bicie własnego serca.
W następnym momencie poczułem gwałtowne pchnięcie i usłyszałem krótkie westchnienie tuż przy uchu. Zarzuciłem ręce na ramiona Doi'ego i skrzyżowałem ze sobą dłonie.
-No dalej. - Pośpieszyłem go widząc jak czeka na moją reakcje. Poruszył się lekko, wbijając uważny, choć nieco zamglony wzrok w moją twarz. Nie widząc na niej bólu, a raczej błogi wyraz zaczął poruszać się mocniej i z każdą chwilą szybciej.

Resztę wieczoru pamiętam jak przez mgłę.
Wiem, że po wszystkim zasnąłem wyczerpany, czując delikatne głaskanie moich włosów i twarzy.

*     *    *
Następnego ranka obudziłem się dość późno ponieważ przed dwunastą. Doi właśnie krzątał się po pokoju i pakował rzeczy, których będzie potrzebował na noc spędzoną w domu moich dziadków.
Byłem szczelnie okryty kołdrą, co musiało być jego zasługą. Byłem mu jak najbardziej wdzięczny, ponieważ uchylone w pokoju okno pozwalało by zimne powietrze dostawało się do środka. O dziwo dziś nie padało.
Wbiłem zamglone od snu spojrzenie w idącego w stronę łóżka blondyna. Mój nieaktywny umysł nie potrafił zrozumieć jego zamiarów.
Starszy schylił się nade mną i najzwyczajniej w świecie ucałował w czoło.
-Wstałeś? - Zapytał uśmiechając się szeroko. Kiwnąłem lekko głową, widząc jak odstępuje od łóżka i ściąga z niego Toi. - Idź się ubrać. Zjemy śniadanie i podjedziemy do ciebie po rzeczy. Co ty na to?
- Okej.- Burknąłem czując na ciele nieprzyjemne skutki wieczornego... Khem.. Sportu.
*     *    *
Już godzinę później wychodziłem z mojego domu. Doi'emu kazałem iść do sklepu po coś do picia na drogę.
Wciąż nie chciałem by wiedział gdzie mieszkam.
Po przejściu uliczki zauważyłem samochód blondyna, który na kolanach trzymał sporych rozmiarów siarkę. Na pewno nie znajdywała się w niej jedynie woda.

Uśmiechnąłem się lekko w jego stronę, mimo, że wiedziałem iż tego nie zobaczy.

Właśnie ruszałem na spotkanie z nieznaną mi przeszłością.

____________________________________________
I jak podoba się?
Przepraszam, że tak długo.
Nie miałam ładowarki, a tym samym laptopa. Dopiero w piątek pod wieczór dostałam.
To co...
Jeśli do czwartku pojawi się 12 komentarzy to w ten sam dzień ukarze się rozdział :3
LICZĘ NA WAS <3
Kocham!
Hoshi.

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń