niedziela, 1 lutego 2015

Stay - Rozdział 6



Gdy miałem osiem lat mama wraz z Yui zabrały mnie na spacer. Była zima, Japonie zasypał śnieg, choć we wcześniejszych latach nie było go w ogóle. Śnieg był zimny i lekki, a jego kolor, mimo, że nieco rażący miał w sobie coś co uspokajało. Mama powiedziała, że pójdziemy po tate, który za pół godziny kończył pracę i całą rodziną odwiedzimy jakąś małą restauracje. Wraz z siostrą byliśmy zachwyceni. Kochaliśmy spędzać czas z rodzicami, niezależnie od tego w jakiej scenerii się znajdywalśmy. Byliśmy niesamowicie zżytymi ze sobą ludźmi.
Pamiętam, że stojąc niedaleko budynku biura ojca spojrzałem w niebo. Było piękne. Jasno błękitne, jednak było na nim kilka niewielkich, szarawych chmur, które zdawały się być stworzone ze srebra. Z góry wciąż spadały niewielkie płatki śniegu, co powodowało, że wszystko razem łączyło się ze sobą w niesamowity odcień.
Właściwie z tego dnia nie pamiętam nic więcej. Jedynie cudny odcień rozciągającego się nad nami płutna, do którego pędzel posiadał jedynie Bóg.
Teraz, dwanaście lat później, stojąc naprzeciw byłego chłopaka wpatrywałem się w jego oczy mając wrażenie, że ten niesamowity kolor przelany został w jego tęczówki.
-Doi- Powtórzyłem jego imię, jakbym sam potrzebował pewności. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie z powątpieniem, a ja poczułem się niesamowicie źle, kiedy dotarło do mnie jakiego wspaniałego widowiska był świadkiem. Zacisnąłem mocno wargi i spuściłem głowę nie wiedząc co robić. Spożyty alkohol z pewnością nie pomagał mi odpowiednio ocenić sytuacji.
- Nie jest to wymarzone miejsce na ponowne spotkanie, ale cieszę się, że Cię widzę. - Usłyszałem głos Doi' ego i z przerażeniem przyuważyłem, że bez problemu potrafiłem wyłapać każde wypowiedziane tą ciepłą barwą słowo, mimo krzyków i ogłuszającej muzyki. - Tęskniłem za Tobą. - Dodał, a ja poczułem łzy w oczach.
Dlaczego tak męcisz mi w głowie?
- Co tu robisz? To sen? Skąd wziąłeś się w Japonii? - Pytałem mokrym głosem, który sprawnie przebijał się przez inne odgłosy, do których należała również anglojęzyczna rozmowa moich nowych znajomych. Osobiście nie rozumiałem niemal żadnego słowa, jednak blondyn najprawdopodobniej nie miał z tym najmniejszego problemu.
-Mam dwumiesięczna przerwę między kręceniem następnej serii. W naszej ekipie jest naprawdę wielu Japończyków i wraz z nimi postanowiłem zabrać się do domu. - Wyjaśnił puszczając moją rękę. Brak kontaktu cielesnego nie był jednak długi, ponieważ gdy mój towarzysz przyuważył moje łzy od razu zostałem przez niego pochwycony do najsilniejszego, jednego z najbardziej intymnych uścisków jakich miałem okazję smakować. Jego głos ponownie rozbrzmiał, jednak tym razem nie był skierowany w moją stronę. Słyszałem ciche prychnięcia, jakieś obco brzmiące słowa po czym moi wcześniejsi partnerzy oddalili się od nas. Może nie pałali zbyt wielkim entuzjazmem, zaś mnie przez głowę przeszło, że straciłem szansę na świetny trójkąt, jednak teraz nie miało to większego znaczenia.
Czekałem dwa lata. Nie tak długo, możnaby rzec. W końcu są pary, które nie widzą sie po pięć lat, a ich więź staje się przez to tylko silniejsza.
Niestety chamski kupidyn źle podzielił nasza miłość i zamiast porównej dawki ta cała ugrzęzła w moim ciele tworząc, dziś już tylko jednostronne uczucie.
- Nie płacz, Haru-chan, nie chce widzieć twoich łez. - Prosił starszy, prowadząc nas w nieco cichsze miejsce. Gdy tylko sie tam znaleźliśmy, objął dłonią mój podbrudek zaś drugą ręką zaczął wycierać słone ścieżki na moich policzkach. Nawet mimo jego usilnych starań było ich coraz wiecej. - Weź się w garść, słoneczko. - Czułe zdrobnienie przyniosło jednak inny efekt. Od razu odtrąciłem jego dłoń, wyobrażając sobie, że każdego ranka nazywa w ten sposób swojego nowego chłopaka.
-Wybacz, chyba po prostu za dużo wypiłem. - Tłumaczyłem drżącym głosem.
- Zauważyłem. Chyba już nawet nie wiesz co sie dzieje, co? Podejrzewam, że ci ludzie, z którymi tańczyłeś nie mieli tak niewinnych zamiarów jak ty. Musisz być uważniejszy, bo kiedyś nawet się nie obejrzysz, a ktoś zaciągnie Cię do łóżka. - Tłumaczył powoli jak małemu dziecku. Podejrzewam, że to ta chwila kiedy powinienem powiedzieć '' Spokojnie, Doi. Jestem tylko zagubionym człowiekiem, który co weekend imprezuje wyrywając coraz to dziwniejszych kochanków'' Nie potrafiłem tego zrobić. Nie kiedy w głowie blondyna wciąż tkwiło wyobrażenie mnie, jako aspołecznego wyrzutka, nienawidzącego zbliżać się do ludzi.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć na moich ramionach spoczęły doskonale znane mi dłonie.
Tylko nie to.
W tej chwili ten gość na górze orientacyjnie sobie ze mnie kpił.
-Co sie dzieje, kochanie? Masz jakiś problem? - Niewinny głos Kobo silnie przedarł się przez  muzykę. Wiedziałem, że gdyby Doi nie stał w cieniu chłopak od raz by go rozpoznał. Niestety mój rozmowca wyłonił się z niego o kilka sekund za późno.
- Nie, tylko rozmawiamy. Jestem Doi, a ty? - Zapytał szybko bez jakiegokolwiek zażenowania. - Wybacz, że go odciągnąłem, nie wiedziałem... Haru nie mówił, że ma nowego chłopaka.
- Nie my nie... Nie jesteśmy razem czy coś... - Mruknąłem, zniżając głowę, kiedy poczułem jak na codzień delikatne dłonie mocniej zaciskają się na mojej skórze. - Pracujemy razem w kawiarni. - Dodałem, pamiętając chwilę kiedy pierwszy raz wspomniałem blondynowi o swojej pracy.
-Oh... Jesteście w naprawdę dobrych stosunkach. - Ocenił Doi patrząc na nas w sposób jasno mówiący, że nie jest pewny moich słów. Zadrżałem uświadamiając sobie, że kiedyś nieśmiałby ich kwestionować, ponieważ we wszystkim bezgranicznie mi ufał. Nie koniecznie na początku naszej znajomości, ale już po krótkim czasie mogłem śmiało nim manipulować, czego nie robilem z czystej sympatii.
Teraz nie był już tak naiwny, czego nie potrafiłem wyczuć podczas rozmów online. Wolałem trzymać w myślach obraz charakteru mężczyzny, który wyjechał przed dwoma laty. Chyba nawet nie chciałbym myśleć, że mógłby się zmienić.
Przecież już wtedy był niemal idealny.
- Pracujemy ze sobą już dość długo. - Tym razem głos zabrał Kobo. Odchyliłem głowę nieco w bok by zobaczyć wyraz jego twarzy. Był lekko uśmiechnięty, zaś jego brązowe włosy uporczywie wpadały w oczy, które świeciły charakterystycznym, dumnym blaskiem.
-Powiedzmy, że rozumiem. Pozwolisz, że Ci go ukradne? Dawno się nie widzieliśmy. - Tłumaczył mój ukochany. Zmrużyłem oczy, kiedy dotarło do mnie, że od razu założył, że będę chciał z nim rozmawiać. Nie było to błędem, ale było co najmniej niewłaściwe. Miałem ochotę powiedzieć, żeby nie był tak pewny siebie. Jednak nie potrafiłem, to wciąż był mój Doi. Ten sam chłopak, którego kochałem  i który zostawił mnie na rzecz kariery, czego sam mu doradziłem.
Oczywiście w ciągu tych dwóch lat nieco sie zmienił. Nie tylko jego charakter uległ zmianie, ale również jego wygląd. Choć to drugie nieco mniej. Wciąż miał te swoje roztrzepane na każdą stronę włosy, które w świetle lśniły złotą poświatą, zaś jego oczy wciąż miały ten głęboki odcień, który potrafił uspokoić każdego. Jego skóra była nieco bardziej opalona niż to zapamiętałem. Zawsze rozmawialiśmy ze sobą późną, wieczorną godziną, kiedy księżyc opanowywał niebo nad nami. Te samo niebo, które od zawsze nas łączyło.
Jedyny element, który nigdy nie ulegnie żadnej zmianie.
Kości policzkowe blondyna zdawały się być bardziej widoczne niż wcześniej, ale nie potrafiłem ocenić dlaczego. Czy to możliwe, że przez ćwiczenia, których ilość znacznie powiększył?
Idąc tym tropem, mogłem stwierdzić, że jego ciało było nieco bardziej wysportowane, ruchy bardziej przemyślane i pewniejsze. Tak jakby cały czas sie pilnował, ale po co to robił?
Przecież kiedyś byłem najważniejszą osobą w jego życiu, czy to tak bardzo sie zmieniło?
-Nie mam nic przeciwko. - Poczułem jak Kobo bardziej się do mnie przysówa, po czym delikatnie składa pocałunek na czubku mojej głowy. - Tylko przypilnuj by bezpiecznie wrócił do domu. - Dodał jeszcze po czym odszedł zostawiając mnie sam na sam z byłym chłopakiem.
Doi uśmiechnął sie lekko wyciągając do mnie swoją zadbaną dłoń o palcach pianisty. Starałem się odwzajemnić jego gest, kiedy niczym lustrzane odbicie wykonałem podobny ruch, a moja dłoń znalazła się w  jego uścisku. Zostałem pociągnięty do wyjścia. Pożegnalismy budynek ściągając na siebie wścibskie spojrzenia conajmniej połowy imprezowiczów. Zaśmiałem się cicho, kiedy dotarło do mnie, jak bardzo znajome mi było to uczucie zaledwie dwa lata temu.
-Co jest? - Zapytał blondyn swoim melodyjnym głosem. Czasami miałem wrażenie, jakby każde słowo wpasowywało się do jakiejś piosenki, którą tworzył podczas rozmowy. A gdy jedna się skończyła, natychmiast pojawiała się następna.
- Pomyślałem sobie, że pewnie jutro będziemy głównym tematem gazet. Wiesz... Odkąd jesteś jawnym homoseksualistą wszyscy szukają pikantnych aspektów twojego życia. A tu nagle wracasz do Japonii i spotykasz byłego chłopaka.
-Pewnie nazwą to przeznaczeniem.
- Tak. Pewnie tak. - Przytaknąłem ciesząc się z luźnej atmosfery. Nie było wyrzutów, kłótni ani ckliwych wyznań. Było tak jak kiedyś, najprawdopodobniej dlatego, że do żadnego z nas nie dotarła jeszcze powaga i realność tej sytuacji. - Twoi znajomi nie będą źli, że ich zostawiłeś? - Zapytałem kiedy moja ręka została puszczona, a my ruszyliśmy mniej zatłoczoną uliczką. Właściwie oprócz śpiącego w zaułku bezdomnego nie widzałem nikogo wiecej. Podąrzaliśmy przed siebie ramię w ramię, zajmując niemal całą szerokość niewielkiego  chodnika.
-Może.  Napiszę do Colin' a, żeby się nie martwili. - Mruknął wyjmując telefon, kiedy do mnie dopiero docierały jego słowa. Widziałem jak delikatnie stuka w ekran tworząc niewielką, naprawdę krótką wiadomość, którą po chwili wysłał na wybrany przez siebie numer.
- Czekaj... On też tu jest? -Zapytałem nieco wytrącony ze zdobytego opanowania. Właściwie mogłem domyślić się, że Doi będzie chciał pokazać swojemu chłopakowi rodzinny kraj, ale czy to znaczyło, ze ich związek zaszedł tak daleko?
Odwróciłem głowę w przeciwny kierunek od jego twarzy, starając sie nie rozpłakać.
Ponieważ jego zachowanie, decyzja zabrania ze sobą Colin' a znaczyła tyle, że nie ma już dla mnie szansy, że straciłem ją dwa lata temu, a blondyn tak naprawdę nigdy mnie nie kochał. Nie tą miłością, którą ja kierowałem do niego.
Ale chwila, dlaczego to tak bardzo mnie zabolało? Przecież wiedziałem, że to nie nam przeznaczony jest ten magiczny, porządany przez każdego Happy End.
To nie nam przyjdzie żyć długo i szczęśliwie, razem.
-Tak. Zawsze chciał przyjechać do Japonii, więc zabrałem go ze sobą. Zresztą lubię mieć go blisko. Kiedy nagrywam nie mam dla naszego związku za wiele czasu. - Odparł wzruszając ramionami. Schował telefon do kieszeni spodni i spojrzał na mnie uważnie. - Ale to nie ważne. Co u ciebie? Twoje rany już się zagoiły?- Poczułem jak obejmuje mnie w pasie, by przyciągnąć bliżej swojego ciała. Wróciłem wzrokiem na drogę, by zauważyć jak za zakrętem znika jakiś ciemny samochód.
- Tak, wszystko w porządku. Właściwie niewiele się zmieniło odkąd... Przestaliśmy rozmawiać. Przepraszam za to. Te pytania były dla mnie dość niezręczne i poczułem jakbyś na siłę starał się ingerować w moje życie. Nie przemyślałem tego. - Odparłem, widząc jak jego usta zbliżają się do mojej twarzy, po chwili otrzymałem delikatnego całusa w policzek. Zachichotałem czując jak na moje lica wpływa lekki, niemal niewidoczny w świetle księżyca rumieniec. Zachowywał się tak jak przed wyjazdem, teraz mi sie to podobało, jednak wiedziałem, że przyjdzie mi zapłacić za to łzami.
- Bałem się, że nie jesteś tu bezpieczny, a ja będąc poza Azją nie mógłbym Ci pomoc..
-Jestem bezpieczny, nie musisz się martwić. - Uprzedziłem widząc jak kierunek zmierza w stronę mojej kamienicy. W prawdzie na początku chciałem spędzić noc z Kobo, jednak teraz wiedziałem, że nie jest to dobrym pomysłem. Czułem jakby cały wypity przeze mnie alkohol odlatywał wraz z podmuchami silnego wiatru. - Tęskniłem za Tobą. - Mruknąłem, mając nadzieję, że tym sposobem zmienię temat na jakiś mniej niezręczny. - Właściwie to cieszę się, że tu jesteś. Moglibyśmy się jeszcze spotkać? Przyprowadziłbym Toi.
- Jasne, mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję się zobaczyć. Czuję się lepiej, gdy wiem, że nic ci nie jest.
-Tak samo jak z Colin' em?- Zapytałem nie mogąc się powstrzymać.
- Zrobiłeś się bardziej wygadany. - Powiedział niebieskooki, jednak doskonale widziałem uśmiech, który pojawił się na jego twarzy. - Podobnie. Jego lubię mieć przy sobie, ale czasami mam dość jego charakteru, jest dość specyficzny. Z kolei ciebie również chcę mieć blisko, jednak masz okropną ilość tajemnic, przez które nie potrafię czerpać całkowitej radości z naszych spotkań. No i Colin jest moim chłopakiem, a ty przyjacielem. Z tego powodu również jest nieco inaczej, jeśli rozumiesz co mam na myśli.
-On jest ważniejszy. Rozmumiem - Podsumowałem widząc w oddali charakterystyczną drogę, która od naszego pierwszego spotkania była wyznacznikiem miejsca, które oddziela nasze światy. - Muszę przywyknąć. - Dodałem usiłując ukryć ból, który pojawił się przy ukłuciu w serce. To tak jakby niewielka igła próbowała dostać się do jego środka, aby podziórawić uczucia do osoby, która ich nie chciała.
- Nie... To nie tak. Wybacz. - Powiedział od razu. Znaleźliśmy się w miejscu, przy którym zawsze sie rozstawaliśmy. To ono przypomniało mi, że tak naprawdę nigdy nie wpuściłem starszego do mojego prawdziwego, codziennego życia, które zamknięte było w czterech ścianach niewielkiego, zdemolowanego mieszkania.
- Kiedy cię zobaczę?- Zapytałem przystając na tej nieszczesnej, betonowej drodze. Odwróciłem się do mężczyzny, by stanąć na przeciwko niego. Jego mina wyrażała niepewność i zmartwienie, co było dla mnie zdziwieniem. Nie rozumiałem skąd biorą się w nim takie odczucia.
-Jutro mam kilka wywiadów, a pojutrze obiecałem Colin' owi pokazać miasto. Może za trzy dni, dobrze? Zadzwonie jeśli wciąż masz ten sam numer. - Obiecał schylając sie trochę, by złożyć delikatny pocałunek na moim zakrytymgęstą grzywką czole. Po chwili zostałem przyciagnięty do mocnego, tęsknego uścisku, który prędko odwzajemniłem nawet przez chwilę się nie wachając.
- Więc będę czekał. Trzymaj sie, Doi i pozdrow Colin' a. - Pożegnalem sie rozluźniając uścisk, z którego już po chwili uciekłem.
-Śpij dobrze, Haru-Chan. - Ostatnie promienne uśmiechy, czułe spojrzenia i machnięcia dłońmi. Już po chwili odwróciłem się i słysząc w oddali szczęk puszek uderzających o ziemię ruszyłem do mieszkania.

A nasze drogi ponownie się rozeszły.
* * * * *
Drzwi nie chciały się otworzyć. Naprawdę, stałem w przedpokoju i siłowałem się z wrotami sypialni, które mimo moich największych chęci nie chciały ustąpić. Raz ciągnąłem je do siebie, innym razem pchałem do środka, starając się coś dostrzec zza łez, które próbowały wydostać się spod powiek, co też po chwili im sie udało. Tworzyły ogromne ścieżki na moich policzkach i spływały po szyi aż za dekolt fiolkowej koszulki. Puściłem klamkę, dając za wygraną. Nie miałem już siły walczyć z głupim przedmiotem, kiedy moje życie zdawało się rozpadać. Kruszyć niczym nie pasujące do siebie puzzle. Oparłem głowę o drewno, spoglądając w dół, gdzie na podłodze siedziała Toi wpatrująca się w moje poczynania. Uśmiechnąłem się dość nieporadnie po czym usiadłem na ziemi i oparłem się plecami o zatrzaśnięte drzwi. Psiak od razu wdrapał się na moje uda i oparł się przednimi łapkami o mój tors mocniej przyciskając do gładkiej powierzchni za mną. Nieudolnie starałem się powstrzymać płacz, kiedy usłyszałem jak drzwi frontowe z głośnym trzaskiem się otwierają. Ucichłem gwałtownie przyciskając do ust dłoń. Zacisnąłem mocno oczy, już w następnej chwili czując jak zastaje uniesiony do góry.
- Może to nie był taki dobry pomysł, to spotkanie? - Pytał cichy głos, niosąc mnie w stronę salonu. Jego ramiona pewnie trzymały moje trzęsące się od szlochu ciało. Znalazłem się na kanapie, a druga osoba od razu przyległa do mnie dając choć nikłe odczucie bezpieczeństwa.
-N-Nie W-Wie-em. - Odparłem wtulając się w ciepły tors drugiego mężczyzny. Poczułem jak moje ciało zostaje okryte kocem, zaś przy mojej rece ląduje niewielkie ciałko Toi. Usmiechnąłem się lekko, a w ciszy rozbrzmiał mój smutny głos dziękujący Kobo za to, że jest przy mnie.

______
Skończyłam... To był dla mnie naprawdę trudny rozdział.
Wiem, że bardzo długo nic nie dodawałaam. Prawie dwa miesiące... Ale promyczki! Nie pytajcie mnie czy to już koniec, czy nic więcej nie dodam. Nawet w takich chwilach nie wątpcie w Stay! Ono na pewno zostanie ukończone.
Nie wiem czy jest sens pisania o tym co działo się podczas mojej nieobecności..
Miałam wypadek, jak pewnie większość z was już wie, potem problemy w szkole, w życiu osobistym. Po części nie daje sobie rady z dysponowaniem czasu.
Od poniedziałku do środy wracam do domu o 17:00, w czwartek i piatki okolo 15:00 ale potem mam korki, a w wekeendy odsypiam, ewentualnie spotykam się ze znajomymi czy spedzam czas z rodziną.
Musze jakoś przyzwyczaić sie do takiego życia
Teraz mam ferie, więc w ciągu tych dwóch tygodni na pewno pojawi sie jeszcze jeden rozdział.
Dziekuje wam za wytrwałość, słowa otuchy i wiare.
Ah! No i rekord komentarzy pod ostatnim rodzial0łem :3
Kocham, Wasza Hoshi <3

O mnie

Moje zdjęcie
Całkowicie zagubiona w swojej codzienności 18-latka. Marząca o wydaniu własnej książki, w śmielszych przemyśleniach o zostaniu pisarką. Uwielbiająca niemal wszystko co japońskie. Wegetarianka, samotniczka, ogromna marzycielka, gaduła, teistka, zakochana w swojej śwince morskiej. Dziewczyna, która wciąż uważa przeciętność za chorobę XXI wieku ;)

Łączna liczba wyświetleń