czwartek, 30 maja 2013

Dreamer - Rozdział 1


        Scena była tylko jego. Biegał od jednego jej końca do drugiego, nie zwracając uwagi na resztę swoich towarzyszy. Wyłapywał pełne miłości i podziwu spojrzenia. Cieszyły go piski fanów. Podbiegł do reszty zespołu, tańcząc z nimi jakiś idealnie wyćwiczony układ, oczywiście na tyle ile pozwalał mu mikrofon.  Miał wspaniały głos. Jego blond włosy podskakiwały z każdym ruchem, podniósł rękę do góry, krzycząc coś do licznej publiczności. Spojrzałem w róg ekranu, na napis "na żywo", jednak te " na żywo" było jakieś trzy miesiące temu.
-Znów Go oglądasz? - Zapytałem Yui wpatrującej się w ekran. Z uporem maniaka nie odrywała wzroku od ulubionego piosenkarza. Stojąc w futrynie drzwi nie mogłem zrozumieć co takiego widzi w nim moja siostra. Ot, wysokie, szczupłe stworzonko, o niejednokrotnie farbowanych włosach i sztucznym uśmiechu. Wyglądał jak każda inna osoba z tej branży..
-Wiesz, braciszku? Ty to jednak jesteś idiotą.. - Mruknęła tylko, nie odrywając wzroku od obiektu westchnień niejednej małolaty, w tym jej, niestety on nawet nie wiedział o jej istnieniu. Za to ja wiedziałem, że nagranie z dość starego koncertu długo jeszcze nie da mi spokoju. Dziewczyna była zła, ponieważ nie było jej stać na bilet, więc jak na złość zgrała sobie wideo i conajmniej raz w tygodniu oglądała je na naszym starym, ledwo trzymającym się telewizorze.
To uzależnienie..
-Wychodzę.. - Oznajmiłem starszej, ubierając startą kurtkę. Uśmiechnęła się kiwając głową, po czym wróciła do ekranu.
Na dworze było zimno, zaczynał się grudzień. Wiatr poruszał liśćmi drzew i ubraniami znudzonych przechodniów. Ruszyłem na przystanek autobusowy, który zgromadził sporą ilość ludzi. W środku pojazdu było tłoczno i o dziwo duszno, więc tym lepiej dla mnie. W tłumie wypatrzyłem moją potencjalną ofiarę. Starsza kobieta w długim, brązowym płaszczu i siwymi włosami spiętymi w nieskazitelnego koka. Ale to szara torba, zawieszona na ramieniu przykuła moją uwagę. Była niedopięta więc po pięciu minutach jazdy udało mi się wsunąć rękę do środka. Staruszki zazwyczaj nic ze sobą nie nosiły, jedynie jakieś chusteczki, portfele, czasem okulary lub stare, bezużyteczne telefony.
Wyłapałem niewielką portmonetkę i powoli ją wyciągnąłem, by następnie schować do kieszeni. Kontem oka zmierzyłem osoby blisko mnie, jednak większość zdawała się martwić pogodą tudzież wpatrywała się w telefon .
Byłem świadom tego, że kiedyś ktoś może mnie przyłapać, ale i Ja i Yui wciąż kradliśmy, właściwie było to nasze jedyne źródło dochodów.
Dwa lata temu umarli nasi rodzice, właściwie to tylko Yui, ponieważ ja byłem adoptowany, gdy skończyłem 3 lata. Najpierw w wypadku samochodowym umarł ojciec.. Jakieś dwa tygodnie później matka popełniła samobójstwo. Była samolubna, nie pomyślała co stanie się z nami. Jak inaczej mieliśmy sobie poradzić?
Opuściłem autobus na następnym przystanku, dzięki czemu wkońcu mogłem odetchnąć. W środku pojazdu było ciepło.. Wyciągnąłem z kieszeni zdobycz i idąc w stronę centrum miasta przeglądałem jej zawartość.
Dowód, Jakieś dziwne karty członkowskie, kilka zapisanych kartek i 6 269 jenów (około 203 złotych dop. autora). Uśmiechnąłem się do siebie, opuszczając przy tym głowę. Zrobiłem zakupy spożywcze i dzierżąc w dłoni kilka siatek ruszyłem do domu.
Był to stary, szary i co najmniej brzydki budynek. Na klatce nie było lepiej, cieńkimi schodami ruszyłem na czwarte piętro. Na mahoniowych drzwiach widniał numer 14. Lekkim kopniakiem otworzyłem nie domknięte wrota. Już u wejścia słyszałem ciche chichoty mojej siostry, a następnie jej niewadowolone słowa.
- Cicho! Haru wrócił! - Wrzeszczała na swojego towarzysza. Nie zdążyłem wejść do środka, jak spowrotem zostałem wypchnięty z mieszkania. Yui miała roztrzepane włosy,policzki zdobiły rumieńce,a jej krótka sukienka podwijała się na każdym kroku, ukazując zgrabne uda. -Czekaj, nie możesz teraz wejść. - Mówiła szeptem , ponieważ sąsiedzi byli bardzo wścibscy. Każdą plotkę upchną..
-To gdzie mam iść? - Spojrzałem na nią jak na wariatkę. Ona szła do przodu, zaś ja się cofałem. Przegryzła wargę.
-Wiem, idź.. - Nie skończyła swojej wypowiedzi, przerywając ją następnym krzykiem. Chcąc się podzielić swoim pomysłem, wychyliła się w moją stronę, robiąc dziwny gest dłońmi. Nie przygotowany na to odsunąłem się jeszcze trochę.
O jeden krok za dużo.
Poczułem jak tracę grunt pod nogami, które zaplątały się w turkusowe sznurówki trampek. Hol wypełnił  paniczny krzyk mojej siostry, ale ja byłem zbyt zdezorientowany by cokolwiek zrobić. Poczułem jak pierwsze dwa stopnie schodów boleśnie wbijają mi się w biodra i ramiona.
Dalej był tylko ból, ciemność.. aż w końcu.. Cisza.

***
Witajcie ^ ^
Miałam dodać nowe opowiadanie od 3- 10 czerwca, ale od kilku dni powstrzymuję się by tego nie dodać..
Rejs został odwołany, więc nigdzie się nie wybieram :3
Postanowiłam, że notki będą pojawiać się regularnie co.. dwa tygodnie. Na razie... mam nadzieje, że wkrótce uda mi się dodawać co tydzień, ale musicie jeszcze trochę poczekać :*
Coś o Dreamer.. (marzyciel z ang)
Cóż, chce spróbować czegoś bezpiecznego, w świecie yaoi często bohaterami jest gwiazda show biznesu i jakiś normalny ludek.
Ostatnim razem pisaliście, że pomysłowa była fabuła A&D , ale przed dodaniem tego, bałam się, że wam się ta "pomysłowość" nie spodoba.
Jak powiedziałam, zdecydowałam się tym razem na coś bezpieczniejszego. :)
Fabuła "Dreamer" jest już w spisie treści, tam też będę pisała datę dodania następnej części.
Dziękuje za wszystkim komentarze i proszę o opinie pierwszego rozdziału Marzyciela :*
Pozdrawiam! Hoshi :*

poniedziałek, 27 maja 2013

One-shot: Oczy są odzwierciedleniem duszy

               Wpatrywał się w tablice. Delikatnie przegryzł dolną wargę, uparcie próbując zrozumieć wzór matematyczny. Nie lubił matematyki, zaś ona nie lubiła Jego. Tak samo jak nauczycielka tego  właśnie przedmiotu.  Nogi miał założone na siebie, więc jedną z nich swobodnie wymachiwał. Zrobił z ust dziobek, a jego oczy zabłysły.
Był perfekcjonistą, nieważne co by robił, wiedza , że nie jest w czymś najlepszy dobijała go. Spróbowałem wyłapać jego wzrok. Miał pięknie oczy. Jako jedyny w szkole nie miały ciemnej barwy, wręcz przeciwnie, jego tęczówki miały bardzo jasny, nie mniej piękny, fiołkowy odcień. Drugich takich nigdy nie widziałem, ani w telewizji, ani w internecie. Były unikalne.
Jak On sam.
- Co się tak gapisz? - Jego głos był spokojny i melodyjny. Uniosłem nieco głowę, prostując się. Moje nachalne spojrzenie mogło mu się nie spodobać..
-Wydaje ci się. - Odburknąłem na tyle cicho, by nauczycielka nie usłyszała. Odwróciłem wzrok zmieszany. Nie widziałem jego reakcji, ale słyszałem prychnięcie.
Gdy zadzwonił dzwonek to On jako pierwszy opuścił klasę. Ja Jako ostatni.
Założył grubą bluzę , zarzucając na głowę kaptur. Przed szkołą czekał na niego czarny samochód, zaś w środku jakiś mężczyzna, wiekiem sięgającym co najmniej 27 lat. Jego chłopak. 
Cała szkoła wiedziała, ż Yasuro jest Gejem. Co dwa dni przyjeżdzał po niego blond włosy Amerykanin. Wszystko złożyło się w jedną całość, gdy Kiyu zobaczyła ich razem  w sklepie.  Całujących się.
Mogłem podziwiać Yasuro tylko z daleka, innej możliwości nie miałem..
***
            Siedział dwie ławki przede mną. Był lekko zgarbiony i zamyślony. Jego brązowe włosy sięgały ramion, były idealnie proste. Delikatne rysy twarzy wyostrzały się za każdym razem, gdy przyłapywał kogoś na obserwowaniu siebie. Był piękną istotą i każdy uczeń podziwiał go za to.
- Satoru, notujesz? - Nauczyciel zawędrował do mojej ławki stukając palce w mój zeszyt. Konkretniej w miejsce, które powinno być oszpecone notatką.  Przewróciłem oczyma, odrywając wzrok od mojego obiektu westchnień.
***
           Yasuro nie było w szkole. Zdażało się, że uciekał na wagary. Pewnie spędzał ten czas z Tomem, zdarzało się ten przywoził go na przykład: na dwie ostatnie lekcje. 
Yasuro pojawił się w naszej szkole półtora roku temu. Był nowy, więc szybko wzbudził sensacje. Pamiętam, że gdy pierwszy raz o nim usłyszałem, nie należał jeszcze do naszej szkoły. Chodziły plotki, że ma się tu przenieść przystojny cudzoziemniec, potem jakaś bogata laska, aż w końcu pojawił się On. Yasuro jest mężczyzną, z tego co wiem, nie jest bogaty, nie jest też cudzoziemcem. Czy jest przystojny.. Cóż, jest niezaprzeczalnie piękny, ale słowo przystojny nie pasuje mi do niego. Człowiek przystojny, wydaje mi się wysoki, umięśniony o blond włosach i niebieskich oczach. A przecież on taki nie był.. Był dość niski, drobny, o brązowych włosach i fiołkowych oczach. 
Byłem zauroczony jego wyglądem.
 Mimowolnie zachwycał innych, ale nikt nie znał go naprawdę. Nikt nie potrafił go oswoić, a on właśnie tego potrzebował. 
-.. Przynieście projekty za ... dwa tygodnie. Zrobimy mały pokaz przed klasą. - Wyłapałem ostatnie słowa kolejnego, długiego monologu nauczycielki Historii.  - Sama wybiorę wam pary, jeśli ktoś będzie miał sprzeciw i znajdzie osobę, która zamieni się parą,  zgłoście mi to po lekcjach.. - Dodała nieco znudzona i zaczęła czytać listę. Mnie przypadła Haiko. Spojrzałem prosząco na Keizo, któremu udało się wylosować Yasu. Kiwnął głową na znak, że niema nic przeciwko zamianie. 
***
Stał samotnie przy jednej z ławek, na której leżały farby. Na palecie mieszał kolor żółty z niebieskiem, tworząc ładną, prostą zieleń. Dodał jeszcze trochę białego i pomarańczowego przez co kolor stał się nieco jaśniejszy i bardziej żywy. Wrócił do ustawionego płótna stawiając na nim kilka plamek. Mieliśmy stworzyć obraz z okazji święta sakury. Jego przedstawiał kilka zniszczonych przez upływ czasu drzew, pośrodku nich ujawniało się niższe drzewko, o różowych płatkach. Drzewo sakury z góry oświetlały promienie światła, przednim, na trawie zaczął coś szkicować, ale nie jestem pewny co to będzie. Obraz był malowany typową Florą*. Trochę mroczny, a wspaniała technika dodawała mu realności.
Jednak nie on przykuł moją uwagę. Na twarzy autora zaczepiona była biała osłonka,  maseczka czy jak to się nazywa.. Stworzona po to by nikogo nie zarazić chorobą.
-Podejdź do niego. - Usłyszałem za sobą głos mojej przyjaciółki, która bardziej zajęta była mną niż swoją pracą, przez co powoli ją niszczyła. 
- I co mam powiedzieć? - Warknąłem na jej bezmyślność.
-Nie wiem , ale nie gap się tak, bo zacznie się bać.. - Prychnąłem udając obrażonego, jednak na wszelki wypadek oderwałem od niego spojrzenie. Przegryzłem wargę, a gdy zadzwonił dzwonek, odłożyłem pędzle i ruszyłem do toalety. Jak na nie szczęście, spotkałem tam Yasu, próbującego pozbyć się różowej farby z dłoni. Przyjrzałem się mu. Coś jeszcze nie pasowało mi w jego wizerunku.. Spod maseczki wyłaniał się brzydki siniak, którego szmatka nie zdołała zakryć.
- On Ci to zrobił? - Zapytałem na głos, za co zacząłem przeklinać się w myślach. Zawszę najpierw robię, potem myśle.  Chłopak znieruchomiał, wcześniej chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że w toalecie jest ktoś oprócz niego. Spojrzał na mnie zdziwiony, po czym bez słowa wrócił do szorowania rąk. Westchnąłem cicho, stając koło niego w tym samym celu. 
- Jest dość gwałtowny, ale nie chciał specjalnie zrobić Mi krzywdy.. - Mruknął cicho, na twarz ponownie przybierając maskę obojętności, jednak stojąc tak blisko, zdołałem dostrzec w jego oczach lekki strach i niepewność. 
-Ale.. To nie pierwszy raz, prawda? - Dopytywałem, starając się wyciągnąć z niego jak najwięcej.. Chciałem mu pomóc.To nasza pierwsza rozmowa.. Czy musi tak właśnie wyglądać?
-no.. prawda.. - Wyznał niezadowolony. Skończył myć ręce, potem pędzle i ku mojemu zdziwieniu stanął przy kaloryferach, czekając na mnie. Przejechałem językiem po wargach, zmywając farbę z szyi. Nawet nie zastanawiałem się skąd się tam wzięła..
-Wiesz, że to jest karalne, prawda? Kiedyś może przesadzić. - Westchnąłem. Wytarłem ręce w papierowy ręcznik, po czym podniosłem plecak z ziemi. Rozczochrałem nieco bardziej, jego rozwianą czuprynę i złapałem za ramie by lekko popchnąć go w stronę drzwi, dając znak by wyszedł pierwszy. Moja dłoń od razu została odepchnięta, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. Miałem wrażenie, że nie jest on spowodowany niechęcią w stosunku do mnie lecz czymś innym. Stanąłem przodem do chłopaka, zaciekawiony. Jednym palcem odchyliłem dekolt luźnej koszulki, a moim oczom ukazało się kolejne, bolesne znamię. Nawet niezaóważyłem jak mój towarzysz wyciągnął przed siebie dłonie, by mnie odepchnąć.
-Może już przesadził?  - Mruknąłem pod nosem, patrząc jak naciąga koszulkę, by zakryć dane miejsce. -Robimy razem projekt na historie, wiesz? - Chciałem zmienić temat, po jego minie wnioskując, że wcześniejszy nie przypadł mu do gustu. Kiwnął głową, podnosząc wzrok na moją twarz.
Te oczy...
-Kiedy się spotkamy?
...Niesamowicie hipnotyzujące.. 
-Satoru?
... Niewiarogodnie piękne.
-Tak? - Otrząsłem się z chwilowego zamyślenia, poprawiając torbę. - Może jutro, po zajęciach? - Zaproponowałem. Brunet dziwnie na mnie spojrzał, za to na jego twarzy pojawił się dziwny chłód. - W bibliotece? - Kiwnął głową i... wyszedł. Najzwyczajniej w świecie, podniósł swoją torbę i wyszedł..Powiedziałem coś nie tak?
***
Znalazłem Go za kilkoma półkami. Nie lubiłem czytać i on też nie wydawał mi się miłośnikiem tego zajęcia. Siedział po turecku, pod oknem, na kolanach trzymając jakąś starą książkę. Wydawał się znudzony, co jakiś czas zerkał na telefon. Z kim tak namiętnie sms'ował?  Jestem pewien, że z pewnym o wiele starszym mężczyzną.  Skrzywił się nieco do wyświetlacza . 
-Długo będziesz tak stał? Śpieszę się. - Nawet nie podniósł wzroku z komórki. Położyłem na ziemi wcześniej znalezione tomiki historyczne. To właśnie na nie spojrzał. Już nawet  One były ciekawsze odemnie.. Usiadłem na przeciw niego, wzdychając.
- Zrobiłem coś nie tak? - Zapytałem nie mogąc znieść jego milczenia. Kiwnął twierdząco głową. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem.  -Co takiego? 
- Podobam Ci się. - Gwałtownie podniósł Głowę, za to ja niemal zachłysnąłem się powietrzem. 
-Masz mnie za geja? Nie schlebiasz sobie zbytnio? - Spróbowałem zejść nieco z tematu. Nie odpowiedział.  -Dobra.. -Przechylił głowę jak zaciekawiony szczeniak. - ... Podoba mi się twój wygląd. -Wyznałem chwytając pierwszą książkę ze sterty. Ku mojemu zdumieniu wydawał się zadowolony z siebie.
-Więc, Masz jakiś pomysł na ten projekt ? - Uśmiechnął się do mnie. Pierwszy raz dane Mi było ujrzeć jego uśmiech. Oczy stały się małymi , błyszczącymi szparkami, a różane wargi wygięły się ku górze. Wyglądał tak naturalnie, jak najnormalniejszy, szczęśliwy nastolatek. 
Tego dnia dowiedziałem się, że jeden uśmiech potrafi zmienić naprawdę wiele.
***
           Tak właśnie zaczęła się nasza dość nietypowa znajomość. Codziennie dowiadywałem się o nim coraz więcej i zaważyłem.. Że lubi, gdy ktoś otwarcie przyznaje, że się komuś podoba. On potrzebował zainteresowania. 
Zrozumiałem, że Yasuro nie jest złym człowiekiem.. Jest po prostu samotny. Na siłę próbował znaleźć kogoś ,kto zaakceptuje Go takim jakim jest. 
Wkrótce dane mi było dotrzec coś jeszcze.. coś.. Co wtargnęło w moje życie mimo protestów ..
Coś ,co uświadomiła mi moja przyjaciółka.
Coś , co trwało już od dłuższego czasu..
Zakochałem się w Yasuro..
Mogłem wmawiać sobie, że to nie prawda , że minie.. Ale chyba podświadomie widziałem o tym już wcześniej. To nie było proste, ponieważ nic nie boli  bardziej od nieodwzajemnienej miłość..
***
-To znowu On?! - Przywitałem Yasuro krzykiem, ale nie potrafiłbym inaczej. Cały dzień byłem zdenerwowany, od jutra miała się zacząć nasza wakacyjna praca, by trochę dorobić. Byłem tym przejęty, zdaje się, że Yasuro też. 
Umówiliśmy się na wieczorny seans filmowy, by się trochę odstresować. Jednak, gdy Yasuro pojawił się spóźniony w drzwiach wszystko diabli wzięli. 
Złapałem chłopaka za podbródek, odrywając go od fascynującego zajęcia, jakim było odwiązywanie butów. Od brody, po lini szczęki ciągnął się kolejny siniak, a Mój Przyjaciel zasłonił go tą samą szmatką co dwa miesiące wcześniej. Dość agresywnie ją zerwałem mrużąc oczy. Nie potrafiłem zrozumieć czemu Yasu tak się trzymał tego Amerykanina. Nie raz prosiłem Go, by z nim zerwał , ale on i tak pragnął pozostać w tym toksycznym związku.
-Czekaj, uspokój się.. - Prosił, pchając mnie do środka mieszkania, jakby w obawie, że wyjdę by zabić jego chłopaka. Właśnie takie miałem chęci. Warczałem pod nosem nieco obraźliwe epitety dotyczące Toma, zaś fiołkowo oki szedł za mną ze spuszczoną głową. Skręciłem do kuchni po lód, mając nadzieje, że niepokojąca opuchlizna zniknie. -Zerwałem z nim. - Wyznał kilka chwil później. Cała moja złość wyparowała, a zastępniło ją zdziwienie i niezwykła radość.
-W końcu. - Westchnąłem z ulgą, będąc pewien, że ten facet , już nigdy Go nie tknie. Nie pozwolę na to. Yasu spróbował się uśmiechnąć, ale wiedziałem, że nie chciał tego rozstania. Chcąc Go jakoś pocieszyć , przyciągnąłem go delikatnie do siebie. 
Wiedziałem, że Yasuro cholernie boi się samotności. Z jakiegoś powodu w szkole, był wrednym ,aspołecznym dzieciakiem, za to poza nią pokazywał jaki jest naprawdę.. Zagubiony, samotny i łaknący bliskości..
Brunet wdrapał się na moje kolana, obejmując Moją szyje.
-Nie chciałem tego.. Nie lubię być sam.. - Burknął jakby obrażony. Uśmiechnąłem się lekko.
-To bądź ze mną. - Poprosiłem cicho, nie byłem pewien czy to usłyszał. Oderwał twarz, do tej pory zanurzoną w moich włosach i odsunął się tak gwałtownie, że niemal spadł na ziemie.
- Chcesz...
-Być z tobą.. - Dopowiedziałem. Nie powiedział nic więcej, przybliżając się do mnie, by złączyć nasze wargi w naszym pierwszym pocałunku, na który tak długo czekałem. Nie traciłem ani chwili, od razu pogłębiając pieszczotę, na co usłyszałem ciche pomrukiwanie, niczym u kota.
I w tej chwili nie chodziło o jego śliczną buźkę, nie chodziło o hipnotyzujące oczy, miękkie włosy, gładką skórę, delikatne dłonie..
Nie obchodził mnie jego wygląd, a jego charakter. Wiedziałem to i byłem z siebie dumny. 
Yasuro nie jest moją pierwszą miłością, ale mam pewność, że jest ostatnią. 
__________________________________________
* Flora- Technika malarska.
Ah! Stara Hoshi bardzo nudziła się na godzinie wychowawczej, wiecie jak to jest w gimnazjum, na koniec roku.. masakra.
Pierwszy raz pisałam z perspektywy seme! No, nie do końca,... bo to shounen-ai.. Ale to i tak mój pierwszy raz.. mam nadzieję, że wam się podobało , choć sama nie jestem z zadowolona z tego tworu.. Już nigdy więcej - Hoshi Dobrze czuje się jako Uke ^ ^
Proszę o wasze opinie :3 Bardzo żadko piszę one-shoty.. W całej mojej karierze można wszystkie wyliczyć na palcach jednej ręki ^ ^"
Więc.. Macie odemnie takie coś w .. hm.. mogę powiedzieć, że w prezencie.  :3
* Unosi kieliszek z szampanem* Właśnie dziś, stuknęło mojemu blogowi 10 000 wejść! * uśmiecha się szeroko, wycierając łzy* 

sobota, 18 maja 2013

Arive or Dead - Epilog.


Epilog
...Dwa lata później...


Zdarza się, że jedno stwierdzenie, tajemnica, potrafi zmienić całe życie. Potrafi sprawić, że spojrzymy na nie pod innym kątem. Często lepszym, przecież trzeba być optymistą! Wierzyć ,że wszystko się uda, w czarnych chwilach czekać na nagły zwrot akcji. Każdy ma prawo do bycia szczęśliwym, jednak mnie odebrano je- bezpowrotnie.
-Hoshi! Hoshi!- Ktoś wykrzykuje moje imię, przekręcam się na drugi bok, zasłaniając ramieniem oczy, tym samym chroniąc je przed światłem słonecznym. Denerwujące nawoływanie nie ustaje, więc podejmuję jakże okropną decyzje dotyczącą uchylenia powiek. Słońce odbija się od paneli podłogi , na ziemi, koło kanapy stoi szklanka z chłodną, nietkniętą herbatą. Przed moimi oczyma miga drobna, dziecięca dłoń Akiego.
             Od wydania książki minęły prawie dwa lata. Akichito podrósł, jego włosy stały się nieco dłuższe, a czoło ukryła posta grzywka. Chłopiec więcej rozumiał, ale wciąż był dzieckiem.
Mój brat chce go wziąć do siebie na stałe, Ale Aki mieszka u mnie, teraz już 100-procentowo i mimo ,że brat tego chce, nie oddam go. Jest dla mnie ważny, niemal jak syn, wiem, że nigdy nim nie był ani nie będzie, nie podaje się za jego ojca. Tak jest dobrze, nie chce by coś zmieniło się na gorsze.
-Tak? - Pytam, ociężale podnosząc się z ,jak się okazało, całkiem wygodnej kanapy.
-Chodźmy na dwór. - Rozkazuje 4-latek krusząc jakiś herbatnikiem na podłogę, chwilowo nie usłaną żadnym dywanem. Przecieram oczy dłonią, zdając sobie sprawę, że nawet nie zaóważyłem kiedy zacząłem robić się senny, by w końcu zasnąć. Wciąż nie potrafię dopasować się do energicznego trybu życia chłopca.
Zerkam za okno. Mamy już połowę Maja, świeci słońce, jednak drzewa co jakiś czas chwieją się pod uporem wiatru.
-Ale ubierz bluzę.- Proszę tylko, wstając. Ruszam do toalety, by spojrzeć w swoje odbicie. Wciąż widzę tego samego, jasnookiego , teraz już prawie 23- latka, o długich, czarnych włosach. Właściwie mało się zmieniłem, niemal w ogóle. Może mój charakter uległ lekkiej zmianie?
Przebieram się, rozczesuję włosy i wychodzę z pomieszczenia, w stanie względnego urzytku.
-Idziemy? - Pytam młodszego, który kiwa krótko głową, wychodząc z mieszkania. Biorę sweter i znikam za drzwiami. Jest ciepło , jednak wietrznie. Mamy ten przywilej , że mieszkamy bardzo blisko parku, mała uliczka i już jesteśmy na miejscu. Za parkiem mieści się dość duży plac zabaw, który stał się naszym celem.
Na jednej z ławek siedzi brązowo włosa kobieta z wózkiem. Ayako bardzo się zmieniła. Ścięła włosy i teraz ledwo sięgały jej ramion, stały się jasno brązowe. Pamiętam, że po tym jak urodziła postanowiła zmienić swój wygląd. Zaczęła się bardziej naturalnie malować, zamieniła wysokie obcasy na trampki. Córeczkę nazwała Egami. Uznała, że to najsłodsze imię jakie w życiu słyszała. Siadam koło 30 -latki patrząc jak Aki zawiera nowe, dziecięce przyjaźnie.
-Pierwszy raz cie tu widzę. - Zaczynam rozmowę. Spogląda na mnie , głaszcząc maleńką Rączkę córki.
-Mam gości. Przyjechała moja siostra z dziećmi.
-O, Fajnie. - Odwzajemniam gest, wkładając dłonie w kieszeń swetra, trochę go naciągając .
-Bardzo polubiła twoją książkę. - Dodaje, odrywa odemnie wzrok  i przenosi go na mojego, radośnie machającego  siostrzeńca. Powoli podnosi dłoń, odmachując mu.
Kiwam głową, często mówiła znajomym, że to właśnie ona pomagała mi ją napisać.
Książka okazała się sukcesem, oczywiście znajdują się ludzie okrążający ją szerokim łukiem, przecież są tam wątki homoseksualne, ba! Cała książka jest o gejach.  To dla niektórych coś nienormalnego, jednak od początku czułem, że nie zmienię nastawienia do homoseksualizmu.
W parku siedzimy do chwili, gdy zaczyna robić się ciemno, czyli jakieś dwie godziny. Aya nie chce by coś stało się Egami, gdy zacznie robić się zimniej. Zgarniam Aki'ego , kupujemy sobie picie w mały sklepiku i wracamy do domu, idąc z dziewczynami  w tym samym kierunku.
Ayako idzie nieco z przodu, razem z moim siostrzeńcem, jak zwykle zachwyconym najmłodszą, z naszego towarzystwa, ja zająłem  końcowe stanowisko, tak jaki Aki, pijąc sok pomarańczowy przez słomkę. Niestety w pewnej chwili potykam się o własne nogi i upuszczam owocowy napój na ziemie, przez co towarzysze zostawiają mnie w tyle. Podnoszę kartonik szukając wzrokiem śmietnika. Jest. Stoi kilka metrów za mną.
- Zgubił się pan? - Słyszę głos Ayako, pewnie jak zawsze chce pomóc jakimś zbłąkanym  duszyczką. Jest zbyt dobra.Wzdycham i ponawiam wędrówkę do kosza, jednak nie docieram tam, karton ponownie ląduje na ziemi.
-Szukam kogoś. - Spoglądam zaciekawiony za siebie i odnoszę wrażenie, że czas się zatrzymał, a nawet cofnął. Czuje jakbym, znów stał się pełnym wątpliwości nastolatkiem, a przedemną ponownie stoi.. moja pierwsza miłość.

"Kiedyś znów się spotkamy i zawsze będziemy razem"

Wtedy nasze spojrzenia się spotykają , moje serce zaczyna być o wiele szybciej, niż powinno, robi mi się duszno. Uchylam wargi, patrząc na niego. Ma nieco krótsze włosy, jednak wciąż czerwone. Jest bledszy, ale widać, że zaczął odzyskiwać swoją opaleniznę. Jego oczy błyszczą, patrząc na mnie uwarznie.
-Tsuki? - Mój głos jest cichy, taki sam jak przed laty. Uśmiecha się, mrugam kilka razy, nie potrafiąc połapać się w sytuacji. Ayako patrzy na nas z istnym szokiem wypisanym  na twarzy, Aki z zaciekawieniem. Czy Tsuki myśli, że to moja nowa rodzina?

Ile już mineło ? Sześć lata naznaczone mnogą godziną. Teraz Stoisz przedemną, Bez słów wpatrujesz się w moje oczy, które kiedyś tak bardzo kochałeś. Czy wciąż tak jest?
Z mojej strony pojawiają się łzy.
Miałeś już nie wrócić. Miałeś umrzeć i zostawić mnie na zawsze. Jedak jesteś tu. Stoisz cały i zdrowy, z czułym uśmiechem  błąkających po ustach. To sen? Błagam, nie chcę się budzić. Nie wiem kiedy moje policzki stają się nieziemsko mokre. Stoję na środku chodnika i po prostu zalewałem się łzami. Radość mieszała się z nie dowierzaniem. Umarłem?
Tsuki, Ja wciąż czekałem..
Powoli podchodzisz do mnie. Znów byłeś blisko mnie.. Wyciągasz dłoń by mnie dotknąć. Stawiam mały, niepewny krok przed siebie. Nie patrzę na przystających z zaciekawienia ludzi.
Opuszczam swoją głowę opierając ją o twoje ramie. Uśmiecham się. To nie sen. To rzeczywistość.
Walka się skończyła..
Wygraliśmy ją, Tsuki.

The End.

__________________________________________________________
Koniec!
Jakoś trudno mi w to uwierzyć...
Śpieszę się na autobus, więc szybko coś doskrobie.
Teraz wyjeżdzam za granice na "surowych rodzców" jak to moi znajomi nazwali.
Rejs za granice, dla uczniów sprawiających jakieś problemy, łamiących regulamin, źle się uczących.
Jest darmowy, a że jedzie 10 osób z całej szkoły, i ja sie załapałam to nie odmówię x3
Mamy się nauczyć odpowiedzialności, znaleść jakieś normalne zainteresowania itp.
W każdym razie!
Trwa on tydzień i będe w domu dopiero 2 czerwca. 
Postanowiłam dalej prowadzić bloga :3
Więc do 10 czerwca powinno pojawić się nowe opowiadanie :D
Proszę podsumowanie całego Arive or Dead :D
W komentarzach,
Chcę wiedzieć, czy wam się podobało i czy w ogóle jest sens bym pisała dalej.
Pozdrawiam :*
Kocham wasssss <3 :*
__________________________________________________________________

sobota, 11 maja 2013

Arive or Dead- Cześć 15/15


                                                     ***
(krótkie przypomnienie)
Wytrzymałem połowę nadto długiego przemówienia. Powiadomiłem Yumi o mojej małej ucieczce i przemykając przy ścianach jak ninja  wyszedłem z dusznej szkoły. Miałem nadzieje że nikt mnie nie widział. Kilka razy dzwoniłem do Tsukiego. W chwili, gdy zacząłem myśleć, że może chłopak jest na sali telefon został odebrany.
-Słucham? - Pojawił się zmodyfikowany przez telefon, wyczuwalnie zmęczony głos.
-Dzień dobry, Arai-san czy.. - Zacząłem, jednak kobieta przerwała mi.
-Nie jesteś w szkole, Hoshi?
-Tak, ale.. Czy Tsuki też tu jest? - Zapytałem, przegryzając wargę. Zapanowała cisza. Cisza, która nieziemsko mnie przerażała. Cisza, która miała nigdy się nie pojawić.
                                                    ***
Trwała ona dłuższą chwilę, podczas której zniecierpliwiony zacząłem przeskakiwać z jednej nogi na drugą, wyrażając w ten sposób swoje zdenerwowanie. Miałem potwornie złe przeczucia..
-Hoshi... Tsuki jest w szpitalu.. - Wydusiła z siebie. Jej głos załamał się. Patrzałem przed siebie wielkimi oczyma. Nie czułem zrywającego się wiatru, nie widziałem przyjaciół, wybiegających z budynku, by mnie znaleźć, nie słyszałem ich krzyków.
-J-jak to?- Zdołałem wymusić z siebie te słowa. Nie usłyszałem także jej odpowiedzi. Telefon upadł na ziemie, roztrzaskując się na dwie części. Moje ręce zasłoniły twarz. Po Prostu czułem, że koniec nadszedł szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
***
W szpitalu było zimno, ściany były przesiąknięte śmiercią. Biały kolor tu górował, nie wiem czemu.. Może miał przywracać nadzieje? Lub przybliżać do nieba.. Był nieziemsko dołujący. Z pomocą młodej pielęgniarki odnalazłem sale, w której leżał Tsuki. Uchyliłem jasne drzwi i niepewnie wszedłem do środka. Był sam. Osłabiony i blady leżał w łóżku, a do jego rąk były poprzypinane jakieś kabelki. Nawet nie chciałem wiedzieć co się stało..
Spał.
Jego czerwone włosy rozsypały się po poduszce. Zamknąłem uchylone okno i usiadłem na krzesełku. Miał zamknięte oczy, były lekko podkrążone. Niepewnie, z ociągiem chwyciłem jego dłoń, także przymykając powieki. Przekręciłem głowę w stronę równie jasnego, co reszta pomieszczenia sufitu. Nie rozumiałem czemu akurat nam się to przydarzyło..
Gdy w końcu poczułem się szczęśliwy, potrzebny komuś.. wszystko gwałtownie się zawaliło. Nie wiem kim musiałem być w poprzednim życiu.. Gwałcicielem? Mordercą? Chyba musiałem odpracować to teraz.. Powstrzymywałem łzy, czułem ,że jeśli one się wydostaną, to będzie zapieczętowanie końca.
-Wiesz, że podobno biel oznacza zwycięstwo nad śmiercią? -Usłyszałem nieco zachrypnięty głos. Spojrzałem na Tsukiego uśmiechając się lekko, odruchowo. Jego twarz przypominała mi w tej chwili posąg, blada wpatrzona w jeden punkt na ścianie. Perfekcyjna pod każdym kątem.
-Nie wiedziałem. - Mój głos był cichy, strachliwy. Chłopak zacisnął dłoń na mojej,przenosząc wzrok na mnie. Chwile trwała między nami cisza, w końcu czerwono-włosy podniósł się do siadu, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Utrzymywałem jego spojrzenie.
-Muszę tu zostać na jakiś czas, nie wiem na jak długo..
-Um, w porządku. - Ponownie posłałem mu jeden z idealnie wyćwiczonych uśmiechów. - Będę cię odwiedzał codziennie, a jak wyjdziesz ,wyjedziemy gdzieś, prawda? W końcu wakacje się zaczęły.. - Przysunąłem się trochę bliżej, wychylając się na krześle z każdym wypowiedzianym słowem. Podobała mi się ta wizja. Moglibyśmy wybrać się gdzieś tylko we dwójkę, gdzieś ,gdzie nikt nas nie zna.
-Wiesz .... Hoshi?  - Przerwał mi, ponownie usiadłem prosto, nieco naburmuszony z powodu przerwania rozmyśleń. Wyłapał mój skupiony wzrok i westchnął ciężko. - Nie chcę żebyś mnie odwiedzał. - Zaczął ,widząc jak otwieram usta , kontynuował. - Nie wiem kiedy stąd wyjdę, nie wiem czy kiedykolwiek. Nie chcę żebyś widział jak umieram, nie chcę też widzieć jak Ty cierpisz. Wolę wiedzieć ,że zapomniałeś o mnie i że ułożyłeś sobie życie na nowo. - Zakończył wyczekując mojej reakcji.
-Chyba żartujesz? - Spróbowałem się zaśmiać, jednak kompletnie mi to nie wyszło. Pierwszy raz od dawna, widziałem tak poważne nastawienie z jego strony. - Proszę, powiedz, że żartujesz! - Krzyknąłem ,wstając z krzesła, przewracając je przy tym. - Nie możesz mi tego zrobić..
-Przepraszam, Hoshi. - W jego błyszczących, czekoladowych oczach pojawiła się ta cholerna pewność.
-Przepraszasz?! Tsuki, czy ty w ogóle rozumiesz co mówisz?! Może masz jakieś majaki! - Krzyczałem, jednak mój głos nie mógł równać się z bólem, rozsadzającym moje serce.
-Uspokój się. - Zmarszczył brwi. Wtedy wydawało mi się że nic dla niego nie znaczyłem. Jego wzrok stał się zimny, wręcz przerażający.
-Tu nie wolno krzyczeć. - W pokoju pojawiła się pulchna pielęgniarka, przeszywająca mnie wzrokiem pełnym pogardy. Nie obchodziła mnie.
-Nie będę się uspokajać. - Powiedziałem tym razem nieco ciszej, jednak z następnym zdaniem znów podniosłem głos. - Chcesz mnie po prostu zostawić?- Chyba setny raz tego dnia pojawiła się bezlitosna cisza, przerywana tykaniem zegara i kilku maszyn , znajdujących się w pomieszczeniu. Już wszystko rozumiałem..
-Idź już. - Poprosił, ale ja tam stałem. Cichy, zły, zrozpaczony. Stałem dopóki ponaglające spojrzenie pielęgniarki i mojego chłopaka, mentalnie mnie z stamtąd wyrzuciły. Właściwie to już... byłego chłopaka. Nie miałem wyboru opuściłem budynek, patrząc w ciemne już niebo. Znów padało, deszcz z każdą chwilą zyskiwał na sile. Szedłem przed siebie, nie bardzo rozumiejąc co się właściwie stało. Straciłem najważniejszą osobę swojego życia. Dopiero, gdy znalazłem się w opustoszałym parku, usiadłem na krawężniku.. Wreszcie pozwoliłem sobie na łzy, zbierane przez cały dzień. Wycierałem  policzki, osuszając je z deszczu i słonych, smutnych kropel. Mój szloch przebił się przez inne odgłosy. Mogłem sobie na to pozwolić, park był na tyle duży, że nikt by mnie nie usłyszał.
Podobno nic nie trwa wiecznie. Bóg to okropny facet. Całe życie pracujemy na odrobinę szczęścia, a on potrafi za jednym zamachem wszystko zniszczyć. Nasz związek zakończył się szybciej niż trwał. Po co to wszystko.
Nie potrafiłem uwierzyć w to co się stało, wmawiałem sobie, że to tylko sen, że zaraz się obudzę, i powitam kolejny dzień u boku Tsukiego.
Wiedziałem, że On już zawsze pozostanie w moim sercu , jako pierwsza miłość.
 ***
Czuję, na jak na mojej twarzy także łzy, znaczą ścieżki, tak samo jaki kilka lat wcześniej. Nie mogę tego powstrzymać, wszystkie wspomnienia były dla mnie czymś, co ukrywałem niezmiernie długo. Podnoszę wzrok na Ayako, która podbiega do mnie zza laptopa, niemal przewracając cały stół. Jej ramiona obejmują mnie, wciskając głowę w jej ciało.
-Spokooojnieee.. - Prosi nieustannie, kołysając mną raz w prawo ,raz w lewo. Wtulam się w nią, mocząc jej nową, zieloną bluzkę. Siedzimy tak jakiś czas, mrucząc do siebie pojedyncze słowa.
-Nieraz dzwoniłem, byłem u niego, próbowałem się z nim skontaktować  ale On, nigdy więcej nie pojawił się w moim życiu...
***
Nigdy nie zastanawiałem się jak to będzie, gdy go zabraknie. Chyba nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Bywają dni, gdy potrzebuje po prostu usłyszeć słowa. „kocham cię” ..To wszystko, mimo że powoli minęło, wciąż jest czymś, czego nie potrafię normalnie przeżyć.
Tsuki.-   Pierwsza osoba ,która mnie zrozumiała. Pierwsza osoba , którą pokochałem. Pierwsza osoba, która potrafiła do mnie dotrzeć.  Mój pierwszy prawdziwy przyjaciel. Mój pierwszy kochanek
Zarazem ostatnia osoba, której pozwoliłem się zranić.

_______________________________________________________________
Nie mogę uwierzyć, że to ostatni rozdział.. chyba to do mnie jeszcze nie dotarło x3
Czekam na następne 6 komentarz, może ponownie 8?
Nieziemsko dziekuję , za poprzednie. 
Nawet nie wiecie ile sprawiły mi radości!
Już tylko epilog:< 
Kocham wasss! <3
_______________________________________________________________

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń