piątek, 2 maja 2014

Dreamer - Rozdział 22

Westchnąłem głęboko nieco zmartwiony zachowaniem Yui. To nie było do niej podobne. Dodatkowo wiedziałem, że jeśli stanie się coś złego Ona mi o tym nie powie.
Pod tym względem jesteśmy do siebie podobnie.
Nie ważne jak bardzo byśmy cierpieli , zawsze chcemy poradzić sobie sami.
Wierzymy, że nie potrzebujemy nikogo.

- Coś się stało? - Usłyszałem pytanie Doi'ego. Wróciłem do niego i usiadłem obok. Wiedziałem, że przy nim zawsze będę bezpieczny i nie będę musiał się o nic martwić. To trochę zbyt piękne by było prawdziwe, miałem wrażenie, że bajka wkrótce dobiegnie końca i nawiedzą nas przerażające koszmary.
- Nie wiem... Będę musiał iść po powrocie do Yui. - Mruknąłem, kładąc się na plecy. Leżeliśmy blisko siebie i wpatrywaliśmy się w biały sufit. W pewnej chwili poczułem jak mężczyzna chwyta moją dłoń i kładzie ją bliżej siebie. Już jej nie puścił.
 To podziałało jak nóż w plecy. W ostatnich dniach nie potrafiłem uwierzyć w szczere intencje niebieskookiego.
Dość mocno przegryzłem dolną wargę i wyswobodziłem rękę z uścisku. Obróciłem się do niego plecami, by nie mógł widzieć mojego gwałtownie zmieniającego się nastroju.
-Co jest? - Zapytał, obejmując mnie ręką w pasie i przyciągając bliżej siebie.
-Jestem zmęczony. - Nie skłamałem. Naprawdę czułem się obarczony i zmęczony intensywnością ostatnich sytuacji.
Tak naprawdę w mojej głowie ponownie rozbrzmiał cichy głosik, sugerujący, że Doi tak naprawdę chcę mnie tylko wykorzystać. Konkretniej zbliżyć się do mnie, wykorzystać i rzucić jak niepotrzebną już zabawkę.
Nie chciałem tak.
Bałem się tego.
- Idź się przebrać i możemy iść spać.
-Nie chce mi się wstawać. - Wyznałem przyciskając policzek do poduszki. Poczułem jak mężczyzna mnie puszcza jednak niespecjalnie się tym przejąłem. Zerknąłem na niego kątem oka. Wstał z miejsca i zaczął wystukiwać klawisze telefonu najpewniej tworząc jakąś wiadomość. Wcześniej nawet nie zauważyłem obecności danego urządzenia. - Co robisz?
- Piszę. To ja pójdę pierwszy. - Szybko posłał mi promienny uśmiech po czym zabrał swoje ubrania i zamknął się w łazience.
Powrotem przewróciłem się na plecy i przycisnąłem dłonie do twarzy.
Miałem serdecznie dość swojego życia. Tych wszystkich tajemnic, które nieustannie się gromadziły.
Chciałem po prostu to wszystko zakończyć i zacząć normalną, pozbawioną problemów egzystencje.
*     *     *

       W życiu nic nie jest pewne. Nawet jeśli wydaje nam się, że coś nie może się już zmienić. Wszystko się zmienia. Czasem niemal niewidocznie, innym razem diametralnie.

Chciałbym zatrzymać czas.
Choćby na chwilę stanąć w miejscu i obejrzeć się za siebie. W natłoku własnych myśli, nie zdaję sobie sprawy z popełnianych błędów.
Z drugiej strony chciałbym go przyśpieszyć. Mieć świadomość tego, co stanie się za kilka miesięcy, lat. Wiedzieć, którą drogą iść teraz by później niczego nie żałować.

-Dlaczego nie śpisz? - Zapytał przebudzony blondyn. Przekręciłem się na drugi bok by mieć widok na jego zmrużone oczy. Uśmiechnąłem się lekko i wtuliłem twarz w jego tors.
Poczułem jak dłoń niebieskookiego opiekuńczo nakrywa mnie kołdrą.
- Myślę. - Mruknąłem.
-Mam wrażenie, że robisz to za często. Mimo pozorów myślenie nie zawsze jest dobre. Czasami niszczy ono  zdrowego człowieka. - Wymamrotał. Zaśmiałem się cicho, wiedząc, że mówi to na wpół śpiąc. Na potwierdzenie moich przypuszczeń zamknął oczy.
- Tobie to nie grozi. Idź spać. - Podniosłem nieco głowę i wyciągnąłem dłoń w stronę jego mięciutkich włosów. Lubiłem je dotykać.
-Nie. - Prychnął jak zbuntowane dziecko i ponownie uniósł powieki. Zdawał się walczyć ze snem.
-Dlaczego? - Zapytałem szukając kontaktu wzrokowego.
-Bo ciebie coś gnębi. - Stwierdził całkowicie poważnie. Uśmiechnąłem się lekko opuszczając głowę.
Grzywka od razu sprowadziła cień na moje przymknięte oczy.

To sztuczna troska, prawda? Skoro chce mnie zostawić, to po co wciąż udaje, że mu zależy?
Satysfakcje sprawia mu myśl, że może zranić mnie jeszcze bardziej?
Na to stwierdzenie poczułem łzy w oczach.
Doi od początku zdawał mi się najniewinniejszą i najszczerszą osobą na świecie. Czy już wtedy planował mnie zranić?
To okrutne.
Przegryzłem wargę powstrzymując szloch. Blondyn widząc to zamrugał szybko oczyma i uniósł się na jednej ręce. Skuliłem się bardziej w dłoniach ściskając rąbek kołdry.

-Czy ty chcesz ode mnie odejść?
-Skąd ten pomysł? - Uchyliłem nico powieki, by zobaczyć jego twarz. Zdawał się być zdziwiony.
- Do czego ja ci jestem potrzebny? Jesteśmy przecież przedstawicielami dwóch kompletnie innych światów. - Załkałem, czując jak zostaję przyciągnięty do uścisku. Już chwilę później po odsłoniętym ramieniu Doi'ego zaczęły płynąć moje słone łzy. - Nie chcę, żebyś mnie zostawił. - Dodałem wycierając policzek dłonią. To straszne, po raz drugi pokazywałem mu jak bardzo słabym człowiekiem jestem. Wiedziałem, że będę tego żałować.

Jeśli chcesz przetrwać nigdy nie pokazuj swoich prawdziwych uczuć.

W tej chwili te motto zdawało się całkowicie odległe.
Za wiele problemów nagromadziło się w moim słabym umyśle.

- Uspokój się. Nie zostawię cię. - Obiecał dość cicho. Wahał się?
- Dlaczego ze mną jesteś? - Spróbowałem go od siebie odepchnąć, jednak był ode mnie silniejszy.
- Bo Cię kocham. Nie płacz. Nie wiedziałem, że czujesz się niepewnie. Przepraszam. Powinienem bardziej upewnić cię co do naszej relacji.  - Stwierdził. Tym razem zastygłem w miejscu po czym objąłem go za szyję.
To możliwe, że ktoś taki jak on kocha osobę, taką jak ja?

 Czy Ryu mógł się mylić?

- To nie tak.
-A jak? - Westchnął cicho, wsuwając palce w kosmyki moich włosów.
- Ja... Nie chcę żebyś mnie zostawił, ale jesteśmy całkowicie inni od siebie. - Spróbowałem wytłumaczyć to co siedziało w mojej głowie , ale sam tak naprawdę nie byłem pewny czym spowodowany jest mój stan.
- Kocham cię, dlatego nigdy cię nie zostawię. - Powtórzył, tym razem odsuwając mnie nieco. Nasze oczy po chwili się spotkały.
Inne. Były całkowicie inne.

-Ja ciebie też kocham... - Mruknąłem wciskając twarz w jego szyje. Zacisnąłem mocno oczy, czując delikatne głaskanie moich włosów i karku.
Czy w naszym przypadku miłość wystarczy?

*   *   *
Gdy tylko uchyliłem powieki, moje oczy zostały zaatakowane przez natarczywe promienie słońca. Stęknąłem przewracając się na brzuch i  zasłaniając poduszką.
Głowa strasznie mnie bolała, co musiało być spowodowane długim płaczem.
Było mi najzwyczajniej w świecie wstyd. Nie wiem, jak po raz kolejny mogłem pozwolić sobie na ukazanie  własnych słabości.
- Nie śpisz już?  - Usłyszałem niepewny głos. Doi musiał widzieć moje ruchy pod poduszką.  Pokręciłem lekko głową, po chwili podnosząc się do siadu.
-Co do wczoraj.. - Zacząłem chcąc mieć to jak najszybciej za sobą. Nie chciałem by między nami pojawiła się trująca atmosfera.
-Byłeś bardzo zmęczony, prawda? Powinieneś bardziej o siebie dbać, bo częściej będziesz popadał w takie stany. - Pouczył mnie, odsuwając nieco kołdrę na bok i dając mi tym samym znak, że powinienem już wstać. - Ostatnio masz sporo trudnych sytuacji prawda? Twoja siostra, matka, Kochiko, dziadkowie. Powinieneś zająć się również sobą. Nie chcę żebyś się przemęczał.
- Nie przemęczam... Po prostu trudniej mi zasnąć. To chwilowe .- Podniosłem się do siadu i spojrzałem na blondyna, który witał mnie swoim lśniącym uśmiechem.

Czy to znaczyło, że już wszystko wyjaśnione?
Że mogę być szczęśliwy u boku Doi'ego?

- Mam nadzieję. - Stwierdził po chwili wyciągając w moją stronę dłoń. - Chodź. Zjemy śniadanie, pomożemy twoim dziadkom w  ogródku i jedziemy do domu. - Przedstawił mi mój plan dnia, na który musiałem się zgodzić. Tak naprawdę, nie chciałem się jeszcze żegnać z tymi ludźmi.

*   *    *

Wyjechaliśmy kilka godzin później. Obaj w całkiem dobrych humorach. Pożegnanie było przyjemne. Babcia wyściskała nas na wsze czasy, a dziadek zmusił do przysięgi kolejnych odwiedzin.

Czułem, że odnalazłem dawno utraconą część dzieciństwa.

Całą godzinę jazdy Doi.. Śpiewał. Ponownie postanowił uwieźć mnie swoim wspaniałym głosem.
Naprawdę zaczynałem Go podziwiać.
Rozmawialiśmy przez to dość mało, ale nie ubolewałem.

Po szybkim pocałunku wziąłem plecak i ruszyłem w stronę bloku siostry, pod którym wysadził mnie mój chłopak.  Westchnąłem głęboko i wszedłem do klatki. Poprawiłem swój wątpliwy majątek, niesiony na plecach i rozpocząłem walkę ze schodami.
Już po chwili miałem jej dość. Żeby znaleźć się przed drzwiami domostwa Yui musiałem wdrapać się na piąte piętro. Gdy mi się to udało zacząłem wątpić w słuszność misji. Przecież to poświęcenie było okropne...
Westchnąłem opierając dłonie o kolana i biorąc kilka głębokich oddechów. Gdy mój oddech uregulował się podszedłem do odpowiedniego mieszkania i zapukałem kilka razy do środka.
Po chwili drzwi otworzyła mi własna, uśmiechnięta siostra. Nie było po niej widać wczorajszej rozpaczy. W każdy razie nie okazywała jej, dopóki nie spostrzegła kto jest jej gościem.
- Haru... - Mruknęła zdziwiona. Kiwnąłem lekko głową przywołując na twarz delikatny uśmiech.

Zawdzięczałem go głównie Doi'emu. Sam nigdy nie przejmowałem się takimi drobnymi gestami. Były mi obojętne, nie obchodziło mnie co inni pomyślą o mojej zrezygnowanej minie. Przecież wierzyłem w to, że wszystkim zależy tylko na jednym.

Na pieniądzach.

O dziwo okazało się być inaczej. Po prostu przez te wszystkie lata, nie chciałem spojrzeć na te stworzenia pod innym kontem. Ludzi skreśliłem od razu.

-Wejdź, jestem sama. - Mruknęła, zapraszając mnie o środka gestem dłoni. Ponownie kiwnąłem lekko głową, ukradkiem oceniając jej strój. Miała na sobie długie, czarne spodnie i luźną, pomarańczową koszulę z złotymi guzikami. Włosy spięła w wysokiego koka na czubku głowy, z którego zdążyło już wypaść kilka cienkich pasm. - Co tu robisz?
-Chyba się mnie spodziewałaś, prawda? - Zapytałem, zdejmując buty. Mieszkanie nie było zbyt duże, ale było dość przytulne.
- Po części. Co do wczoraj... Przepraszam, Haru. Po prostu... Zobaczyłam zdjęcie w gazecie. Ty i Doi... Było mi strasznie przykro, że mi o tym nie powiedziałeś. Nie sądziłam, że będziesz przede mną ukrywał swój związek. - Wyjaśniła od razu. Ruszyliśmy w stronę kuchni, gdzie kobieta nastawiła wodę i wyjęła dwa błękitne kubki.
- Przepraszam. Rzadko się widujemy, nie mogłem ci powiedzieć.
- A z dziadkami? Kiedyś od razu zadzwoniłbyś do mnie. Teraz tyle rzeczy się dzieje, a ja dowiaduję się o tym ostatnia. - Odparła  przenosząc oczy za niewielkie okno. Westchnąłem w duchu przyznając jej racje.  -  Czuję się przez to samotna. Kiedyś cały czas mnie potrzebowałeś, byłam dla ciebie wzorem...
- Byłaś moją jedyną rodziną. - Przypomniałem, kładąc plecak na ziemi. Podszedłem do siostry i objąłem ją od tyłu. - Wciąż jesteś dla mnie ważna. Obiecuję, że poprawię nasze relacje, dobrze? - Zapytałem widząc, jak starsza opuszcza głowę.
- Nie chcę cię stracić. Mam tylko ciebie i Jun'a.
- Nie stracisz. - Przytuliłem ją mocniej do siebie. Po chwili kobieta odwróciła się do mnie i również objęła.
Wiedziałem, że przez brak czasu zaniedbałem osobę, która przez wiele lat była dla mnie jedynym oparciem. Czułem się z tym okropnie.
_________________________________
Przepraszam za kolejne spóźnienie :c
Tym razem nie podam daty rozdziału... Myślę, że będą to okolice 17 maja, ale nie obiecuję :3
Słoneczka.. Więc... Proszę o komentarze <3
Kocham was :*
PS: Dwa rozdziały do końca! :(

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń